Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]

Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.
1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 55
Перейти на страницу:

— Po cóż miałbym kłamać? — spytał Frigate. — Nie masz czego żałować. Przed końcem dwudziestego wieku znowu się podniosła i to w bardzo niezwykły sposób, choć było już za późno…

Słuchając Jankesa Burton czuł się dumny ze swego kraju. To prawda, za życia Anglia traktowała go gorzej niż podle i zawsze zaraz po powrocie czuł potrzebę, by wyjechać znowu, jednak gotów był oddać za nią życie. Był też bardzo oddany królowej.

— Jeśli domyśliłeś się kim jestem — spytał nagle — to czemu nic o tym nie mówiłeś?

— Chciałem się upewnić — wyjaśnił Frigate. — Poza tym nie mieliśmy czasu na nawiązanie stosunków towarzyskich. Ani żadnych innych — dodał, spoglądając z ukosa na wspaniałą figurę Alicji Hargreave.

— O niej też coś wiem… jeżeli jest tą, o której myślę.

— Więc wiesz więcej niż ja — odparł Burton.

Zatrzymali się. Dotarli na szczyt pierwszego wzgórza i położyli ciało pod olbrzymią, czerwoną sosną. Natychmiast przykucnął przy nim Kazz z krzemiennym nożem w ręku. Uniósł głowę i wypowiedział kilka zdań — zapewne coś w rodzaju pieśni religijnej. Po czym, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, rozciął skórę zabitego i wyszarpnął wątrobę.

Prawie wszyscy członkowie grupy krzyknęli przerażeni. Burton coś mruknął. Monat tylko patrzył.

Kazz wbił swoje wielkie zęby w krwawiące mięso i oderwał duży kawał. Jego potężnie umięśnione, grubokościste szczęki zaczęły poruszać się równomiernie. Przymknął oczy z rozkoszy. Burton podszedł i wyciągnął rękę, by go skarcić. Kazz uśmiechnął się szeroko, odciął spory kęs i podał go Burtonowi. Odmowa wyraźnie go zdziwiła.

— Kanibal! — zawołała Alicja Hargreaves. — O Boże, przeklęty, cuchnący ludożerca! I to ma być obiecany raj!

— Nie jest gorszy od naszyci przodków — zauważył Burton. Doszedł już do siebie po szoku, reakcja pozostałych zaczynała go nawet trochę bawić. — W terenie, gdzie żywność wydaje się trudna do zdobycia, jego działanie jest zdecydowanie praktyczne. Przy okazji rozwiązuje problem pogrzebania ciała bez żadnych narzędzi. Co więcej, jeżeli mylimy się co do logów obfitości jako źródła jedzenia, to niedługo zaczniemy go naśladować.

— Nigdy! — oświadczyła Alicja: — Raczej umrę!

— Tak właśnie się stanie — stwierdził chłodno Burton. — Może oddalimy się nieco i pozostawimy Kazza z jego posiłkiem. Ten widok nie poprawia mi apetytu, a jego maniery przy jedzeniu uważam za równie odrażające, jak amerykańskiego trapera. Albo wiejskiego proboszcza — dodał na użytek Alicji.

By stracić Kazza z oczu, weszli za jedno z wielkich, sękatych drzew.

Nie chcę, żeby chodził za nami — oświadczyła Alicja. — To bestia, zwierzę! Z nim w pobliżu nawet przez sekundę nie będę się czuła bezpieczna.

— Prosiłaś mnie o ochronę — rzekł Burton. — I gwarantuję ci ją, dopóki jesteś członkiem tej grupy. Ale w takim razie nie możesz kwestionować moich decyzji. Jedną z nich jest to, że małpolud zostaje. Potrzebujemy jego siły i umiejętności, bardzo odpowiednich do sytuacji. Musimy stać się dzikusami, więc będziemy się uczyć od dzikusa. Kazz zostaje.

Alicja spojrzała na pozostałych prosząco. Monet zmarszczył brwi. Frigate wzruszył ramionami.

— Pani Hargreaves, proszę zapomnieć, jeśli pani potrafi, o konwenansach i wychowaniu. Nie znaleźliśmy się we właściwie zorganizowanym wiktoriańskim niebie dla wyższych klas. Czy też w jakimkolwiek niebie kiedykolwiek wymyślonym. Nie może pani myśleć i zachowywać się tak, jak na Ziemi. Pochodzi pani przecież ze społeczeństwa, w którym kobiety okrywały się od stóp po szyję, a widok damskiego kolana był podniecającym przeżyciem erotycznym. Jednak wydaje się, że nie jest pani zakłopotana swoją nagością. Nosi się pani — z godnością i powagą, jakby miała pani na sobie habit zakonnicy.

