Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]

Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:

Młodej konserwatorce dzieł sztuki powierzono zadanie odrestaurowania obrazu flamandzkiego mistrza z XV wieku, przedstawiającego dwóch mężczyzn grających w szachy oraz kobietę. Podczas pracy Julia odkrywa ukryty pod warstwą farby napis po łacinie, który można przetłumaczyć na dwa sposoby: Kto zabił rycerza lub Kto zbił skoczka. Zaintrygowana, informuje o swoim odkryciu kilkoro przyjaciół. Zwraca się też do swego byłego kochanka – historyka sztuki z prośbą o informacje na temat malarza i sportretowanych przez niego osób. Kluczem do zagadki okazuje się układ figur na namalowanej szachownicy. Wciągnięty do współpracy wybitny szachista rekonstruuje ostatnie posunięcia w grze z obrazu i odkrywa tajemnicę zbrodni popełnionej przed wiekami. Ale wówczas zaczynają ginąć osoby z otoczenia Julii powiązane ze sprawą flamandzkiego malowidła. Tajemniczy morderca podejmuje niedokończoną partię sprzed 500 lat i zbija kolejne figury.
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 83
Перейти на страницу:

– Gdyby tak było, jak pan mówi – odezwał się po chwili – pojawiałbym się na turniejach i takich tam. A nie robię tego.

– Dlaczego?

Muńoz rzucił okiem na swoją pustą już filiżankę po kawie i wzruszył ramionami.

– Bo nie. Do tego trzeba mieć ochotę na różne rzeczy. Po pierwsze na to, żeby być pierwszym… – Spojrzał na nich, jakby nie za bardzo był pewien, czy rozumieją jego słowa. – A mnie jest wszystko jedno.

– Teoretyk – zawyrokował Cesar tonem, w którym Julia doczytała się ukrytej ironii.

Muńoz wytrzymał wzrok antykwariusza, w zamyśleniu szukając stosownej odpowiedzi.

– Może – odrzekł wreszcie. – Dlatego nie sądzę, bym mógł się państwu na coś przydać.

Już miał wstać, ale powstrzymała go Julia, kładąc mu dłoń na ramieniu. W tym krótkim geście kryło się żarliwe błaganie, które później Cesar, kiedy już byli sami, określił – unosząc brew – jako wyważoną manifestację kobiecości, kochanie, niby dama, która prosi o pomoc, nie wykraczając poza przyjęte obyczaje, ale jednocześnie zapobiegając odfrunięciu ptaszka. On sam nie byłby w stanie zrobić tego lepiej, wydałby tylko z siebie trwożny krzyk, zupełnie w tej sytuacji nieskuteczny. W każdym razie Muńoz spojrzał przelotnie w dół na dłoń, którą Julia już cofała, i pozostał na krześle, ślizgając się wzrokiem po stoliku, obserwując własne niezbyt czyste paznokcie i dłonie, spoczywające nieruchomo po obydwu stronach filiżanki.

– Potrzebujemy pańskiej pomocy – powiedziała cicho Julia. – Zapewniam pana, chodzi o coś ważnego. Ważnego dla mnie i dla mojej pracy.

Szachista przechylił trochę głowę i popatrzył na nią – nie w oczy, ale na podbródek, jakby się bał, że jeśli ich spojrzenia się spotkają, będzie zmuszony do pójścia na układ, jakiego nie zamierza przyjąć.

– Nie sądzę, żeby mnie to interesowało – odparł po chwili.

Julia pochyliła się nad stołem.

– Proszę sobie wyobrazić, że to zupełnie inna partia od tych, jakie grał pan dotąd… Partia, którą akurat warto wygrać.

– Nie rozumiem, dlaczego miałaby być inna. W sumie wszystkie partie są takie same.

Cesar zaczynał się niecierpliwić.

– Zapewniam pana, drogi przyjacielu – antykwariusz zdradzał wzburzenie okręcając topaz wokół palca – że w żaden sposób nie potrafię sobie wytłumaczyć pańskiej niezrozumiałej apatii… To dlaczego pan w ogóle gra w szachy?

Szachista zamyślił się, omiótł blat wzrokiem, ale tym razem nie zatrzymał go na podbródku Cesara, lecz spojrzał mu prosto w oczy.

– Być może – rzekł ze spokojem – z tego samego powodu, dla którego pan jest homoseksualistą.

Wydawało się, że nad stolikiem powiał lodowaty wiatr. Julia gwałtownie zapaliła papierosa, dosłownie przerażona nietaktowną uwagą, którą zresztą Muńoz wypowiedział bez jakiegokolwiek nacisku czy agresji. Przeciwnie, szachista przypatrywał się antykwariuszowi z uprzejmą ciekawością, jakby spodziewał się odpowiedzi szanownego rozmówcy w ramach całkiem konwencjonalnej wymiany zdań. Dziewczyna uznała, że w jego spojrzeniu nie było żadnych intencji, za to może raczej naiwność niezdarnego zagranicznego turysty, który nieświadomie narusza miejscowe normy.

Cesar tylko pochylił się nieco w stronę Muńoza z lekkim zainteresowaniem. Po jego wąskich bladych ustach błąkał się uśmiech rozbawienia.

