68. Galaktowie
Przedstawiona na holograficznym obrazie scena migotała. Nie było to zaskakujące, gdyż przekaz pochodził z odległości wielu parseków i uległ załamaniu w zwiniętej przestrzeni punktu transferowego Pourmin. Słaby obraz drgał i od czasu do czasu tracił ostrość.
Niemniej Suzeren Poprawności odbierał wiadomość aż nazbyt jasno.
Wyobrażenie różnorodnego zestawu istot stało tuż przy jego piedestale. Rozpoznawał z wyglądu większość gatunków. Był tam na przykład niski, pokryty futrem Pilanin o krótkich i grubych ramionach, a także wysoki, patykowaty Z’Tang stojący obok pająkokształtnej Serentinki. Bi-Gle spoglądał na niego leniwie spode łba, zwinięty obok istoty, której suzeren nie rozpoznał natychmiast. Mogła ona być podopiecznym lub dekoracyjnym zwierzęciem domowym.
Ponadto, ku przerażeniu suzerena, w skład delegacji wchodzili Synthianin i człowiek.
Człowiek!
Nie istniała możliwość, by wnieść skargę. Było stosowne, by wśród oficjalnych obserwatorów znalazł się Terranin — jeśli wykwalifikowany człowiek był pod ręką — ponieważ ten świat został oficjalnie przyznany dzikusom. Suzeren jednak sądził dotąd, że w Instytucie Wspomagania w tym sektorze nie było nikogo takiego!
Być może miał do czynienia z kolejnym znakiem świadczącym, że sytuacja polityczna w Pięciu Galaktykach pogorszyła się. Od Władców Grzędy ojczystego świata nadeszły wieści mówiące o poważnych niepowodzeniach, do których doszło pomiędzy spiralnymi ramionami. Bitwy zakończyły się niepomyślnie. Sojusznicy okazali się niegodni zaufania. Floty Tandu i Soran zdominowały przynoszące ongiś zyski szlaki handlowe i zmonopolizowały teraz oblężenie Ziemi.
Były to trudne czasy dla wielkiego i potężnego klanu Gooksyu-Gubru. Wszystko teraz zależało od pewnych ważnych, neutralnych linii opiekunów. Gdyby wydarzyło się coś, co przyciągnęłoby jedną lub dwie z nich do sojuszu, sprawiedliwi mogli jeszcze odnieść triumf.
Z drugiej strony skrzydła, byłoby katastrofą, gdyby ktokolwiek z neutralnych zwrócił się przeciwko Wielkiemu Klanowi!
Zamiar wpłynięcia na podobne sprawy był zasadniczym powodem, dla którego Suzeren Poprawności wystąpił z planem inwazji na Garth. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że celem tej ekspedycji było wzięcie zakładników celem wydarcia sekretów ziemskiego dowództwa. Psychologiczne profile zawsze jednak wskazywały, że sukces tego przedsięwzięcia nie jest prawdopodobny. Dzikusy były upartymi stworzeniami.
Nie, tym co przekonało Władców Grzędy do propozycji kapłana była możliwość, że przyniesie to honor sprawie klanu i stanie się sukcesem, który zdobędzie nowych sojuszników wśród wahających się grup. Na początku wydawało się, że wszystko idzie tak dobrze! Pierwszy Suzeren Kosztów i Rozwagi…
Kapłan wyćwierkał głęboką nutę żałoby. Nie zdawał sobie dotąd sprawy, ile mądrości utracił, jak dalece stary biurokrata powściągał popędliwą błyskotliwość młodszej dwójki swym głębokim i godnym zaufania zdrowym rozsądkiem.
Cóż za consensus, jedność, linię polityczną mogli osiągnąć.
Teraz jednak, na dodatek do nieustannych walk wewnątrz wciąż rozbitego triumwiratu, nadeszła nowa zła wiadomość. Wśród oficjalnych obserwatorów z Instytutu Wspomagania znajdzie się Terranin. Implikacje tego nie były przyjemne.
A na tym jeszcze nie koniec! Suzeren ujrzał z przerażeniem, że Ziemianin wystąpił naprzód jako rzecznik! Oświadczenie wygłosił w poprawnym siódmym galaktycznym.
— Pozdrowienia dla triumwiratu sił zbrojnych Gooksyu-Gubru, i pod których zakwestionowaną okupacją znajduje się świat ograniczonej dzierżawy znany jako Garth. Witam was w imieniu Kaszlnięcie* Quinn’3, Naczelnego Wielkiego Egzaminatora Instytutu Wspomagania. Tę wiadomość wysyłamy przed naszym statkiem, najszybszą z dostępnych dróg, byście mogli przygotować się na nasze przybycie. Warunki panujące w hiperprzestrzeni i na punktach transferowych wskazują, że przyczynowość niemal na pewno pozwoli nam na stawienie się na zaproponowane ceremonie i przeprowadzenie odpowiednich testów rozumności w czasie i miejscu wymienionym przez was. Ponadto powiadamia się was, że Galaktyczny Instytut Wspomagania poszedł wam w znacznym stopniu na rękę, spełniając waszą niezwykłą prośbę — po pierwsze przez to, że zareagował z podobnym pośpiechem, a po drugie podejmując działania na podstawie tak skąpej informacji. Ceremonie Wspomaganiowe są radosnymi uroczystościami, zwłaszcza w czasach niepokoju, takich jak obecne. Stanowią one celebrację ciągłości i nieustannego odnawiania się kultury galaktycznej w imieniu najbardziej czcigodnych Przodków. Podopieczne gatunki to nadzieja i przyszłość naszej cywilizacji. Przy takich okazjach, jak obecna, demonstrujemy naszą odpowiedzialność, nasz honor i naszą miłość. Oczekujemy więc na to wydarzenie przepojeni ciekawością, jaki cud klan Gooksyu-Gubru zamierza ukazać Pięciu Galaktykom.
Obraz zniknął, pozwalając suzerenowi na rozważenie tej wiadomości.
Było już, rzecz jasna, zbyt późno, by wycofać zaproszenia i odwołać ceremonię. Rozumieli to nawet pozostali suzerenowie. Trzeba było ukończyć bocznik. Musieli też przygotować się na przyjęcie dostojnych gości. Gdyby postąpili inaczej, mogłoby to wyrządzić niepowetowane straty sprawie Gubru.
Suzeren odtańczył taniec gniewu i frustracji. Wymruczał krótkie, ostre przekleństwa.
Zaraza na diabelskiego tymbrimskiego spryciarza! Patrząc wstecz, sam pomysł, że mogliby istnieć „Garthianie” — tubylcze istoty przedrozumne ocalałe z Bururalskiej Masakry — był absurdalny. A jednak ślad fałszywych dowodów był tak zdumiewająco wiarygodny, tak uderzająca była szansa, którą implikował!
Suzeren Poprawności rozpoczął tę ekspedycję w dominującej pozycji. Po przedwczesnym zgonie pierwszego Suzerena Kosztów i Rozwagi jego lokata w mającym nastąpić pierzeniu wydawała się pewna.
Wszystko to jednak uległo zmianie, gdy nie odnaleziono żadnych Garthian i gdy stało się jasne, jak doszczętnie Poprawność dała się oszukać. Fakt, że nie odkryto dowodów na to, by ludzie niewłaściwie obchodzili się z Garthem lub ze swymi podopiecznymi, spowodował, że suzeren nie postawił jeszcze stopy na glebie planety. To z kolei opóźniło pojawienie się hormonów spełnienia. Wszystkie te czynniki były niekorzystne i stawiały wynik pierzenia pod poważnym znakiem zapytania.