Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Nocny Patrol». Краткое содержание книги:

Współczesna Moskwa. Trwa tysiącletni rozejm między siłami Ciemności i Światła. Każda ze stron w ramach Wielkiego Traktatu powołała do życia organa stojące na straży porządku. Tytułowy „Nocny Patrol” obserwuje poczynania sił Ciemności, by działały one zgodnie z traktatem. W ten sam sposób pracuje „Dzienny Patrol”, pilnujący, aby dobro nie rozprzestrzeniało się na świat. Status quo zostanie utrzymany, póki któraś ze stron nie obejmie znaczącej przewagi lub nie złamie warunków porozumienia. W sam środek „wojny” wrzucony zostaje świeżo upieczony strażnik „Nocnego Patrolu” – Antoni. Nie zdaje sobie sprawy, że jego udział będzie znaczący w końcowym rozrachunku między siłami Ciemności i Światła.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 99
Перейти на страницу:

Każda ze stron będzie miała swoje możliwości

Ograniczamy swoje możliwości i prawa.

My – Inni

My stwarzamy Nocny Patrol

By siły Światła obserwowały siły Ciemności.

My – Inni.

My stwarzamy Dzienny Patrol.

By siły Ciemności obserwowały siły Światła.

Czas rozsądzi nas.

Oczy Igora zrobiły się okrągłe jak spodki.

– I Światło i Ciemność istnieją razem na świecie?

– Tak.

– A., wampiry… – nieustannie wracał do tego tematu. – Służą Ciemności?

– Tak. To ludzie, w pełni przemienieni przez świat Zmroku. Otrzymują ogromne zdolności, ale za to tracą samo życie. Podtrzymywać swoje istnienie mogą jedynie cudzą energią. Krew to najwygodniejsza forma jej przepływu.

– I zabijają ludzi!

– Mogą istnieć dzięki krwi oddawanej przez krwiodawców. To tak jakby wydestylowany produkt, chłopcze. Niesmaczny, ale jednak odżywczy. Jeśliby wampiry pozwalały sobie na polowanie…

– Ale na mnie napadły!

Teraz myślał jedynie o sobie… Źle.

– Niektóre wampiry łamią prawo. Po to istnieje Nocny Patrol – pilnuje przestrzegania warunków Traktatu.

– Czyli tak normalnie wampiry nie polują na ludzi?

Poczułem na policzku powiew wywołany ruchem niewidzialnych skrzydeł. Pazury wpiły się w moje ramię.

– I co mu odpowiesz, żołnierzu Patrolu? – szepnęła Olga z głębin Zmroku- – Zaryzykujesz powiedzieć prawdę?

– Polują – powiedziałem. I dodałem to, co pięć lat temu było dla mnie największym szokiem. – Na licencji. Czasami… od czasu do czasu muszą zażyć świeżej krwi.

Nie od razu zadał następne pytanie. Czytałem w jego oczach wszystko, o czym myślał, wszystko, o co chciał spytać. Wiedziałem, że muszę odpowiedzieć na wszystkie pytania.

– A wy?

– A my przeciwdziałamy kłusownictwu.

– A więc mogliby napaść na mnie… zgodnie z tym waszym traktatem? Mając licencję?

– Tak – odpowiedziałem.

– I wypiliby moją krew? A wy przeszlibyście obok i odwrócilibyście się?

Światło i Ciemność…

Zamknąłem oczy. Traktat żarzył się w szarej mgle. Wytłoczone wiersze, za treścią których stały tysiącletnie wojny i miliony istnień.

– Tak.

– Wyjdź…

Chłopczyk był teraz napięty jak struna. Na granicy histerii, na skraju szaleństwa.

– Przyszedłem ochronić ciebie.

– Nie trzeba!

– Wampirzyca jest na wolności. Będzie próbowała napaść…

– Wyjdź! Olga westchnęła:

– Doigrałeś się, żołnierzu Patrolu?

Wstałem. Igor zadrżał, odsuwając się jak najdalej ode mnie wraz z taboretem.

– Zrozumiesz – powiedziałem. – Nie mamy innego wyjścia…

Sam nie wierzyłem w swoje słowa. I dyskusja była już bezsensowna. A za oknami ciemniało i zaraz nastąpi czas polowań…

Chłopiec poszedł za mną, jakby starając się upewnić, że wyjdę z mieszkania, a nie schowam się do szafy. Nic więcej już nie mówiłem. Otworzyłem drzwi, wyszedłem na schody, drzwi trzasnęły za moimi plecami.

Wszedłem półpiętro wyżej, usiadłem w kucki przy oknie na klatce schodowej. Olga milczała, milczałem i ja.

Prawdy nie należy ujawniać tak szybko. Człowiek niełatwo akceptuje sam fakt naszego istnienia. A już pogodzić się z Traktatem…

Nie mogliśmy nic więcej zrobić – powiedziała Olga. – Nie doceniliśmy chłopaka, jego zdolności i siły jego strachu. Musieliśmy odpowiadać na jego pytanie i w dodatku udzielać prawdziwych odpowiedzi.

– Piszesz raport? – spytałem.

