Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
cały czas stał odwrócony plecami i Harry poczuł ukłucie żalu.
Nie, nie może mieć wyrzutów sumienia! Postąpił słusznie! To Snape zachował się jak
skończony dupek!
Zarzucił torbę na ramię i opuścił klasę, odprowadzony pełnymi niedowierzania i
poruszenia spojrzeniami. Kiedy przekroczył próg Sali, nie potrafił się powstrzymać i
trzasnął drzwiami. Echo poniosło ten dźwięk po rozległych korytarzach lochów.
--- rozdział 23 ---
23. Ice & fire.
It's in your eyes, what's on your mind
I fear your smile and the promise inside
It's in your eyes, what's on your mind
There is no mercy, just anger I find*
Harry siedział na fotelu w Pokoju Wspólnym i wpatrywał się w ogień. W kątach
pomieszczenia przebywało jeszcze kilkoro uczniów, którzy nie mieli teraz żadnych
zajęć. Jacyś pierwszoroczniacy grali w szachy czarodziejów, kilkoro innych osób
odrabiało lekcje, a na drugim końcu pokoju para piątoklasistów przez cały czas
obściskiwała się i całowała. Do uszu Harry'ego od czasu do czasu docierały ich
gorące wyznania:
- Jesteś tylko ty, Skarbie. Kocham cię tak bardzo, że nie potrafię tego wyrazić.
Oddałbym ci swe serce na srebrnej tacy.
- Ja też cię kocham, Misiaczku. Do szaleństwa! Nie potrafię bez ciebie żyć.
Umarłabym, gdyby...
Harry skrzywił się i mimowolnie poczuł odruchy wymiotne. To było tak... ckliwe i
mdłe, iż miał wrażenie, jakby został zmuszony do zjedzenia kilograma najsłodszych
toffi z Miodowego Królestwa. Z obrzydzeniem odwrócił od nich wzrok i ponownie
wpatrzył się w trzaskające płomienie.
Próbował spokojnie przeanalizować sytuację, która miała miejsce na lekcji. Złość
nadal w nim wrzała, ale już nie z taką siłą, jak jeszcze godzinę temu, kiedy gniew
niemal rozrywał go na kawałki. Snape nie powinien się tak zachować! Absolutnie nie
powinien! Nie dość, że potraktował go jak pierwszego lepszego ucznia, to na dodatek
sprawiał wrażenie, jakby Harry coś mu zrobił! A on tak się starał z tym
wypracowaniem, tyle czasu na nie poświęcił... Czy Snape naprawdę musiał tak go
potraktować? Nie spodziewał się, że Mistrz Eliksirów doceni jego wysiłek, ale to, co
zrobił... Harry potrząsnął głową, ponieważ poziom jego gniewu znowu zaczął się
podnosić. Nie myślał, że tak go to dotknie. A czarę goryczy przepełnił nagły i
niespodziewany atak na Hermionę. Jak on mógł się tak zachować? Jak mógł
powiedzieć jej coś takiego? Musiał ją bronić! Musiał się zemścić! Musiał...
Harry zagryzł wargę. Czuł to. Coś dziwnego, co płonęło w nim tak samo mocno, jak
gniew, ale nie potrafił tego zdefiniować. Wtedy też to w nim było. Kazało mu walczyć,
kusić, balansować na granicy, rzucać się do przodu, aby próbować ją przekroczyć,
albo chociaż jej dotknąć. Podszeptywało. Kazało mu sprowokować Snape'a...
W tym samym momencie usłyszał zbliżający się do Pokoju Wspólnego tupot wielu
stóp. Kiedy portret się odsunął, uderzył go szum podniesionych, podekscytowanych
głosów. Odwrócił głowę i zobaczył wlewającą się do pomieszczenia falę Gryfonów.
- Stary! - przez harmider przebił się głos Rona. - Ale dałeś czadu! Wreszcie mu
przygadałeś!
Za nim pojawiła się głowa Neville'a.
- To było niesamowite, Harry. Ja nigdy bym się nie odważył.
- Już cała szkoła o tym plotkuje - wyszczerzył się Ron. - Stałeś się bohaterem!
Zza pleców rudzielca wybiegła Hermiona.
- Och, Harry! - krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. - Dziękuje, ale to było takie...
takie... - Głos jej się załamał. - Takie głupie! - Odsunęła się i spojrzała na niego ze
łzami wdzięczności w oczach. - Nigdy więcej tego nie rób!
