Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 134
Перейти на страницу:

— Potrzebuje pani informacji, kapitan Elgars? — Głos dobiegał wprost ze ściany.

Elgars oderwała od swojego munduru rączkę jednego z dzieci i rozejrzała się.

— Kto pyta?

— Mówi SI tej placówki, pani kapitan — odparł głos. — Potrzebuje pani pomocy?

— Mamy rannego — powiedziała Wendy. — Potrzebna nam pomoc medyczna.

Nie było odpowiedzi.

Elgars popatrzyła na Wendy i wzruszyła ramionami.

— Mamy pacjenta, potrzebna nam pomoc medyczna — powtórzyła.

— Proszą iść za duszkiem — rzekła SI i w powietrzu pojawił się jeden z niebieskich świecących mikrytów. — Zaprowadzi panią do lecznicy.

Grupa ruszyła za duszkiem. Ostre gwizdy i bulgotanie w krętym korytarzu nie cichło ani nawet się nie zmieniało, ale w miejscu, do którego akurat się zbliżali, robiło się jaśniej; przed nimi i za nimi światło przygasało.

Mijali niskie, przeważnie puste pomieszczenia, W kilku z nich stały niskie stołki albo kżały zadziwiająco podobne do muchomorów poduszki, w jednym zaś była niska ława i stół, które wyglądały, jakby były przeznaczone dla dzieci. Po obu stronach było też sporo pomarszczonych odcinków ścian, które mogły być zamkniętymi przejściami do innych pomieszczeń albo po prostu dziwaczną, architekturą wnętrza.

W końcu dotarli do nieco wyższej niż pozostałe sali. Na środku było niewielkie podwyższenie, na nim zaś stało coś na kształt przykrytego szkłem ołtarza.

— Proszę umieścić pacjenta w komorze — rozległ się dźwięczny głos SI, a duszek zamigotał i zniknął. Pokrywa komory jakby rozpłynęła się; nie odsunęła się ani nie złożyła, jak zrobiłby to pamiętający plastik.

— Co się z nią stanie? — spytała Wendy.

— SI, odpowiedz na to pytanie, proszę — powiedziała niecierpliwie Elgars. — I na wszystkie inne pytania tej osoby.

— Nanokomora naprawi pacjenta — odparła SI. — Do wyboru jest leczenie, leczenie i odmłodzenie albo pełny upgrade.

Wendy powoli położyła Shari na ołtarzu.

— Komputer, na czym polega pełny upgrade? — spytała.

— Pacjent zostanie obdarzony nanomatycznie wspomaganą muskulaturą i strukturą kostną oraz możliwością szybkiego leczenia — odparła beznamiętnie SI. — A także wszczepią mu umiejętności bojowe.

— O cholera — powiedziała Elgars. — Komputer, dlaczego ja mam dostęp do tej placówki? Czy dlatego, że jestem oficerem?

— Nie, pani kapitan. Dlatego, że jest pani pacjentem w trakcie terapii.

— O Jezu Chryste — powiedziała Wendy. — Ile trwa leczenie?

— Uleczenie wykrytych uszkodzeń potrwa około dziesięciu minut. Pełny upgrade około piętnastu.

— Sukinsyny, sukinsyny, sukinsyny — wymamrotała Wendy. — SUKINSYNY!

— To cały czas tu było — stwierdziła gorzko Elgars.

— Mogli w każdej chwili wyleczyć Davida.

— Albo odmłodzić starców.

— „Wymagałoby to miesięcy w kadziach regeneracyjnych” — zacytowała rozżalona Wendy. — Pytanie brzmi, czy Shari chce mieć cudze wspomnienia.

— Od czasu doświadczenia z kapitan Elgars system został ulepszony — odpowiedział radośnie komputer. — Pamięć drugorzędna i skutki osobowościowe zostały znacznie ograniczone. Zresztą w przypadku kapitan Elgars wszczepienie pełnego rdzenia osobowości było konieczne ze względu na całkowitą utratę pierwotnej funkcji.

— Powiedz to po ludzku — warknęła Elgars.

— Annie Elgars nie istniała, była martwa. Wskutek rozległych uszkodzeń mózgu nieodzowne okazało się skasowanie wszystkich jego funkcji z wyjątkiem tyłomózgowia i załadowanie od nowa rdzenia osobowości pacjenta, który nie odniósł znaczących obrażeń natury neurologicznej.

— Niech to szlag — powiedziała cicho Elgars, siadając na podłodze. — Kto to był?

