Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 134
Перейти на страницу:

— Jest tu miejscowa milicja — odparł kapitan. — Byli przy moście jeszcze przede mną. Posłałem ich, żeby mieli oko na okolicę. Teraz rozstawili się ze swoimi czterokołowcami po całych wzgórzach.

— A więc zadbał pan już o ewakuację miasta — powiedział Ryan, kręcąc głową. — Pogratulować sprawności.

— Dziękuję — uśmiechnął się kapitan. — Może wyglądam jak Torg, ale tak naprawdę jestem jak Zoe.

— A więc co z mostem, Zoe?

— Byłbym wdzięczny, gdyby pan się tym zajął, sir. Powierzyłem to zadanie sierżantowi, który ma doświadczenie z materiałami wybuchowymi, ale przyznał, że nigdy nie wysadzał niczego tak wielkiego. A Wschód bardzo stanowczo domaga się zniszczenia mostu. No, muszę wracać do swoich zajęć.

— Jasne, kapitanie, powodzenia.

Ryan sprawdził, czy ci, których w myślach nazywał „bandą ośmiu” — na razie nie wiedział nawet, jak większość z nich się nazywa — zeszli z SheVy. Żołnierze zatrzymali się przy wartownikach na moście. Major był pewien, że niedługo pójdą spać — odpoczynek na stalowej kołyszącej się podłodze wielkiego czołgu nie był specjalnie udany. Upewniwszy się, że nic im nie jest i że wie, gdzie są, na wypadek, gdyby ich potrzebował, ruszył w stronę mostu, aby obejrzeć podłożone ładunki.

Most był solidną konstrukcją z betonu i stali, wznoszącą się nad rzeką na czterech przęsłach, około trzydziestu metrów nad powierzchnią wody. Rzeka była głęboka i rwąca, więc po zniszczeniu mostu będzie nic do przebycia dla Posieenów. A zbudowanie nowej przeprawy będzie dla Indowy trudne i tempo posuwania się obcych znacznie zmaleje. Zakładając, że most faktycznie runie.

Materiały wybuchowe — jak często pokazywano na filmach — podłożono w miejscach połączenia przęseł z mostem. Było ich jednak za mało, by mogły coś zdziałać. Łączenia były dość mocne i elastyczne.

Same przęsła były okrągłymi betonowymi X-ami, mierzącymi niecałe półtora metra średnicy w miejscach łączenia. Gdyby podłożone na górze ładunki owinąć dookoła przęseł, most runąłby natychmiast. Przełożenie materiałów musiałoby trochę potrwać, a czasu było niewiele.

Gdyby jednak doszło do najgorszego, zawsze można poprosić Bun-Buna o pomoc.

* * *

— Dobra, Schmoo — powiedział major Mitchell. — Ci mili ludzie, którzy zarządzają tym mostem, oczyścili miasto. Masz przejechać przez rzekę na wschód od mostu, a potem skręcić do miasta i znów skręcić na drogę 107. Gdzieś tam czekają nasze uzupełnienia.

— Zrozumiano, sir — odparł szeregowy. — Żegnaj, Dillsboro.

Kierowca docisnął gaz i ostrożnie wjechał przodem pojazdu do rzeki. Rzeka, mająca w tym miejscu około dwóch metrów głębokości i nurt o prędkości dziesięciu węzłów, dla większości czołgów byłaby nie do przebycia. Ale kiedy tylne gąsienice SheVy ledwie dotknęły powierzchni wody, przednie były już na drugim brzegu.

A tam wznosił się stromy wał. Normalnie sprawiałby wrażenie poważnej przeszkody, ale po przebyciu Betty Gap nie był wart nawet wzmianki. Bun-Bun wjechał po prostu pod górę, miażdżąc kilka domów, i zjechał z drugiej strony wału. Na szczęście słynna polityka „spalonej ziemi” miała zastosowanie tylko na nadbrzeżnych równinach, w przeciwnym bowiem wypadku każdy dom byłby potencjalną miną przeciwczołgową.

— Sir — powiedziała Kitteket. — Mam tu grupę, która twierdzi, że jest naszą eskortą. Oczyścili Dillsboro, ale mówią, że mają problemy z ewakuowaniem ludzi z Sylva.

