Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 84
Перейти на страницу:

Kiedy posuwali się naprzód w wojskowym szyku, Batson rozesłał pikiety. W terenie pełnym pagórków i grzbietów trójka czy czwórka żołnierzy wdrapywała się na kolejne, wyżej położone wzniesienie, pod osłoną ognia towarzyszy, aby mieć pewność, że nie ukrywają się tam jacyś Pasztunowie. Kiedy posuwali się coraz dalej na północ, napotykali wzgórza wznoszące się na wysokość trzystu metrów ponad poziom szlaku i czasami mijało około czterdziestu minut, zanim pikiety osiągnęły najwyższy punkt, ale mimo to reszta kolumny nie ruszała do przodu, dopóki zwiadowcy nie znaleźli się na miejscu i nie potwierdzili, że droga jest czysta. Było to irytujące i takie postępowanie wymuszało wiele postojów, ale mimo to posuwali się naprzód w całkiem przyzwoitym tempie.

Kiedy tak maszerowali, znaleźli więcej Oczu. Napotykali je co parę kilometrów, unosiły się w powietrzu w zupełnej ciszy i najwyraźniej były identyczne z tym w Jamrud. Batson zaznaczał na mapie ich położenie. Ale niebawem ich widok stał się równie znajomy jak owego pierwszego Oka i prawie nikt nie zwracał na nie uwagi. Z wyjątkiem Bisesy. Przekonała się, że trudno jej było obrócić się do nich tyłem, jak gdyby to były prawdziwe oczy, które patrzyły, jak idzie.

— Co za miejsce — powiedział Ruddy do Bisesy, kiedy posuwali się z trudem przez jałowy teren. Gestem wskazał rząd idących przodem sipajów. — Fragment ludzkości, wciśnięty między puste niebo a zmarniałą ziemię. Wiesz, takie są całe Indie, gdzie by nie spojrzeć. A Granica jeszcze bardziej niż cała reszta — to taka zapiaszczona kwintesencja całości. Trudno tu pozostać dogmatycznym.

— Stanowisz dziwną mieszaninę młodości i starości, Ruddy — powiedziała.

— Dziękuję. Przypuszczam, że cała ta forsowna wędrówka wydaje ci się prymitywna, tobie, z twoimi latającymi maszynami i myślącymi skrzynkami, tym cudownym przyszłościowym diabelstwem do prowadzenia wojen!

— Wcale nie — powiedziała. — Pamiętaj, że sama jestem żołnierzem i biorę udział w tej wędrówce. Armia to dyscyplina i koncentracja, niezależnie od technologii. A zresztą brytyjskie wojsko było — przepraszam, jest — technologicznie zaawansowane jak na swoje czasy. Telegram może przekazać wiadomość z Indii do Londynu w ciągu paru godzin, macie najlepsze statki na świecie, a koleje zapewniają szybkie podróże na terenie kraju. Macie to, co nazywamy zdolnością szybkiego reagowania.

Skinął głową.

— Zdolnością, która umożliwiła mieszkańcom małej wyspy zbudowanie i utrzymanie globalnego imperium, proszę pani.

Jako towarzysz wędrówki Ruddy był zawsze interesujący, chociaż nie zawsze sympatyczny. Z pewnością nie był typem żołnierza. Miał w sobie coś z hipochondryka, bo stale skarżył się na ból stóp, oczu, głowy, pleców i w ogóle czuł się „marnie”.

Ale jakoś sobie z tym radził. Podczas postojów siadał w cieniu jakiegoś głazu lub drzewa i w zniszczonym notesie robił notatki albo zapisywał fragmenty wierszy. Kiedy układał wiersze, nucił bez końca jakąś melodyjkę, która służyła mu jako swego rodzaju licznik. Był nieporządny i wskutek nerwowych odruchów łamał ołówki i darł papier.

Bisesa wciąż nie mogła uwierzyć, że to on. A on ze swej strony wciąż próbował ją namówić, żeby odkryła przed nim przyszłość.

— Już to przerabialiśmy — powiedziała nieustępliwie. — Nie wiem, czy mam prawo. I myślę, że nie zdajesz sobie sprawy, jakie to dla mnie dziwne przeżycie.

— Jak to?

— Dla mnie jesteś Ruddy, tu i teraz, żywy. A mimo to otacza cię cień przyszłości, cień rzucany przez Kiplinga, którym się staniesz.

— Dobry Boże — mruknął Josh. — Nie pomyślałem o tym.

