Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
– Gdzie jesteś? Słuchaj, możesz znowu się tam wybrać? Za piętnaście szósta twojego czasu ma być konferencja prasowa w porcie. Mamy tam fotografa. Musisz zdobyć kilka wypowiedzi, potem leć do szpitala porozmawiać z tymi, co przeżyli, i ich rodzinami. Zadzwoń.
Z trudem sięgnęła po pilota, włączyła CNN i opadła z powrotem na poduszki.
– Kolejne doniesienia z katastrofy OceansApart w Miami. W miarę, jak rośnie liczba zabitych, prowadzone na miejscu dochodzenie sugeruje, iż wybuch został spowodowany przez łódź podwodną, prawdopodobnie konstrukcji japońskiej, wyładowaną materiałami wybuchowymi. Być może sterowali nią zamachowcy samobójcy. Wszystko wskazuje na to, że potworny wybuch na OceansApart może być dziełem samobójczych terrorystów.
W dole ekranu biegł napis: „Wybuch na OceansApart: 215 zabitych, 189 rannych, 200 zaginionych. Ogłoszono stan najwyższej gotowości”.
Wygramoliła się niezgrabnie z łóżka, na sztywnych nogach podeszła do laptopa i nacisnęła klawisz. Nic się nie stało. Osłupiała gapiła się na komputer. Wtyczka tkwiła w kontakcie, tak jak ją zostawiła. Pamiętała, że wychodząc, nie wyłączyła komputera, tylko jak zwykle zostawiła go na chodzie i teraz powinien się uruchomić po jednym kliknięciu w klawisz.
Nie bacząc na ból w ręce i stawach, rozsunęła zasłony i mrużąc oczy przed światłem, które wdarło się przez okno, rozejrzała się po pokoju. Podeszła do szafy i przejrzała ubrania, potem otworzyła sejf i sprawdziła jego zawartość. Wzięła torebkę od Louisa Vuittona. Karty kredytowe były na miejscu, podobnie jak puszka zapewniająca przeżycie i wizytówki, ale – musiała się przytrzymać półki, by nie upaść – znikła lista gości. Lista gości, którą gwizdnęła na przyjęciu.
Potykając się, weszła do łazienki i z wiszącego obok klozetu telefonu zadzwoniła do recepcji.
– Mówi Olivia Joules.
– Jak się pani czuje, panno Joules? Było do pani mnóstwo telefonów. Lekarz prosił, żebyśmy się z nim skontaktowali natychmiast, jak tylko się pani… Nie, proszę pani. Z wyjątkiem obsługi hotelowej nikogo do pokoi nie wpuszczamy. Oczywiście, pokojówka była posprzątać pokój, ale…
Olivia spojrzała na siebie w lustrze. Włosy z jednej strony sterczały jej jak strachowi na wróble. Sięgnęła po szczotkę. Zwisał z niej pojedynczy, bardzo długi czarny włos.
– To na pewno sprzątaczka, ty głuptasie.
Olivia siedziała na podłodze w łazience ze słuchawką przy uchu, chciwie wsłuchana w dobiegający z drugiego końca głos Kate.
– Ale po co jej była moja szczotka? – zadała pytanie drżącym szeptem.
– Wiesz, jak to jest. Patrzysz w lustro, widzisz, że jesteś trochę rozczochrana, więc sięgasz po szczotkę. W końcu sprzątaczki to takie same kobiety jak my.
– Dlaczego wyłączyła mój komputer?
– Może niechcący wyciągnęła wtyczkę z kontaktu.
– Gdyby tak się stało, to by mi powiedział, że: „Nastąpiło niewłaściwe zaniknięcie programu”, kiedy go włączyłam na nowo.
– Olivio, jesteś wykończona i w szoku. Idź do łóżka, prześpij się i wracaj do domu. A listę gości na pewno znajdziesz w kieszeni.
– Kate! – niemal krzyknęła. – Ja nie miałam kieszeni!
– Nikt się nie włamuje do czyjegoś pokoju, żeby ukraść listę gości z przyjęcia. Idź spać.
Wzrok Olivii padł na sukienkę, w której była na przyjęciu, leżącą dokładnie tam, gdzie ją zostawiła – niedbale rzuconą na krzesło. Kieszeń, też coś. Ale. Och. Nagle jej się przypomniało – ależ z niej tępa idiotka – że torebka ma kieszonkę. No, przynajmniej coś, co za kieszonkę miało uchodzić. Jeszcze raz sięgnęła po torebkę. Lista gości była tam, a jakże, bezpiecznie upchnięta w niby-kieszonkę.
Olivia usiadła ciężko przy biurku i wsparła głowę na rękach. Czuła się wypluta, zmęczona, przerażona i samotna. Marzyła, by ktoś ją przytulił. Sięgnęła po leżącą na biurku wizytówkę i wykręciła numer.
