Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 134
Перейти на страницу:

— A przyzwyczaiła się już pani do nich?

— Jeszcze nie.

— A jak długo pani w tym siedzi?

— Dowodzę tym oddziałem od trzech lat — odparła po prostu.

— Hmmm…

— Dwóch miesięcy, siedemnastu dni i… — zerknęła na zegarek — dwudziestu godzin.

— Widzę, że naprawdę pani tego nie znosi.

— Kiedy się nad tym zastanowić, nie wiem, czemu na początku protestowałam — przyznała — Moglibyście przejechać po nich jeszcze kilka razy?

* * *

— Panie majorze, możemy próbować — powiedział przez radio Pruitt. — Wszystkie Bachory maja zdjęte wyrzutnie, a kadłuby stoją na pozycjach.

— Dobrze. — Mitchell stał przy tylnym włazie i rozmawiał z Indy. — Pruitt, gdzie są te wyrzutnie?

— Na górnym pokładzie — odparł działonowy. — Nie było żadne go innego wystarczająco płaskiego miejsca, żeby je położyć. Przymocowałem je łańcuchami, więc nie spadną.

— Aha — mruknął Mitchell, patrząc, jak Indy wznosi oczy do nieba i wykonuje bardzo nieprzyzwoity gest. — Panna Indy mówi, że w żadnym przypadku ich nie zainstalujemy.

— Rozumiem, sir — odparł działonowy zupełnie poważnym tonem. — To było po prostu najbezpieczniejsze miejsce. Każda z tych wyrzutni to poważna inwestycja.

— Tak samo jak działonowy SheVy — powiedział major, przechodząc na przód gigantycznego czołgu. — I tak samo jak abrams, a ja za chwilę z sześciu z nich zrobię drewniane kliny pod koła. Zapamiętaj to sobie dobrze.

— Tak jest, sir.

— Jak idzie, majorze? — spytał Mitchell.

— Świetnie — odparł Ryan, wychodząc spomiędzy gąsienic SheVy. — Rzeczywiście może się udać. A jeśli nie, zawsze możemy wysadzić skałę.

— Tak myślałem — powiedział kwaśno Mitchell. — Dobrze, wszyscy gotowi?

— Moi ludzie są na wzgórzu. — Ryan pokazał grupkę saperów.

— A moi odbijają szampana — powiedziała Chan, wskazując swoich czołgistów.

— W porządku — oznajmił Mitchell. — Odsuńmy się i zobaczmy, co się stanie.

Wspięli się na zbocze, na wysokość górnego pokładu SheVy. Mitchell zatrzymał się, żeby złapać oddech.

— Chryste, myśmy naprawdę jeździli po tych stromiznach?

— Aha — powiedziała Chan. — Doszłam do wniosku, że jechaliśmy tylko dlatego, że by to ciemno i nie docierało do nas, jacy jesteśmy głupi, nawet mając noktowizory trzeciej generacji.

— Proszę pomyśleć o tym w ten sposób — Ryan wskazał zryte zbocze na zachodzie — że zrobiliście niezłą trasę narciarską!

Mitchell zaśmiał się głośno i włączył mikrofon.

— Dobra, Schmoo, powolutku.

* * *

Reeves ostrożnie podniósł obroty silników do dziesięciu procent i włączył transmisję. SheVa początkowo nie posiadała sprzęgła, jednak dodano je później, kiedy okazało się, że ruszenie z wysokich obrotów może być jedynym wyjściem z sytuacji.

* * *

SheVa zakołysała się na „klinach” pod gąsienicami, a następnie potoczyła w tył. Rozległ się potężny szczęk zgniatanego metalu sześciu kadłubów abramsów i głośny trzask pękającego resoru.

Kapitan Chan jęknęła i złapała się obiema dłońmi za hełm.

— Właśnie zaczęłam sobie wyobrażać, jak będzie wyglądał raport o stratach. — Z tyłu dobiegały wiwaty załóg MetalStormów. — Moja kariera w wojsku jest skończona.

Mitchell starał się nie roześmiać, kiedy odwrócił się na bok i włączył mikrofon.

— Dobra, Schmoo… — Przerwał i parsknął, zanim znów włączył nadawanie. — Gazu!

* * *

— Na pewno, sir? — spyta! kierowca.

