Tajemnicza wyprawa Tomka
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Przygody Tomka Wilmowskiego #5
- Год: 2012
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-289-3
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tajemnicza wyprawa Tomka». Краткое содержание книги:
Czwartego dnia, krótko po świcie, Smuga poprosił kapitana Niekrasowa o płynięcie bliżej lewego brzegu rzeki, a niebawem o zatrzymanie statku. Według obliczeń Wilmowskiego, znajdowali się okołu dwustu pięćdziesięciu kilometrów na zachód od Błagowieszczeńska. Stąd już tylko jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów dzieliło ich od Ruchłowa, połączonego linią kolejową z Nerczyńskiem.
Pawłow, nieświadom zamiarów łowców, pochwalił wybór miejsca na założenie obozu.
— Niewiele znam się na polowaniu, ale przecież słyszałem nieraz, że okolica ta jest niemal rajem myśliwych — mówił pochlebnie. — Swego czasu polował tutaj nasz sławny podróżnik i niezrównany strzelec Mikołaj Przewalski [68]... To były katorżnik wspaniałomyślnie ułaskawiony przez cara. Macie panowie najlepszy dowód, że u nas żadna zasługa nie pozostaje bez nagrody!
— Lepiej już mów pan o polowaniu — przerwał mu poirytowany bosman.
Agent skwapliwie pokiwał głową.
— Jak więc powiedziałem, na brak zwierzyny nie będziecie, panowie, narzekać — zgodnie ciągnął dalej. — Łatwo tu nawet znaleźć Chińczyków, którzy chętnie przeprowadzą na polowanie na drugą stronę rzeki. Ale taka zabawa to raczej dla wielkich ryzykantów.
— Dlaczegóż to, jeśli można zapytać — zaciekawił się bosman.
— Zbyt łatwo tam o spotkanie z chunchuzami [69] — wyjaśnił Pawłow.
— A cóż to znów za czort, szanowny panie? — indagował marynarz.
— To po prostu bandyci! Dla zdobycia byle drobiazgu potrafią człowieka poddać najgorszym torturom lub poderżnąć gardło. Nawet obecnie zdobywają się na napady po naszej stronie rzeki.
— Ha, jak z tego widać, faktycznie ładne wybraliśmy miejsce na obóz — ironicznie powiedział bosman.
— Niech się pan wyzbędzie obaw! Pochwaliłem wybór nie tylko ze względu na obfitość zwierzyny — uspokajał Pawłow. — Gdy płynęliśmy rzeką, spostrzegłem kilka kilometrów stąd stanicę kozacką. Bliskość oddziału regularnego wojska na pewno trzyma chunchuzów w ryzach.
— Skoro tak, to w porządku, aczkolwiek, jak się pan sam przekonałeś, nie tak łatwo nam dmuchać w kaszę, gdy jesteśmy w komplecie — odparł bosman, nieznacznie mrugając do Tomka.
W czasie tej pogawędki “Sungasza” wzięła barki na boczny hol. Teraz ostrożnie przybliżała się do brzegu. W końcu zamilkły maszyny pod pokładem; pierwsza barka niemal dotykała nabrzeża. Szczęknęły łańcuchy zakotwiczające statek.
Wyładunek taboru trwał do samego wieczora, toteż kapitan Niekrasow postanowił wyruszyć w dalszą drogę dopiero o świcie. Opłata, jakiej zażądał za przewiezienie całej wyprawy, była bardzo niska w porównaniu z cenami biletów na statkach pasażerskich. Toteż do sumy trzystu rubli Smuga samorzutnie dołożył jeszcze jedną setkę do podziału dla załogi.
O wschodzie słońca łowcy odprowadzili kapitana aż na holownik. Niekrasow najdłużej żegnał się z bosmanem Nowickim. W ostatniej chwili, gdy marynarz zamierzał już schodzić na ląd, przytrzymał go jeszcze za ramię i rzekł:
— Przemiły z ciebie chłop, niedźwiedziu! Zanim lód unieruchomi Amur, odbędę kilka rejsów w górę rzeki. Gdybyście przypadkiem mieli ochotę jeszcze raz zabrać się na pokład, wystrzelcie cztery razy w powietrze. Przepływając tutaj będę pilnie lustrował brzeg...
— Dobra nasza, nawet po ciemku poznam tę starą krypę — odparł bosman wesoło. — Pan również przypadłeś mi do gustu!
Niekrasow pochylił się do ucha bosmana i dodał cicho:
— Nie dowierzajcie zbytnio uprzejmości tego policyjnego szczura. Wprawdzie po tej głupiej hecy w Błagowieszczeńsku wyraźnie zmienił front, ale założyłbym się, że dalej coś knuje!
— Tak pan uważasz?
— Tak, nie lubię, gdy policja naraz staje się zbyt grzeczna.
— Dobra nasza, będę go dobrze miał na oku!
“Sungasza” odpłynęła sypiąc deszczem rozżarzonych iskier. Łowcy zaś zebrali się na naradę, by ustalić program zajęć obozowych. Podział funkcji przedstawiał się następująco: trzej synowie Nucziego — doglądanie tygrysów, koni i przygotowywanie posiłków; Nuczi — doglądanie psów, wyszukiwanie odpowiednich terenów łowieckich; Smuga, Brol i Tomek — polowanie na zwierzynę; Brown i Udadżalaka — preparowanie skórek zabitych okazów fauny; Pawłow — ogólny nadzór nad bezpieczeństwem obozu.
