Niebezpieczny Krok
- Автор: Бэлоу Мэри
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:
– Ostrzegałem Mel, że nie umiem tańczyć walca – usprawiedliwił się. – Ona przecież wie, że ja nie tańczę, ale uparła się, bym poprosił ją do walca. Christine, jest mi niewymownie przykro. Bardzo cię boli?
– Hectorze, w życiu nie słyszałam głupszego pytania – stwierdziła cierpko Melanie. – Oczywiście, że ją boli, ty stary cymbale.
– Zdaje się, że już za chwilę przejdzie mi ochota, żeby krzyczeć – powiedziała Christine. – Tymczasem będę powoli liczyć… czterdzieści siedem… czterdzieści osiem… Nie przejmuj się, Hectorze, moje palce należało trochę odchudzić.
– Christine, moje biedactwo – westchnęła Melanie. – Może zaprowadzę cię do pokoju i wezwę pokojówkę?
Christine odprawiła ich machnięciem ręki i zacisnęła zęby. Starała się nie zwracać na siebie uwagi. Dlaczego takie rzeczy zawsze zdarzają się właśnie jej, nawet gdy akurat w nic się nie wtrącała?
Hector ruszył z Melanie, tym razem we właściwym kierunku. Christine nagle zdała sobie sprawę, że nadal stoi przytulona do boku księcia Bewcastle'a. Ból nie ustępował. Nabrała głęboko powietrza.
Schylił się, wziął ją na ręce i przez drzwi balkonowe wyniósł na zewnątrz. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, ale musiała przyznać, że zgrabnie to zrobił. Chyba niewielu gości zauważyło kolizję i jej skutki, a także zniknięcie Christine w ramionach księcia Bewcastle'a. Chociaż jeśli ktoś zauważył akurat to ostatnie…
– Ojej, to już zaczyna wchodzić nam w nawyk – westchnęła. – Którą normalną kobietę przez dwa tygodnie trzeba ciągle nosić na rękach?
Oddalił się trochę od domu i posadził ją na drewnianej ławeczce pod wielkim starym dębem.
– Tym razem, pani Derrick, wina leży całkowicie po mojej stronie – odparł. – Powinienem był go wcześniej zauważyć. Czy coś się pani stało?
– Proszę mi dać jeszcze parę minut, żebym przestała krzyczeć w duchu i doliczyła do stu – powiedziała. – Potem zacznę poruszać palcami. Przypuszczam, że gdy Hector był chłopcem, przed każdą lekcją tańca chował się gdzieś z książką o filozofii greckiej, i to w oryginale. Stanowczo powinno się go trzymać z dala od sali balowej. Biedaczek, wyglądał na bardzo nieszczęśliwego, prawda? Dziewięćdziesiąt dwa… dziewięćdziesiąt trzy… Au!
Książę Bewcastle ukląkł na jedno kolano, rozwiązał wstążki i zsunął jej pantofel.
Wyglądał bardzo malowniczo, jakby zaraz miał się jej oświadczyć.
Dziwne, że można jednocześnie czuć rozbawienie i nieznośny ból. Christine zagryzła dolną wargę.
Wulfric nie był lekarzem, jednak wydawało mu się, że żadna kość nie została złamana. Stopa nawet zbytnio nie spuchła. Christine nie mogła nią jednak poruszać, a z jej urywanego oddechu wnosił, że nadal bardzo ją boli. Oparł jej stopę na swej dłoni, podparł piętę drugą ręką i ostrożnie poruszał, zginając palce.
Zacisnęła mu dłoń na ramieniu i pochyliła głowę. Z początku krzywiła się, zagryzając dolną wargę, potem jednak stopniowo się rozluźniła.
– Zdaje się, że jednak przeżyję – powiedziała po minucie czy dwóch. – Może nawet jeszcze kiedyś zatańczę.
Roześmiała się cicho, gardłowo.
Stopę miała wąską i delikatną, obciągniętą jedwabną pończochą. Oparła ją na różowym pantofelku i już sama poruszała palcami. Po chwili zdjęła dłoń z jego ramienia. Wstał, założył ręce na plecy i spojrzał na nią z góry.
– Nie mogę tylko pojąć, jak to się stało, że Hector w ogóle tu przyjechał – powiedziała. – To mól książkowy, którego nie ciągnie do towarzystwa, a zwłaszcza do towarzystwa dam.
– Chyba sądził, że to będzie spotkanie intelektualistów.
