Enklawa Wolski w shortach (2)
- Автор: Wolski Marcin
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:
– Abakuk!
– No więc?
– Odlatujemy!
– Czy jeszcze pana z kimś połączyć? – odezwał się głosik telefonistki w słuchawce, którą wciąż ściskał w ręku.
– Nie, już nie!
31. Walter
Jakże inaczej wyglądał Jeremiasz, gdy wypchnięty przez Nakayamę wypłynąłem pośrodku stawu, obok ziemianki. Prorok ubrany był w śnieżnobiałą jedwabną szatę. Wyglądał jak Stwórca po fajrancie. Tylko drżące ręce i półprzytomne oczy kłóciły się z resztą dostojeństwa.
– Będziesz miał przyjemność być świadkiem, Walterze.
– Świadkiem czego? – ciągle wydawało mi się, że lada moment obudzę się i zniknie ten cały surrealizm. – Co chcesz zrobić?
– Już zrobiłem i nic nie może mi przeszkodzić, elektryczny impuls wprawił w ruch dzieło zniszczenia, nawet ja nie mógłbym go powstrzymać.
Nic nie powiedziałem. Wątpię zresztą, czy cokolwiek by do niego dotarło.
– Ileż nocy i dni, Walterze, spędziłem na medytacji. Ile razy zadawałem sobie pytanie, czy powinienem. I zawsze w końcu dochodziłem do wniosku, że muszę. Nie mogąc ocalić świata, musiałem go zniszczyć w najmniej bolesny sposób, zniszczyć tak, by pozostało na nim życie, a człowiek odrodził się w swoim lepszym wydaniu.
Nie pojmowałem do czego zmierza.
– Mógłbym ci pokazać wykresy, dane, fakty, obliczenia, Walterze. Wynika z nich niezbicie, że konflikt atomowy musi wybuchnąć w świecie w ciągu roku. Broń nuklearna znalazła się w rękach band terrorystów; rozbieżności między mocarstwami nabrzmiały do katastroficznych rozmiarów. A jeśliby nawet odwleczono wojnę, już rozpoczął się kryzys surowcowy, doszło do nie odwracalnej degrengolady moralnej. Stanęła na głowie sztuka, rozpadła się rodzina, ogłoszono śmierć Boga.
– Może to i prawda – zawołałem – ale pan nie ma prawa…
– Ja nie mam prawa? Owszem, mam. Moim prawem jest możliwość. Moja praktyczna wszechmoc, która sprawi, że jeszcze dziś ludzkość umrze! Chodź, popatrz.
Zbliżyliśmy się do krawędzi Enklawy… W dole, jak co dzień, miasto pulsowało na podobieństwo olbrzymiej wieloramiennej ośmiornicy. Zdawało mi się, że w jednym rozbłysku świadomości widzę tych wszystkich ludzi na dole, ludzi marnych, ludzi grzesznych, ludzi głupich, ale żywych…
– Nie wolno ci, Jeremy!
Wybuchnął śmiechem… Śmiał się histerycznie, stając na krawędzi okapu i rozpościerając dłonie nad potępionym światem. Skoczyłem ku niemu, pchnąłem. Nie krzyknął nawet, tylko jak wielki biały ptak poszybował ku ziemi…
Przepraszam! Skłamałem. Zobaczyłem to tylko oczami mojej wyobraźni. W istocie między mną a tym szatanem stanął Nakayama. Nakayama niczego nie odczuwający, a może tylko znakomicie skrywający swoje emocje pod maską etykiety. Parę metrów dalej przykucnął inny facet, którego nie znałem. Prawdopodobnie Daniel, o którym wspominał Bob.
– A wiesz, jak tego dokonałem? – krzyczał Jeremiasz. – Nie, nie musiałem rozłupywać skorupy ziemskiej czy przyciągać komety! Wzór wziąłem od naszego wspólnego przodka, Noego… Tylko zastosowałem go na opak…
– Nie powiesz chyba, że zamierzasz przywołać potop?
– Już go zrobiłem. Zaraz zejdziemy do ziemianki i tam z komunikatów radiowych i telewizyjnych, które za parę minut zaczną bombardować struchlałą ludzkość, dowiesz się o dwóch olbrzymich, ponad kilometrowej wysokości, wałach wodnych, które od Arktyki i Antarktyki, jak dwie wielkie gąbki zmazują ludzkość z powierzchni Ziemi.
– To jakiś absurd.
