Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Enklawa Wolski w shortach (2)
Enklawa Wolski w shortach (2) - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Enklawa Wolski w shortach (2)

Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:

Kolejny tom wolszczyzny zawiera kr?tk? powie?? Enklawa, w nowej, poprawionej i przeredagowanej wersji oraz kilka d?u?szych nowel, podzielonych na bloki: Ba?nie dla bezsennych, Party i Horrory na p??ne wieczory.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 86
Перейти на страницу:

Rzeczywiście, nie słuchałem drania… Patrzyłem na Zuzię. W samodziałowej szacie, zgodnie z modą obowiązującą w Enklawie, i z zapłakaną twarzą wyglądała inaczej, niż kiedy widzieliśmy się ostatni raz. I wówczas ja, Walter, wielki Walter, niemy obserwator upadku tego wszystkiego, co było moim domem, moją treścią i moim opakowaniem, ja, cynik, hedonista i zaliczacz kobiet, zrozumiałem, że kocham tę małą, bezbronną dziewczynę, ten – co za głupie skojarzenia – mały kwiatek, ocalony w sercu pustyni po przejściu burzy piaskowej…

– Zuziu! – podbiegłem do niej… Cofnęła się. I gdy pokrywałem ją pocałunkami tak gorącymi, że mogłyby wypalić dziurę w tkaninie, poczułem, że nie przytula się do mej piersi jak dawniej, że pozostaje chłodna…

– Muszę ci coś powiedzieć, Walterze… Zdarzyła się pewna rzecz… Zmieniłam się. Bardzo proszę, nie gniewaj się na mnie, ale kiedy myślałam, że nie żyjesz, poznałam wspaniałego chłopaka, nazywa się Tim… jest policjantem.

– A żeby to szlag trafił.

– Słowo już stało się ciałem! – powiedział pustelnik, spoglądając na zegarek.

– Amen – dorzucił Japończyk.

– Bandyci! – wyrzuciłem z siebie. – Łotry! Nawet w Sodomie i Gomorze zadano sobie trud, by wyszukać sprawiedliwych.

– Ja ich znalazłem – przerwał miękko. – Popatrz! – Tu wskazał na podłużny kształt, podobny do cygara, unoszący się nad pasmem wzgórz – to mój sterowiec a w nim nasiona przyszłego ludu – ojcowie jutrzejszych Einsteinów i Koperników, Szekspirów i Molierów…

– Napoleonów i Hitlerów – dorzuciłem cierpko.

– Nie przewiduję. Nie będzie wojen, nie będzie broni… Tu na Enklawie będziemy się tak krzyżować, aby powstała kiedyś jedna rasa wywodząca się ze wszystkich. Potomstwo zaplanujemy genetycznie. A później będziemy rozmnażać się zgodnie z zapotrzebowaniem. Według popytu będą rodzili się głupi bądź mądrzy, umysłowi lub fizyczni… Wyhodujemy takie gatunki roślin, które będą owocować bez uprawy, praca stanie się zbędna, zadbamy też, aby nasze dzieci nie poznały nigdy takich pojęć, jak dobro i zło, historia czy wolna wola.

– Nowy, wspaniały świat – powiedział z przekonaniem Daniel.

W duchu, mimo całego zdruzgotania, zacząłem się śmiać. Zacząłem się śmiać, ponieważ oczami wyobraźni widziałem już wszystko tak, jak niewątpliwie będzie… Widziałem, jak pokolenie dzieci obali kanony ojców, podepcze ustanowione reguły i normy, wymyśli własnych świętych i uparcie będzie popełniać stare błędy pod nowymi etykietkami. Jak prędko wnuki Jeremiasza i Daniela porzucą raj i jego zasady, zaczną szukać na własną rękę drzew Wiadomości Dobrego i Złego, jak pojawi się wśród nich pierwszy Kain, pierwszy Ezaw, pierwszy Złoty Cielec… Jak rozejdą się po kontynentach, pomieszają języki, zetkną się z niedobitkami ludzkości przetrwałej wśród szczytów i stworzą nowe cywilizacje, nowe systemy i religie. Jak wyrojeni z gór barbarzyńcy zniszczą stworzone w trudzie pałace i systemy irygacyjne. Jak zrodzi się ciemnota i nietolerancja. Jak wśród ogólnie brązowych znajdą się bardziej brązowi. Jak pojawią się pierwsi, którzy wymyślą maczugę, i pierwsi, którzy oddadzą życie za innych. Jak dzieci Nakayamy zetrą się z dziećmi Daniela, a prawnuki Boba być może uczynią niewolnikami potomków Jeremiasza… I jak trwać to będzie znowu setki tysięcy lat, aż do chwili, kiedy w gigantycznej metropolii na szczycie jakiegoś wieżowca natchniony wariat, morderca i filantrop zarazem, wybuduje sobie nową Enklawę…

– Nie gniewaj się, Walter, ale… – przecina me myśli głos Zuzanny.