37

Dillsboro, Północna Karolina, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
16:23 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, niedziela, 27 września 2009

Ryan wysłał ekipę saperów, wzmocnioną własnymi ludźmi, do przekładania ładunków, a potem wrócił na piechotą do stanowiska dowodzenia kapitana Andersona. Kiedy tam dotarł, od razu zorientował się, że coś jest nie tak; kapitan miał zacięty wyraz twarzy, a grupa radiooperatorów milczała, zamiast nadawać i rozmawiać, tak jak to robili, kiedy major był tu po raz pierwszy.

— Co się stało? — spytał.

— Posleeni znów przemieścili się w powietrzu — odparł Anderson, wpatrzony w zamyśleniu w dal. — Siłami C-Deka właśnie zajęli Balsam Gap. Wylądowali na Blue Ridge Parkway i zaatakowali tamtejszą załogę. Załogi już nie ma.

— O cholera — zaklął Ryan, przypominając sobie mapę okolicy. Przez ciąg wzgórz między nimi a Asheville i Knoxville prowadziły tylko trzy drogi. Krajowa 23 szła przez Balsam Gap prosto do Asheville. Krajowa 19, przecinająca w Cherokee drogę 441, biegła mniej więcej równolegle i przecinała wzgórza w Sotco Gap. A 441, omijając je w Newfound Gap, prowadziła w dół, do doliny Cumberland. Wojsko mogło ruszyć drogą numer 19, ale ta trasa, podobnie jak 441, była węższa, a tym samym wolniejsza. A przepchnięcie wszystkich zgromadzonych sił tą jedną drogą byłoby, zdaniem majora, niemożliwe. Pojazdy nie mogły by też „ulotnić” się, tak jak to zrobiły w Gap; wzgórza w tej okolicy były tak strome i wysokie, że nie było przez nie innych przejść.

— Kto reaguje? — spytał.

— Z Asheville wychodzi dywizja — powiedział Anderson. — Ale jakoś nie mogą się zebrać; są dość zieloni, a do tego trzeba było ich wyciągnąć z umocnień dookoła miasta. Może uda im się wyrzucić Posleenów z Gap, ale według raportów kucyki okopują się tam. A C-Dek wspiera ich ogniem podczas natarcia. Nie… nie sadzę, żeby udało im się odzyskać przełęcz w niedługim czasie.

— Niech to szlag — mruknął Ryati. — Wie pan już, co robić?

— Mniej więcej. Miałem kilka minut, żeby się nad tym zastanowić. Zbiorę cały niepotrzebny mi tu personel i sprzęt i wyślę ich drogą 441. To najgorsza trasa i na nic nam się nie przyda, a przynajmniej nie będą nam tu przeszkadzać.

— A tych, których potrzebujemy, pośle pan drogą 19, zgadza się?

— Tak — potwierdził kapitan. — Wszystkie pojazdy zaopatrzenia, cysterny z paliwem, amunicję, żywność. Wszystko. Wszystko, co jest absolutnie konieczne. Nawet całą łączność i rozpoznanie poślę drogą 441.

— Słusznie. A siły bojowe? — Niektórym oddziałom — małej grutpie czołgów M-1E1, artylerii, bradleyom, a także garści piechoty, która przyszła tu albo przyjechała na ciężarówkach — udało się wydostać z Gap.

— Pchnę ich wszystkich do Balsam — powiedział chłodnym tonem kapitan.

— To… samobójstwo — odparł po chwili major. — To nie jest nawet zorganizowana jednostka.

— Mamy trochę artylerii i sporo piechoty — powiedział, krzywiąc się, Anderson. — Nie… nie będzie łatwo, ale jestem pewien, że damy radę. Snajperzy lokalnej milicji wciąż spowalniają marsz Posleenów w dolinie Savannah. Ale jeśli damy się złapać między dwie hordy… zmiotą nas. Dlatego zlikwidowanie obcych na przełączy i odbicie jej jest dla nas absolutnym priorytetem.

— Słusznie — powiedział po chwili Ryan. — Nie możemy pozwolić, żeby się połączyli.

— Może nam się uda ich odeprzeć — stwierdził z powątpiewaniem Anderson. — I tak spróbujemy.

Ryan spojrzał w niebo i w zamyśleniu potarł podbródek.

— Przyszło mi coś do głowy.

— Tak, sir?

— Mamy SheVę, dopiero co przeładowaną.

— To fakt. Ma na wyposażeniu pociski szerokiego rażenia?

— Aha. Ma pan jeszcze łączność z Dowództwem Wschód?

— Tak. Mam nawet łącze wideo.

— To dobrze — uśmiechnął się Ryan. — Chcę zobaczyć twarz generała Keetona.

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)