— A poza tym… — Pomachała ręką w stronę opustoszałej krainy. — Mnóstwo rzeczy się zmieniło, delikatnie mówiąc. Kto wie, czy wszystko w waszych życiorysach to wciąż wasze prawdziwe przeznaczenie.

— Ach — szybko powiedział Ruddy. — Ale jeśli nie — jeśli moja utracona przyszłość stała się urojeniem, przekornym snem smętnego diabła — co złego się stanie, jeżeli się o tym dowiem?

Bisesa pokręciła głową.

— Ruddy, czy ci nie wystarczy, że dowiedziałam się o tobie sto pięćdziesiąt lat później?

Ruddy pokiwał głową.

— Masz rację, taka informacja to więcej, niż większość ludzi kiedykolwiek może zdobyć, i powinienem być wdzięczny temu osobliwemu bóstwu, które jest odpowiedzialne za jej przekazanie.

Josh zaczął się z nim drażnić.

— Ruddy, jak możesz być taki spokojny? Myślę, że jesteś najbardziej próżnym człowiekiem, jakiego spotkałem. Wiesz, Biseso, on był przekonany, że jest mu przeznaczona wielkość na długo przedtem, zanim pojawiłaś się w naszym życiu. Teraz chce, żebyś powiedziała mu osobiście — jako korespondent z przyszłości — że wszystkie te zakłócenia zostały zaaranżowane właśnie ze względu na niego!

Ruddy nie stracił opanowania ani na chwilę.

Tego pierwszego dnia marszu natknęli się na jeszcze jedną osobliwość.

Dotarli do uskoku. Przypominał stopień wycięty w zasłanej gruzem ziemi o wysokości niecałego pół metra. Jego odkryta część była pionowa i zupełnie gładka, a cały uskok był idealnie prostoliniowy, ciągnąc się w obie strony aż po horyzont. Można by go przeskoczyć bez trudu, ale żołnierze niepewnie tłoczyli się obok.

Josh stał koło Bisesy.

— No dobrze — powiedział. — Co o tym sądzisz? To mi wygląda na miejsce, gdzie ktoś zszył ze sobą dwie części świata.

— Myślę, że to właśnie jest to, Josh — mruknęła. Przykucnęła i dotknęła powierzchni skały. — To obszar aktywny tektonicznie. Indie wrzynają się w Azję. Jeśli wziąć dwa kawałki lądu, rozdzielone okresem czasu równym kilkuset tysiącom lat, można się spodziewać właśnie takiej różnicy poziomów…

— Chyba cię nie rozumiem — przyznał Josh.

Wstała, otrzepując spodnie z kurzu. Z wahaniem wyciągnęła dłoń, aż jej palce przecięły linię uskoku, po czym gwałtownie ją cofnęła. Mruknęła do siebie:

— Czego się spodziewałaś, Biseso, pola siłowego? — Bez wahania wskoczyła na wyższą warstwę i przeszła parę kroków — w przyszłość albo w przeszłość.

Josh i pozostali wdrapali się za nią i ruszyli dalej.

Na następnym postoju przyjrzała się obrzękowi na policzku Ruddy’ego, który nazywał „raną z Lahore”. Myślał, że był wywołany ukąszeniem mrówki i nie reagował na przepisaną przez lekarza kokainę. Bisesa niewiele wiedziała o medycynie, ale pomyślała, że wygląda to na schorzenie wywołane przez pierwotniaka o nazwie Leishmania, pasożyta przenoszonego przez moskity. Poddała go działaniu środka ze swego zestawu medycznego i wkrótce zaczął ustępować. Później Ruddy mówił, że ten incydent utwierdził go bardziej niż wszystko inne, nawet niż spektakularne przybycie Bisesy w helikopterze, że naprawdę pochodziła z przyszłości.

Około czwartej Batson zarządził postój. W cieniu pagórka żołnierze zaczęli rozbijać obóz na noc. Ułożyli w stos broń, zdjęli rynsztunek i buty i założyli chaplies — sandały — które mieli w plecakach. Rozdali małe łopatki i wszyscy, nie wyłączając Josha, Bisesy i Ruddy’ego, zabrali się do budowy niskiego muru z gruzu i kopania dołów do spania. Wszystko to miało stanowić ochronę przed atakami Pasztunów, chociaż owego dnia w ogóle ich nie widzieli. Po całodziennym marszu była to ciężka praca, ale mniej więcej po godzinie wszystko było gotowe. Bisesa zgłosiła się na ochotnika, żeby stanąć na warcie, lecz Batson uprzejmie odmówił.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)