Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 134
Перейти на страницу:

— A więc zostaniesz tu i dasz się wysadzić? — spytała gorzko Shari.

— Nie ma mowy! — odparła Wendy. — Zamierzam wynieść się stąd w cholerę, jeśli dam radą. I zabrać ze sobą ciebie i dzieci! Nastawiłyśmy bombę na sześć godzin…

— Około czterech minut temu — wtrąciła Elgars, patrząc na wyświetlacze. — Więc proponuję, żebyście obie szybko się dogadały.

— Cholera — powiedziała cicho Shari. — Dobrze, dobrze, chodźmy. — Spojrzała w górę, na resztę Podmieścia. — Przykro mi.

— Mnie jest przykro, że nie zginęłam w sekcji A — powiedziała Wendy, kładąc jej dłoń na ramieniu. — Tak by było… prościej. Ale przypieprzymy Posleenom, i to się liczy.

— Słuchajcie, możecie sobie tutaj dyskutować do usranej śmierci — powiedziała Elgars, ruszając do drzwi — ale ja spadam.

— Zgoda. — Wendy poszła za nią. — Zgoda.

Shari jeszcze raz spojrzała na pulpit, a potem odwróciła się, by ruszyć za nimi, kiedy otworzyły się północne drzwi.

Posleeński normals jednym spojrzeniem objął trzy kobiety, a potem zaczął biec w ich stronę kołyszącą się kładką, ściągając z grzbietu karabin magnetyczny.

Wendy odwróciła się i z krzykiem wycelowała w niego MP-5.

— NIE! — wrzasnęła Elgars, wyrywając jej pistolet maszynowy. — Wysadzisz nas w powietrze!

— Żryj azot, dupku! — krzyknęła Shari, tryskając strumieniem ciekłego azotu na kładkę i Posleena.

Obcy zatrzymał się i popatrzył na lecącą łukiem ciecz. Wydawał się nie rozumieć, po co thresh spryskuje kładkę białym płynem. Ta po chwili rozpadła się pod jego ciężarem i wojownik runął w dół, do zbiornika amoniaku, wypuszczając w locie serię pocisków.

— A niech to — powiedziała Wendy, podnosząc się z ziemi. — O cholera, Shari.

Shari leżała na plecach i obiema rękami trzymała się za brzuch; krew przeciekała przez kratę kładki na podłogę w dole.

Wendy podeszła do niej i obróciła ją na brzuch, odsłaniając wielką ranę wylotową po magnetycznym pocisku.

— Aaa! — zawyła z bólu kobieta. — O, Boże, Wendy! Nie czuję nic od pasa w dół!

— To dlatego, że kula przeszła przez kręgosłup — powiedziała ze smutkiem Wendy. Przyłożyła opatrunek i pomachała na Elgars. — Przyciśnij to.

— Musimy już iść — powiedziała kapitan, dociskając bandaż.

— Tak — odparła Wendy. — I pójdziemy, za chwilę.

Rozpakowała iniektor z hiberzyną i przyłożyła go do szyi Shari.

— Co to jest?

— Hiberzyna. Nie mogę cię ruszyć, kiedy jesteś przytomna.

— Nie chcę zasypiać — wyjęczała Shari. — Dzieci mnie potrzebują.

— Ale nie potrzebują ciebie z wielką dziurą na wylot — powiedziała Elgars. — Nie pomożesz im, krzycząc za każdym razem, kiedy cię poruszymy.

— Jesteśmy już prawie w windzie — powiedziała z rozpaczą Wendy. — Wyniesiemy cię, nie będzie tak trudno wynieść cię na górę.

— O Boże — jęknęła Shari. Jej usta zsiniały, zaczęło jej się robić zimno. — Nie mogę teraz umrzeć.

— Nie umrzesz — obiecała Wendy. Przycisnęła iniektor do jej szyi i patrzyła, jak kobieta staje się coraz bardziej bezwładna. Niemal od razu jej twarz nabrała kolorów; to nanity skierowały krew do mózgu.

— Dobra, idziemy — powiedziała Elgars.

— Pieprzę — odparła Wendy. — Musimy znaleźć lecznicę i nosze. — Wyjęła pakiet medyczny, a z niego kilka klamer. — Jeśli uda mi się chociaż trochę ją połatać, hiberzyna pomoże jej nie wykrwawić się po drodze.

