Ostrze Darwina [pl]
- Автор: Симмонс Дэн
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostrze Darwina [pl]». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia cudem unika śmierci, gdy strzelają do niego mężczyźni z podrasowanego mercedesa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokurator Sydney Olson oraz sam Dar, który dobiera sobie współpracowników z Departamentu Policji San Diego, LAPD, kalifornijskiej policji drogowej i FBI. Szybko okazuje się, że do Minora strzelali zabójcy rosyjskiej mafii. Czym zdenerwował ich pracodawców? Ostatnimi czasy oceniał jedynie dziwne wypadki samochodowe. Zaczyna badać sprawy głębiej i zaczynają ginąć ludzie…
Powieść obfituje w nieprawdopodobne zwroty akcji, bogate tło obyczajowe i historyczne (Darwin walczył kiedyś w Wietnamie, badał też sprawę wybuchu Challengera), a także w strzelaniny, ucieczki i pościgi samochodowe.
Wypiła łyk i skrzywiła się.
– Tak. Dokładnie o taką mi chodziło. James Brown na pewno by ją zaakceptował.
– Mogę zrobić nową porcję. Słabszą. Rozsądniejszą.
– Nie, ta jest dobra. – Syd odwróciła się, wróciła do salonu i zwiedziła pozostałe jego części. – Mogę się przez chwilę pobawić w detektywa?
Minor pokiwał głową.
– Prawdziwy dywan perski. Prawdziwe krzesło od Eamesów. Stół obiadowy i krzesła wyglądają na oryginalnego Stickleya, [Gustaw Stickley (1857-1942) – amerykański projektant mebli.] podobnie jak te klasyczne lampy na drewnianych stojakach. Prawdziwe dzieła sztuki w każdym pokoju. Czy ten obraz na tamtej pustej ścianie, naprzeciwko okien namalował Russell Chatham?
– Tak – potwierdził Dar.
– I raczej prawdziwy olej niż odbitka. A oryginalne dzieła Chathama nieźle obecnie kosztują.
– Gdy kupowałem ten w Montanie kilka lat temu – wyjaśnił, odstawiając kubek z kawą – jego autor nie był jeszcze taki popularny.
– Tym niemniej – podjęła Sydney, po czym podsumowała spis inwentarza. – Detektyw musiałby wywnioskować, że mieszkający tu mężczyzna jest majętny. Pewnego dnia rozbija acurę NSX, lecz w domu czeka na niego jeszcze toyota land cruiser.
– Różne pojazdy do różnych celów – odparł Minor. Zaczynał się irytować.
Kobieta chyba wyczuła jego nastrój, bo wróciła do picia kawy. Uśmiechnęła się.
– No cóż – powiedziała. – Zgaduję, że jesteś zainteresowany zarabianiem tak samo jak ja.
– Każdy, kto ignoruje znaczenie pieniędzy, jest głupcem albo świętym – stwierdził Darwin. – Gonitwę za nimi albo dyskusję o nich uważam jednak za cholernie nudne.
– W porządku – przyznała. – Ciekawi mnie te jedenaście szachownic. Rozgrywki, które na nich rozgrywano. Jestem kompletnym beztalenciem, jeśli chodzi o szachy i ledwo rozróżnię skoczka od pionka, lecz te rozgrywki wyglądają mi na poziom mistrzowski. Wpada do ciebie tak wielu zaprzyjaźnionych mistrzów szachowych, że musisz grać na tylu planszach?
– Gram poprzez pocztę elektroniczną – wytłumaczył Minor.
Sydney skinęła głową i rozejrzała się.
– W porządku, spytam cię teraz o te półki z beletrystyką. Według jakiego klucza ustawiasz swoje książki? Widzę, że nie stoją alfabetycznie. Także nie według daty publikacji, ponieważ starsze tomy są zmieszane z nowymi, popularnymi wydaniami.
Dar uśmiechnął się. Czytelnicy zawsze podchodzą do półek z książkami należącymi do innych czytelników i próbują odgadnąć system ustawiania dzieł na półkach.
– Może przypadkowo – powiedział. – Kupuję książkę, czytam ją a potem stawiam na półce.
– Możliwe – zgodziła się Syd. – Ale nie wydajesz mi się facetem, którego życiem rządzi przypadek.
Darwin siedział przez chwilę w milczeniu, rozmyślając o kwestiach związanych z matematyką chaosu, której poświecił większą część swojej pracy doktorskiej z fizyki. Sydney z kolei milcząco studiowała biblioteczkę z powieściami. W końcu mruknęła do siebie:
– Stephen King na górze po prawej, Z zimną krwią Trumana Capote’a parę półek niżej, również po prawej, Zabić drozda na drugiej półce od dołu, Na wschód od Edenu po lewej przy oknie. Wszystkie dzieła Hemingwaya…
– Hej, obejrzyj je – poprosił Dar. – Uwielbiam Hemingwaya.
– Wszystkie dzieła Hemingwaya na dolnej półce po prawej stronie – dokończyła Syd. – Wiem!
– Wątpię – odparł Minor z niejaką dumą.
