Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Ale w magazynach artyleryjskich i wyrzutniach HMS Minotaur znajdowały się pierwsze rakiety będące owocem programu „Ghost Rider” o możliwościach, jakich nie miały dotąd żadne rakiety w galaktyce.
— Dziobowa osłona! — polecił Michael Gearman, gdy ostatnia z dwunastu rakiet opuściła wyrzutnię Harpy.
— Stoi dziobowa! — zameldował prawie natychmiast mat Maxwell.
— Silniki manewrowe gotowe! — zawtórował mu porucznik Takahashi.
— Doskonale! — potwierdziła Harmon, nie spuszczając wzroku z ekranu taktycznego.
Jej skrzydło właśnie zmasakrowało zasobniki holowane, likwidując największe zagrożenie dla wszystkich. Przeciwnikowi mógł zostać z tuzin, acz było to optymistyczne założenie. A teraz wystrzelone przez kutry rakiety gnały ku właściwym celom, jakimi były pancerniki. Co prawda kąt ataku nadal nie był najlepszy, za to odległość w chwili wystrzelenia wynosiła zaledwie dwieście dwadzieścia tysięcy kilometrów, a miały one przyspieszenie rzędu osiemdziesięciu pięciu tysięcy g. Dawało to dwadzieścia dwie sekundy lotu i oznaczało, że rakiety będą miały dość paliwa, by manewrować w ostatniej fazie ataku.
Oscar Diamato patrzył z przerażeniem na zbliżającą się chmurę rakiet i myślał tępo, że miał rację — to musiały być kutry rakietowe. Rakiety bowiem wystrzeliwane były ze zbyt wielu miejsc, i to rozproszonych, by mogły pochodzić skądkolwiek indziej. Ale było ich tak wiele, wystrzelone zostały z tak bliska i leciały tak różnymi trajektoriami, że zaskoczona obrona antyrakietowa zgłupiała. Celów było za dużo i zbyt rozrzucone, by można było szybko je zniszczyć. Potrzebny był czas na obliczenia i namiary dla antyrakiet, a tego czasu nie było.
Rakiety przedarły się w pobliże okrętów, nim zdążyło wystartować więcej niż kilka antyrakiet, o biernej obronie antyrakietowej nie wspominając. Powitał je zmasowany ogień sprzężonych działek laserowych i dział energetycznych użytych jako broń antyrakietowa. To ostatnie okazało się w panującym zamieszaniu bronią obosieczną. Niszczyciel Alcazar, flagowy okręt osłony, został trafiony w śródokręcie promieniem grasera pancernika Admirał Tascosa próbującego zniszczyć nadlatujące rakiety. Alcazar po prostu znalazł się w złym miejscu w niewłaściwym czasie. I został zniszczony wraz z całą załogą.
Diamato gorączkowo robił, co mógł, by przełamać obronę radioelektroniczną kutrów i znaleźć cel dla broni pokładowej Schaumberga, ale przypominało to walkę z cieniem. A w następnym momencie pancernikiem wstrząsnęły pierwsze trafienia. Rozkaz towarzyszki kapitan Hall uaktywniający pokładowe środki wojny radioelektronicznej spowodował, iż okręt był najtrudniejszym celem do trafienia ze wszystkich wchodzących w skład Zespołu Wydzielonego 12.3, ale to nie uratowało go całkowicie. Rakiet po prostu było zbyt dużo i znajdowały się zbyt blisko, by zdołał uniknąć trafień. Zawyły alarmy uszkodzeniowe i na mostek runęła lawina meldunków:
— Graser numer trzy zniszczony!
— Bezpośrednie trafienie głównego lidaru!
— Wielokrotne trafienia w dziób, towarzyszko kapitan! Beta Trzynaście i Czternaście zniszczone!
Litania zdawała się nie mieć końca, ale Diamato wiedział, że mogła być znacznie dłuższa. Albo mogło jej już nie być, podobnie jak i okrętu, gdyby nie przezorność towarzyszki kapitan Hall. Była to niewielka po…
— Bezpośrednie trafienie w zapasowe stanowisko dowodzenia!
Ten krzyk przedarł się przez jego koncentrację i Diamato odruchowo spojrzał na ekran ukazujący plan okrętu, na którym zaznaczano uszkodzenia i zniszczenia. Zapasowe stanowisko dowodzenia rozbłysło krwawą czerwienią i odważył się spojrzeć na towarzyszkę kapitan. Twarz Hall była kamienną maską, ale w jej oczach widać było ból, gdy uświadomiła sobie, że Ira Hamer właśnie zginął.