Taki podział ról miał ułatwić Smudze oraz jego dwu towarzyszom upozorowanie konieczności dotarcia do Nerczyńska. W obecności Pawłowa musieli się liczyć z każdym słowem, podczas gdy na polowaniu poza obozem mogli swobodnie omówić szczegółowy plan działania. Zaraz następnego ranka Smuga poprowadził swoją grupkę w górę rzeki; ptactwa było tam w bród. W krótkim czasie upolowali kilka okazów po czym zatrzymali się na odpoczynek obok przystani, gdzie kulisi gromadzili drewno na opał dla parostatków.
Łowcy kupili od Chińczyków świeżo złowionego łososia. Bosman na miejscu oprawił rybę i zaczął piec na kamieniach rozgrzanych w ognisku. Smuga i Tomek gawędzili tymczasem z kulisami.
Wkrótce Smuga zauważył, że jeden kilkunastoletni wyrostek wprost nie odrywa wzroku od opartego o drzewo sztucera zaopatrzonego w lunetkę.
— Widzę, że umiesz ocenić zalety dobrej broni — zagadnął chłopca. — Z mojego sztucera można skutecznie strzelać nawet do celu po drugiej stronie rzeki. Proszę, spójrz!
Mówiąc to uniósł sztucer do ramienia. Chłopak skwapliwie pochylił głowę ku lunecie. Przymknął jedno oko. Z zapartym tchem spoglądał na odległy łańcuch górski na przeciwległym brzegu Amuru.
— Cudowna broń — szepnął w żargonie rosyjsko-chińskim. — Gdybyśmy mieli taką strzelbę, nawet mój stary ojciec mógłby jeszcze polować, a chunchuzi nie odważyliby się zbliżać do naszej fanzy [70]...
— Czy bandyci tak często was niepokoją? — zapytał chłopca Smuga. Chińczyk spłoszonym wzrokiem musnął twarz podróżnika, opuścił głowę.
— Teraz rzadziej przychodzą... Nie mają już co zabierać, bo prawie nic nie posiadamy... — odparł cicho.
Zachęcony przez Tomka, opowiedział smutną historię swej rodziny.
Mieszkali na mandżurskim brzegu Amuru, w wioszczynie u stóp gór porosłych bujnym lasem. Matka z pomocą dzieci uprawiała małe poletko położone tuż za fanzą, a ojciec polował na antylopy, sobole, lisy i wiewiórki. Ojciec był odważnym myśliwym; nie bał się nawet śnieżnych panter [71], które w zimie schodziły z wyżyn Azji Środkowej. Pewnego dnia w pobliskich górach zagnieździła się banda chunchuzów. Odtąd co jakiś czas najeżdżała wioskę i bezlitośnie łupiła mieszkańców. Pozostawiała im jedynie tyle, by nie pomarli z głodu i mogli dalej pracować.
— Raz, gdy mój ojciec poszedł sprawdzić sidła zastawione na wiewiórki, chunchuzi znów wpadli do wioski — mówił młodzieniec. — Byli bardzo rozgniewani po porażce, jaką ponieśli w walce z Kozakami na rosyjskim brzegu. Zabrali prawie wszystką żywność, a potem zażądali od mieszkańców wioski wyznaczenia dziesięciu młodych mężczyzn, którzy mieli zastąpić poległych członków bandy. Nikt nie chciał do nich przystać, więc zaczęli palić fanzy i mordować. Doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy wioski rzucili się na chunchuzów. Niewielu uratowało swe życie.
Młodzieniec zamilkł na chwilę. Potem mówił jeszcze ciszej:
— Miałem wówczas zaledwie siedem lat... Widziałem, jak zabijali moją matkę, braci i siostry... Przerażony zemdlałem; w ten sposób uniknąłem śmierci. Ojciec po powrocie do domu znalazł mnie na wpół przytomnego. Pochował zabitych obok fanzy. Teraz nie może polować tak jak dawniej. Wypłakał oczy, źle widzi. Żyjemy z mojej pracy przy wyrębie drzewa.
68
Mikołaj Michajłowicz Przewalski (1839-1888) — generał, najwybitniejszy rosyjski odkrywca i badacz Azji. W latach 1868-1869 badał Kraj Ussuryjski między dolnym Amurem a Morzem Japońskim. Od 1870 r. podczas czterech wypraw prowadził badania północnej części Azji Środkowej, zapoczątkowane przez Siemionowa-Tiańszańskiego. Bliższe informacje o tych podróżnikach znajdzie czytelnik w “Tomku na tropach Yeti”.
69
Chunchuzi (z chińskiego — czerwonobrodzi lub miedzianobrodzi) — grabieżcze bandy grasujące wówczas na terenie Chin, a głównie w Mandżurii.
70
Fanza — dom chiński.
71
Tak zwana śnieżna pantera, czyli irbis (Felis uncia) osiąga wzrost pantery, lecz żyje w zimniejszych okolicach. Ojczyzną irbisa są góry Azji Środkowej, poczynając od Turkiestanu aż po Amur. W Himalajach żyje częściej po stronie tybetańskiej niż indyjskiej, gdzie podczas lata przebywa na bardzo dużych wysokościach, w zimie zaś schodzi poniżej 3000 m.