Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 134
Перейти на страницу:

Chłopiec przełknął ślinę i odchrząknął.

— Je… jesteś młoda.

Shari wyglądała tak, jak musiała wyglądać w liceum. Włosy miała trochę dłuższe niż poprzednio, jakby w komorze czas płynął szybciej, i była platynową blondynką. Piersi miała duże, wysokie i jędrne, a wszelkie skazy i zmarszczki zniknęły, jakby nigdy nie istniały. Spojrzała w dół, na wciąż owijające ją bandaże, i pokręciła głową.

— Nawet plamy krwi zniknęły — szepnęła.

— Ale nie zaszyto ci dziury w koszuli — powiedziała Wendy, wkładając palec w rozdarcie i dotykając jej ciała. — Za to nie ma nawet blizny. Jak się czujesz?

— Dobrze. — Shari ze zdumieniem patrzyła na swoje ręce. — Dobrze. Lepiej niż od wielu lat. Czuję się silna. Co się stało, do diabła?

— To najwyraźniej placówka, w której mnie poskładali — powiedziała Elgars. — Pomyślałyśmy, że będziesz wolała pełny upgrade. Obejmował między innymi odmłodzenie.

— O jej. — Shari z zachwytem przyglądała się swojej gładkiej skórze. — Mike będzie… — Nagle przerwała i skrzywiła się. — Chyba już nie.

Na chwilą jej oczy zaszły łzami.

— Co ty, jest twardy — powiedziała Wendy. — Ruszymy na północny zachód. W ten sposób powinniśmy obejść Posleenów. Kiedy dotrzemy do jakiegoś bezpiecznego miejsca, poszukamy go w bazach danych ocalałych osób.

— O ile wydostaniemy się stąd — powiedziała w zamyśleniu Shari.

— Okazuje się, że tutaj jest tylne wyjście — poinformowała ją sucho Elgars. — To jeszcze jeden drobiazg, o którym budowniczy tych korytarzy zapomnieli wspomnieć mieszkańcom tego miasta.

— Możemy wyjść bezpośrednio na Pendergrass — dodała Wendy. — Nie ma na co czekać.

— W takim razie chodźmy — powiedziała Shari, wstając i zdejmując bandaże.

Ale Wendy nawet się nie ruszyła, z namysłem patrząc na ołtarz.

— SI, ile mamy czasu, zanim dotrze tu pierwszy Posleen?

— Posleeni znajdują się w rejonie hydroponików. Ze względu na ich chaotyczne przemieszczanie się nie można precyzyjnie określić czasu ich dotarcia do tego rejonu.

— Hmmm — mruknęła Wendy. — Myślisz, że starczy nam czasu na pełny upgrade?

— Sądzisz, że to dobry pomysł? — spytała Shari.

Wendy wzięła steyra Shari i rzuciła jej.

— Łap.

Kobieta złapała broń i odciągnęła rygiel, żeby zobaczyć, czy w komorze jest nabój. Potem przełączyła bezpiecznik i opuściła lufą karabinu w dół, trzymając go w pozycji taktycznej gotowości.

— Popatrz, jak ty to trzymasz — uśmiechnęła się Wendy. — Powiedz „ognia”.

— Po co? — spytała ostrożnie Shari. Nie wiedziała, dlaczego tak trzyma karabin, ale… czuła, że tak właśnie powinno się to robić.

— Po prostu powiedz.

— Ognia.

— No widzisz — uśmiechnęła się jeszcze szerzej Wendy. — Ani śladu akcentu. Naprawili błędy po testach na Elgars.

— Mówcie mi „królik”. Doświadczalny — oznajmiła kwaśnym tonem kapitan.

— No dobrze, komputer — powiedział Wendy. — Starczy mi czasu?

— Nie wiadomo. Jeśli Posleeni sforsują zewnętrzne drzwi, mam rozkaz zlikwidować tę placówkę z umyślnym narażeniem na szkody — powiedziała SI. — Będę zmuszona prosić was o wyjście.

— A co się stanie, jeśli będę w komorze, kiedy to nastąpi?

— Lepiej, żeby pani tam nie było.

Wendy popatrzyła na pozostałe dwie kobiety.

— To pewnie moja jedyna szansa na odmłodzenie. Jeśli to nie jest życie wieczne, to coś bardzo zbliżonego.

Shari westchnęła.

— Dawaj.

— Komputer — powiedziała Elgars. — Wykonaj pełny upgrade tej pacjentki.

— Dobrze — odparła SI. — Proszę się położyć.

