Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 119 120 121 122 123 124 125 126 127 ... 134
Перейти на страницу:

— Generale, dobrze się. pan czuje?

— Tak, proszę pani — odparł Homer. — Za to resztki sił z Rabun Gap nie. Posleeni zajęli Balsam Gap i odcięli ich. W saku jest między innymi nasza ostatnia ocalała SheVa. Większość z nich dałaby radę wydostać się drugorzędnymi drogami, zakładając, że Posleeni ich też nie zablokują, ale Balsam Gap jest nam potrzebna, żeby pchnąć wojska głębiej w dolinę.

— Chce pan potraktować Gap bronią jądrową — powiedziała prezydent.

— Tak, proszę pani. Co więcej, chciałbym prosić o zgodę na wykorzystywanie broni jądrowej do końca tej kampanii.

— Żeby mógł pan używać jej do woli? — spytała gorzko.

— Nie, proszę pani. — Homer uśmiechnął się jak tygrys. — Zamierzam przekazać ją pułkownikowi Mitchellowi.

* * *

— Żałuję, że nas nie podłączyli — powiedziała kapitan Chan. — Będzie ostro.

SheVa kołysała się z boku na bok, jadąc doliną Scotts Creek, mniej lub bardziej równoległą do autostrady 23. Dolina biegła miedzy ciągiem niewysokich wzgórz i wąwozów, które dla SheVy były niemal torem przeszkód. W ciągu ostatnich dwóch godzin Reeves musiał dwa razy cofać i wybierać inną trasę. Jednak ten sam trudny teren, który teraz spowalniał SheVę, miał pomóc schwytanym w matnię ludzkim siłom utrzymać swoje pozycje.

— I blisko — odparł przez interkom Pruitt. — Chociaż lepiej, żeby nie było za blisko, bo moje pociski szerokiego rażenia to stukilotonówki. W porównaniu z nimi wybuchy w górach to klapsy.

— Przecież to były klapsy — prychnęła Chan. — Zauważyliśmy je dopiero po fakcie.

— Wtedy strzelaliście, ma’am — wtrąciła Kitteket — Proszę mi wietrzyć, kiedy człowiek siedzi w czymkolwiek innym niż Bachory, to nie są klapsy. W porządku, mam wszystkie jednostki w bazie danych, razem z kodami łącznościowymi. Mechanicy są w drodze na wyznaczone pozycje. Mam nowe dane od batalionu naprawczego. Wiozą ze sobą nie tylko sprzęt do napraw, ale dodatkowe opancerzenie.

— Super — powiedział Pruitt. — Brzmi to tak, jakby zamierzali posłać nas do bezpośredniej walki.

— Teraz akurat by nam się przydało — stwierdził Mitchell.

— Mam też zaktualizowane pozycje Posleenów — dodała Kittetket. Na mapie, na którą patrzyli, nagle rejon wokół Dillsboro zaczerwienił się od znaczników pozycji obcych.

— Musimy załatwić sobie jakieś wsparcie albo zamienimy się w parującą stertę żużlu — powiedział Reeves.

— Wystarczy jeden strzał z plazmy w gąsienice i mamy kłopoty — zauważyła Indy.

— W takim razie musimy się nie wychylać — stwierdził Pruitt. — W tej okolicy to nietrudne.

— Skąd są te dane, Kitteket? — spytał pułkownik Mitchell.

— Na wzgórzach wciąż są zwiadowcy — odparła specjalistka, podświetlając ich pozycje. — To domniemane pozycje, bo oczywiście zwiadowcy nikomu nie mówią, gdzie dokładnie są. Do tego nie wszyscy ludzie z rozpoznania pojechali z główną grupą. Nieduża grupa zbiera i analizuje dane przy siłach uderzeniowych. Ściągam je od nich.

— Szkoda, że nie możemy wziąć udziału w szturmie — powiedział Pruitt. — Byłoby fajnie.

— Nic zmieścilibyśmy się — odparł Reeves. — Poza tym nie mamy żadnej broni bezpośredniego ostrzału, a to tak, jakby do natarcia poszła armata.

— Chyba wymyśliłam, jak podpiąć MetalStormy — powiedziała Indy.

— Naprawdę? — odezwała się przez interkom Chan. — Bezpośrednio czy zdalnie?