— Ta placówka nie dysponuje taką informacją — odparł komputer. — Część rdzeni osobowości przywieźli na Ziemię Tchptch, inne zostały zebrane na Ziemi.

— Komputer — rozkazała Wendy. — Pełny upgrade.

— To polecenie musi wydać kapitan Elgars.

— Zgadzam się — szepnęła Elgars. — Zrób to.

W tym momencie pokrywa zamknęła się i zrobiła nieprzezroczysta, zasłaniając ciężko ranną kobietę.

— Annie. — Wendy usiadła obok Elgars i objęła ją ramieniem. — Nie przejmuj się tak. Uratowali cię, i to jedyne, co się liczy.

— Kim ja jestem? — odparła kapitan. — Skurwysyny, nawet nie powiedzieli moim lekarzom. Nic dziwnego, że uważali mnie za czubka. Ja jestem czubkiem.

— Oczywiście, że nie powiedzieli twoim lekarzom, bo musieliby im powiedzieć o tej placówce. I wcale nie jesteś czubkiem. Wszyscy mamy w sobie wielu różnych „ludzi”, Po prostu nie ujawniamy ich wszystkich na raz.

— Jasne, ale to tylko tak się mówi — powiedziała Elgars. — Ja na prawdę jestem wieloma ludźmi. Jak… Frankenstein albo dziewczyna-szmacianka.

— Ja widzę to inaczej — sprzeciwiła się Wendy. — Wydajesz się… ujawniać niektóre osobowości, a potem one znikają, Mówisz już prawie bez akcentu. To pewnie tłumaczy twoje problemy z wymową; nie mogłaś zdecydować się, który akcent jest naprawdę twój. Ostatnio wydajesz się… jakby pełniejsza. Myślę, że w końca wszystko się ułoży. Będziesz… po prostu Annie Elgars, ale… — prychnęła — „upgrade’owaną”.

— Myślałam, że jestem silna z natury — powiedziała kapitan, napinając mięśnie. — A tymczasem to wszystko nanity.

— I ćwiczenia — poprawiła ją Wendy. — Moim zdaniem masz jakby… lepszy start. Ale dalej musisz radzić sobie sama.

Spojrzała na grupę dzieci i pokręciła głową.

— Wydostaniemy się stąd, dzieci. Wszyscy razem.

— Czy mama wyzdrowieje? — spytała przez łzy Kelly. Po dość surowym potraktowaniu przez Elgars dzieci szły bez słowa skargi.

— Według komputera powinna być jak nowa — powiedziała Wendy, biorąc ją na kolana i przytulając. — Pewnie będzie młodziej wyglądać.

— To potrafi coś takiego zrobić’? — spytała Shannon, poprawiając nosidło z Amber. Dziesięciolatka była dzielna jak komandos, ale widać było, że ma już dość.

— Według komputera tak. — Elgars zdjęła jej plecak i postawiła nosidło na podłodze. — Musimy poczekać i przekonać się. A skoro o tym mowa, komputer, czy wiesz, że napadli na nas Posleeni?

— Tak — odpowiedziała SI.

— Czy są jacyś w tej placówce?

— Nie, są w sekcji hydroponicznej.

— Daj mi znać, jeśli to się zmieni, dobrze?

— Hej, komputer — spytała Wendy. — Gdzie się podziali wszyscy technicy?

— Proszę uściślić.

Wendy rozejrzała się dookoła.

— Nie widziałam, żeby kręcili się tu jacyś ludowy czy Kraby. A większość tego sprzętu jest ich własnością. No więc gdzie oni są?

— Główne wejście do tej placówki nie prowadzi przez Podmieście — odparła SI, wyświetlając hologram. — Znajduje się na południowym zboczu góry Pendergrass.

— A więc jest tylne wyjście — warknęła Wendy. — Jeśli kiedykolwiek znajdę tego, kto to zbudował i zachował w tajemnicy, wyrwę mu serce i pożrę je na jego oczach.

— No, to lekka przesada — stwierdziła Elgars. — Nie byłoby rozsądniej po prostu go zabić?

— Nie, nie chce, żeby ktoś znów tak nas wyruchał. Boże, ale jestem wściekła.

— Na co? — spytała Shart, siadając.

Pokrywa zniknęła tak bezgłośnie, że nikt tego nie zauważył. Nikt poza Billym, który siedział ze zdziwionym wyrazem twarzy.

— Ma… mamo? — zaskrzeczał.

— Billy! — zawołała Shari. — Ty mówisz!

1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)