Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Nocny Patrol». Краткое содержание книги:

Współczesna Moskwa. Trwa tysiącletni rozejm między siłami Ciemności i Światła. Każda ze stron w ramach Wielkiego Traktatu powołała do życia organa stojące na straży porządku. Tytułowy „Nocny Patrol” obserwuje poczynania sił Ciemności, by działały one zgodnie z traktatem. W ten sam sposób pracuje „Dzienny Patrol”, pilnujący, aby dobro nie rozprzestrzeniało się na świat. Status quo zostanie utrzymany, póki któraś ze stron nie obejmie znaczącej przewagi lub nie złamie warunków porozumienia. W sam środek „wojny” wrzucony zostaje świeżo upieczony strażnik „Nocnego Patrolu” – Antoni. Nie zdaje sobie sprawy, że jego udział będzie znaczący w końcowym rozrachunku między siłami Ciemności i Światła.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 99
Перейти на страницу:

– Ach, to ty… – staruszka rozpłynęła się w uśmiechu. – Ty, ty…

– Antoni – grzecznie podpowiedziałem.

– A już myślałam, że ktoś obcy tutaj chodzi – zdejmując łańcuch i wychodząc na klatkę oznajmiła. – Czasy teraz takie, chuligaństwo, robią, co chcą…

– Nic – powiedziałem. – wszystko będzie dobrze. Lepiej niech pani poogląda telewizję, teraz zaczyna się nowy serial.

Staruszka pokiwała głową i, posławszy mi jeszcze jedno przyjacielskie spojrzenie, skryła się w mieszkaniu.

– Jaki serial? – spytał Igor. Wzruszyłem ramionami:

– Nie wiem. Jakikolwiek. Czy mało jest oper mydlanych?

– A skąd pan zna naszą sąsiadkę?

– Ja? W ogóle jej nie znam. Chłopiec milczał.

– No widzisz – wyjaśniłem. – My jesteśmy Inni. A wchodzić do ciebie nie będę, muszę teraz odjechać.

– Co?

– Ciebie będą chronić przyjaciele. I nie bój się – są zawodowcami znacznie lepszymi ode mnie.

Spojrzałem przez Zmrok – dwa jaskrawe pomarańczowe ogniki przybliżały się do domu.

– Ja… ja nie chcę – chłopak od razu spanikował. – Lepiej wy tu zostańcie!

– Nie mogę. Mam inne zadanie.

Na dole trzasnęły drzwi, zastukały kroki. Agenci zlekceważyli windę.

– Nie chcę! – Igor chwycił za drzwi, jakby chciał je zamknąć. – Ja im niewierze!

– Albo ufasz całemu Nocnemu Patrolowi, albo nie wierzysz nikomu z nas – twardo odrzekłem. – Nie jesteśmy samotnymi supermanami w czerwono-niebieskich płaszczach. Jesteśmy urzędnikami. Policją świata Zmroku. Moje Słowo to słowo Nocnego Patrolu.

– A kim oni są? – chłopiec już zaczynał mięknąć. – Magami?

– Tak. Wąsko wyspecjalizowanymi.

Na dole, na zakręcie schodów, pojawiła się Tygrysek.

– Cześć, chłopaki! – radośnie krzyknęła, jednym susem pokonując resztę schodów. Skok był niezwykły, Igor nawet wystraszył się i odsunął, niepewnie patrząc na Tygryska. Pokręciłem głową, dziewczyna jawnie balansowała na granicy transformacji. Lubiła to i nie można było mieć do niej pretensji, że chciała się trochę zabawić.

– Jak tam? – spytałem.

Głośno westchnęła, potem uśmiechnęła się:

– Oj… wesoło. Wszyscy panikują. Idź, czekają na ciebie, Tosiu… A to jest mój podopieczny, tak?

Chłopiec w milczeniu przyglądał się jej. Prawdę mówiąc, szef dokonał doskonałego wyboru, posyłając do ochrony właśnie Tygryska. Budziła zaufanie i sympatię u każdego, od dzieci począwszy, a na staruszkach skończywszy. Mówią, że nawet ci z Ciemności – od czasu do czasu – dawali się zwieść jej zachowaniu. I w tym się właśnie mylili…

– Nie jestem niczyim podopiecznym – odpowiedział w końcu chłopiec. – Jestem Igor.

– A ja Tygrysek – dziewczyna już weszła do mieszkania i serdecznie go uściskała.

– Chodź, pokaż mi pole walki! Zaczniemy przygotowywać obronę!

Zbiegłem na dół, uspokojony. Zapięć minut Tygrysek zademonstruje chłopcu, za co otrzymała swoje imię.

– Cześć – mruknął do mnie idący na górę Niedźwiedź.

– Cześć -szybko uścisnęliśmy dłonie. Spośród wszystkich pracowników Patrolu Niedźwiedź budził we mnie najbardziej dziwne i mieszane uczucia.

