Niebezpieczny Krok
- Автор: Бэлоу Мэри
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:
Najwyraźniej coś się między tą trójką wydarzyło. Coś, co miało związek ze śmiercią Oscara Derricka. Nie wierzył ani przez chwilę, że Christine Derrick zabiła męża, ale musiało być coś, co wywołało tak silną wrogość jej szwagrostwa. Dzisiejszego popołudnia został niespodziewanie wciągnięty w sam środek obrzydliwej rodzinnej afery.
Czuł się tym mocno dotknięty.
Jednocześnie dowiedział się czegoś ciekawego o pani Derrick. Było w niej coś więcej niż promienny blask i śmiech. Nosiła też w sobie mrok. Głęboko ukryty, wypłynął na powierzchnię, gdy odprowadzał ją do domu. Zrobiła wszystko, co w jej mocy, by sprowokować go do kłótni.
Omal nie zareagował i to w sposób, który by ją zaskoczył.
Czuł do niej pociąg, pocałował ją, zaproponował, by została jego kochanką, a ona odmówiła i na tym koniec. Musiał przyznać, że zauroczenie nią jeszcze nie zgasło, ale nie chciał poznawać ani jej, ani mrocznych, skomplikowanych sekretów z jej życia.
Lecz ku swej irytacji uświadomił sobie, że kieruje na nią spojrzenie równie często, jak dotychczas.
Mimo mroku, który w niej tkwił, promieniała światłem.
A on nadal pragnął się grzać w jej świetle.
8
Przez kilka następnych poranków Wulfric chodził wędkować z baronem Renable'em i paroma innymi panami. Przesiadywał też w bibliotece, dyskutując w męskim gronie o polityce i o książkach. Raz czy drugi zagrał w bilard, gdy znalazł chętnych do rozgrywki. Wieczorami siadał do kart ze starszymi dżentelmenami, bo tylko oni mieli na to ochotę. Unikał co weselszych rozrywek, starając się jednak nie obrazić pani domu. Nie chciał, by uznano go za grubianina. Jak najwięcej czasu spędzał sam. Liczył godziny do chwili, kiedy wreszcie wyjedzie z Schofield.
Niestety nie mógł odmówić udziału w balu urządzonym jako zwieńczenie wszystkich rozrywek. Wielki bal – o ile bal na prowincji można nazwać wielkim – wydano z okazji zaręczyn panny Magnus z sir Lewisem Wisemanem. Zaproszono starannie dobrane grono sąsiadów, jako że dwadzieścioro czworo gości oraz gospodarze nie byli w stanie wypełnić sali balowej.
– Większość to drobna szlachta – wyjaśniła lady Renable Wulfricowi na parę dni przed balem. – Cieszą się, gdy ich zapraszamy, a my czujemy się w obowiązku robić to raz czy dwa razy w roku. Mam nadzieję, że ich towarzystwo nie wyda się panu nudne.
– Sądzę, że tak jak we wszystkich innych kwestiach, również i w tej mogę zaufać pani dobremu smakowi – odparł, unosząc brwi i monokl.
Po co przepraszać za coś, czego nie można uniknąć? I dlaczego przepraszać tylko jego? Po co w ogóle przepraszać? Dziękował Bogu, że w jego rodzinie nie było ciągłego wzajemnego przepraszania.
Nigdy nie przepadał za balami, lecz czasami musiał się na nich pojawiać. Tak jak tym razem. Nie mógł przecież zamknąć się w sypialni z książką. Ubrał się więc z największą starannością i pozwolił, by lokaj więcej czasu niż zwykle poświęcił na zawiązanie mu halsztuka. O wyznaczonej godzinie zszedł do sali balowej. Pierwszą turę zarezerwował u lady Elrick, drugą u lady Renable. Miał nadzieję, że potem będzie mógł się wycofać i zasiąść do gry w karty.
Podszedł do Mowbury'ego i rozejrzał się po sali. Młode damy ubrały się w najpiękniejsze suknie, obficie ozdobiły biżuterią i wpięły we włosy najwspanialsze pióra, zapewne z zamiarem przyćmienia elegancją pań z okolicy.
– Tłumaczyłem Melanie, że mam dwie lewe nogi, ona jednak uparła się, żebym choć raz z kimś zatańczył – powiedział Mowbury. – Więc poprosiłem Christine. Panią Derrick. Wie pan, była żoną mojego kuzyna. Zawsze uważałem, że to porządna kobieta, choć Hermione i Elrick chyba za nią nie przepadają. Powiem coś panu, Bewcastle, bale są strasznie męczące.