Harry, zbyt oszołomiony, by cokolwiek powiedzieć, pokiwał głową i potoczył
spojrzeniem po otaczających go, uśmiechniętych twarzach. Dostrzegł wśród nich
Seamusa, który nie uśmiechał się, ale z pewnością nie patrzył już na niego z taką
nienawiścią, a w jego spojrzeniu można było dostrzec nawet niewielką iskierkę...
uznania.
- To było wspaniałe, ale naprawdę nie chciałbym być teraz na twoim miejscu -
kontynuował Ron, spoglądając na przyjaciela ze zmartwieniem. - Przecież jeżeli
dzisiaj pójdziesz do niego na szlaban, to nie wyjdziesz stamtąd żywy.
- Ron! - ofuknęła go Hermiona. - Przestań go straszyć! Snape jest nauczycielem i nie
może Harry'emu zrobić krzywdy.
"No nie wiem, Hermiono..." - pomyślał Harry.
- Na twoim miejscu znalazłbym jakąś wymówkę.
To była niezwykle kusząca propozycja, ale Harry wiedział, że i tak nie udałoby mu się
uniknąć tego szlabanu. A próby ucieczki skończyłyby się jeszcze gorzej...
- Nie, muszę pójść, bo Snape wścieknie się jeszcze bardziej - powiedział,
uśmiechając się uspokajająco. Ale bardziej po to, by uspokoić samego siebie, a nie
przyjaciół.
- W takim razie będziemy trzymać za ciebie kciuki - odezwał się Neville. - Nie martw
się, Harry. Dasz sobie radę.
- Uhm - mruknął w odpowiedzi, wcale nie będąc tego taki pewny.
Popołudnie minęło błyskawicznie. Dlaczego zawsze, kiedy się na coś czekało z
niecierpliwością, godziny wlokły się gorzej od gumochłonów, a gdy miało nastąpić
coś, czego bardzo się obawiało, to pędziły niczym stado centaurów na polowaniu?
O umówionej godzinie Harry pomógł Ginny wymknąć się z Pokoju Wspólnego,
zagadując Rona i pokazując mu najnowsze karty z członkami drużyny Armat. Nie
potrafił znieść pełnych współczucia spojrzeń Hermiony i okazjonalnego poklepywania
po plecach przez przypadkowych Gryfonów, którzy przechodzili w pobliżu niego i
próbowali dodać mu otuchy.
W końcu nadeszła pora szlabanu. Hermiona życzyła mu szczęścia, Ron zapytał, czy
może zatrzymać jego miotłę, gdyby Harry nie wrócił (za co Gryfonka przyłożyła mu
książką w głowę), Neville uśmiechnął się niepewnie, kilka osób pomachało mu na
pożegnanie (dlaczego miał wrażenie, że patrzą na niego tak, jakby naprawdę miał
już nie powrócić?), po czym odetchnął głęboko i ruszył w kierunku lochów.
Kiedy schodził niekończącymi się schodami nie odczuwał jednak przerażenia. Był
zdenerwowany, a strach zdawał się pożerać jego żołądek od środka, ale to wszystko
na dalszy plan spychała złość, która nadal w nim pulsowała i nie pozwalała myśleć o
niczym innym. Z każdym krokiem wmawiał sobie, że dobrze postąpił i że nie może
pozwolić Snape'owi zmieszać się z błotem. Miał rację i cokolwiek się wydarzy, będzie
jej bronił!
Przystanął przed wejściem do gabinetu i kilka razy odetchnął głęboko, zbierając się
na odwagę. Był dziwnie podniecony. Pewnie to samo odczuwa hazardzista, który
stawia wszystko na jedną kartę. A teraz okaże się, czy przegrał, czy też wręcz
przeciwnie...
Dotknął drzwi, a te otworzyły się z cichym skrzypieniem. Odetchnął jeszcze raz,
zacisnął pięści i szybko przeszedł pomieszczenie, a kiedy przejście do komnaty
Mistrza Eliksirów stanęło przed nim otworem i Harry przekroczył próg, zorientował
się, że Snape'a nie ma nigdzie w salonie. To było dziwne. Przecież zawsze na niego
czekał. Przystanął, rozglądając się. Drzwi za nim zaskrzypiały cicho, przerywając
panującą w pokoju ciszę, i same się zatrzasnęły. Harry poczuł powiew chłodu i
dziwne odczucie niebezpieczeństwa. Kątem oka dostrzegł ruch za plecami, ale