Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Enklawa Wolski w shortach (2)
Enklawa Wolski w shortach (2) - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Enklawa Wolski w shortach (2)

Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:

Kolejny tom wolszczyzny zawiera kr?tk? powie?? Enklawa, w nowej, poprawionej i przeredagowanej wersji oraz kilka d?u?szych nowel, podzielonych na bloki: Ba?nie dla bezsennych, Party i Horrory na p??ne wieczory.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 86
Перейти на страницу:

– Najświeższe wiadomości z Moskwy – nieomal zawołał spiker. Fala otuchy napłynęła do serca Grabca. Zobaczył Kreml i tłumy manifestujących ludzi. To go uspokoiło.

Wszystko w porządku, wszystko w porządku w ojczyźnie światowego komunizmu.

Tymczasem głos spikera zabrzmiał dziwnie wesoło.

– Prezydent Rosji, Borys Jelcyn, oficjalnie uznał niepodległość Litwy, Łotwy i Estonii. Ukraina ogłosiła suwerenność. Mer Sankt Petersburga obiecuje szybką prywatyzację. Zachodni komentatorzy uznają, że nie ma już Związku Radzieckiego.

– Nie, nie! – ryknął Grabiec i ukrył twarz w dłoniach. Jego ciałem zaczął wstrząsać dygot. – To kłamstwo, obrzydliwa prowokacja…

– Albo się pan uspokoi, albo opuści nasz lokal! – zawołał jakiś tęgawy gość, który zjawił się wraz z kelnerem.

– Poskarżę się na was waszym zwierzchnikom – wyszeptał Hilary. – Co wy tu puszczacie?

– Jakim zwierzchnikom? – obruszył się tęgawy. – Jestem właścicielem tego lokalu.

– Właś-ci-cie-lem?

Wyprowadzono go na ryneczek. W głowie mu szumiało. Mijający go policjant z orzełkiem w koronie na czapce popatrzył podejrzliwie na Hilarego. Grabiec uznał, że najlepiej zrobi, wtapiając się w tłum wychodzący z kościoła. Biły dzwony. Może to czyjś pogrzeb albo procesja?

Tłum niósł go, całkowicie ogłupiałego, jak potok niesie na swych falach ciśnięty korek. Po chwili zorientował się, że ciągle trzyma w ręku tamtą gazetę. Machinalnie schował ją do teczki. Później przeczyta. Zorientuje się, co jest grane.

Zatrzymano się na niedużym placyku obok budynku przypominającego szkołę.

– Co to będzie? – odważył się zapytać stojącego obok emeryta o drżących rękach i pobrużdżonej twarzy.

– Odsłonięcie tablicy pamiątkowej. O, na tym murze! – odparł emeryt.

Grabiec zbliżył się do ściany. Białoczerwony sztandar skrywał górę tablicy. Było widać tylko trzy ostatnie nazwiska. W tym… „Hilary Grabiec 1909-1952. Cześć ich pamięci!”

Znów poczuł uderzenie gromu.

* * *

Pielęgniarka przypominała nieco Beatę, ale w odróżnieniu od niej miała szarą zmęczoną twarz.

– Nareszcie się obudziliście, obywatelu Grabiec – powiedziała.

– Gdzie ja jestem? – poruszył się nerwowo na łóżku.

– W naszym powiatowym szpitalu – odparł lekarz. – Straciliście przytomność na polu. Udar słoneczny. Szczęśliwie znalazł was przechodzący tamtędy nasz ksiądz (słowo „nasz” powiedział wyraźnie ciszej). Teraz jest już z wami dobrze. Za parę dni będziecie mogli wrócić do swojego Stalinogrodu.

– Stalino… ach tak. A którego dziś mamy?

– 26 sierpnia. Byliście nieprzytomni dobę.

– A… czy mógłbym to zobaczyć w kalendarzu? – bał się wprost zapytać o rok. Spełnili jego prośbę. Odetchnął. Stało jak byk: 1952!

– Czy gadałem coś przez sen? – zapytał na wszelki wypadek.

– Spaliście jak zabity – oznajmiła pielęgniarka i dodała: – bardzo się tu wszyscy o was martwili, i Komitet, i… – urwała, ale cała trójka wiedziała, co ma na myśli.

Grabiec przymknął oczy. A więc to był tylko sen. Jakiś upiorny antypartyjny sen. Ale przecież sny nie biorą się z niczego! Czyżby w swej najgłębszej podświadomości on, Hilary Grabiec, był wrogiem ustroju? Marzył o restytucji kapitalizmu, upadku obozu pokoju i socjalizmu?