— Znajdź mi te kutry, Oliver! — poleciła głosem prawie tak spokojnym jak przed rozpoczęciem ataku.
I towarzysz komandor Diamato pochylił się pospiesznie nad klawiaturą.
Silniki manewrowe nie są przewidziane do szybkiego przemieszczania całych jednostek, toteż kutry powoli zmieniały kursy, przerywając atak zgodnie z planem. W ten jednakże sposób mogły mieć uaktywnione osłony dziobowe, które nie były w stanie współistnieć z aktywnym napędem typu impeller. Gdy zakończyły powolny zwrot, odwróciły się ekranami dennymi do przeciwnika i przynajmniej chwilowo były w miarę bezpieczne.
Jacquelyn Harmon obserwowała ich manewry z dumą. Dzięki tej dupie z rączką Holdermanowi przeciągającemu ocenę przydatności bojowej załogi miały dość czasu, by się zgrać, i reagowały niczym doświadczeni weterani, a nie debiutanci w czasie pierwszej akcji bojowej. Kutry wykonywały unik na tyle duży, by przestać stanowić cele, jeśliby przeciwnikowi udało się je namierzyć mimo maskowania, lecz równocześnie na tyle mały, by móc przeprowadzić kolejny atak. Żałowała jedynie, że trwa to tyle czasu…
A potem przestała o tym myśleć, gdyż zauważyła coś kątem oka na ekranie taktycznym. I dopiero po sekundzie zrozumiała, co to takiego. A była to pierwsza salwa dziewięciu rakiet wystrzelonych przez dziobowe wyrzutnie Minotaura. Dogonienie celów zajęło im sto czterdzieści trzy sekundy, w trakcie których osiągnęły prędkość stu dwudziestu sześciu tysięcy kilometrów na sekundę. Żadna inna rakieta w znanej przestrzeni nie była zdolna do podobnego wyczynu, a to z tego prostego powodu, że aby mieć dość paliwa na tak długi lot, musiałaby osiągać przyspieszenie zredukowane o trzydzieści pięć procent. Co spowodowałoby, iż w tej chwili znajdowałaby się dwa miliony kilometrów za celem i miała prędkość mniejszą o dwadzieścia tysięcy kilometrów na sekundę. Co ważniejsze, w jednoczłonową rakietę nie dałoby się wpakować dość paliwa, by wystarczyło go na dotarcie do celu i manewrowanie w czasie ostatniej fazy ataku.
A te będą miały wówczas zapas paliwa pozwalający jeszcze na prawie czterdzieści sekund lotu.
Nikt w całym Zespole Wydzielonym 12.3 nie zauważył tych dziewięciu rakiet, co było całkowicie zrozumiałe — panowało olbrzymie zamieszanie w wyniku zaskakującego ataku kutrów, które praktycznie natychmiast zostało spotęgowane zniszczeniami. Żaden z operatorów czy oficerów taktycznych nie miał po prostu czasu rozglądać się w poszukiwaniu ewentualnych nowych źródeł zagrożenia, skoro na ekranach taktycznych aż roiło się od już znanych. A pojedynczy dreadnought był tak daleko z tyłu, że nikt nie traktował go jako źródła jakiegokolwiek zagrożenia.
A ponieważ nikt ich nie zauważył, nikt też nie próbował im przeszkodzić.
Wszystkie rakiety skierowane zostały przeciwko jednemu celowi, a ponieważ do końca dysponowały możliwościami manewrowymi, skierowały się ku rufie pancernika. Dwie detonowały wewnątrz przestrzeni objętej ekranami, pozostałe zaś siedem na zewnątrz, ale żadna w większej odległości niż osiem tysięcy kilometrów. I większość promieni laserowych z ich głowic trafiła w rufę okrętu, która po prostu przestała istnieć wraz z rufowym pierścieniem napędu, maszynownią i częścią kadłuba. Ekran zaczął migotać, ale nie zniknął, co było pechem dla pozostałej przy życiu części załogi, jedno bowiem z ostatnich trafień zniszczyło kompensator bezwładnościowy… I załoga poruszającego się z prędkością dwustu g pancernika Ludowej Marynarki Mohawk została rozsmarowana po ścianach, pokładach i przyrządach.