Pani Derrick stała po przeciwnej stronie sali, pogrążona w rozmowie z trzema damami i dżentelmenem. Wulfric rozpoznał pastora i jego żonę. Domyślił się, że pozostałe damy to matka i najstarsza siostra. W całej rodzinie tylko ona została obdarzona urodą. Ani żona pastora, ani najstarsza siostra nie były ładne.
Pani Derrick miała na sobie kremową suknię z falbankami przy spódnicy i krótkimi bufiastymi rękawkami. Dekolt, choć dosyć głęboki, mieścił się w normach przyzwoitości. W lśniące krótkie loki wplotła różową wstążkę, pasującą odcieniem do szarfy przewiązanej pod stanikiem sukni. Poza trzymanym w ręce wachlarzem była to jej jedyna ozdoba. Nie miała biżuterii ani piór we włosach. A suknia stanowczo nie była ostatnim krzykiem mody.
Jednak przy niej stroje reszty dam wydawały się przeładowane ozdobami.
– Więc pani Derrick zgodziła się zatańczyć z panem pierwszą turę – powiedział Wulfric.
– Tak – Mowbury się skrzywił. – Obiecałem, że nie podepczę jej palców. Ale nawet jeśli mi się to przytrafi, ona pewnie się roześmieje i powie, że i tak trzeba je było trochę odchudzić. Cudowna kobieta.
Kitredge, który wcisnął się w gorset i niemal skrzypiał przy każdym ruchu, podszedł do pani Derrick i oparł upierścienioną dłoń na jej plecach. Wulfric zacisnął palce na monoklu. Ręka hrabiego opadła, gdy pani Derrick przesunęła się nieco, uśmiechnęła i skinęła głową. Kitredge ukłonił się i odszedł. Wulfric domyślił się, że właśnie została obiecana druga tura tańców.
Wypuścił monokl z palców.
Christine uwielbiała tańczyć, ale przez kilka ostatnich lat swego małżeństwa nie lubiła balów. Oscar miał jej za złe, że tańczy z obcymi mężczyznami. Starała się go przekonać, że na bale chodzi się właśnie po to, by tańczyć z wieloma partnerami. Nie mogła przecież tańczyć tylko z nim. To było wbrew zasadom etykiety, a on i tak najchętniej spędzał czas w pokoju do gry w karty albo dowcipkując w towarzystwie swoich kompanów.
Małżeństwo okazało się o wiele trudniejsze, niż sobie wyobrażała. Mimo posągowej urody Oscar był niepewny i siebie, i jej. Z upływem czasu stawał się coraz bardziej zaborczy i nieobliczalny. Krzywdził ją, a nawet obrażał swoimi oskarżeniami. Doprowadził do tego, że zaczęła się zastanawiać, czy nadal go kocha.
Jednak te trudne, bolesne czasy minęły. Była wolna. Może przetańczyć cały wieczór, jeśli tylko będzie miała na to ochotę i dość partnerów, którzy poproszą ją do tańca. Śmiała się przez całą pierwszą turę, prowadząc Hectora przez skomplikowane kroki tańca ludowego. Wiele razy ratowała go z opresji, gdy ruszał w przeciwnym kierunku, niż należało i omal się nie zderzył z którymś panem. Podziękował jej potem wylewnie i nawet na tyle się zapomniał, że pocałował ją w rękę.
Drugą turę przetańczyła ze spoconym z wysiłku hrabią Kitredge'em. Nie odpowiadała na jego dwuznaczne żarty, a gdy próbował pociągnąć ją przez drzwi balkonowe do ogrodu, by mogli przez kilka minut odetchnąć chłodnym wieczornym powietrzem, stwierdziła, że pęknie jej serce, jeśli straci choć jeden taniec podczas tego cudownego balu.
Zatańczyła z Ronaldem Culverem, którego nauczyła się odróżniać od jego brata bliźniaka. Potem z panem Cobleyem, jednym z dzierżawców Bertiego, który często się śmiał i mówił prawie bez przerwy, a w ciągu ostatniego półtora roku trzykrotnie proponował jej małżeństwo.
Z radością zauważyła, że Hazel tańczy cały czas i nawet Eleanor, która nie znosiła tańców, dała się wyciągnąć na parkiet na dwie tury.
Ilekroć spojrzała na Audrey i sir Lewisa Wisemana, uśmiechała się ciepło. Nie okazywali sobie otwarcie uczuć, ale wyglądali na dobraną parę. Byli razem bardzo szczęśliwi. Szczęście jest takie ulotne. Miała nadzieję, że ich nie przeminie szybko. Zawsze lubiła Audrey, która była jeszcze dzieckiem, gdy ona wychodziła za Oscara.