Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 134
Перейти на страницу:

— O nich proszę się nic martwić — stwierdziła Chan ze śmiechem. — Jedziemy prosto na ich flankę.

* * *

— Spójrz, ugrzęźli! — zaśmiał się Gamasal. — Łatwe mięso!

— Tak, ale jak to zniszczymy, nie wysadzając w powietrze? — odparł jego współdowódca. — To ładna dolina, wolałbym ją zachować w miarę nie tkniętą.

— Hmmm — mruknął Gamasal, machnięciem ręki uciszając ogień oolt’os. — Dobre pytanie. Może powinniśmy dokonać abordażu?

— To chyba dobry pomysł. — Lesenal wyciągnął swoją bomę. — Zresztą i tak wolę miecze.

* * *

— Mamusiu — mruknął Reeves. — Wyciągają miecze.

— To dobrze — zauważył Mitchell zbyt spokojnym tonem. — Daje nam to kilka dodatkowych chwil, żeby załatwić lądowniki.

— Są tylko dwa — powiedział Pruitt zduszonym głosem. — Dam radę.

Ustawił radar na maksymalną rozdzielczość i wycelował działo na godzinę drugą.

— No, chodź do taty.

* * *

— Do wszystkich Stormów — rozkazała kapitan Chan, kiedy kompania minęła szczyt wzgórza i zaczęła zjeżdżać wąską drogą w dół. — Otworzyć ogień do Posleenów, kiedy tylko będą w zasięgu. Po wystrzeleniu całego ładunku próbować zjechać ze szlaku, żeby zejść z drogi następnym.

Na ekranach po lewej stronie widziała SheVę, a po prawej pierwszy lądownik, oddalony nie więcej niż o tysiąc metrów. Nagle uświadomiła sobie, że jeśli lądownik wybuchnie albo Praitt wymierzy za nisko — a wypadek mógł nieco przekrzywić lufę — będzie naprawdę niewesoło.

A już za kilka sekund czekało ją odpalenie ładunków. Na zdrowy rozum wiedziała, co jest gorsze, ale jeszcze nigdy dotąd nie zginęła, a ze Stormów strzelała o wiele razy za dużo. Śmierć w atomowym wybuchu jako alternatywa miała swoje dobre strony.

— Glenn.

— Tak jest, ma’am — powiedziała działonowy, spoglądając przez peryskop na kompanię Posleenów.

— Muszę ci przyznać racją. Powinnam się przenieść; ta robota wciąga.

Chwilę później czołg minął zakręt i zobaczyli rozciągniętą wzdłuż grzbietu wzgórza i zbiegającą w dół kompanię.

— Ognia — powiedziała kapitan, nakierowując wyrzutnię na grupę Posleenów.

— Aaa! — krzyknęła Glenn, łapiąc za spust i ustawiając MetalStorm na „Full”.

Zbocze było porośnięte rzadkim lasem, ale nie miało to znaczenia; penetratory rozniosły drzewa, nawet nie zwalniając. Nie zwolniły również, rozwalając Posleenów.

A dowodem na to, jak straszny w użyciu jest ten system, okazał się fakt, że Stormy nawet nie zauważyły tego, iż SheVa strzela im nad głowami.

* * *

— Cel C-Dek! TYSIĄC DWIEŚCIE METRÓW! ZA BUSKO!

— OGNIA!

— ZA BLISKO!

— TO DYSTANS DLA WALKI WRĘCZ! JESTEŚMY BUN-BUN! ODPALAJ TĘ PIEPRZONĄ ARMATĘ!

Pocisk pomkną! prosto przed siebie, trafił w okręt i wyleciał drugą stroną, zanim eksplodował.

Wybuch miał siłę równą dziesięciu tysiącom ton TNT, ale C-Dek przeżyłby i to, i rozbłysk lotnego uranu. Eksplozja nastąpiła bowiem poza okrętem i ominęła wszystkie wyjątkowo wrażliwe czy delikatne miejsca. Ale fala ciśnienia poszła górą i rzuciła lądownikiem o ziemię. C-Deki mogły wytrzymać dużo rzeczy, ale nie zderzenie z górami Północnej Karoliny z prędkością ponad stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Wewnętrzna konstrukcja statku nie wytrzymała, i to nie przyspieszenia, lecz nagłego wyhamowania.

