Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
- Автор: Перес-Реверте Артуро
- Язык: польский
- Переводчик: Filip Lobodzinski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
– Rzecz się dzieje na ziemiach, które dziś należą do Belgii – zaznaczył Cesar. – Około tysiąc czterysta siedemdziesiątego roku.
– Czyli nie powinno być problemu. W każdym razie takiego, którego nie da się rozwiązać.
Julia wstała od stołu i wpatrując się w namalowaną szachownicę podeszła do obrazu.
– Skąd pan wie, że właśnie był ruch czarnych?
– To oczywiste. Wystarczy popatrzeć na usytuowanie bierek. Albo na graczy. – Muńoz wskazał Ferdynanda Ostenburskiego. – Ten z lewej, grający czarnymi, patrzy w stronę malarza, czyli w naszą, i widać, że jest zrelaksowany. Nawet wyluzowany, jakby bardziej zajmowali go widzowie, a nie szachownica… – Teraz pokazał na Rogera d'Arras. – Ten z kolei przygląda się posunięciu, które właśnie zostało zrobione. Widzą państwo, jaki jest skupiony? – Wrócił do swojego szkicu. – Poza tym jest jeszcze jedna metoda, która pozwoli nam to ustalić. I właśnie nią się teraz posłużymy. Nazywa się analizą wsteczną.
– Jaką analizą?
– Wsteczną. Wychodząc z określonego układu na szachownicy, należy odtworzyć partię do tyłu, żeby stwierdzić, jak do niego doszło… Mówiąc prościej, coś w rodzaju odwrotnych szachów. Rozumowanie indukcyjne: zaczynamy od rezultatów, a dochodzimy do przyczyn.
– Jak Sherlock Holmes – zauważył z wyraźnym zaciekawieniem Cesar.
– Coś w tym rodzaju.
Julia spojrzała na Muńoza z niedowierzaniem. Dotychczas uważała, że szachy to gra może trochę trudniejsza od warcabów albo domina, przy której trzeba być nieco bardziej skupionym i bystrym. Dlatego tak ją zdumiało podejście Muńoza do van Huysa. Nie ulegało wątpliwości, że w tej przestrzeni o trzech planach – w postaci lustra, komnaty i okna – gdzie rozgrywało się odtworzone przez Pietera van Huysa wydarzenie, w przestrzeni, w której ona sama doznała zawrotu głowy na skutek po mistrzowsku uzyskanego efektu optycznego, Muńoz czuł się jak u siebie w domu, nie bacząc na czas i postacie, na niepokojące związki między nimi, o których do tego momentu przecież nawet nie miał pojęcia, jak zresztą i o samym obrazie. Poruszał się tu swobodnie, jakby z miejsca był w stanie przyswoić sobie układ bierek i jakby nigdy nic wejść w tę grę, odrzucając całą resztę. Na dokładkę, w miarę analizowania Partii szachów Muńoz pozbywał się początkowego zakłopotania, nie był już małomówny i zmieszany jak w barze, znów przypominał tego niewzruszonego, pewnego siebie szachistę, którego widziała w klubie Capablanca. Może wystarczała szachownica, by ten szorstki, niezdecydowany, szary człowiek odzyskał rezon i swobodę. – To znaczy, że można rozegrać tę namalowaną partię w tył aż do początku?
Muńoz zrobił jedną z tych swoich min, z których nic konkretnego nie wynikało.
– Nie wiem, czy aż do początku… Ale chyba możemy odtworzyć kilka ruchów. – Spojrzał na obraz, jakby widział go w innym świetle, po czym zwrócił się do Cesara: – Jak rozumiem, tego właśnie oczekuje od nas malarz.
– Pan to musi sprawdzić – odparł antykwariusz. – Przewrotne pytanie brzmi: kto zbił konika?
– Białego skoczka – uściślił Muńoz. – Bo tylko jeden jest poza szachownicą.
– To oczywiste – powiedział Cesar i dodał z uśmiechem: – drogi Watsonie.
Szachista nie zwrócił uwagi na żart, a może nie chciał tego dać po sobie poznać. Poczucie humoru z pewnością nie należało do cech, które można mu było przypisać. Julia podeszła do sofy i usiadła obok antykwariusza, podniecona jak mała dziewczynka oglądająca niezwykłe przedstawienie. Muńoz pokazał im ukończony właśnie szkic.