– Mój drogi przyjacielu – powiedział łagodnie. – Z pańskiego tonu i powierzchowności wnoszę, że nie żywi pan obiekcji wobec takich czy innych atrybutów, jakie cechują moją skromną osobę… Podobnie mniemam, że nie żywił ich pan wobec białego króla względnie szachisty, z którym grał pan przed chwilą w klubie. Czy się mylę?

– Raczej nie.

Antykwariusz zwrócił się do Julii.

– Pojmujesz, księżniczko? Wszystko jest w porządku, nie ma powodu do niepokoju… Ten czcigodny człowiek chciał nam tylko dać do zrozumienia, że gra w szachy wyłącznie z uwagi na grę samą w sobie, która stanowi sedno ich natury. – Na ustach Cesara zamajaczył wyrozumiały uśmiech. – Ma to potwornie dużo wspólnego z zagadnieniami, kombinacjami, marzeniami… Cóż takiego w porównaniu z tym może mu dostarczyć prozaiczny szach-mat? – Odchylił się w krześle i popatrzył w oczy Muńozowi, który odwzajemniał spojrzenie z niezmąconym spokojem. – Ja panu to powiem: otóż nie dostarcza panu niczego. – Uniósł dłonie, jakby zachęcał Julię i szachistę, by się przekonali o prawdziwości jego słów. – Nie mam racji, przyjacielu…? Szach-mat to tylko przykra kropka nad i, wymuszony powrót do rzeczywistości. – Potarł nos. – Do realnej egzystencji, do zwyczajnej, codziennej rutyny.

Po tym przemówieniu Muńoz chwilę nic nie mówił.

– Zabawne. – Przymknął oczy, szkicując na twarzy jakiś wstęp do uśmiechu, który jednak ostatecznie tam nie zagościł. – Chyba dokładnie o to chodzi. Ale nigdy nikt nie powiedział tego na glos.

– Raduje mnie, że oświeciłem pana w tej materii – odpowiedział znacząco Cesar i zaśmiał się, czym zasłużył sobie na wyrzut w oczach Julii.

Szachista nie był już tak pewny siebie, może nawet zbity z pantałyku.

– Pan też gra w szachy?

Cesar wybuchł krótkim śmiechem. Ależ on od rana nieznośnie afektowany – pomyślała Julia. – Zawsze taki jest, kiedy ma odpowiednią publiczność.

– Jak wszyscy, znam zasady, według których poruszają się bierki. Ale ta gra ani mnie grzeje, ani ziębi. – Utkwił w Muńozie wzrok i naraz spoważniał. – Moja gra, szanowny przyjacielu, polega na tym, żeby uniknąć szachu, w jakim chce mnie postawić życie, a to niemało. – Wskazał siebie i rozmówcę gestem dłoni, w którym była i niechęć, i delikatność. – I jak pan, mój drogi, jak wszyscy, muszę uciekać się do drobnych sztuczek, żeby jakoś szło.

Muńoz zerknął, wciąż zakłopotany, w stronę wyjścia na ulicę. W skąpym świetle baru wyglądał na jeszcze bardziej zmęczonego, cień w oczach wydawał się jeszcze głębszy. Wielkie uszy nad kołnierzem płaszcza, wydatny nos i koścista twarz – wszystko to sprawiało, że przypominał niezgrabne chude psisko.

– Zgoda – powiedział. – Pójdę z państwem obejrzeć ten obraz.

I teraz, już w pracowni, czekali, aż Muńoz wyda werdykt. Jego początkowe skrępowanie, wywołane obecnością w nieznanym domu obok ładnej dziewczyny, antykwariusza o podejrzanych skłonnościach i dziwacznego obrazu, stopniowo ustępowało, w miarę jak uwagę przybysza pochłaniała namalowana partia szachów. Przez pierwsze minuty stał nieruchomo na uboczu i przyglądał się jej bez słowa, trzymając ręce za plecami. Julia odniosła wrażenie, że identycznie zachowywali się gapie w klubie Capablanca, śledząc rozgrywane przez innych partie. Zresztą on robił w tej chwili dokładnie to samo. Wszyscy milczeli. Wreszcie Muńoz poprosił o ołówek i kartkę, by po krótkim zastanowieniu, co i raz podnosząc wzrok na malowidło, przenieść na papier sytuację z szachownicy.

– Z którego wieku jest ten obraz? – spytał. Na kartce widniał kwadrat podzielony pionowymi i poziomymi liniami na sześćdziesiąt cztery pola.

– Z końca piętnastego – odrzekła Julia.

Muńoz potarł czoło.

– Data jest tu ważna. W tamtych czasach reguły w szachach były prawie takie same, jak dzisiaj, ale ruchy niektórych figur ciągle jeszcze się nieco różniły… Na przykład hetman mógł się poruszać na skos tylko o jedno pole, potem o trzy. Natomiast roszady królem nie znano do czasów średniowiecznych – odłożył rysunek i jął przypatrywać się obrazowi z większą uwagą. – Jeśli ten, co namalował partię, zastosował się do nowoczesnych reguł, może uda nam się rozwiązać problem. Jeśli nie, będzie trudno.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)