Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:

Różni ich wszystko. Christine Derrick i Wulfrick Bedwyn to dwa przeciwieństwa: ona żywiołowa i bezpośrednia, on chłodny i wyniosły. Lecz oboje czują, że nieodparta namiętność pcha ich ku sobie. Rozkwitające uczucie może jednak zniszczyć niegodna propozycja złożona przez Wulfricka. Co będzie musiał uczynić, żeby odzyskać utraconą miłość?
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 68
Перейти на страницу:

Miejsce było odosobnione i zaciszne. Miał wrażenie, jakby świat został gdzieś daleko. Nie istniało nic oprócz wysokich krzewów, trawy, motyli i nieba. I kobiety, którą gonił.

Kilka razy źle skręcił, zanim pojął regułę, według której zaprojektowano labirynt: na rozdrożach należało wybierać na zmianę najpierw skręt w lewo, a następnie w prawo. Potem dotarcie do środka poszło już bardzo łatwo, choć nie zdołał dogonić jej po drodze.

– Piętnaście – powiedziała, gdy dotarł do centrum labiryntu jakieś dziesięć minut po rozpoczęciu wędrówki.

Stał tam posąg jakiegoś greckiego bóstwa, a z boku kuta żelazna ławeczka. Christine Derrick opierała się o statuę. Żywa, promienna bogini z rumieńcem na policzkach i triumfalnym błyskiem w oczach. Podszedł do niej.

– Jeśli pan chce, możemy usiąść, ale widok nie jest zbyt ładny – powiedziała.

– Rzeczywiście nieciekawy – przyznał, rozejrzawszy się dookoła. – Czy była przewidziana jakaś nagroda? Nie wspomniała pani o niej, rzucając wyzwanie.

– Wystarczy satysfakcja z wygranej.

Nagle znaleźli się o krok od siebie. Zapomnieli najprostszych słów. Wrażenie oderwania od świata jeszcze się pogłębiło. Gdzieś w pobliżu zabrzęczała pszczoła.

Christine zarumieniła się jeszcze mocniej i zagryzła dolną wargę.

– W takim razie po prostu przyznam się do porażki – powiedział, ujmując jej dłoń i unosząc do ust.

Serce waliło mu tak mocno, że aż zakręciło mu się w głowie. Jej dłoń drżała. Przytrzymał ją przy ustach o wiele dłużej, niż należało.

Ale czy w ogóle należało całować ją w rękę?

Uniósł głowę i zobaczył, że Christine patrzy na niego szeroko otwartymi oczami. Pachniała słońcem, świeżo i kobieco.

Pochylił się i pocałował ją.

Poczuł nagły, przejmujący przypływ pożądania.

Wargi miała miękkie i zapraszające. Smakował ją, dotykając językiem delikatnego wnętrza ust. Chłonął jej ciepło i wdychał zapach aż do oszołomienia. Ściskał jej dłoń i czuł, jak lód, który zawsze bezpiecznie skuwał jego emocje, zaczyna topnieć i sączy mu w żyły ciepło.

Nie wiedział, czy to ona cofnęła dłoń, czy to on ją wypuścił. Zarzuciła mu ręce na szyję. Objął ją jedną ręką w talii, a drugą wokół ramion. Przywarli do siebie. Czuł jej miękkie, ciepłe kształty wtulone w jego ciało.

Nie wiedział, jak długo trwali w tym gorącym uścisku ani co go przerwało. Uniósł głowę, opuścił ręce i cofnął się o krok.

Wpatrywała się w niego wielkimi, niebieskimi jak niebo oczami. Miał ochotę się w nich zatracić. Jeśli kiedyś uważał, że ona nie jest piękną, najpiękniejszą na świecie kobietą, to chyba musiał być kompletnie ślepy.

– Bardzo panią przepraszam – powiedział. – Błagam panią o wybaczenie, madame.

Patrzyła na niego bez słowa.

– A właściwie dlaczego? – szepnęła w końcu. – Przecież nie powiedziałam „nie”. Choć zapewne powinnam. I stanowczo nie powinnam była rzucać wyzwania, by ścigał się pan ze mną do środka labiryntu. Nie zawsze zdążę pomyśleć, zanim coś powiem albo zrobię. Jestem z tego znana, a nawet sławna, choć to raczej nie najlepsza sława. Wrócimy do domu, by zobaczyć, czy zostało coś z podwieczorku? – odzyskała już panowanie nad sobą i uśmiechnęła się do niego promiennie. Zbyt promiennie.

– Kiedy zmarł pani mąż? – spytał.

– Oscar? – Jej uśmiech zgasł. – Dwa lata temu.

– Przez te dwa lata musiała dokuczać pani samotność – rzekł. – I pewnie czuła pani żal, że musi wrócić na wieś, do domu, z którego wyszła, i zamieszkać z matką i siostrą starą panną.

