Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 140 141 142 143 144 145 146 147 148 ... 151
Перейти на страницу:

Zamrugała i poczucie nierzeczywistości i pustki znikło. Znów twardo stała na ziemi, a przed nią plac kłębił się i kotłował. Po alejkach wyznaczonych przez linię pawężników nie został ślad, tłum przelewał się w miejscach, gdzie wcześniej stali żołnierze, otaczał ich w grupkach po kilkunastu, kilkudziesięciu, i parł naprzód.

Było tak ciasno, że Bawoły nie miały szans opuścić włóczni, mogły tylko stać i próbować utrzymać szyk. W kilku miejscach nad tłumem unosiło się to, co zostało z pechowych wojowników, zakrwawione szczątki przekazywane z rąk do rąk, szarpane i podrzucane niczym szmaciane kukły. Odgłosy walki za Deaną przybrały na sile, nie odwróciła się jednak, wynik tego starcia nie miał znaczenia, teraz liczyła się tylko żałośnie mała grupka skupiona wokół leżącego na schodach mężczyzny.

Ruszyła przed siebie, a kordon Słowików szedł za nią.

Laweneres był blady, a na widok tych kilku szwów, które założył mu truciciel, przeciętny krawiec wykłułby sobie oczy z rozpaczy. Zignorowała padających na kolana dworzan, zignorowała proszący gest, który wykonała Varala. Przyklękła i dotknęła czoła rannego. Chłodne jak kamienne stopnie, na których leżał.

– Zabierzmy go do pałacu – powiedziała. – Tam, gdzie jego miejsce.

– A to – Suchi wskazał na plac. – Zostawisz to tak? Jedno twoje słowo…

Spojrzała na niego. Nawet gdyby stała przed nim odziana w najprawdziwszy boski ogień, i tak odzywałby się do niej jak do zwykłej dziewczyny. Tacy jak on to skarb.

– Niech się wypali.

– Co?

– Wszystko, co się tu zebrało. A my chodźmy.

Tłum rozstępował się przed nią jak fala przed dziobem łodzi.

A ona zaprowadziła swojego księcia do pałacu.

*

Miotła. Popiół. Zamiatanie.

Jest cicho i pusto, a szare płatki spadają coraz gęściej i gęściej.

Sługa wie, co to oznacza. Bóg jest zasmucony i zaniepokojony.

Idą dni popiołu.

Rozdział 24

Miecz brzęczy i wibruje, aż w końcu obręcze łańcuchów trzymające nadgarstki złodzieja zdają się parzyć. Głos Ouma cichnie, oddala się, jakby plemienny bożek wyczerpał wszystkie siły. Nieważne.

Powiedział dość.

Choćby to, że on, Altsin Awendeh, się nie liczy. Jest tylko butem, w który trafiła stopa boga. Butem na tyle bezczelnym, że ośmielił się zgubić. Ale też butem całkowicie zbędnym, teraz, gdy w pobliżu czeka inny. Uległy i gotów, by się podporządkować.

Tak było zawsze. Ludzie to tylko pył pod ich stopami, wierni, którzy mają swoimi modłami, wiarą i skupieniem tkać Moc dla Nieśmiertelnych; mięso, dobre jedynie do Obejmowania i narzucania woli. Naczynie.

I nic tego nie zmieni.

Policzek, którym poczęstowała go ta dziwka, piekł bardziej niż lanie, jakie dostał od hrabiego. Bo był taki… lekceważącoprotekcjonalny. Jakby dawała pstryczka w nos nieposłusznemu pieskowi, który trochę narozrabiał.

Zacisnął zęby.

Ból? Cierpienie? Otworzyć się na duchy? A może na jednego ducha, co? Tego, który jest tak blisko, że bliżej nie można. Objęcie? Przemieszanie? Wszystko jedno. Byle nie być zabawką w tej grze. Słyszysz, Oum? Nie będę zabawką w waszych gierkach! Mam zdechnąć, to zdechnę, mam się Przemieszać z szalonym bożkiem, to się Otworzę na niego i Przemieszam. Ale nikt nie będzie mnie traktował jak pionka albo niedopasowany but.

Słyszysz? To moja wola! Moja decyzja!

Stojąc plecami do miecza, kopie nogą w tył i czuje, jak ostrze rozcina mu mięśnie. I jeszcze raz, i jeszcze. Krzyczy, bo klinga jest ostra jak cholera, tnie głęboko i ból wybucha w nim niczym wulkan. Tu nie chodzi tylko o ranę ciała, to ostrze harata duszę. Rany zadane przez hrabiego odzywają się wszystkie naraz, jakby tamte ciosy spadły na niego w tej dopiero chwili, jego krzyk przechodzi w wycie.

