Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Inny wiatr [The Other Wind - pl]
Inny wiatr [The Other Wind - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Inny wiatr [The Other Wind - pl]

Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:

Mimo powrotu prawowitego króla w Ziemiomorzu nie dzieje się najlepiej. Prosty czarownik Olcha we śnie odwiedza krainę umarłych, gdzie przebywa jego ukochana żona. Jej pocałunek staje się początkiem zmian. Umarli pragną opuścić swój kraj, a Olcha może otworzyć im drogę. Zwraca się zatem o pomoc do dawnego Arcymaga Geda, który posyła go do Tenar, Tehanu i młodego króla w Havnorze. Wraz z dziewczyną-smokiem Irian muszą stawić czoło największemu z zagrożeń.
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 51
Перейти на страницу:

— Spróbuję opowiedzieć ci tę historię. To opowieść zimowa, ale tu chyba można powtórzyć ją w lecie. Tutaj wszystko jest inaczej. — Westchnęła. — Na początku, no wiesz, u zarania dziejów, wszyscy byliśmy tacy sami, wszyscy ludzie i zwierzęta, i robiliśmy to samo. A potem nauczyliśmy się umierać i tym samym odradzać. Czasem jako ta sama istota, czasem inna. Nie ma to znaczenia, bo tak czy inaczej znów się umiera i odradza. Wcześniej czy później każdy z nas jest wszystkim.

Tenar przytaknęła. Jak dotąd historia brzmiała znajomo.

— Najlepiej jednak odrodzić się jako człowiek albo smok, bo to święte istoty. Każdy zatem stara się nie łamać tabu, przestrzegać Nakazów, by zwiększyć swe szansę ponownego stania się człowiekiem, a przynajmniej smokiem… Skoro tutejsze smoki umieją mówić i są wielkie, widzę, że może to być nagrodą. Stanie się jednym z naszych smoków nigdy nie wydawało mi się zbyt pociągające.

Historia opowiada o przeklętych czarownikach, którzy odkryli Vedurnan. Było to coś, nie wiem co, co powiedziało niektórym ludziom, że jeśli zgodzą się nigdy nie umrzeć i się nie odrodzić, mogą nauczyć się czarów. A oni to wybrali. Wybrali Vedurnan i odeszli wraz z nim na zachód. A on uczynił ich ciemnymi. Żyją tutaj. Wszyscy tutejsi ludzie to ci, którzy wybrali Vedurnan. Żyją, czynią przeklęte czary, ale nie mogą umrzeć. Tylko ich ciała umierają, reszta pozostaje w mrocznym miejscu i nigdy się nie odradza. Wyglądają jak ptaki, ale nie potrafią latać.

— Tak — szepnęła Tenar.

W jej umyśle zabrzmiała opowieść, którą Ogion usłyszał od kobiety z Kemay: na początku czasu ludzie i smoki byli tym samym. Lecz smoki wybrały wolność i dzikość, a ludzie bogactwa i władzę. Wybór, podział — czy to ta sama historia?

Ale w jej sercu krył się inny obraz. Ged przykucnięty w kamiennym pokoju. Mała czarna głowa, dziób…

— Vedurnan to nie pierścień, o którym wciąż gadają? Ten, który będę musiała założyć?

Tenar z wysiłkiem powróciła myślami z Malowanej Komnaty i pokoju z wczorajszego snu.

— Pierścień?

— Pierścień Urtakbego.

— Erreth-Akbego. Nie, to Pierścień Pokoju i założysz go, tylko jeśli i kiedy zostaniesz małżonką króla Lebannena. Aby się tak stało, musisz mieć wiele szczęścia.

Twarz Seserakh przybrała osobliwy wyraz — nie cyniczny bądź nadąsany, lecz pozbawiony nadziei, lekko rozbawiony, cierpliwy. Wyraz twarzy kobiety starszej o kilkadziesiąt lat.

— Nie ma w tym żadnego szczęścia, moja droga przyjaciółko Tenar — odparła. — Muszę go poślubić, a wówczas będę stracona.

— Czemu miałabyś być stracona, jeśli go poślubisz?

— Bo wtedy będę musiała zdradzić mu moje imię. Jeżeli je wymówi, ukradnie mi duszę. To właśnie robią przeklęci czarownicy. Dlatego zawsze ukrywają swe imiona. A jeżeli ukradnie mi duszę, nie będę mogła umrzeć. Będę musiała żyć wiecznie, bez ciała, jak ptak, który nie lata, i nigdy się nie odrodzę.

— Dlatego właśnie ukryłaś imię?

— Tobie je podałam, przyjaciółko.

— Doceniam ten dar, przyjaciółko — odparła żywo Tenar. — Ale tu możesz ujawnić swe imię każdemu, komu tylko zechcesz. Nie mogą ukraść ci duszy, wierz mi, Seserakh. Poza tym możesz mu zaufać, on… nie zrobi ci krzywdy.

Dziewczyna zauważyła jej wahanie.

