Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-7418-073-0
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:
— O cholera — powiedział zduszonym głosem Reeves. — Będę rzygał!
— Co się stanie, jak wystrzelę?! — krzyknął Pruitt, ładując pocisk.
— Nie wiem — odparła sztywno Indy. — Jesteśmy na czterdziestostopniowym zboczu i zsuwamy się w dół na wstecznym, a ponadto mamy strzelać w bok przy sześćdziesięciu kilometrach na godzinę. Konstrukcja nie przewiduje żadnej z tych rzeczy!
— A niech to szlag! — mruknął Mitchell.
— Nie daję rady, sir! — krzyknął Reeves. — Jedziemy prosto na urwisko!
— CEL! Minóg, dwa tysiące metrów! — wyrecytował Pruitt.
— Cel blisko! — oznajmił major, mając na myśli, że eksplozja pocisku może uszkodzić działo: minimalny zalecany dystans ostrzału z SheVy wynosił ponad trzy tysiące metrów. — OGNIA!
— Zajmij przełęcz, powiedział — narzekał Gamasal. — Jaki to zaszczyt? Gdzie tu łupy?
— Dostaniemy większą działkę — odparł Lesenal. Pochodzili z jednego gniazda, co było niezwykłym przypadkiem w społeczeństwie Posleenów, i zamiast objąć dowodzenie osobnych oolt, postanowili wspólnie dowodzić jedną kompanią. Być może właśnie to dziwactwo sprawiło, że przystali do Tulo’stenaloora. W porównaniu z Posleenem, który próbował zostać generałem, dwóch dowódców jednego oolt było niczym. — Działkę od każdego, kto będzie chciał tędy przejść.
— Ale kiedy tamci już otworzą inne przełączę, wszyscy będą korzystali właśnie z nich — mruknął Gamasal i skorygował kurs oolt’pos tak, by przelecieć jak najniżej nad grzbietem wzgórza. — Cały czas twierdzą, że mogliśmy zająć tamtą drugą dolinę, tę, którą ludzie nazywają Newfound.
— Ale tam jest zbyt łatwo zagrodzić nam drogę — zauważył Lesenal. — Na tych wzgórzach ludzie i ich snajperzy odstrzeliwuja kessentaiów jak abat. A droga do Balsam jest czysta. I kiedy już tam będziemy, ludzie będą musieli się nagłowić, żeby znaleźć drogę ucieczki. Uważaj też na to działo. Wczoraj mieliśmy szczęście, nie chciałbym, żeby dzisiaj się skończyło.
— Och, fuscirto uut — zaklął Gamasal. — To działo?!
Pocisk SheVy trafił Minoga w górną część kadłuba i ze wszystkich otworów okrętu wystrzeliły strumienie srebrnego ognia. Statek rozmiarów wieżowca natychmiast zniknął z pola widzenia, ale tuż za nim leciał drugi.
Ten drugi Minóg był jednak dla SheVy Dziewięć najmniejszym problemem.
— Aaa! — wrzasnął Pruitt, kiedy zmaltretowany pojazd zjechał bokiem po zboczu, wyskoczył z krawędzi urwiska i spadł z hukiem zrzucanego z nieba tysiąca złomowisk.
Major Mitchell otworzył oczy i zobaczył czerwone światła awaryjne.
— Indy! — krzyknął.
— Jestem, sir — powiedziała chorąży. — Właśnie wywaliliśmy wszystkie bezpieczniki. Gdyby to był odcinek Star Treka, Pruitt latałby już po całym przedziale. Ale nie straciliśmy gąsienic!
— Nic nie mam, sir! — zgłosił się Pruitt. — A mam nad sobą drugiego Minoga!
— Widziałem — odparł Mitchell. — Podaj status, Indy!
— Pracuję nad tym, sir — powiedziała chorąży. Wcisnęła kilka guzików i z powrotem zaczęło się pojawiać normalne oświetlenie. — Na razie wszystko działa. Ale nie mogę zagwarantować, że działo jest w porządku, sir. Dostaliśmy mocno po dupie, prawie na pewno mamy uszkodzoną konstrukcję nośną.
— Ja działam! — zawołał Pruitt. — Gdzie ten Minóg?
— Ale ja nie działam! — zameldował Reeves, depcząc gaz; gąsienice SheVy hurkotały w miejscu. — Chyba się zakleszczyliśmy!
Gamasal posadził Minoga w lesie i otworzył rampę desantową.
— Idziemy!