– Nie gniewam się. Zapomnisz o tym facecie, on wkrótce umrze…

– Nie, czuję mym sercem, że jest na tym sterowcu… Jest wśród wybranych… Znajdzie się wśród nowego ludu! – mówi dziewczyna.

Cholerny sterowiec. Jest już coraz bliżej… A gdyby tak nie czekać? Skoczyć w dół…

Z ziemianki cały czas dobiega jazgotliwy zgiełk radia. I nagle muzyka się urywa. Wszyscy nieruchomiejemy… Cisza… Sekunda, dwie… Jest! Z głośnika zaczyna dobywać się dramatyczny głos spikera:

– Uwaga, uwaga! Nadajemy komunikat specjalny…

32. Zakończenie, autor

Drobne fale przypływu załamują się na skałach… Wiatr szemrze w koronach palm… Dwa ogromne żółwie zalecają się do siebie bezceremonialnie… Śpiewają ptaki… Wyspa jest maleńka, ale znakomicie zorganizowana. Wśród bujnej roślinności pasą się zwierzęta domowe. Jasnowłosy Olaf pochyla się nad kołem garncarskim, wyczarowując przepiękne dzbany, które następnie ozdabia wyciskając ornamenty palmową plecionką… Zosia, Maria i Fatima piorą w sadzawce. Parę kroków dalej Piętaszka zajmuje się dojeniem kozy.

W gromadzie kolorowych dzieci w „stary niedźwiedź mocno śpi” bawi się Bob. Daniel wyciska tłuszcz z orzechów kokosowych. Parę kroków dalej Tim i Zuzia przypatrują się pierwszym krokom małej Agaty… W jaskini Jeremiasz wykonuje kolejne doświadczenie mające na celu otrzymywanie alkoholu z patatów…

Minęło już pięć lat.

Wśród kwiecia krążą pracowite pszczoły niczym symbol mieszkańców Enklawy. Każdy dzień jest podobny do drugiego, a przecież piękny. Może tylko jeden mieszkaniec zaniedbanego cypla jest dysonansem w tym budującym obrazie – zgorzkniały, milczący, przedwcześnie postarzały Walter, jedyny, który nie zaakceptował reguł gry. Walter to również stały temat satyr rytych na glinianych tabliczkach.

Wysoko, środkiem rozgrzanego nieba przesuwa się biała nitka spalin i podążający za nią spóźniony łoskot jumbojeta…

Nikt nie zwraca na to uwagi.

33. Walter, zakończenie

Uważają mnie tu za dziwaka, niech uważają… Trudno… Piszę jak głupi tę moją bezsensowną relację. Co pewien czas dla urozmaicenia wcielam się w fikcyjną postać autora i dopisuję brakujące partie, tak jakby mógł je naszkicować ktoś patrzący z boku…Nie pogodziłem się z sytuacją, nie mogłem.

Ciągle wracam myślami do tamtego tragicznego dnia.

„Uwaga, uwaga. Nadajemy komunikat specjalny… W ostatnim ciągnieniu Wielkiej Depresyjnej Loterii Pieniężnej padły następujące liczby…”

Jeremiasz marszczy brwi:

– Co do cholery! Powinny już być wiadomości. Fala z pewnością dotarła przynajmniej do przylądka Horn!

Tymczasem ląduje sterowiec. Tim wylewnie wita się z Zuzanną. Odczuwam bolesny skurcz serca! Z gondoli dwójkami wychodzi dorodna, zdyscyplinowana młodzież płci obojga. Protoplaści nowej ery…

– Powinny już być komunikaty! – denerwuje się Jeremiasz, przerzucający kolejne kanały telewizji. – Co to znaczy, Daniel? Czy dostarczyliście pojemniki w odpowiednie miejsca?

– Oczywiście! – Ostatni z apokaliptyków pręży się służbiście.

– Może was rozszyfrowano?

– Skądże, przecież nawet żaden z nas nie wiedział, co zawierają i gdzie umieszczają swoje ładunki koledzy…

– Co to więc znaczy? Nakayama, do mnie… Zrobimy takie przesłuchanie…

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)