— Ale chciałby — powiedziała. — Tenar, przyjaciółko, wiem, kim tu jestem. W wielkim mieście Awabath, gdzie mieszka mój ojciec, byłam głupią, nieuczoną kobietą z pustyni, feyagat. Kobiety z miasta, dziewki o odsłoniętych twarzach, drwiły ze mnie i szturchały się łokciami na mój widok. A tu jest jeszcze gorzej. Nikogo nie rozumiem, a oni nie rozumieją mnie. I wszystko, wszystko jest zupełnie inne. Nie wiem nawet, co jem, to jedzenie czarnoksiężników sprawia, że kręci mi się w głowie. Nie wiem, jakie są tabu, nie ma tu kapłanów, których mogłabym spytać. Tylko magiczne kobiety, czarne, bez zasłon. I widzę, jak na mnie patrzą. Przez feyag wszystko widać. Widziałam jego twarz, jest bardzo piękny, wygląda jak wojownik. Ale to czarny czarownik i nienawidzi mnie. Nie mów, że to nieprawda, bo wiem, że tak jest. I myślę, że gdy pozna me imię, na zawsze pośle mą duszę do tego miejsca.

Po dłuższej chwili, patrząc na kołyszące się gałęzie wierzb nad leniwie płynącą wodą, czując smutek i znużenie, Tenar powiedziała:

— Zatem, księżniczko, musisz nauczyć się, jak sprawić, by cię polubił. Co innego ci pozostało?

Seserakh żałośnie wzruszyła ramionami.

— Byłoby lepiej, gdybyś rozumiała, co mówi — dodała Tenar.

— Bagaba, bagaba. Wszyscy tylko bełkoczą.

— A nasze słowa brzmią dla nich jak bełkot. Daj spokój, księżniczko, jak on może cię polubić, jeśli potrafisz mu powiedzieć tylko bagaba, bagaba? Spójrz — wskazała swą dłoń i wymówiła słowo, najpierw po kargijsku, potem po hardycku.

Seserakh posłusznie powtórzyła oba słowa. Poznawszy nazwy jeszcze kilku części ciała, nagle dostrzegła potencjał, jaki kryje w sobie znajomość obcego języka. Wyprostowała się.

— Jak czarnoksiężnicy mówią „król”?

— Agni. To słowo w dawnej mowie. Nauczył mnie go mąż.

Mówiąc to, uświadomiła sobie, że niemądrze robi, wprowadzając w tym momencie jeszcze jeden język. Lecz nie to przyciągnęło uwagę księżniczki.

— Masz męża? — Seserakh spojrzała na nią lwimi, lśniącymi oczami i roześmiała się w głos. — Och, jak cudownie! Myślałam, że jesteś kapłanką. Proszę, przyjaciółko, opowiedz mi o nim. Czy to wojownik, czy jest przystojny, kochasz go?

* * *

Gdy król wyruszył na spotkanie ze smokami, Olcha nie miał pojęcia, co ze sobą począć. Czuł się niepotrzebny, miał wrażenie, że jest pasożytem, bo tylko siedzi w pałacu i spożywa królewskie jedzenie. Dręczyły go wyrzuty sumienia z powodu kłopotów, które ze sobą przywiózł. Nie mógł cały dzień siedzieć w komnacie, toteż wędrował ulicami, lecz bogactwa miasta i krążące wokół tłumy go onieśmielały. A że nie miał pieniędzy ani celu, mógł jedynie spacerować, póki nie poczuł znużenia. Wracał do Pałacu Mahariona, zastanawiając się, czy surowi strażnicy wpuszczą go z powrotem. Najlepiej czuł się w pałacowych ogrodach. Miał nadzieję, że znów spotka tam Rody’ego, lecz chłopiec już się nie pojawił. Może i dobrze. Olcha uważał, że nie powinien rozmawiać z ludźmi. Ręce, które sięgały ku niemu z krainy śmierci, ich także mogłyby pochwycić.

Trzeciego dnia po wyjeździe króla wybrał się na spacer wśród stawów. Dzień był bardzo gorący, wieczór duszny i upalny. Olcha wziął ze sobą Żurawia, by kociak mógł polować na owady pod krzakami. Sam usiadł na ławce obok rozłożystej wierzby i obserwował tłuste srebrzystozielone karpie. Czuł się samotny i zniechęcony. Miał wrażenie, że jego ochrona przed głosami i sięgającymi ku niemu rękami słabnie. Po co właściwie tu siedział? Czemu nie miałby raz jeszcze pogrążyć się we śnie, już na zawsze zejść ze wzgórza, skończyć z tym wszystkim? Nikt na świecie by go nie opłakiwał, a jego śmierć oszczędziłaby innym choroby, którą ze sobą przyniósł. Z pewnością mieli dość na głowie, walcząc ze smokami. Może gdyby tam zszedł, znów spotkałby Lilię…

Tak, ale po śmierci nie mogliby się dotknąć. Magowie twierdzili, że nawet by tego nie chciał, że umarli zapominają, co to znaczy żyć. Ale przecież Lilia sięgnęła ku niemu. Może z początku, przez jakiś czas, pamiętają jeszcze coś z życia? Dość, by szukać się nawzajem, spotykać, nawet jeśli nie mogą się już dotknąć?

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 51
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)