— Po co? — spytał Lesenal. — Mamy zająć przełęcz!
— Działo blokuje nam drogę! — odparł drugi dowódca. — Przejdziemy przez grzbiet wzgórza i zniszczymy je, a dopiero potem wykonamy zadanie. A skoro już tu jesteśmy i wyeliminowaliśmy obrońców…
— Sieć uzna to za nasze włości — dokończył Lesenal. — Sprytne. Zdajesz sobie oczywiście sprawę, że moglibyśmy po prostu schować się za horyzontem i oblecieć ich dookoła. Orostan też o tym wie.
— Jesteśmy prostymi oolt-kessentai — odparł Gamasal, klapiąc grzebieniem. — Jak moglibyśmy na to wpaść?
— Nie, nie, NIE! — wrzasnął Orostan. — Niech je ominą!
— Mają stracić szansę pokonania go na ziemi? — powiedział Cholosta’an. — Nie wspominając o dostaniu włości za zabicie obrońców? Nie ma mowy.
— Besonora!
— Tak, oolt’ondai? — Kessentai trwał u jego boku, zanim Orostan przyłączył się do Tulo’stenaloora. Oolt’ondai zawsze miał go pod ręką, tym bardziej że kończyli mu się godni zaufania kessentaiowie, którzy potrafili pilotować okręty.
— Weź oolt’poslenal. Wybierz najlepszych żołnierzy. Zajmij Baltsam Gap i utrzymaj je, dopóki tam nie dotrę. Nie zawiedź mnie i nie leć za wysoko; niedaleko jest centrum obrony.
— Tak jest, oolt’ondai — odpart kessentai. — Już idę.
— Do wszystkich okrętów — wezwał Orostan przez komunikator. — Zniszczyć to DZIAŁO!
— Majorze Mitchell, co z wami? — spytała Chan.
— Utknęliśmy — odpowiedział spokojnie dowódca SheVy. — Jesteśmy zaklinowani między dwoma urwiskami, w rozpadlinie. Na szczycie wzgórza nad nami jest kompania Posleenów. W każdej chwili spodziewamy się ataku. Prawdopodobnie w okolicy są też inne lądowniki. Powinny już niedługo się pojawić.
— Jest jakaś szansa, że się wydostaniecie?
— Och, jasne — odparł z sarkazmem major. — Potrzebna nam tylko ekipa saperów, żeby wysadzić urwiska w powietrze.
— Jezu! Co to było? — spytała Kitteket, słysząc niosące się po górach echo huku.
— Działo SheVa — odparł major Ryan. — Prawie na pewno, nic nie brzmi tak samo jak ono. Moim zdaniem gdzieś przy Betty Creek.
— Jak, u diabła, SheVa dostała się nad Betty Creek?
Całą noc jechali po górskich grzbietach dróżkami szerokości ostrza noża. Byłoby im łatwiej przejechać czymś mniejszym niż humvee; idealny byłby stary wojskowy jeep. Ale mieli tylko humvee.
Często musieli wysiadać i pospiesznie poszerzać drogę, a w kilku przypadkach nawet budować prowizoryczne mosty nad nieprzejezdnymi rozpadlinami. Przy każdej przeszkodzie major rzucał się do pracy; wysadzał skały, ścinał drzewa i zasypywał dziury, Nikł nie mógł powiedzieć, że umywa od tego ręce.
Teraz saperzy najgorsze mieli już za sobą i jechali w dół. Najwyraźniej w sarn środek następnej bitwy.
— Myślałam, że SheVa wyleciała w powietrze — powiedziała Kitteket.
— Słyszałem, że ściągają nową — odparł zamyślony Ryan. — Jedźmy w stronę Betty Creek — ciągnął, przewijając mapę. — Przed nami będzie skręt w lewo w leśną drogę. Proszę tamtędy pojechać.
— Jedziemy w kierunku SheVy — powiedziała z zastanowieniem specjalistka. — W sam środek bitwy.
— Och, zanim się zbliżymy, będzie już po bitwie. Tak czy inaczej.
— Majorze! — zawołała przez radio Chan. — Znad wzgórza nadlatują dwa lądowniki, Minóg i C-Dek. Na waszej drugiej i jedenastej.
— Mam — odparł spokojnie Mitchell, kiedy pierwsze pociski karabinów magnetycznych zabębniły o pancerz SheVy. — Ale nie sądzę, żebyśmy musieli się tym przejmować. Za chwilę zaszczypią nas na śmierć liliputy.