— Będziecie musieli w nich zostać. Ale przeglądałam waszą płytę z instrukcją obsługi. Wyciągnęliśmy wieżyczki z całą podstawą, w tym z silnikami obrotowymi. Musimy tylko zapewnić wam jakieś platformy — wystarczy okrągła stalowa płyta — i zasilanie. Myślę, że jeśli grupa naprawcza ma przecinaki laserowe, a powinna je mieć, powinniśmy dać radę zamontować was na wieży. Zobaczymy, co powiedzą ludzie z batalionu naprawczego.

— No, przynajmniej odzyskają części — westchnęła Chan. — Nie wiem, co potem.

— Tak jak powiedziałam, ma’am, zobaczymy.

— Sir, bliżej chyba już się nie da — powiedział Reeves. — Jeśli mamy mieć kąt ostrzału.

Wycofał ostrożnie wielkie działo do parowu. Rozpadlina w ścianie Willits Hill — dopóki nie przejechała tamtędy SheVa, stało tam bardzo małe miasteczko — otwierała się mniej więcej na przełęcz.

— Pruitt? — zapytał Mitchell.

— Myślę, że mamy stąd kąt ostrzału, sir — odparł działonowy. — Zresztą pocisk i tak nie detonuje na poziomie gruntu.

— Zapomniałem zapytać — ciągnął pułkownik. — Czy znasz protokoły strzelania tymi cudami?

— Tak, sir. Czytałem o nich, kiedy trafiłem na to stanowisko, a cały paragraf przeczytałem jeszcze raz przed chwilą. To w dużej mierze automatyka. Ale będą mi potrzebne pana kody.

— Oho — powiedziała Kitteket, patrząc na ekran odbiornika. — Przyszły kody.

— Jakie? — spytał Pruitt.

— Wolno się wyświetlają — odparła maszynistka — ale pierwsza część już jest. To zgoda na użycie broni jądrowej. Trzy, jeden, pięć.

— Trzy, jeden, pięć — powtórzył Mitchell, wystukując polecenie do swojej bazy danych. — To zmiana zasad prowadzenia działań…

— Zmiana? — spytał Pruitt. — Przecież to…

— O mój Boże.

— Czy właśnie dostaliśmy zgodę na pełne użycie broni jądrowej? — spytał ostrożnie Pruitt, widząc poszarzałe nagle oblicze pułkownika.

— Tak — wychrypiał Mitchell i odchrząknął. — Mamy zgodę, nie ograniczony poziom ostrzału i nieograniczony wybór celów, według mojego uznania.

— O mój Boże — powtórzyła bezwiednie Kitteket.

— No, sir — powiedział cicho Pruitt. — Pierwsze, co zrobimy, to oczyścimy chyba Balsam Gap, nie sądzi pan?

— Dobra — odetchnął głęboko pułkownik. Odpiął z nieśmiertelnika kluczyk i otworzył nim sejf nad głową. Wyjął ze środka instrukcję i spojrzał na ostatnią stronę. — Potrzebuję słownego potwierdzenia. Mam kod zgody. Czy wszyscy się zgadzają? Schmoo?

— Tak.

— Pruitt?

— Tak.

— Indy?

— Tak.

— A ja? — spytała Kitteket.

— Nie jest pani oficjalnym członkiem załogi — powiedział pułkownik. — Ale potrzebny mi ten drugi zestaw kodów, który pani odebrała.

Oderwał od książki instrukcji czerwony pakunek z twardego plastiku i złamał wzdłuż perforacji. W środku znajdował się czerwony prostokąt przypominający kartę kredytową. Pułkownik otworzył instrukcję na odpowiednim rozdziale, wziął kody od Kitteket i wykorzystując liczby i litery na karcie, ustalił właściwy kod do wprowadzenia.

Uaktywnienie pocisków szerokiego rażenia wymagało kodów prezydenta. Te z kolei były przetwarzane przez system operacyjny działa. Była to mozolna metoda, ale w przypadku broni jądrowej pośpiech nie popłacał.

Mitchell wystukał ostatnią kombinację cyfr na klawiaturze i zaczekał, aż na wyświetlaczu pojawi się symbol aktywacji. Normalnie była to zielona cyferka; tym razem zobaczył mały symbol nieskończoności, od którego zrobiło mu się niedobrze. Próbując nie zwracać na to uwagi, wpisał „jeden” jako liczbę pocisków, których zamierzał użyć.

— To mój kod. Chorąży Indy?

Indy powtórzyła tą samą procedurę, wyciągając własną instrukcję i wstukując swoje przetłumaczone kody.

Pruitt przynajmniej raz sprawiał wrażenie onieśmielonego.

— Mam zezwolenie na załadowanie pocisku szerokiego rażenia.

1 ... 119 120 121 122 123 124 125 126 127 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)