Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Nocny Patrol». Краткое содержание книги:

Współczesna Moskwa. Trwa tysiącletni rozejm między siłami Ciemności i Światła. Każda ze stron w ramach Wielkiego Traktatu powołała do życia organa stojące na straży porządku. Tytułowy „Nocny Patrol” obserwuje poczynania sił Ciemności, by działały one zgodnie z traktatem. W ten sam sposób pracuje „Dzienny Patrol”, pilnujący, aby dobro nie rozprzestrzeniało się na świat. Status quo zostanie utrzymany, póki któraś ze stron nie obejmie znaczącej przewagi lub nie złamie warunków porozumienia. W sam środek „wojny” wrzucony zostaje świeżo upieczony strażnik „Nocnego Patrolu” – Antoni. Nie zdaje sobie sprawy, że jego udział będzie znaczący w końcowym rozrachunku między siłami Ciemności i Światła.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 99
Перейти на страницу:

Przy oknie stali Danił i Farid. Nawet moich zdolności wystarczało, żeby dostrzec purpurowe migotanie magicznych ostrzy, ukrytych w rękawach.

Wszystko zgodnie z zasadami. Sztab w takich momentach nie pozostaje bez ochrony. Wprawdzie Danił i Farid nie są najsilniejsi, ale mają wielkie doświadczenie, a to najczęściej jest znacznie ważniejsze od samej siły.

Ale kim jest jeszcze jeden Inny, który znajdował się w pokoju?

Siedział w kucki w kącie, skromnie i nie rzucał się w oczy. Chudy jak patyk, o zapadniętych policzkach, krótko ostrzyżonych – po wojskowemu – czarnych włosach i wielkich smutnych oczach. Jego wiek był całkiem nie do określenia, może miał trzydzieści lat, a może i trzysta. Nosi ubranie ciemnego koloru: luźny garnitur i szarą koszulę, dobrze zharmonizowane z jego wyglądem. Ktoś postronny wziąłby go zapewne za członka jakiejś niewielkiej sekty. I do pewnego stopnia miałby rację.

To był mag Ciemności. W dodatku mag najwyższej rangi. Kiedy prześliznął się po mnie spojrzeniem, poczułem, jak moja tarcza ochronna – na marginesie mówiąc, nie przeze mnie zbudowana – zatrzeszczała i zaczęła się uginać.

Mimowoli zrobiłem krok do tyłu. Ale mag już wbił wzrok w podłogę, jakby podkreślając – sondowanie było przypadkowe, mimowolne…

– Borysie Ignatjewiczu – usłyszałem własny ochrypły głos.

Szef szybko kiwnął głową, potem odwrócił się do maga Ciemności. Ten od razu spojrzał na szefa.

– Daj mu amulet – stanowczo rozkazał szef.

Mag odezwał się głosem tak smutnym i cichym, jakby zwaliły się na niego wszystkie nieszczęścia świata za jednym zamachem:

– Nie robię nic zakazanego przez Traktat…

– I ja nie robię nic takiego. Moi współpracownicy muszą być odporni na obserwatora.

Więc to tak! W naszym sztabie jest obserwator ze strony Ciemności. A to za, że równocześnie postawiono w stan gotowości sztab polowy Dzien-Patrolu i tam znajduje się ktoś z naszych. Mag włożył rękę w kieszeń marynarki, pogrzebał tam chwilę i wydobył rzeźbiony kościany medalionik na miedzianym łańcuszku. Wyciągnął go do mnie.

– Rzuć – powiedziałem.

Mag uśmiechnął się lekko, melancholijnie i ze współczuciem, machnął ręką, ja złapałem medalion. Szef z aprobatą skinął głową.

– Imię? – spytałem.

– Zawulon.

– Nie słyszałem wcześniej tego imienia. Albo nie jest zbyt znany, albo należy do najwyższych władz Dziennego Patrolu.

– Zawulon… – powtórzyłem patrząc na amulet. – Masz więcej mocy, niż potrzeba jej dla mnie.

Medalion rozgrzał się w dłoni. Nałożyłem go na wierzch koszuli, skinąłem głową magowi i podszedłem do szefa.

– Tak to wygląda, Antoni – powiedział szef, ledwo zrozumiale, nie wy suwając z ust cybucha wodnej fajki. – Tak to wygląda. Widzisz?

Spojrzawszy w okno kiwnąłem głową.

Czarny wir wyrastał z takiego samego dziewięciopiętrowca jak ten, w którym się znajdowaliśmy. Cienki i giętki lej wiru zaczynał się gdzieś na poziomie parteru i patrząc przez Zmrok, mogłem dokładnie zlokalizować mieszkanie.

– Jak to mogło się stać? – spytałem. – Borysie Ignatjewiczu, to już przecież nie cegła spadająca na głowę… i nawet nie wybuch gazu w bloku…

– Robimy wszystko, co możemy – szef jakby uznał za konieczne złożyć mi sprawozdanie. – Wszystkie silosy rakietowe są pod naszą kontrolą, to samo już zrobiono w Ameryce i we Francji, kończą się prace w Chinach. Trudniej jest z taktyczną bronią atomową. Nie możemy zlokalizować wszystkich zdolnych do pracy sputników z laserami. Zagrożenie bakteriologiczne w mieście jest duże… Nieledwie godzinę temu omal nie doszło do wycieku z Instytutu Wirusologii.