– Biedaczek – westchnęła Christine. Wsunęła stopę w pantofel, zawiązała wstążki wokół kostki i ostrożnie poruszyła parę razy palcami. – Pewnie Melanie uznała, że takie spotkanie dobrze mu zrobi. Podejrzewam, że celowo wprowadziła go w błąd, nie mówiąc całej prawdy. Hector chyba nawet nie zauważył albo zapomniał, że jego siostra niedawno się zaręczyła, w związku z czym Melanie urządzi na jej cześć jedną ze swoich słynnych imprez towarzyskich.
Wulfric się nie odezwał. Na dworze zapalono kilka lampionów z myślą o gościach, którzy zechcą wyjść z dusznej sali balowej, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Światło jednego z nich padało na twarz Christine i lśniło w jej włosach. Spojrzała na księcia roześmianymi oczami, jakby uderzona nagłą myślą.
– Ojej, przecież to Hector pana tu zaprosił – powiedziała. – Czy pan też myślał, że to będzie spotkanie intelektualistów? Zastanawiałam się, dlaczego pan przyjechał, skoro Melanie twierdziła, że nie bywa pan nigdzie poza Londynem i swoimi majątkami. Jakże musiał pan być przerażony, gdy zorientował się, że wprowadzono go w błąd.
– Zakładam, że pani pytania są czysto retoryczne – rzucił, sięgając po monokl.
Nie przywykł, by ktoś się z niego naśmiewał. I nie przypominał sobie, by ktoś kiedykolwiek mu współczuł.
– Panu jednak nie brakuje obycia w towarzystwie – powiedziała. Splotła ręce na kolanach i lekko przechyliła głowę na bok. – Doskonale tańczy pan walca.
– Można być, jak pani to nazwała, molem książkowym, a jednocześnie umieć się obracać w towarzystwie – odparł. – Ja nie unikałem lekcji tańca. Nauka tańca to istotna część edukacji dżentelmena.
No i wcale nie był molem książkowym. Uważał się za oczytanego, ale nie zwykł tkwić z nosem w książce. Było tyle ważniejszych spraw, które wypełniały mu czas. Jako chłopiec wręcz nie lubił czytać.
– Zawsze uwielbiałam walca, choć nieczęsto go tańczyłam, gdy mieszkałam w Londynie – westchnęła z żalem. – A teraz Hec – tor pozbawił mnie możliwości tańca na resztę wieczoru.
– Tura jeszcze się nie skończyła – zauważył. – Jeśli pani jest w stanie, możemy tańczyć dalej.
– Noga już prawie mnie nie boli – powiedziała, poruszywszy jeszcze raz palcami. – Dzięki Bogu, Hector waży tylko sto kilo, a nie całą tonę.
– Zatem dokończmy walca. – Wyciągnął do niej rękę.
Podała mu dłoń i wstała.
– Pewnie pan żałuje, że poprosił mnie do tańca – powiedziała. – Ściągam na siebie nieszczęścia, nawet jeśli niczym nie zawinię.
– Nie żałuję – odparł.
Lampion zakołysał się na wietrze, rzucając na nią raz smugi światła, raz cienia.
Nagle powietrze między nimi niemal zaczęło iskrzyć.
– Tańczmy tutaj – zasugerował.
– Tutaj? – Uniosła brwi i się roześmiała. – W świetle lampionów, pod gwiazdami? Jak rom… Jak cudownie! Tak, zatańczmy.
Miała zamiar powiedzieć: romantycznie. Skrzywił się w duchu. Nigdy nie był romantyczny. Nie wierzył w te sentymentalne bzdury.
Objął ją w talii, ujął jej dłoń i poprowadził do walca. Po chwili jednak uznał, że jego pomysł nie był rozsądny. Trawnik, zwłaszcza tak nierówny jak ten, okazał się nie najlepszym parkietem, a tańczenie tylko we dwoje na osobności było sprzeczne z zasadami etykiety. Znajdowali się wprawdzie w pobliżu domu, a otwarte drzwi sali balowej i zapalone lampiony zachęcały gości do wyjścia na zewnątrz, nie powinien jednak być z nią sam na sam.
Niemal natychmiast zrozumiał absurdalność swoich obiekcji. Przecież pani Derrick jest wdową i dobiega trzydziestki. W tym, co robili, nie było nic niestosownego.
Tyle że przebywanie z nią sam na sam wcale nie było bezpieczne.
Wirowali w rytm muzyki dobiegającej z sali. Po kilku minutach uderzyło go, że trawa pod stopami i rozgwieżdżone niebo nad głową to idealna sceneria do tańca. Zapach trawy i drzew był piękniejszy niż mieszanka perfum w sali balowej.