– Absurdy po ich udowodnieniu stają się prawami, drogi bracie. Mój ostatni wynalazek polegał na wykryciu pewnego rodzaju związków chemicznych przypominających żyjące organizmy, z tym, że o miliardy razy szybszych procesach życiowych. Związki te charakteryzują się błyskawicznym przekształceniem lodu w wodę bez zwiększania temperatury, i na długi czas uniemożliwiają jej ponowną krzepliwość… Zresztą zobacz… Piętaszka, której dotąd nie zauważyłem, podała mu naczynie z kostką lodu, w lodzie tkwił termometr wskazujący – 4°C. Za pomocą pipetki profesor upuścił na kostkę niewidzialną kropelkę preparatu. Kostka w mgnieniu oka zmieniła się w ciecz, a temperatura nie wzrosła ani o pół stopnia.
– Do diabła!
– Rozumiesz już, że dzięki kilkunastu rozmieszczonym przez moich ludzi pojemnikom, które po nadanym przeze mnie sygnale wybuchły jednocześnie na terenach podbiegunowych, lodowe masy zmieniły się już w bezmiar wód…
– To straszne! – wręcz brakowało mi słów, czułem się zmiażdżony tymi megalitrami lodowatej H2O.
– Kiedy ten wał przetoczy się przez świat, nie ocaleje nic… Ani statki, ani miasta, ani bunkry… Może paru mieszkańców Himalajów lub Andów… Później lustro wód ustali się na wysokości zaledwie paruset metrów ponad poziomem dotychczasowym, rozumiesz jednak, że pierwsza fala zmiecie wszystko… – urwał i jeszcze raz rzucił okiem na metropolię. – Biedacy, jeszcze nic nie wiedzą! Cierpliwości, cierpliwości…
– Zaraz, ale w takim razie my również zginiemy… – powiedziałem głosem ochrypłym.
– Wiem, co robię – roześmiał się Jeremiasz. – Nie bez powodu właśnie tu umieściłem moją Enklawę, moją arkę – zauważyłeś chyba, że mam w podziemiach komplet zwierząt domowych? Zbudowałem ją na dachu wieżowca w Wielkiej Depresji… Dookoła kotliny rozciągają się bardzo wysokie góry, jedyna droga prowadzi wąskim kanionem. Czoło fal rozbije się o te granitowe łańcuchy… A zatem poziom wody będzie wzrastał znacznie wolniej i w efekcie megablok się ostanie. I tak staniemy się wysepką. Taką samą wysepką, o jakiej ci mówiłem podczas naszego pierwszego spotkania… Woda zatrzyma się dwa metry poniżej dachu (wyliczyłem wszystko bardzo dokładnie), ale musiałem zostawić pewną tolerancję… Mamy tu wszystko, aby przeżyć kilkanaście lat – ciągnął dalej jak w natchnieniu. – Potem, gdy woda z wolna opadnie, kiedy roślinność pokryje zniszczone miasta, pola i fabryki, kiedy rozłóż się ciała, a rzeki uformują nowe koryta, zejdziemy na dół tworzy wszystko na nowo… Nakayama będzie mym Jafetem, Daniel Semem, a ten czarny, który szczęśliwie spadł mi z nieba.
– Bob! – podpowiedziałem.
– Niech mu będzie Bob – Chamem… Nie planowałem tej rasy, ale być może KTOŚ za mnie dokonał korekty…
– A ja jaki otrzymam przydział?
– Możesz być, kim zechcesz.
– Zaraz, zaraz, ale mamy tu samych ojców – zauważyłem.
– Wymyśliłeś ojcorództwo?
– A ja? – zapytała Piętaszka.
– Ty?
– Jest ustalone, że pierwsze dziecko będę miała z Nakayamą – drugim synem będzie Mulat z Bobem, trzecie może być z tobą…
– Tak czy siak, Trzeci Świat znowu będzie w przewadze – usiłowałem zażartować, chociaż wcale nie było mi do śmiechu.
– Chwileczkę, ja też założę nowe stadło – powiedział pustelnik. – Poznaj moją nową… Hej, kobietko!
– Na progu ziemianki stanęła kolejna postać.
– Walter!
– Zuzia!…
– Państwo się znają? – zdziwił się Jeremiasz. – Tak czy siak, są to sprawy drugorzędne. Eksperyment jeszcze trwa. I przestań się martwić, Walterze. Śmierć jednego człowieka jest dramatem, śmierć miliardów tylko statystyką… Zamiast czekać, oprowadzę cię po mojej menażerii… Stworzyłem wspaniałe krzyżówki, które staną się przodkami uszlachetnionych gatunków… Mówię ci – lwy jarosze, ryby bez ości, płazy, które zamiast oślizgłej skóry będą miały puszyste futerko… Hej, ty mnie w ogóle nie słuchasz!