Był więcej niż średniego wzrostu, krzepki i miał zupełnie nieprzeniknioną twarz. Nie lubił dużo mówić. O tym, jak spędza czas poza pracą, gdzie mieszka, nie wiedział nikt, z wyjątkiem chyba Tygryska. Krążyły plotki, że nawet nie był magiem, lecz wilkołakiem. Podobno początkowo pracował w Dziennym Patrolu, ale potem, w trakcie jakiejś misji, nagle przeszedł na naszą stronę. Wszystko to oczywiście bzdura, Światło nie staje się Ciemnością, a Ciemność nie przemienia się w Światło. Ale było w nim coś niejasnego, stwarzającego dystans.

– Samochód czeka na ciebie – powiedział nie zatrzymując się. – Kierowca to as. Dojedziesz błyskawicznie.

Niedźwiedź trochę się jąkał i dlatego budował krótkie zdania. Nie spieszył się, Tygrysek już pełnił dyżur. Ale ja nie mogłem się spóźnić.

– Ciężko tam? – przyspieszając krok spytałem. Z góry doleciało:

– Beznadziejnie.

Przeskakując po kilka schodków, wybiegłem przed dom na podjazd. Samochód już stał – zatrzymałem się podziwiając go przez chwilę. Wspaniałe ciemnopurpurowe BMW najnowszy model, z niedbale przyczepionym na dachu kogutem. Drzwi były otwarte, a kierowca, u którego pod połą marynarki można było domyśleć się kabury, palił spokojnie, wysunąwszy nogi z samochodu. Pizy tylnych drzwiach stał zupełnie monumentalnej postaci niemłody mężczyzna a spod rozpiętego płaszcza widać było bardzo drogi garnitur, w którego klapie błyszczał znaczek poselski. Mężczyzna rozmawiał przez komórkę:

– Kto to taki? Kiedy będę mógł – przyjadę! Co? Jakie, do cholery, dziewuchy? Rusz mózgownicą? Kroku beze mnie zrobić nie możecie?

Spojrzawszy na mnie, poseł, nie żegnając się, przerwał rozmowę i wsiadł do samochodu. Kierowca łapczywie zaciągnął się, wyrzucił papierosa i chwycił za kierownicę. Silnik cicho zawył i ledwie zdążyłem usiąść, gdy samochód już ruszył. Po drzwiach z trzaskiem przesunęły się oblodzone gałęzie.

– Oślepłeś, czy co? – wrzasnął poseł na szofera, choć jedynie ja byłem temu winny. Ale gdy odwrócił się do mnie, ton jego głosu się zmienił: – Zawieźć ciebie do Pierowa?

Do tej pory jeszcze ani razu nie podwozili mnie przedstawiciele władzy. W dodatku ni to wysoka milicyjna szarża, nie to bandycki boss. Wiedziałem, że przy możliwościach Patrolu to wszystko jedno, ale nigdy nie próbowałem eksperymentować.

– Tak, tam, skąd ich przywieźliście. I jak najszybciej…

– Słyszysz, Wołodia? – poseł zwrócił się do kierowcy. – Gazu!

Wołodia docisnął gaz tak ostro, że zrobiło mi się niedobrze. Spojrzałem w Zmrok – czy my w ogóle dojedziemy cało?

Wyszło, że dojedziemy. Ale nie tylko dzięki mistrzowskim umiejętnościom kierowcy czy współczynnikowi sukcesu, który u mnie, jak i u każdego członka Patrolu, sztucznie podwyższono. Wyglądało na to, że ktoś zneutralizował pole prawdopodobieństw, usuwając stamtąd wszystkie możliwe wypadki, korki i zbyt łapczywych policjantów z drogówki.

W naszym wydziale coś takiego mógł zrobić jedynie sam szef. Tylko po co?

– Coś mi straszno… – szepnął z mojego ramienia niewidzialny ptak. -Kiedy my z hrabią…

Zamilkła, jakby zaskoczona własną nadmierną szczerością.

Samochód przejechał skrzyżowanie na czerwonym świetle, przemykając po niewyobrażalnej krzywej pomiędzy innymi samochodami i ciężarówkami. Z przystanku ktoś wyciągnął rękę w naszym kierunku.

– Łykniesz? – życzliwie zapytał poseł. Wyciągnął maleńką buteleczkę martini i plastykową jednorazową szklaneczkę. Wyglądało to tak śmiesznie, że bez wahania nalałem sobie trzydzieści gram. Nawet przy takiej prędkości i na tak kiepskiej jezdni samochód jechał zupełnie nie kołysząc się i koniak się nie rozchlapał.

Oddałem butelkę, kiwnąłem głową, wyciągnąłem z kieszeni słuchawki odtwarzacza, włożyłem je i włączyłem płytę. Wypadło na starą, bardzo starą piosenkę „Woskresenija", moją ulubioną.

To miasteczko był maleńkie jak dziecięca zabawka, od dawna nie wiedziało co to epidemie i najazdy. Na baszcie twierdzy milcząc rdzewiało działo i omijały je marszruty turystyczne… i tak upływał za rokiem rok, bez świąt i codzienności – całe miasto spało. We śnie widział ziemie bezludnych miast i martwych skał…

Wyjechaliśmy na trasę. Samochód ciągle przyspieszał, jeszcze nigdy nie jechałem przez Moskwę tak szybko. Zresztą nie tylko przez Moskwę… Gdyby niezneutralizowane pole prawdopodobieństw, zmusiłbym do zwolnienia jazdy, a tak pozostał tylko strach.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)