– To jest sytuacja, jaką widzimy na obrazie:
– …Jak państwo zauważyli, przypisałem każdemu polu pewne współrzędne, żeby ułatwić lokalizację bierek. Szachownicę widzimy tu z perspektywy gracza z prawej strony…
– Rogera d'Arras – uzupełniła Julia.
– Rogera d'Arras czy jak mu tam. Rzecz w tym, że patrząc na szachownicę z tej strony, numerujemy poziome linie, czyli rzędy pól od jednego do ośmiu idąc w głąb, a liniom pionowym, czyli kolumnom, przyporządkowujemy litery od A do H – mówiąc, pokazywał ołówkiem. – Są jeszcze pewne klasyfikacje techniczne, ale darujemy je sobie.
– Każdy znak odpowiada jednemu rodzajowi bierki?
– Tak. To konwencjonalne oznaczenia, czarne i białe. Pod spodem umieściłem legendę:
– …W ten sposób, mając nawet niewielkie pojęcie o szachach, łatwo stwierdzić, że na przykład czarny król jest na polu a 4. A z kolei na f 1 mamy białego gońca… Rozumie pani?
– Doskonale.
Muńoz wskazał teraz inne symbole.
– Na razie zajmowaliśmy się bierkami stojącymi na szachownicy. Ale żeby zanalizować partię, musimy wiedzieć, które znalazły się już poza nią. – Popatrzył na obraz. – Jak się nazywa szachista z lewej?
– Ferdynand Ostenburski.
– Otóż Ferdynand Ostenburski gra czarnymi i zbił przeciwnikowi następujące białe bierki:
– …Czyli: gońca, skoczka i dwa piony. Z kolei ten cały Roger d'Arras zbił drugiemu graczowi to:
– …W sumie: cztery piony, wieżę i gońca. – Muńoz zamyślił się nad szkicem. – Patrząc na partię od tej strony, białe uzyskały przewagę nad czarnymi: wieża, piony i tak dalej. Ale, o ile dobrze zrozumiałem, nie o to chodzi, tylko o to, kto zbił skoczka. Bez wątpienia jakaś czarna bierka, co jest naturalnie truizmem, ale trzeba się posuwać krok za krokiem, od podstaw. – Spojrzał na Cesara i Julię, jakby uznał, że musi się usprawiedliwić. – Nic bardziej zwodniczego niż fakty oczywiste. Ta zasada logiczna znajduje zastosowanie w szachach: coś, co wydaje się ewidentne, wcale niekoniecznie staje się rzeczywistością… Podsumowując: naszym zadaniem jest stwierdzić, która czarna bierka na szachownicy lub poza nią zbiła białego skoczka.
– Czyli kto zabił rycerza – dopowiedziała Julia.
– A to już nie jest moja sprawa, szanowna panienko – odparł wymijająco Muńoz.
– Proszę mi mówić Julia.
– No więc, to nie moja sprawa, panno Julio… – Zagłębił się w kartkę ze szkicem, jakby tam miał zapisany zarys rozmowy, w której stracił na chwilę wątek. – Mam wrażenie, że poprosili mnie państwo, abym doszedł, która bierka zbiła skoczka. Jeśli na tej podstawie państwo wyciągną jakieś wnioski albo rozszyfrują łamigłówkę, to wspaniale. – Podniósł na nich stanowczy wzrok, jakby właśnie skończył długi wywód techniczny i dopominał się odzewu. – W każdym razie tym powinni się zająć państwo. Ja przyszedłem w odwiedziny. Jestem tylko szachistą.
Cesar uznał to rozumowanie za rozsądne.
– Nie widzę przeciwwskazań. – Antykwariusz zerknął na Julię. – Pan pokaże nam kroki, a my je zinterpretujemy… Praca zespołowa, kochanie.
Zapaliła kolejnego papierosa i zaciągając się, skinęła głową. Zbyt ją to pochłonęło, żeby zwracała uwagę na jakieś szczegóły. Położyła dłoń na dłoni Cesara i wyczuła jego delikatny, spokojny puls. Potem podciągnęła nogi i usiadła na sofie po turecku.
– Ile czasu zajmie nam rozwiązanie?
Szachista poskrobał się po niedogolonym podbródku.
– Nie wiem. Pół godziny, może tydzień… Zależy.
– Od czego?
– Od wielu rzeczy. Od tego, jak dobrze uda mi się skoncentrować. Również od szczęścia.
– A mógłby pan zacząć zaraz?
– Jasne. Już zacząłem.
– No to prosimy.
Ale w tym momencie zadzwonił telefon i partię szachów trzeba było odłożyć.