– Słucham – rozległ się damski głos z lekkim akcentem z Zachodniego Wybrzeża.
– Czy mogę prosić Pierre'a?
– Nie ma go. Z kim mam przyjemność? – Telefon odebrała potrząsająca włosami Suraya.
– Olivia Joules. Miałam się z nim spotkać dzisiaj rano, ale…
– Oczywiście. Chcesz mu coś przekazać?
– Ee, w zasadzie nie. Przeproś go tylko w moim imieniu, że się z nim nie spotkałam. Byłam w porcie, kiedy OceansApart wyleciał w powietrze.
– Ojej. Boże. Okropność.
„Okropność?”
– Zastanę go później?
– Nie. Wyjechał z miasta. – W jej tonie było coś dziwnego.
– Wyjechał z Miami? Dzisiaj?
– Tak. Miał do załatwienia pilną sprawę w Los Angeles. Prowadzi przesłuchania do filmu. Chcesz, żebym mu coś przekazała?
– Powiedz mu tylko, że dzwoniłam, i jeszcze raz go przeproś. Dziękuję.
Odłożyła słuchawkę i przycupnęła na kraju łóżka, trzymając w zaciśniętej pięści prześcieradło. Spoglądała przed siebie niewidzącym wzrokiem. Myślała o poprzednim wieczorze – Ferramo tulący ją do siebie na dachu, gdy mówiła mu o OceansApart i porannym spotkaniu z Elsie i Edwardem.
„To chyba nie najlepszy pomysł… – Jego oddech muskający jej policzek. -…ponieważ mam nadzieję, że jutro rano zje pani śniadanie… ze mną…”
Podniosła słuchawkę i zadzwoniła do „Elan”.
– Imogen? Tu Olivia. Słuchaj, chciałabym polecieć do LA i napisać ten artykuł o gwiazdkach. Natychmiast. Najszybciej, jak ci się uda. Zarezerwuj mi bilet na pierwszy możliwy samolot.
Gdy Olivia spoglądała przez okno na rozciągającą się w dole Arizonę, słońce właśnie zachodziło, barwiąc pustynię na czerwono. Ogromna szrama Wielkiego Kanionu pogrążona już była w mroku. Pomyślała o wszystkich tych pustyniach, nad którymi latała, w Afryce, Arabii, i o tym, co widziała. Myślała o tej asymetrycznej wojnie, która nagle wdarła się w jej życie, zakorzenionej w pustyniach, historii i widokach, tak prawdziwych, jak i wyimaginowanych, której nie zakończą żadne armie ani wybuchy wściekłości. Jednego była ciekawa – czy kiedy Pierre Ferramo całował ją tamtego wieczoru, wiedział, że następnego dnia wielki statek wyleci w powietrze?
11
Co w takim razie robił w Hollywood? Zmierzając trzęsącą się i podskakującą taksówką w stronę wzgórz, Olivia opuściła okno i rozkoszowała się poczuciem wolności oraz dziwnej samowoli, co odczuwała zawsze, ilekroć zjawiła się w Los Angeles. Wszystko tu było tak cudownie powierzchowne. Przyglądała się mijanym po drodze ogromnym reklamowym billboardom: „Chcesz zrobić karierę? Zostań gwiazdą! Zgłoś się do biura szeryfa w hrabstwie LA”. „Rehabilitacja zakończona, jesteśmy gotowi do zabawy” – głosiła reklama programu telewizyjnego. Przystanek autobusowy zdobił plakat, na którym szeroko uśmiechnięta pani o bujnej fryzurze reklamowała swoje biuro nieruchomości: „Valerie Babajian: tylko z nami znajdziesz najlepsze lokum w LA”. Kolejny billboard z reklamą stacji radiowej był prosty: „George, brat Jennifer Lopez”. Inny z kolei, który zdawał się niczego nie reklamować, pokazywał artystyczną wizję platynowej blondynki o figurze Jessiki Rabbit w obcisłej różowej sukience. Pod spodem widniały gigantyczne litery, układające się w napis: „Angelyne”.
– Czy ta Angelyne to jakaś aktorka? – Olivia zwróciła się do taksówkarza.
– Angelyne? Nie – roześmiał się. – Po prostu sama sobie opłaca te plakaty, a potem zjawia się osobiście na przyjęciach i takich tam. Robi to już od lat.
„Pierre z całą pewnością nie znosi tego miejsca”, pomyślała. Gdy byli już całkiem blisko zielonoszarych wzgórz, na zboczach których w mroku połyskiwały światełka, przy drodze pojawiło się Cedars-Sinai Medical Center ozdobione wielką gwiazdą Dawida.