Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 123 124 125 126 127 128 129 130 131 ... 158
Перейти на страницу:

Wtem grupki oficerów rozsunęły się na boki i uświadomił sobie obecność Suli. Stała jakieś pięć kroków od niego i rozmawiała z nieznanym Martinezowi terrańskim kaporem. Wyprostowana i szczupła, w ciemnozielonym mundurze, z lekkim uśmiechem na twarzy. Słowa, które Martinez miał wypowiedzieć do swego dawnego kapitana, zamarły mu na ustach.

— Słucham, milordzie? — spytał Torminel.

Usztywnienie pleców Suli i sposób, w jaki uśmiech wykwitł na jej twarzy, świadczyły, że zdaje sobie sprawę z jego obecności. Próbował ciągnąć rozmowę, ale mózg mu wirował, a serce skakało w piersiach.

Tak nie może być. Powinien przynajmniej zachować się uprzejmie.

— Pan wybaczy, milordzie — powiedział i postąpił ku niej, czując się niezręcznie z szarlotką na talerzyku niczym z jakimś ofiarnym darem.

Sula również odprawiła swego towarzysza i odwróciła się do Martineza. Była śliczna, jej piękno powalało. Miała włosy krótsze i nieco bardziej złociste niż pamiętał. Również pachniała czymś bardziej piżmowym. Jej zielone oczy badały go ni to z wrogością, ni to z pogardą.

— Gratuluję awansu — powiedział.

— Dziękuję. — Przechyliła głowę na bok i przyglądała mu się uważnie. — Pan również zasłużył na gratulacje, milordzie — powiedziała. — Słyszałam, że pańska żona urodziła dziecko.

Gniew piekielnym podmuchem przeleciał mu przez żyły, ale Martinez czuł wśród płomienia wściekłości lodowy okruch racjonalności i postanowił się go trzymać.

Mógł ją teraz zranić, i właśnie dostarczyła mu pretekstu.

— Tak — odparł. — Terza i ja jesteśmy bardzo szczęśliwi. A pani?

Jej usta zacisnęły się w wąską linię. Wzrok stał się kamienny.

— Nie miałam na to czasu — odparła.

— Współczuję. Zdaje się, że w przeszłości dokonała pani paru niewłaściwych wyborów.

Zobaczył poruszenie w jej oczach, kiedy cios doszedł.

— To prawda — odpowiedziała. — Na przykład podjęłam błędną decyzję, kiedy spotkałam pana pierwszy raz.

Odwróciła się i odeszła, jej obcasy stukały po kaflach. Odchodziła od niego tak samo, jak zrobiła to już dwa razy wcześniej, i Martinez poczuł nagle, jak opuszcza go napięcie. Jego kolana zadrżały.

Oddaliśmy sobie mniej więcej jednakowe honory — pomyślał. Ale to ona uciekła.

Znowu.

Potrzebując wsparcia, poszedł do bufetu. Spotkał tam Michi wpatrującą się bez większego zainteresowania w jedzenie. Oferował jej szarlotkę.

— Czy mógłbym zamówić pani coś do picia, milady? — spytał.

— Próbuję nie pić — powiedziała. — Torminelskie toalety do mnie nie pasują, a do śluzy i „Żonkila” droga daleka.

Martinez widział Sulę kątem oka. Była do niego odwrócona plecami, prosta jak trzcina. Rozmawiała z kapitanem Lai-ownem.

Wychylił whisky. Michi uniosła brew.

— Zaryzykuję, jeśli chodzi o toalety — wyjaśnił.

* * *

— Pieprzony imbecyl — powiedziała Sula do lorda Sori Orghodera. — Następnym razem spróbuj wykonywać moje instrukcje.

Lord Sori — jak reszta kapitanów — już przywykł do tego rodzaju wyzwisk i jego futrzasta torminelska twarz wyrażała rezygnację.

— Proszę o wybaczenie, milady. Myślałem, że…

— Miał pan poruszać się po powłoce chaotycznego układu dynamicznego, a nie prowadzić zbiegły tramwaj przez plac parkingowy!

Lord Sori zadrżał.

— Tak jest, milady.