Fala ciśnienia rzędu kilograma na centymetr kwadratowy, wystarczająco potężna, by zniszczyć solidny budynek, przeszła też po MetalStormach. Ale w porównaniu z uszkodzeniami, jakie odniosły od własnego ognia…

* * *

— Co to było? — jęknęła Glenn.

— Co takiego? — odparła Chan, zwinięta w kłębek.

— To ostatnie łupnięcie. Coś popsuliśmy?

— Nie wiem, ale nie było aż tak źle. Brandon, wynośmy się stąd, musimy zrobić innym miejsce!

— Ma’am, zrobiłbym to, ale nie mogę — powiedział kierowca. — Proszę spojrzeć na drogę.

Glenn wyprostowała się, spojrzała przez peryskop i aż gwizdnęła.

— O rany, to nasza robota? — Całe zbocze było zasłane zwalony mi drzewami. — Nie, to niemożliwe.

— Mówisz, jakbyś była zawiedziona — powiedziała Chan, wypatrując Posleenów. — Lądownik musiał wybuchnąć.

— A my to przeżyliśmy? — spytał Brandon przez interkom.

— Albo przeżyliśmy, albo jesteśmy w piekle — odpowiedziała Chan. — Sama już nie wiem.

* * *

— CEL: MINÓG TYSIĄC SZEŚĆSET METRÓW!

— To piekło, prawda? — krzyknął Reeves z palcami w uszach. Gdyby lądownik wybuchł w tej odległości, w żaden sposób by tego nie przeżyli. — Proszę, powiedzcie mi, że to piekło!

— OGNIA!

— Bo nie może już chyba być GORZEJ!

* * *

Pocisk wszedł w dolny kwadrant, ale potem poszedł w górę pod ostrym kątem i ominął bunkier paliwa. Podobnie jak poprzedni, wyszedł z tyłu okrętu i eksplodował nad nim. Tym razem niniejszy Minóg został zniszczony przez energię kinetyczną głowicy zubożonego uranu, przechodzącej przez jego maszynownię. Pozbawiony mocy i napadu, spadł na wzgórze jak kamień, przewrócił się na bok i zaczął staczać w dół. Prosto na uwięzioną SheVę.

* * *

— NIE! — wrzasnął Pruitt, opuszczając lufę działa, kiedy SheVą zakołysała fala uderzeniowa.

— NIE! — wrzasnął major Mitchell, ale było już za późno. Działonowy wystrzelił.

Pocisk z ładunkiem zubożonego uranu ledwie zdążył zrzucić osłoną, kiedy wbił się w zbocze góry. Pruitt celował w Minoga, ale strzał poszedł za nisko i dziesięciokilotonowy pocisk wszedł prawie dwieście metrów w gnejs i łupek, zanim detonował.

* * *

Major Ryan mrugał jeszcze oczami, próbując pozbyć się powidoków, kiedy zobaczył, że szczyt góry wznosi się ku niebu wraz z Minogiem.

— WYSIADAĆ I POD HUMVEE! — krzyknął, natychmiast wprowadzając swoje słowa w czyn. Złapał zestaw detonatora, otworzył kopnięciem drzwi i wyskoczył szczupakiem na ziemię.

* * *

Eksplozja nie była pozbawiona wdzięku. Pocisk wbił się blisko środka wierzchołka góry i odłupał niemal idealnie kolisty fragment skał i ziemi; w przyszłości miało tu powstać bardzo ładne jezioro. Tony gleby zdławiły jednak w zarodku energię stosunkowo małego wybuchu jądrowego. Materiał najbliżej detonacji antymaterii po prostu wyparował, zamieniając się w plazmę, która zwiększyła jeszcze transfer energii, by ostatecznie stać się lotnymi związkami krzemu i innych składników skały.

Tuż za strefą plazmy skała została bardzo drobno zmielona, a grubość ziaren zwiększała się w miarę oddalania od jądra wybuchu, aż do warstwy zewnętrznej, gdzie znajdowały się dość duże głazy…

… które eksplozja cisnęła setki metrów w górę.

* * *
1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)