Christine rzeczywiście wróciła wtedy do punktu wyjścia. Została z niczym. Nawet gorzej, bo wiedziała, co straciła.

– Każdy z nas ma takie życie, jakie przeznaczy mu los – odparła, opierając się o posąg. – Moje wcale nie jest nieznośne.

– Ale mogłoby być lepsze – zapewnił. – Ja uczyniłbym je lepszym.

Nie chciał tego powiedzieć. Ale zdał sobie sprawę, że nie cofnąłby tych słów, nawet gdyby mógł. Już panował nad sobą, lecz nadal czuł ogień, który w nim rozpaliła.

Christine milczała. Wulfric słyszał tylko brzęczenie pszczoły i zastanawiał się obojętnie, czy to ta sama, co poprzednio.

– Doprawdy? – odezwała się w końcu.

– Mogłaby pani zostać moją kochanką – powiedział. – Miałaby pani własny dom w Londynie i powóz. Modne stroje, klejnoty i dużo pieniędzy.

Wpatrywała się w niego przez kilka długich chwil.

– I zyskałabym to wszystko, gdybym była na każde pana skinienie? – spytała wreszcie. – Dzieliła z panem łoże, ilekroć pan sobie tego zażyczy?

– To pozycja wiążąca się ze znacznym prestiżem – wyjaśnił, na wypadek gdyby pomyślała, że proponuje jej życie zwykłej kurtyzany. – Cieszyłaby się pani dużym poważaniem i mogłaby prowadzić ożywione życie towarzyskie.

– Pod warunkiem że nie oczekiwałabym od pana, by pokazywał się ze mną publicznie w eleganckim towarzystwie.

– Oczywiście – potwierdził.

– Hm, to pocieszające – rzuciła.

Stał i patrzył na nią. Teraz był już pewien, że ona także go pragnie. W ich pocałunku nie było nic z romantycznej niewinności, a ona nie była panienką. Miała za sobą kilka lat małżeństwa. Chyba zdawała sobie sprawę, że mężczyzna taki jak on traktuje kobietę poważnie, niezależnie od jej pozycji społecznej.

Czyżby ją obraził?

Przecież życie w roli jego kochanki byłoby znacznie lepsze niż to, jakie wiodła jako pomocnica wiejskiego nauczyciela, zmuszona przez biedę, by mieszkać z matką. Lepsze pod względem materialnym. I seksualnym. Dwa lata wstrzemięźliwości musiały być dla kobiety równie przykre jak dla mężczyzny. Ale choć patrzyła mu w oczy, nie potrafił nic wyczytać z jej twarzy.

Chyba nie oczekiwała propozycji małżeństwa?

– Własny dom w Londynie – powiedziała. – Powóz. Klejnoty, stroje, pieniądze, rozrywki. A przede wszystkim pan, regularnie odwiedzający moją sypialnię. To wyjątkowo kusząca oferta, muszę jednak ją odrzucić. Nigdy nie miałam ambicji zostać dziwką.

– Między zwykłą dziwką a kochanką księcia jest ogromna różnica – rzucił sztywno.

– Jaka? – spytała. – Dziwka oddaje się w jakimś kącie za grosze, a kochanka kładzie się na jedwabiach za niemałą fortunę, ale przecież każda z nich sprzedaje swoje ciało. Ja swojego nie sprzedam, lecz dziękuję panu za wspaniałomyślną propozycję. To dla mnie zaszczyt.

Ostatnie słowa wypowiedziała z wyraźnym sarkazmem. Zorientował się, że jest bardzo, bardzo rozgniewana. I był wstrząśnięty brutalną szczerością jej słów.

– Proszę mi wybaczyć. – Ukłonił się sztywno i wskazał ręką przejście w ścianie żywopłotu. – Pozwoli pani, że ją odprowadzę do domu.

– Wolałabym, żeby został pan tutaj i po moim odejściu policzył powoli do dziesięciu – odparła. – Obawiam się, że pańskie towarzystwo straciło wiele ze swego uroku.

Obszedł posąg i stanął tyłem do niej. Gdy upewnił się, że odeszła, usiadł na ławeczce.

Źle ocenił sytuację. Ona pragnęła tylko namiętnego uścisku i pocałunku, a nie stałego związku. A już na pewno nie w roli jego kochanki. On z kolei mógł jej zaoferować tylko tę pozycję.

Nie spodziewał się, że mu odmówi. Przecież złożył jej bardzo korzystną propozycję. Wprawdzie kiedyś była żoną młodszego syna wicehrabiego, lecz teraz, jako niezamożna wdowa, mieszkała na wsi z matką i siostrą. Cóż, zapewne oczekiwała od życia czegoś więcej niż pozycji kochanki księcia. Może poczuła rozczarowanie, że nie zaofiarował jej więcej. Ale to już nie jego zmartwienie.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 68
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)