W tym czasie, kiedy czekały, Elgars kazała komputerowi ściągnąć plan wyjścia, a Shari dopilnowała, żeby wszystkie dzieci były gotowe do drogi. Uspokoiła je i przekonała, że naprawdę jest tą samą panną Shari. Po sprawdzeniu trasy i ustaleniu, że nie powinno tam być żadnych Posleenów, wzięła Amber na ręce i zaczęła ją karmić z butelki.

Mniej więcej właśnie wtedy pokrywa otworzyła się.

— Hej — powiedziała Wendy. — To działa jak zastrzyk hiberzyny. Wcale nie czułam upływu czasu.

— Jest jakaś różnica? — spytała Elgars.

— Czuję się silniejsza — odparła Wendy. — Jakby… jakbym miała więcej pary. Jakbym naładowała akumulatory.

— Dobrze, chodźmy — powiedziała Shari, biorąc na jedno ramię dziecko, a na drugie karabin. — Nie chcę, żeby to wszystko „zlikwidowało się z umyślnym narażeniem na szkody” nam na głowę.

— Wiemy, dokąd idziemy? — spytała Wendy.

— Już tak — odparła Elgars, podnosząc pad. — Ale… Komputer, można prosić o duszka?

— Oczywiście — powiedziała SI i w powietrzu zabłysnął jeden z mikrytów.

— Możemy iść — stwierdziła kapitan.

— Dobrze — powiedziała Wendy. — Ruszamy.

Wyszli lewym wyjściem i minęli serię zakrętów, dwa razy przechodząc przez wielkie wrota, które kojarzyły się Wendy z zastawkami serca, aż dotarli do kolejnego pomieszczenia, jeszcze większego niż to, w którym stała komora odmładzająca. Na środku sali, mierzącej blisko pięćdziesiąt metrów szerokości i niemal tyle samo wysokości, stało coś, co wyglądało zupełnie jak okrągły purpurowy bochenek chleba.

— Co to jest? — spytała Elgars. Duszek zniknął w oddali.

— To komora transportowa — odparła SI, kiedy półkula otworzyła się, ukazując wejście. Było o wiele za niskie dla człowieka normalnego wzrostu. Elgars musiała przykucnąć, żeby nie uderzyć głową o krawędź.

Wnętrze było równie nieprzyjemne i odpychające jak korytarze. Wypełniała je purpurowo-niebieska pianka, poznaczona smugami brązowawej zieleni.

— Proszę zająć miejsca — rzekła SI. — Transport opuszcza stację.

Wszyscy usiedli na podłodze i rozejrzeli się, czekając, aż urządzenie ruszy. Komora nie miała żadnych okien, więc nie można było sprawdzić, co się dzieje na zewnątrz. Była autonomicznym, zamkniętym uniwersum.

— SI? — spytała po chwili Elgars. — Kiedy ruszymy?

— Jesteście już w połowie drogi do góry Pendergrass, kapitan Elgars.

— Och. — Rozejrzała się jeszcze raz i wzruszyła ramionami.

— Tłumiki inercyjne — powiedziała Wendy. — Mają coś takiego na statkach kosmicznych; „wytłumiają” ruch.

— W porządku — powiedziała Shari, wzruszając ramionami. — Kiedy dojedziemy?

— Już jesteśmy — stwierdziła Wendy. Drzwi otworzyły się.

— Nie jest dobrze — powiedziała Elgars. wychodząc na ledwie widoczną w ciemności ziemię. Byli w wielkiej i najwyraźniej naturalnego pochodzenia jaskini. Nie było za to nigdzie widać tunelu prowadzącego w głąb góry. Zupełnie jakby komora transportowa przeniknęła przez skałę. — No, teraz to już się boję.

— Niedługo będzie świtać — powiedziała Shari. — Musimy pozwolić dzieciom przespać się. Mnie też przydałby się odpoczynek.

— Zimno tu — stwierdziła Wendy, okrywając się ciasno podartą, koszulą. — Może moglibyśmy przespać się w komorze?

— I niespodziewanie wrócić do Podmieścia? — zaprotestowała Elgars.

— Mamy koce — powiedziała Shari. — Możemy przespać się tutaj. Jeśli przytulimy się wszyscy razem, nie będzie tak źle.

— Dobrze. — Wendy rozejrzała się dookoła. — Pod ścianą. Możemy rozpalić ognisko?

— To raczej zły pomysł — rzekła Elgars. — Światło i ciepło mogą przyciągnąć czyjąś uwagę. Musimy wytrzymać tylko tę jedną noc, a rano znajdziemy coś lepszego.

1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)