Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «My, Dzieci Z Dworca Zoo». Краткое содержание книги:

Ta książka jest dla mnie niesamowita. Wokół słyszymy wciąż: narkomani, nie, narkotyki, nie, to niezdrowe, nie, to szkodliwe, nie, trucizna, nie, narkotyki, nie, złe towarzystwo, nie, nie i nie… A (może nie mnie, ale wielu) to wcale nie odstrasza, wręcz zaciekawia. Ta książka mówi o psychice młodej narkomanki, o skutkach nałogu, o tym, że nie mogła spełnić swych marzeń, o miłości w narkotykach, o tym, kim się staje człowiek, gdy zaczyna brać narkotyki.
Książka opowiada o narkomance z Berlina Zachodniego. Przedstawia problem wciąż aktualny, lecz nie mówiąc medycznie o chorobach, tylko o psychice narkomana. I to jest niezwykle ciekawe. Można niezwykle płakać nad tą książką. Ja sama czułam bezsilność, jakbym była w nałogu, czułam ten wstręt. Do czego? Do siebie samej. Bo czułam się, jakbym to JA była tą narkomanką. Nie Christiane. Nie. JA.
Niezwykle wciągająca książka.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 78
Перейти на страницу:

Potem trochę się bałam, że jeszcze lekarze odkryją przyczynę mojej żółtaczki. Ale ślady ukłuć zagoiły się przez ostatnie tygodnie. Nie miałam jeszcze zrostów i blizn. Zresztą, kto by się tam spodziewał na oddziale dziecięcym narkomanki.

Po trzech tygodniach musiałam troszkę poduczyć się od nowa chodzić. Potem wolno mi było wrócić samolotem do Berlina. Za wszystko płaciła kasa chorych W domu musiałam od razu położyć się z powrotem do łóżka Byłam szczęśliwa, że jestem wreszcie z mamą i kotami. O niczym innym nie myślałam Potem mama powiedziała, że parę razy był u niej Detlef i pytał, jak się czuję Podobno robił wrażenie bardzo zmartwionego, ze mnie tak długo nie ma, mówiła mama. Dopiero teraz tak na dobre, przypomniałam sobie o Detlefie. Miałam go i przed oczami, jego ładne, kręcone włosy, jego twarz która była tak niesamowicie przyjemna Czułam się okropnie szczęśliwa, że ktoś się o mnie martwił, że jest ktoś, kto mnie naprawdę kocha Detlef i miałam normalnie wyrzuty sumienia, że na parę tygodni prawie zapomniałam o mojej miłości do niego

Po paru dniach Detlef dowiedział się skądś, że wróciłam Kiedy stanął przy i moim łóżku, dostałam normalnego szoku. Nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa.

Z Detlefa zostały tylko skóra i kości. Ręce miał takie chude, że mogłam je bez wysiłku objąć dłonią. Twarz zupełnie biała policzki zapadnięte. Ale jeszcze tak i samo ładna. Jego niesamowicie przyjemne oczy zrobiły się jakieś takie większe i smutniejsze. Natychmiast znów zaczęłam go kochać do szaleństwa. Zupełnie mi nie przeszkadzało, że wychudł na szkielet i nie miałam ochoty się zastanawiać dlaczego jest tak fizycznie wykończony

Z początku mieliśmy kłopoty z rozmową. Koniecznie chciał słuchać tylko o mnie. Ale ja nie miałam przecież nic do powiedzenia co mogłoby go zainteresować. Nawet do głowy mi nie przyszło, żeby mu opowiedzieć o tym, jak było u babci i w co się tam bawiłam. W końcu zapytałam, dlaczego nie chodzi już do „Soundu”. Powiedział, że „Sound” jest przecież do dupy. Chciałam się dowiedzieć gdzie się teraz podziewa i w końcu powiedział, że na dworcu Zoo. A co tam robi? Zarabia

Na razie wcale mnie to nawet nie zaszokowało. Wiedziałam od innych narkomanów, że chodzą czasem na zarobek. Ale co to tak naprawdę znaczy, nie bardzo umiałam sobie wyobrazić. Zresztą nie chciałam się nawet nad tym dłużej zastanawiać. Wiedziałam tylko, że jakoś zaspokajają pedałów nic przy tym samemu nie czując i dostają za to kupę forsy. Tego dnia byłam tylko szczęśliwa, że Detlef do mnie przyszedł, że mnie jeszcze naprawdę kocha, a ja jego.

W następną niedzielę wolno mi było po raz pierwszy wyjść z domu Detlef przyszedł po mnie po południu. Poszliśmy do kawiarni przy Lietzenburger Strasie. Były tam same pedały i wielu znało Detlefa. Wszyscy byli dla mnie strasznie mili i prawili mi komplementy. Gratulowali Detlefowi takiej pięknej dziewczyny. Zauważyłam, że Detlef był naprawdę dumny, że jestem jego dziewczyną i pewnie dlatego zaciągnął mnie do kawiarni w której wszyscy go znają.

Jakoś spodobali mi się ci pędzie. Byli mili, prawili mi komplementy bez dowalania się jak inni mężczyźni. Uważali, że jestem przyjemna i podobałam im się, chociaż nic ode mnie nie chcieli. Komplementy wzbudzały we mnie dumę.

Poszłam do toalety i popatrzyłam w lustro. Uznałam, że mają rację. Wyglądałam naprawdę dobrze po tych dwóch miesiącach kiedy nawet nie tknęłam narkotyków. Pomyślałam sobie, że nigdy jeszcze tak dobrze nie wyglądałam

Detlef powiedział, że musi jeszcze skoczyć na dworzec Zoo bo umówił się z Berndem swoim najlepszym przyjacielem. Dzisiaj Bernd zarabiał na nich dwóch. Bo przecież Detlef nie mógł dziś przeze mnie pójść na dworzec. Oczywiście poszłam razem z nim. Poza tym cieszyłam się, że znowu zobaczę Bernda.