— Na pewno — odparł major. Reeves słyszał w tle słabe wiwaty. — Nasze zadanie wymaga użycia wszelkich koniecznych środków, żeby wydostać SheVę. W tym przypadku oznacza to gaz do dechy, niezależnie od spodziewanych strat.

— Tak jest, sir! — zawołał Reeves, podkręcając moc do trzydziestu procent. — Jedziemy!

* * *

Gąsienice SheVy zaczęły trzeć o tylne pokłady abramsów i szarpać nimi przy wtórze jęku dartego metalu. Czołg skoczył do przodu, wspiął się w górę po mniejszych pobratymcach, a potem znów ruszył w dół, kiedy gąsienice zaczęły się z nich ześlizgiwać.

— Wygląda na to, że gąsienice pana czołgu rżną moje — powiedziała ponuro Chan. — Wolałabym, żeby załogi przestały wiwatować, to nie jest najlepsze świadectwo mojego dowodzenia.

— Uważam, że to doskonałe świadectwo — powiedział Mitchell, kiedy SheVa stoczyła się w tył, a potem znów ruszyła do przodu i w górą. — Bez szemrania do nich wsiadali.

Ostatnim zrywem SheVa wydostała się z pułapki i przy wtórze chrzęstu umęczonych czołgów wyjechała z wąwozu na solidny grunt.

— Teraz, jeśli nie będziemy musieli znów się wykopywać — powiedział markotnie Mitchell — albo nie wpadniemy na następne latające czołgi, wszystko powinno być w porządku.

— No, ja przynajmniej nie muszę się martwić, że znów będę musiała wsiadać do tego czołgu — powiedziała Chan. Tylny pokład jej pojazdu był zmiażdżony, a power pack leżał w kawałkach na ziemi. — Chyba dalej pójdziemy na piechotę.

— Tylko jeśli chcecie — powiedział Mitchell. — Wasze wieżyczki leżą na naszym górnym pokładzie, więc możecie w nich pojechać.

— To… interesujący pomysł.

— Grozi wam mały zawrót głowy i choroba lokomocyjna — przyznał. — To raczej wysoko. Wy też możecie z nami jechać, majorze — ciągnął Mitchell, odwracając się do Ryana. — I zapewniam, że potrafię zniszczyć most szybciej niż wy.

— Oczywiście — powiedział Ryan. — Ale czy umie pan to zrobić tak, żeby Posleeni pana nie zobaczyli?

36

Dillsboro, Północna Karolina, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
15:14 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, niedziela, 27 września 2009

Major Ryan wysiadł z SheVy, kiedy ta rozpoczęła skomplikowany proces przekraczania rzeki Tuckasagee tak, by nikogo przy tym nie zabić.

Niedaleko Dills Gap napotkali tylne szeregi uciekinierów; wielu z nich uczepiło się SheVy. Czołg miał cztery „punkty załadunkowe” i wszystkie były teraz obwieszone żołnierzami.

Na szczęście najwyraźniej wyprzedzili Posleenów, i co dziwne, między uciekinierami i pościgiem zachowywał się pewien dystans. Chodziły słuchy, że jacyś snajperzy spowalniają natarcie obcych, ale działają ze wzgórz i nie zamierzają przekraczać rzeki w Dillsboro. Oznaczało to, że Ryan prawdopodobnie nie będzie musiał wysadzać mostu razem z ludźmi.

Do ostrożnie manewrującej SheVy zbliżała się grupa żołnierzy wielkości mniej więcej plutonu, dowodzona przez kapitana. Ryan włączył komunikator, który pożyczył mu Mitchell.

— Chyba mamy komitet powitalny, Mitchell.

— Widziałem ich dzięki kamerom — odparł dowódca SheVy. — Zaczekajmy, aż się dowiemy, czego chcą.

— Kapitanie — powiedział Ryan. — Major William Ryan, korpus saperów.

— Kapitan Paul Anderson — przedstawił się oficer. — Dowodzę przeprawą, sir, i obawiam się, że ludzie jadący na SheVie będą musieli zejść i dać się zarejestrować.

Nosił skrzyżowane chorągiewki oficera sygnałowego, co wskazywało, że jest oficerem liniowym. W sytuacji takiej jak ta mógł rozkazywać nawet pułkownikowi, powiedzmy, korpusu medycznego. Saperzy jednak też byli oficerami liniowymi.

1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)