— Nie możesz jej operować! — warknęła Elgars. — Mamy sześć godzin, żeby się stąd wynieść, albo wszyscy zamienimy się w galaretę! Musimy iść.

— NIE ZOSTAWIMY JEJ! — wrzasnęła Wendy, zrywając się na nogi i przysuwając twarz niemal do samej twarzy kapitan. — NIE! ROZUMIESZ?!

Elgars nie przestraszyła się, nie odwróciła wzroku, ale po chwili cofnęła się.

— Większość zakładów medycznych klasy jeden była tam, gdzie byli ludzie. Niewiele możemy zrobić, chyba że kończyłaś wieczorowy kurs internisty urazowego.

— Możemy ustabilizować jej stan — powiedziała Wendy, wskazując machnięciem ręki konsolę. — Znajdź lecznicę, w której nie było by pełno Posleenów.

— To niemożliwe — odparła Elgars, kręcąc głową. Mimo to wystukała żądanie informacji o najbliższej, w pełni wyposażonej lecznicy. Baza danych zażądała od niej podania nazwiska i hasła, i kiedy Elgars podała jedno i drugie, dowiedziała się, że niecałe trzy kwadranty dalej znajduje się lecznica klasy jeden. Według mapy mieściła się w ścianie głównego sektora.

— Mamy lecznicę tuż obok — powiedziała Elgars. — Te drzwi, których nie było na mapie, prowadzą właśnie do lecznicy.

— W takim razie mamy przejebane — zaklęła Wendy. — Nie możemy ich otworzyć.

— Cofnijmy się — zaproponowała Elgars. — Może coś wymyślę.

— Co?

— Nie wiem. Powiem „Sezamie, otwórz się” albo coś takiego.

— Dobrze, idź po dzieci — powiedziała Wendy. — Ja zacznę ją nieść.

— Świetnie. Wysyłasz mnie po dzieci.

— Mnie by nie posłuchały. — Wendy podniosła Shari chwytem strażaka. — Ufff, chyba dojdziesz tam przede mną.

* * *

Kiedy Wendy wniosła Shari do hali ze zbiornikami, drzwi właśnie się otworzyły.

— Jak to zrobiłaś? — spytała. Zasapała się i spociła; to był ciężki dzień.

— Położyłam rękę na panelu — wzruszyła ramionami Elgars. — Jestem żołnierzem, może one otwierają się tylko przed wojskowymi.

W pomieszczeniu po drugiej stronie drzwi były rządy szafek, a na drugim końcu coś, co wyglądało jak śluza powietrzna.

— Pytałaś o lecznicę, tak? — spytała Wendy. Pomieszczenie przypominało raczej wejście do serwerowni.

— Tak — odparła Elgars, prowadząc dzieci do drugich drzwi. One też otworzyły się pod dotykiem jej dłoni. — Tędy. Mapa pokazywała jakąś krętą drogę, zobaczymy, co to oznacza.

Wszyscy stłoczyli się w śluzie i kapitan otworzyła następne przejście.

Światło ze śluzy padło na przeciwległą ścianą i Elgars poczuła dreszcz niemal zabobonnego strachu. Ściana była oczywiście sztuczna, ale wyglądała, jakby była wykonana z materii organicznej, a tunel skracający w prawo mało przyjemnie kojarzył się z wnętrzem jelita. Purpurowego jelita.

W oddali coś bulgotało, ale nie tak, jak bulgocze źródełko czy fontanna, lecz raczej na podobieństwo pracującego żołądka. Z bliższej odległości dobiegało wysokie, ostre pogwizdywanie. Powietrze pachniało dziwnie i obco, kwaśną słodyczą, która sugerowała, że nie znajdują się już w naturalnym środowisku człowieka.

— A to dopiero — mruknęła Wendy.

* * *

Elgars zważyła w rękach karabin i rozejrzała się po purpurowym tunelu.

— Nie podoba mi się to. Wcale mi się to nie podoba.

Wendy poprawiła bezwładne ciało Shari i na tyle, na ile mogła, wzruszyła ramionami.

— Nie obchodzi mnie, czy ci się tu podoba. Gdzieś tu jest lecznica i musimy ją znaleźć.

— Gdzie jest terminal informacyjny? — zapytała raczej retorycznie Elgars.

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)