Bernd był właśnie gdzieś z klientem. Musieliśmy czekać. Tego wieczora dworzec nie wydawał mi się wcale taki obrzydliwy jak go zapamiętałam. Zresztą prawie cały czas patrzyłam na Detlefa. Kiedy Detlef odszedł na chwilę, żeby pogadać z jakimś drugim chłopakiem i przez moment stałam sama przywaliły się do mnie jakieś kasztany. Usłyszałam tylko sześćdziesiąt marek czy coś w tym rodzaju. Złapałam Detlefa mocno pod rękę i poczułam się tak jakoś bezpiecznie. Namówiłam go, żeby poszedł ze mną do Soundu. A potem, żeby odstąpił mi ze swojej porcji na małego mucha. Oczywiście najpierw nie chciał. Ale powiedziałam do niego – Tylko dzisiaj. Tak na przywitanie. Chciałabym być w takim nastroju jak ty. Chyba, że ty też nie weźmiesz – No to dał mi trochę

Powiedział, że już więcej nigdy nic od niego nie dostanę. Odpowiedziałam mu, że to i tak niepotrzebne. Że w końcu przez dwa i pół miesiąca dowiodłam, że nie jestem uzależniona i, że przez ostatnie tygodnie naprawdę zauważyłam, że bez heroiny jest mi o wiele lepiej

To ostatnie strasznie go ruszyło. Powiedział. Słuchaj malutka wiesz ja też przestanę. Jak tobie się udało to ja też potrafię z palcem w nosie – Władował sobie swoją działkę ja wzięłam macha. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi i rozmawialiśmy o tym jak to nam będzie dobrze razem kiedy skończymy z heroiną

Następnego dnia rano poszłam na dworzec Zoo spotkać się z Detlefem. Znowu dostałam mucha. Spotykałam się z Detlefem na dworcu prawie codzienne po szkole. W końcu przyszedł i ten moment, że znowu sobie władowałam. Zupełnie jakbym nigdy nie wyjeżdżała z Berlina jakby nie było dla mnie tego dwa i pół miesiąca bez heroiny. Niemal codziennie rozmawialiśmy o tym, żeby przestać, a ja opowiadałam Detlefowi jakie to łatwe

Często jechałam na dworzec prosto ze szkoły. W teczce miałam sprzęt do zastrzyków i duże zawiniątko z kanapkami. Właściwie to mama powinna się dziwie, że biorę do szkoły tyle wałówy a jestem coraz chudsza. Wiedziałam, że Detlef i jego przyjaciele czekają na obiad który im przyniosę.

Na początku Detlef się wściekał kiedy przychodziłam na dworzec. Nie chciał, żebym była przy tym jak on zarabia. Powiedział mi – Nie chcę, żeby moja dziewczyna pętała się po dworcu gdzie jest sama hołota. Możemy się umawiać wszędzie tylko nie przyłaź już na dworzec.

Nawet tego nie słuchałam. Po prostu chciałam być przy nim, obojętne gdzie. Stopniowo zaczęłam się nawet dobrze czuć na tej zasyfionej hali dworca, w każdym razie wszystko tu było już swojskie. Tego odoru szczyn i środków dezynfekcyjnych w ogóle już nawet nie czułam. Dziwki, damskie i męskie, kasztany, gliniarze, włóczęgi, pijacy, cały ten syf był dla mnie oczywistym otoczeniem między południem a wieczorem. Było to wtedy moje właściwe miejsce, bo był tu Detlef.

Początkowo denerwowało mnie, jak inne dziewczyny mnie obcinały wzrokiem – z góry na dół. W pewnym sensie agresywniej niż klienci. Potem wyczułam, że dziewczyny, które przychodzą na dworzec Zoo na zarobek, obawiają się, że jako świeżutki, atrakcyjny towar na tym dworcu, sprzątnę im sprzed nosa najlepszych klientów. Jasna sprawa, wyglądałam lepiej niż one, byłam zadbana, włosy myłam prawie codziennie. Po mnie nikt jeszcze nie mógł poznać, że jestem narkomanką. Wiedziałam, że mam przewagę nad tamtymi dziewczynami. To mi dawało dobre samopoczucie. Klientów miałabym na pęczki. Ale ja przecież wcale nie musiałam zarabiać. Robił to za mnie Detlef. Te inne, obserwujące mnie, musiały sobie myśleć, ale z niej cwaniara, ma towar i wcale nie musi zarabiać.

Na początku klienci normalnie mnie wściekali. Zwłaszcza kasztany z tym swoim: Ty dawać dupa?… Ty iść do pokój? Niektórzy proponowali dwadzieścia marek. Ale po dość krótkim czasie niesamowitą frajdę zaczęło mi sprawiać wyżywanie się na tych facetach. Mówiłam: – Co ty, stary, na głową upadłeś? Poniżej pięciuset taki jak ty nie ma u mnie żadnych szans. – Albo patrzyłam na takiego obojętnie i mówiłam: – Nic z tego, stary, spieprzaj.- Bardzo fajne miałam uczucie, kiedy taka napalona świnia podwijała ogon pod siebie i odchodziła jak zmyta. Nad nimi też miałam przewagę Jak któryś zaczynał się stawiać czy wręcz startował do mnie z łapami, od razu zjawiał się Detlef. Jeśli Detlef odchodził z klientem, mówił swoim kumplom, którzy też zarabiali na dworcu, żeby na mnie uważali. Byli dla mnie jak bracia. Przeganiali każdego faceta, który się do mnie przyczepiał.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)