– Biblioteczka jest pobieżną mapą Stanów Zjednoczonych – powiedziała Sydney. – Ustawiasz regionami. King jest na górze, tuż przy suficie, bo mieszka w Maine. Hemingway jest na dole, blisko otworu ogrzewania podłogowego, bo wygodnie sobie mieszkał w Key West…
– Na Kubie, ściśle rzecz biorąc – poprawił ją Darwin. – Niesamowite, że się domyśliłaś. A jak ty układasz na półkach swoje powieści?
– Kiedyś stawiałam według zależności między autorami – przyznała. – Wiesz, Truman Capote obok Harper Lee…
– Przyjaźń z dzieciństwa – stwierdził Dar. – Mały, wątły Truman był wzorem dla Dilla, bohatera, który pojawia się w Zabić drozda każdego lata.
Syd kiwnęła głową.
– W przypadku pisarzy nieżyjących system działał nieźle – ciągnęła. – Wiesz, Faulknera i Hemingwaya mogłam trzymać stale w tych samych miejscach. Natomiast książki żyjących twórców wciąż musiałam przenosić. Rozumiesz, w jednym miesiącu na przykład powieść Amy Tan stała blisko Tabithy King, a później przeczytałam w gazecie, że te dwie przestały z sobą rozmawiać. Więcej czasu zajmowało mi przestawianie książek niż czytanie, aż w końcu moja praca zaczęła cierpieć na tym hobby, ponieważ trwoniłam całe swoje dni na zamartwianiu się, czy John Grisham i Michael Crichton są nadal dobrymi kumplami, czy już nie…
– Jesteś stuknięta – ocenił Minor przyjaznym tonem.
– Taaa… – zgodziła się Sydney, podnosząc kubek z kawą.
Darwin zrobił wdech. Dobrze się bawił i musiał sobie wprost przypomnieć, że ta kobieta nie przyszła tutaj z powodu jego „zniewalającego” uroku, lecz dlatego iż była policjantką.
– Moja kolej – powiedział. Syd skinęła głową i wypiła łyk. – Masz mniej więcej trzydzieści sześć, trzydzieści siedem lat – oświadczył, rozpoczynając od najbardziej ryzykownego terytorium i szybko przechodząc do następnej kwestii. – Skończyłaś prawo. Mówisz prawie zupełnie bez akcentu, więc na pewno nie pochodzisz ze Wschodu. Niektóre samogłoski przeciągasz lekko w sposób typowy dla Środkowego Zachodu. Skończyłaś Northwestern University w Chicago?
– Nie, ale blisko, bo Uniwersytet Chicagowski – odparła, po czym dorzuciła: – I zapamiętaj sobie, że mam dopiero trzydzieści sześć lat. W ubiegłym miesiącu miałam urodziny.
– Główny oficer śledczy – kontynuował – każdego prokuratora okręgowego należy do najlepszych przedstawicieli organów ścigania – powiedział cicho, jak gdyby do siebie. – Dawni marshale. [US Marshal – funkcjonariusz amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości zajmujący się egzekucją wyroków sądowych; szeryf federalny.] Dawni wojskowi. Byli agenci FBI. – Popatrzył na Syd. – Ile lat przepracowałaś w Federalnym Biurze Śledczym? Siedem?
– Prawie dziewięć – odparła.
Wstała, podeszła do ekspresu, wróciła z gorącym dzbankiem i dolała im obojgu gęstej, czarnej cieczy.
– Okej… powód odejścia… – podjął Dar, po czym przerwał. Nie chciał poruszać w tej rozmowie tematów zbyt osobistych.
– Ależ próbuj. Dobrze ci idzie.
Sączył przez chwilę kawę, w końcu zaryzykował:
– Czyżby seksizm sztucznego pułapu? [Glass ceiling sexism (ang.) – zjawisko dyskryminacji w pracy. Termin z artykułu w „Wall Street Journal” używany powszechnie w USA.] Sądziłbym, że w FBI jest pod tym względem lepiej niż w policji.
Sydney kiwnęła głową.
– Pracują nad tym. Za jakieś dziesięć lat może udałoby mi się dojść tak wysoko jak moim kolegom z Biura. Mogłabym się zająć polityką albo zrobić karierę urzędasa, jak powiedział kiedyś pewien prezydent o pewnym dyrektorze FBI.
– Hm… zatem dlaczego odeszłaś…? – zaczął Darwin, lecz umilkł. Pomyślał o dziewięciomilimetrowym półautomacie, który Syd miała przy biodrze w kaburze wyposażonej w specjalny, otwierany jednym ruchem mechanizm. – Och, wiem, bardziej cię bawi działalność organów ścigania niż…
– Niż śledztwo – dokończyła za niego. – Zgadza się. A w FBI ostatecznie dziewięćdziesiąt osiem procent pracy to dochodzenie.
Dar potarł policzek.
– Pewnie. Za to jako główna oficer śledcza prokuratora stanowego możesz się zajmować tym, co bliskie twojemu sercu, a potem w odpowiednim momencie skopać drzwi frontowe w domu poszukiwanego przestępcy.