Dwa dni myślał o swoim majaku. Analizował każdy szczegół snu. Przez wychodzące na ryneczek okno konfrontował obraz, przypominając sobie z fotograficzną dokładnością każdy szczegół, każdy element. Tę procesję, tę telewizję. Jak równie precyzyjnie mógł wyśnić ryneczek, który oglądał teraz pierwszy raz w życiu?

Idąc do toalety, podsłuchał na korytarzu rozmowę dwóch kobiet…

– I wtedy, proszę pani – szeptała jedna drugiej – ta zakonnica powiedziała mi, że pół wieku nie minie, a zaczną się cuda. Polak zostanie papieżem, ruskie stąd odejdą, a rząd z Londynu przyjedzie oddać władzę wreszcie prawdziwemu w Warszawie.

– Cicho! O takich rzeczach nie wolno nawet myśleć. To niemożliwe. A zresztą my i tak tego nie dożyjemy.

– Co prawda, to prawda.

Następnego dnia zabrali go do miejscowej delegatury Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

– Przejmie was Warszawa – powiedział miejscowy podporucznik o smolistym wąsie. – To za duży kaliber dla nas. Ale prywatnie powiem, zaskoczyliście mnie Grabiec.

– Czym?

– Czym! – funkcjonariusz podniósł głos. – Tym! – Zamachał mu przed nosem egzemplarzem „Życia Warszawy” z 25 sierpnia 1991 roku.

– Skąd panowie to mają?

– My? Z twojej teczki, kanalio! Gadaj, skąd to masz? Przecież to mistrzowskie fałszerstwo. I do tego wykonane za granicą.

– Za granicą…?

– Nie ma u nas maszyn, które potrafią tak drukować – dodał drugi, starszy, wyraźnie nie miejscowy.

– Ale będą! – za późno ugryzł się w język.

– Będą? Co chcecie powiedzieć? No! Gadaj – starszy potrząsnął nim jak workiem kartofli. – Do jakiej siatki należysz?

– Ja nie należę… ja… – jąkał się beznadziejnie, nieudolnie. – Ja tylko miałem sen.

– Sen? A cóż wam się śniło?

– Że jestem w 1991 roku… że… – Zaczął opowiadać. Zrazu zacinając się, nieskładnie, potem, gdy poddał się już narracji, coraz bardziej ekspresyjnie. Słuchali w milczeniu. Palili papierosy. Wreszcie starszy przerwał.

– Sen mówicie. Jak w takim razie wytłumaczycie, że gazeta, która się wam przyśniła została znaleziona w waszej teczce?

– Nie potrafię sobie tego wyobrazić, chyba…

– Chyba? Co?…

– Chyba, że to wcale nie był sen. Do pokoju zajrzała jakaś kobieta.

– Towarzyszu majorze, Warszawa.

Starszy wstał i wyszedł. Młodszy został sam na sam z Grabcem. Patrzył bardzo uważnie na zatrzymanego.

– Więc mówisz, że widziałeś na własne oczy to, co piszą w twej antypaństwowej fantazji.

Skinął głową.

– To jesteś durniem, że o tym mówisz. Bo to jest najbardziej niebezpieczna rzecz, o jakiej słyszałem. Dla wszystkich. Jeśli tam na górze dowiedzą się, jak ma wyglądać jutro, to wiesz co zrobią?…

Grabiec nie wiedział.

– Zrobią wszystko, aby uniemożliwić realizację tej wizji. Wszystko! I to dopiero będzie straszne.

* * *

Znów jechali znajomą drogą, tyle, że w przeciwnym kierunku. Ubecki gazik, major, porucznik i kierowca. Nie skuli nawet Grabcowi rąk. Zresztą, jak miałby uciec. I dokąd?

Droga była piaszczysta, pełna wybojów.

– Za czterdzieści lat będzie tu asfalt – pomyślał Hilary, walcząc z rosnącym parciem na pęcherz. W oddali zamajaczyło wielkie drzewo. Wyglądało dokładnie tak samo jak tamtego dnia. Też był skwar i nadciągała burzowa chmura…

– Chyba nie wytrzymam – wyjąkał nagle.

– Co?

– Muszę się załatwić.

Wysiedli. Nie spuszczali z niego oka.

– Mogę pod tym drzewem? – zaskomlał błagalnie.

Wzruszyli ramionami. Chmura była tuż, tuż.

– Czy cud może zdarzyć się dwa razy?

I nagle Hilary ku swemu zdumieniu pomyślał o Bogu. O tym groźnym Jahwe swego ojca. I tym drugim, jego synu…

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)