Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 56
Перейти на страницу:

Rozumiałem to tak: gdy pod wpływem dziwnego i głupiego impulsu pocałowałem ją w samochodzie, przekroczyłem granicę, której obydwoje postanowiliśmy nie przekraczać. I nie mogłem już tego naprawić, nie było już odwrotu. Pocałunek był swoistym aktem zabójstwa. W każdym razie miło było tak o tym pomyśleć. Zabiłem nasz związek, przebijając językiem jego serce i spychając go ze skały w przepaść. Bum, i trup. Od tamtej pory nawet o niej nie pomyślałem, ani razu. Rita po prostu zniknęła. Niezrozumiały kaprys losu usunął ją z mojego życia.

A teraz zadzwoniła i żeby mnie rozerwać, nagrała na sekretarkę swoje dyszenie.

Dlaczego? Chciała mnie zganić? Wyzwać, utrzeć mi nosa, otworzyć mi oczy na ogrom mojego przestępstwa?

Niezmiernie mnie to zirytowało. Zacząłem nerwowo krążyć po mieszkaniu. Po co ja w ogóle o niej myślę? Miałem ważniejsze troski na głowie. Rita była po prostu moją brodą, przebraniem głupiutkiego dzieciaka, które nosiłem w weekendy, by ukryć fakt, że jestem taki sam jak on, ten jakże interesujący ktoś, że robię dokładnie to samo co on, udając, że tego nie robię.

Czyżby przemawiała przeze mnie zazdrość? Tak, oczywiście, teraz nie robiłem nic. Chwilowo pauzowałem. I byłem pewny, że prędko tego nie zrobię. Zbyt ryzykowne. Nie przygotowałem sobie gruntu.

Mimo to…

Wróciłem do kuchni i dałem prztyczka główce Barbie. Stuk-puk. Stuk-puk. Chyba jednak coś odczuwałem. Wesołość? Głęboką troskę? Zawodową zazdrość? Nie wiedziałem, a Barbie milczała.

Miałem tego dość. Najpierw to absurdalne przyznanie się do winy, potem naruszenie mojego prywatnego ustronia, a teraz Rita? Ile można znieść? Człowiek ma swoje ograniczenia. Nawet człowiek udawany, taki jak ja. Byłem niespokojny, oszołomiony, skonsternowany, pobudzony i jednocześnie ospały. Wyjrzałem przez okno. Zapadł już mrok i na niebie, hen, daleko nad wodą, pojawiła się światłość, na widok której w głębokich zakamarkach mojego „ja” odezwał się słaby, acz złowieszczy głosik.

Księżyc.

Cichy szept tuż przy uchu. Nawet nie szept, tylko wrażenie, że ktoś wypowiada moje imię, wrażenie niemal namacalne, jakby ten ktoś stał tuż obok, bardzo blisko i jakby podchodził jeszcze bliżej. Nie słyszałem żadnych słów, tylko suchy szelest tego niegłosu, ton pozbawiony tonu, delikatne tchnienie myśli. Miałem gorącą twarz, nagle usłyszałem mój własny oddech. A potem znowu ten głos, cichutki głos tuż przy zewnętrznej krawędzi ucha. Odwróciłem się, choć wiedziałem, że nikogo tam nie ma, że to nie ucho, tylko mój serdeczny przyjaciel, którego obudził księżyc i Bóg wie co jeszcze.

Och, ten tłusty, ten wesoło rozgadany księżyc. Ileż miał do powiedzenia. I chociaż ja próbowałem mu powiedzieć, że wybrał nieodpowiednią porę, że jest za wcześnie, że mam na głowie wiele innych rzeczy, rzeczy naprawdę ważnych, on znajdował argumenty dosłownie na wszystko. Dlatego mimo że wykłócałem się z nim przez cały kwadrans, tak naprawdę nie miałem żadnych szans.

Wpadłem w rozpacz i desperacko walczyłem, stosując wszystkie znane mi sztuczki, a kiedy i to zawiodło, zrobiłem coś, co do głębi mną wstrząsnęło. Zadzwoniłem do Rity.

— Ach, to ty — powiedziała. — Po prostu… Po prostu się bałam. Dziękuję, że oddzwoniłeś. Chciałam…

— Wiem — odparłem, chociaż oczywiście nie wiedziałem.

— Moglibyśmy… Nie wiem, czy masz… Chciałabym się z tobą spotkać i… porozmawiać.

— Oczywiście — odrzekłem i kiedy już umówiliśmy się u niej w domu, zacząłem się zastanawiać, o co jej tak naprawdę chodzi. Chciała mnie zbić? Będziemy ronić łzy i wzajemnie się obwiniać? Albo głośno wyzywać? Wkraczałem na zupełnie obcy teren i mogło mnie spotkać dosłownie wszystko.