Kopie drugą nogą, bardziej wisząc, niż wspierając się na tej poranionej.

Ból jest…

Dziwny. Odrętwiający.

To krew, dociera do niego, krew musi z niego tryskać jak z zarzynanego barana i dlatego wszystko robi się tak odległe.

Zaraz umrze.

Naprawdę, chłopcze?głos Ouma brzmi, jakby bożek mówił do niego zza grubej ściany.Naprawdę chcesz umrzeć albo Przemieszać się z Bitewną Pięścią, nie wiedząc, o co chodzi? Czemu jakaś bitwa na północy wstrząsnęła całym światem? Dlaczego dziewczynka, która prawie Otworzyła się na tysiące duchów, wzbudziła takie zainteresowanie Pani Losu, że ta postanowiła podpalić dwa wielkie miasta, by odwrócić uwagę od tego dziecka?

Odwal się… umieram…

Nie, nie umierasz. Twój gość nie pozwoli ci umrzeć. Nie wiem dlaczego, ale chyba niepokoi go perspektywa skorzystania z Naczynia, które przygotowała Kanayoness. Hrabia najwyraźniej nie znalazł uznania w jego oczach, a ty, co budzi moje zdumienie, tak. On patrzy i słucha.

Dengothaag zwarł się w walce z Panią Losu. Bogini spycha Miecz krok po kroku w tył, bo jej potęga jest nieporównywalnie większa, lecz nawet najliczniejsza armia ugrzęźnie, jeśli będzie musiała szturmować wąską bramę. Dusza służki już nie istnieje, rozpadła się w trakcie starcia bóstw, lecz ciało Ogewry stało się właśnie taką furtką, przez którą Moc Eyfry wlewa się do komnaty.

Bo bogini chce zemsty.

Nie na Mieczu, o nie. Dziewczyna zwana Kanayoness leży pod ścianą, upadając, musiała uderzyć się w głowę, trudno ocenić, czy to wynik ciosu złodzieja, czy zwykły pech. Pani Losu chce Małej Kany, dlatego powoli przelewa swoją Moc do tej komnaty, a gdy będzie jej dość, zostaną tu tylko spopielone ściany. Kimkolwiek jest ta dziewczyna, musiał mocno nadepnąć jej na odcisk.

Altsin wie te wszystkie rzeczy, widzi Moc wciekającą do środka, mimo iż byt mieszkający w mieczu rozpaczliwie stara się ją powstrzymać. I widzi ten byt, czarny kleks tkwiący wewnątrz ostrza, dziki i wrzeszczący. Przypomina trochę worek walczących ze sobą kotów, wszelkie pozory inteligencji i rozumu, które utrzymywał przez ostatnie miesiące, znikły. Konglomerat dusz pożartych przez miecz jest czystym obłędem i przerażeniem, usiłującym ze wszystkich sił powstrzymać napierającą na niego falę.

Oum odzywa się nagle ochrypłym szeptem.

Miecz długo nie wytrzyma. Eyfra zwycięży i zniszczy tu wszystko do gołego kamienia. Słuchaj… jeśli to ona… jeśli to właśnie ona miała… ma się narodzić, musisz jej pomóc. Obaj musicie. Ja… ja nie chcę znów patrzeć, jak nicość pożera wszystkie przeszłe dni, jak coś wymazuje nam z pamięci każdą chwilę. Nie chcę być rozbitkiem, który uczepiony czubka masztu, patrzy, jak czarny ogień trawi drewno od dołu. Pokochałem tę gałązkę i moje dzieci…

Głos boga Seehijczyków ścichł do ledwo słyszalnego szeptu.

Gromadzimy Jej słowa. Ja też je gromadzę. Staramy się je zapamiętać. Zapamiętać wszystkie słowa, jakie powiedziała. Pamięć tych słów wskazywała nam drogę. Pewnego razu nazwała Maychę swoją rodzicielką. O Reagwyrze wspomniała jak o ojcu… Rozumiesz? Pani Wojny i Pan Bitew. Czy to znaczy, że narodziła się na zakrwawionym pobojowisku? Powiedziała, że najczystsza dusza była jej sercem… czy chodziło o dziecko? Wszyscy wiedzieliśmy, że musi pochodzić z dni przyszłych. Nie było innego miejsca, z którego mogłaby przyjść. Rozumiesz?

1 ... 140 141 142 143 144 145 146 147 148 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)