– Gdybyś wiedział, ile podobnych raportów już napisałam…

Ze zsypu śmierdziało zgnilizną. Za oknem szumiała ulica, powoli pogrążająca się w zmierzchu. Już zaczynały świecić latarnie. Siedziałem, obracając w rękach telefon komórkowy, i rozmyślałem, czy zadzwonić teraz do szefa, czy też poczekać na jego telefon. Z pewnością Borys Ignatjewicz mnie obserwuje.

Na pewno.

– Nie przeceniaj możliwości kierownictwa – powiedziała Olga. – Ma teraz powyżej uszu problemów z czarnym wirem.

Telefon w moich rękach zatrzeszczał.

– No, zgadnij kto to? – powiedziałem, otwierając słuchawkę.

– Królik Roger. Albo Whoopi Goldberg. Nie miałem nastroju do żartów.

– Tak?

– Gdzie jesteś, Antoni?

Głos szefa był zmęczony, śmiertelnie zmęczony. Takiego jeszcze nie słyszałem.

– Na klatce schodowej potwornego wieżowca. Obok zsypu. Jest tu wystarczająco ciepło i prawie wygodnie.

– Znalazłeś chłopaka? – dość obojętnym tonem spytał szef.

– Znalazłem…

– Dobrze. Poślę do ciebie Tygryska i Niedźwiedzia. Tutaj i tak nie mają co robić. A ty przyjeżdżaj do Pierowa. Natychmiast.

Ledwo sięgnąłem do kieszeni, by sprawdzić, czy mam pieniądze, gdy szef natychmiast dodał:

– Jeśli nie masz pieniędzy… zresztą, nawet jeśli masz, zatrzymaj jakiś policyjny samochód i dowiozą ciebie na sygnale.

– Jest aż tak źle? – spytałem.

– Tak. Wyjeżdżaj natychmiast.

Spojrzałem w ciemność za oknem.

– Borysie Ignatjewiczu, nie należy zostawiać chłopaka samego. Rzeczywiście ma niesamowicie silny potencjał…

– Tak, wiem… Dobrze. Ochrona już jedzie. Przy nich chłopcu nic nie grozi. Poczekaj na nich i natychmiast przyjeżdżaj tutaj.

Zadźwięczały sygnały. Złożyłem słuchawkę i spojrzałem na ramię:

– I co powiesz, Olgo?

– Dziwne.

– Dlaczego? Przecież sama powiedziałaś, że sobie nie poradzą.

– Dziwne, że wezwał ciebie, a nie mnie… – Olga zamyśliła się. – może – tak… nie. Nie wiem.

Spojrzałem przez Zmrok. Na skraju horyzontu zauważyłem dwie plamki. Agenci operacyjni pędzili z taką prędkością, że mogli dotrzeć na miejsce za Piętnaście minut.

– Nawet o adres nie zapytał – chmurnie dorzuciłem.

– Nie chciał tracić czasu. Nie czułeś, kiedy pobierał koordynaty?

– Nie.

– Ćwicz więcej, Antoni.

– Nie jestem agentem terenowym!

– Teraz jesteś. Chodźmy na dół. Zew i tak usłyszymy.

Wstałem – miejsce na schodach wydawało mi się już ciepłe i wygodne – i zacząłem schodzić na dół. W duszy pozostał osad – obrzydliwy, przygnębiający. Za moimi plecami otwarły się drzwi. Odwróciłem się.

– Boję się – powiedział Igor bez żadnych ceremonii.

– Wszystko w porządku – zacząłem z powrotem wchodzić na górę. – Chronimy ciebie.

Przygryzał wargi, patrzył to na mnie, to na pogrążone w półmroku schody. Wpuścić do mieszkania nie chciał, ale i siedzieć tam samemu już nie miał siły.

– Wydaje mi się, że mnie obserwują – powiedział. – To wy na mnie patrzycie?

– Nie. Raczej wampirzyca.

Chłopiec nawet nie zadrżał. Nie powiedziałem mu przecież nic nowego.

– Jak ona napada?

– Przejść przez drzwi bez zaproszenia nie może. To szczególna cecha wampirów, w tym rzeczywiście bajki się nie mylą. Ty sam zechcesz wyjść. Zresztą, ty już chcesz wyjść.

– Nie wyjdę!

– Kiedy ona użyje Zewu – wyjdziesz. Będziesz wiedział, co się dzieje, ale i tak wyjdziesz.

– A wy… możecie mi coś doradzić? Cokolwiek? Igor poddał się. Chciał pomocy, jakiejkolwiek pomocy.

– Mogę. Uwierz nam.

Jego wahanie trwało sekundę.

– Wejdźcie – Igor odstąpił od drzwi. – Tylko… zaraz mama przyjdzie z pracy.

– No, i co?

– Schowacie się? Albo co mam jej powiedzieć?

– To bzdura – odżegnałem się od pytania. – Ale ja…

Otworzyły się drzwi mieszkania naprzeciw, uchyliły się ostrożnie, na długość łańcucha. Wysunęła się pomarszczona twarz staruszki.

Dotknąłem jej świadomości – leciutko, na sekundę, jak tylko można najostrożniej, żeby nie osłabić i tak już poplątany rozum…

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)