Odłożywszy słuchawkę, spędziłem cudowne pół godziny, rozmyślając o sprawie Rity, gdy wtem znowu usłyszałem cichy głosik, który z uporem utrzymywał, że dzisiejsza noc powinna być wyjątkowa.

Znowu coś przyciągnęło mnie do okna, no i była tam ta olbrzymia, roześmiana gęba na niebie, ten rozchichotany księżyc. Zaciągnąłem zasłony i obszedłem wszystkie pokoje, dotykając rzeczy, wmawiając sobie, że jeszcze raz sprawdzam, czy nic nie zginęło i doskonale wiedząc, dlaczego to robię. Obszedłem mieszkanie raz, obszedłem drugi i za każdym razem podchodziłem coraz bliżej i bliżej małego biurka w saloniku, tego z komputerem. Chciałem to zrobić, jednocześnie nie chciałem i w końcu, po trzech kwadransach krążenia, uległem sile przyciągania. Kręciło mi się w głowie i pomyślałem, że skoro mam pod ręką krzesło, to na nim usiądę, a skoro już usiadłem, dlaczego nie miałbym włączyć komputera, a skoro już włączyłem komputer…

Jeszcze nie pora! Nie jestem gotowy!

Oczywiście nie miało to żadnego znaczenia. Byłem gotowy czy nie, co to za różnica. Ważne, że gotowy był on, mój nieproszony doradca.

14

Byłem prawie pewny, że to on, ale tylko prawie, a nigdy dotąd nie robiłem tego na pół gwizdka. Byłem osłabiony, odurzony, na wpół chory z podniecenia, niepewności i świadomości, że to zupełnie nie tak, że robię bardzo źle. Ale teraz samochodem kierował on, stamtąd, z tylnego siedzenia, i to, jak się czułem, było nieważne, ponieważ on, zimny, chętny i gotowy, czuł się znakomicie. Rósł, rozpychał mnie od środka, wyglądał z zakamarków jaszczurczego mózgu Dextera, z każdą chwilą potężniał tak bardzo, że mogło to się skończyć tylko w jeden sposób, a skoro tak, musiałem zadowolić się tym, co miałem pod ręką.

Znalazłem go przed kilkoma miesiącami, ale po krótkotrwałej obserwacji uznałem, że pewniejszy jest ksiądz, że ten może zaczekać, aż nabiorę całkowitej pewności.

Jakże się myliłem. Bo nagle okazało się, że nie może czekać ani sekundy.

Mieszkał przy małej ulicy w Coconut Grove. Kilka przecznic od jego obskurnego domku ciągnęło się slumsowate blokowisko dla czarnych, osiedle z tanimi knajpami, grillami i paroma rozpadającymi się kościołami. Kilkaset metrów w przeciwnym kierunku mieszkali milionerzy w swoich przerośniętych, nowoczesnych, otoczonych koralowymi murami willach. Ale Jamie Jaworski mieszkał dokładnie pośrodku, w domu, który dzielił z milionem palmowych żuków i najbrzydszym psem, jakiego kiedykolwiek widziałem.

Mimo to nie mógł pozwolić sobie nawet na taki. Był woźnym w gimnazjum Ponce de Leon i o ile wiedziałem, nie miał innych źródeł dochodu. Pracował na pół etatu, tylko trzy dni w tygodniu, co być może wystarczyłoby mu na życie, ale na pewno na nic więcej. Oczywiście nie interesowały mnie jego finanse. Interesował mnie fakt, że odkąd zaczął pracować w Ponce de Leon, nastąpił mały, jednak zauważalny wzrost liczby zaginięć wśród uczących się tam dzieci. A konkretnie wśród dwunasto-, trzynastoletnich jasnowłosych dziewczynek.

Jasnowłosych. To ważne. Nie wiedzieć czemu, policja często przeoczała takie szczegóły, tymczasem ja od razu je zauważałem. Może było to niepoprawne politycznie. Bo nie sądzicie, że dziewczynki ciemnowłose i ciemnoskóre powinny mieć takie same szanse jak te jasnowłose, żeby ktoś mógł je uprowadzić, zgwałcić, a następnie poćwiartować przed kamerą?

Jaworski był ostatnią osobą, która widziała zaginione. Policja rozmawiała z nim, a jakże. Zatrzymali go, przez całą noc przesłuchiwali i nic z niego nie wyciągnęli. Oczywiście musieli przestrzegać drobnych wymogów prawnych. Na przykład na tortury patrzono ostatnio dość niechętnie — z reguły. A bez argumentów siłowych Jamie Jaworski nigdy nie pochwali się swoim hobby. Ja bym się nie pochwalił.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)