Sula wiedziała, że parowie nie są przyzwyczajeni, by ktoś tak się do nich zwracał. Brutalność jej języka z początku ich oszołomiła, a potem — może dlatego, że nie przychodziło im nic lepszego do głowy — słuchali jej. Jej talent do wyzwisk przynosił wyniki. Siedemnasta lekka eskadra, biczowana jej słowami, coraz sprawniej stosowała taktykę Ducha.

Sula nigdy by się nie ośmieliła przemawiać w ten sposób do swojej armii; ochotnicy mogli po prostu odejść. Parowie dowodzący jej statkami, byli na nią skazani i może zbytnio się przywiązali do systemu hierarchicznego, by sprzeciwiać się obelgom szefa.

Sula nazywała ich idiotami i osłami. Krytykowała ich przodków, ich wykształcenie i wychowanie. Cenzurowała nawet ich korespondencję, która okazała się wybitnie nudna.

Beze mnie byliby nikim — stwierdziła w duchu. Grają rozpieszczonych arystokratów bez żadnych pomysłów. Ale przy mnie staną się kimś.

— Zaatakujemy naksydzką cytadelę — powiedziała im. — Wiem, że możemy to zrobić, ponieważ wcześniej robiłam takie rzeczy.

Na niczym jej nie zależało, a jedną z korzyści tego stanu było to, że mogła sobie wybrać jedną rzecz, na której będzie jej zależało. Wybrała siedemnastą lekką eskadrę. Ta jednostka stanie się w oczach Floty nieśmiertelna.

Teraz Sulą miotała wściekłość z powodu spotkania z Martinezem poprzedniego wieczora. Czuła, że pokazała się z najgorszej strony. Nie dlatego, że usiłowała go zniszczyć, bo całkowicie na to zasługiwał, ale ponieważ zrobiła to w gniewie. Powinna była obrazić Martineza zimno i beznamiętnie, a zamiast tego wyrzuciła z siebie kilka słabych obelg i uciekła.

Pokazała, że można ją zranić. Zademonstrowała, że choć na niczym jej nie zależy, na Martinezie nadal jej zależy.

Jej oficerowie płacili za to odkrycie swoją godnością.

— Zjedz na obiad coś pożywnego dla mózgu — poradziła lordowi Sori — i spróbujemy przeprowadzić następny eksperyment, zaczynając o osiemnastej zero jeden.

Przerwała połączenie z Sorim — i z innymi kapitanami, którzy patrzyli na to ze stosownie niewzruszonymi twarzami — a potem wyprzęgła się z fotela akceleracyjnego.

— Opuścić stanowiska bojowe — powiedziała. — Wysłać załogę na obiad.

— Tak jest, milady — odparła porucznik Giove.

Podczas gdy Giove ogłaszała załodze nowinę, Sula pochylił się wprzód, by założyć buty, które zrzuciła na pokład. Korzyść taktyki Ducha — wykonywanej we wspólnym środowisku wirtualnym, gdzie rzeczywiste statki niewinnie szybowały w zwartym szyku wymaganym przez Torka — polegała na tym, że Sula nie musiała wkładać skafandra. Nie cierpiała skafandrów próżniowych, ich urządzeń sanitarnych, przyłbic hełmów, które zamykały ją w ograniczonym, hermetycznym, duszącym świecie. Podczas eksperymentu mogła nosić zwykły kombinezon Floty, zrzucać buty i testować według własnego widzimisię dowolne skandaliczne strategie.

Na najprostszym poziomie, każdy statek mógł poruszać się według stworzonego przez Sulę wzorca. Okręt manewrował w ciągu zagnieżdżonych fraktali, które maksymalizowały zarówno jego ofensywne, jak i obronne zdolności. Istotne było to, że dla każdego przypadkowego obserwatora poruszenia statku wyglądały na zupełnie przypadkowe.

System miał również poziomy bardziej skomplikowane, tak jak każdy system, w którym występują fraktale. Miało to związek z wyznaczonym „ośrodkiem manewrowania”, na podstawie którego eskadra wyznaczała swe trajektorie. Takim ośrodkiem mógł być statek flagowy, punkt w przestrzeni lub wróg. Sula sądziła, że wybór takiego ośrodka jest sprawą bardziej sztuki niż nauki.

1 ... 123 124 125 126 127 128 129 130 131 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)