– Losu się nie oszuka – ostrożnie powiedziałem.

– Właśnie. Zatykamy dziury w burtach statku. A statek już pęka na połowy.

Nagle zauważyłem, że wszyscy – i mag, i Olga, i Lena, i ochroniarze -patrzą na mnie. Zrobiło mi się nieprzyjemnie.

– Borysie Ignatjewiczu?

– Jesteś jej pisany.

– Co?

Szef westchnął, wypuścił cybuch, zimny opiumowy dymek spłynął na podłogę.

– Ty, Antoni Gorodecki, programista, kawaler, średnio uzdolniony, jesteś pisany dziewczynie, nad którą wisi to czarne paskudztwo.

Mag Ciemności siedzący w kącie ledwie słyszalnie westchnął. Na nic lepszego niż spytać „dlaczego?" nie wpadłem.

– Nie wiem. Wysłaliśmy do niej Ignacego, pracował poprawnie. Wiesz przecież, że może każdej zawrócić w głowie.

– A z nią mu nie wyszło?

– Wyszło. Tylko wir zaczął rosnąć. Rozmawiali pół godziny, a wir z półtorametrowego stał się do dwudziestopięciometrowy. Musiałem go odwołać… natychmiast.

Obejrzałem się na maga. Zawulon niby patrzył w podłogę, ale od razu podniósł głowę. Tym razem tarcza nie zareagowała – amulet mnie osłaniał skutecznie.

– Nam nie jest to potrzebne – powiedział cicho. – Tylko dzikus zabija słonia, żeby zjeść na śniadanie kawałeczek mięsa.

To porównanie aż mnie skręciło, ale wydawało się, że nie kłamał.

– Rzadko kiedy potrzebujemy zniszczenia w takiej skali – dodał mag. – Teraz nie mamy żadnych projektów, wymagających emisji energii w takich ilościach.

– Mam taką nadzieję… – cudzym, skrzypiącym głosem rzekł szef. – Zawulon, powinieneś nas zrozumieć. Jeśli jednak dojdzie do katastrofy… my także wyzyskamy ją do maksimum.

Na twarzy Maga pojawił się cień uśmiechu:

– Tych, którzy przerazi ta katastrofa, którzy będą rozpaczać i współczuć nieszczęśliwym, będzie wielu. Ale więcej, niewyobrażalnie więcej chciwie przylgnie do ekranów telewizorów, dozna radości na widok cudzego nieszczęścia i będzie się pocieszać, że to właśnie ich miasto ominęło, i rozwodzić o przyczynie upadku trzeciego Rzymu, który dosięgła kara… kara niebios. Wiesz o tym, mój wrogu.

Nie okazywał złośliwej satysfakcji – wysocy rangą stronnicy Ciemności nie są tak prymitywni – po prostu informował.

– I mimo to jesteśmy gotowi – powiedział Borys Ignatjewicz. – Wiesz o tym.

– Wiem. Ale my znajdujemy się w korzystniejszym położeniu. Chyba, że chowasz parę asów w zanadrzu, Borysie.

– Wiesz, że zawsze mam przynajmniej cztery.

Szef odwrócił się nagle ku mnie, jakby mag przestał dla niego istnieć.

– Antoni, wir nie jest wspomagany przez Dzienny Patrol, lecz przez jego twórcę. To nieznany mag Ciemności, o ogromnej mocy. Wyczuł Ignacego i zaczął przyspieszać zdarzenia. Teraz cała nadzieja w tobie.

– We mnie?

– Przecież ci mówiłem – jesteście sobie pisani, Antoni. W przestrzeni prawdopodobieństw istnieją trzy możliwości zdarzeń.

Szef machnął ręką i w powietrzu rozwinął się biały płaski ekran. Zawulon skrzywił się – pewnie podrażnił go ten wyrzut energii.

– Oto pierwszy wariant rozwoju zdarzeń – powiedział szef.

Na białym płótnie, wiszącym na środku pokoju, pojawił się czarny pas, który stał się wkrótce bezkształtnym kleksem, wychodzącym za obszar ekranu.

– To najbardziej prawdopodobny wariant. Wir osiąga apogeum i następuje interno. Miliony ofiar. Globalny kataklizm -jądrowy, biologiczny, upadek asteroidu, trzęsienie ziemi o sile dwunastu stopni. Cokolwiek by to było.

– A bezpośredni wybuch inferna? – ostrożnie spytałem. Spojrzałem przelotnie na Zawulona -jego twarz pozostała obojętna.

– Nie. Mało prawdopodobne. Do tej granicy jeszcze jest daleko – szef pokręcił głową. – Gdyby to miało nastąpić, przypuszczam, oba Patrole już wybiłyby się nawzajem. Drugi wariant…

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)