— Nie podoba mi się to — odparła Alicja. — Ale dlaczego miałabym być zakłopotana? Nikt nie jest nagi tam, gdzie wszyscy są nadzy. Tak należy postępować, a nawet tylko tak można postępować. Gdyby jakiś anioł zesłał mi kompletny strój, nie włożyłabym go. To nie byłoby w stylu. Zresztą mam całkiem dobrą figurę. W innym przypadku byłabym pewnie bardziej zakłopotana.

Dwaj mężczyźni roześmiali się, a Frigate stwierdził:

— Jesteś cudowna, Alicjo. Absolutnie. Mogę nazywać cię Alicją? Pani Hargreaves wydaje się zbyt formalnie, kiedy jesteś naga.

Nie odpowiedziała, lecz odeszła i skryła się za pniem wielkiego drzewa.

— W najbliższej przyszłości trzeba będzie jakoś rozwiązać kwestie sanitarne — stwierdził Burton. — Oznacza to, że ktoś będzie musiał określić politykę zdrowotną, a takie mieć siłę, by wprowadzić reguły i wymusić ich stosowanie. Jak uformować ciało prawodawcze, sądownicze i wykonawcze z panującej obecnie anarchii?

— Zajmijmy się bardziej naglącymi problemami — wtrącił Frigate. — Co zrobimy z ciałem?

Był tylko trochę mniej blady niż przed chwilą, kiedy Kazz rozciął krzemiennym nożem ciało zabitego.

— Jestem pewny — odparł Burton — że właściwie wyprawiona ludzka skóra lub należycie przygotowane ludzkie jelita dużo lepiej nadadzą się do robienia powrozów i sznurów niż trawa. Mam zamiar wyciąć kilka pasków. Pomożesz mi?

Tylko szelest liści i traw zakłócał ciszę. Słońce grzało mocno, lecz pot szybko wysychał na wietrze. Żaden ptak nie zaśpiewał; nie zabrzęczał żaden owad. Nagle piskliwy głos dziewczynki przerwał milczenie. Odpowiedziała jej Alicja i mała pobiegła do niej, za drzewo.

— Spróbuję — rzekł Amerykanin. — Ale sam nie wiem. Jak na jeden dzień miałem za dużo przeżyć.

— Zrobisz jak zechcesz — stwierdził Burton. — Ale każdy, kto mi pomoże, będzie pierwszy w kolejce do skorzystania z tej skóry. Możesz jej potrzebować, choćby po to, żeby przymocować ostrze toporka do rękojeści.

Frigate głośno przełknął ślinę.

— Pójdę — powiedział.

Kazz wciąż siedział na trawie obok ciała. W jednym ręku trzymał ociekającą krwią wątrobę, w drugim ociekający krwią kamienny nóż. Na widok Burtona uśmiechnął się poplamionymi wargami i odciął kawałek mięsa. Burton pokręcił głową. Pozostali: Galeazzi, Brontich, Maria Tucci, Filipo Rocco, Rosa Nalini, Caterina Capone, Fiorenza Fiorri, Babich i Giunta nie chcieli oglądać ponurej sceny. Pozostali po przeciwnej stronie grubego sosnowego pnia i rozmawiali cicho po włosku.

Burton przykucnął obok ciała i pociągnął ostrzem noża po skórze od miejsca tuż nad kolanem aż do obojczyka. Frigate stał przy nim i patrzył. Zbladł jeszcze bardziej i drżał coraz mocniej. Ale stał twardo, póki Burton nie zdarł dwóch długich pasów i nie odwrócił ciała tak, by można było wyciąć następne, jeszcze dłuższe.

— Może sam spróbujesz — spytał Amerykanina.

Frigate ujął nóż i zacisnąwszy zęby wziął się do roboty.

— Za głęboko — zauważył Burton. — O, teraz dobrze — dodał po chwili. — Daj mi nóż. Popatrz.

— Miałem sąsiada, który zwykle wieszał króliki za garażem i podrzynał im gardła zaraz po złamaniu, karku — powiedział Frigate. — Raz na to patrzyłem i miałem dość.

— Tutaj nie możesz sobie pozwolić na grymasy i delikatność. Żyjemy w najprymitywniejszych warunkach i trzeba być dzikusem; żeby przeżyć. Czy ci się to podoba, czy nie.

Zza drzewa wybiegł Brontich, wysoki i chudy Słoweniec, kiedyś właściciel gospody.

1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)