Jeszcze może załopotać
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Год: 2019
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788366178175
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Jeszcze może załopotać». Краткое содержание книги:
Dla poległych z Piątego Pieszego wszystkie te teorie i wydumane analizy spisane po bitwie nie mają jednak żadnego znaczenia. Najważniejsze było to, że drugiego dnia po południu prawie czwarta część koczowniczej armii szturmowała nasze pozycje, na lewym skrzydle Pałac Łazienny pięć razy przechodził z rąk do rąk, Dwudziesty Piąty Pułk został dwa razy zepchnięty i dwa razy zebrał się do kupy i odbił teren. Podobno wtedy już cesarz przeniósł punkt dowodzenia do doliny, na Łabędzie Wzgórze, skąd obserwował nasze zmagania.
I podobno wtedy właśnie Laskolnyk omal nie dał głowy”.
* * *
— Nie.
To „nie” zabrzmiało bezdźwięcznie, ponuro, lecz jednocześnie jakoś tak… ostatecznie. Jakby wielki głaz upadł na miękką ziemię, zakołysał się lekko i znieruchomiał.
— Nie?
To drugie „nie” brzęknęło metalicznie, niczym ostrze zgrzytające o okucie pochwy.
Dwóch mężczyzn stało naprzeciw siebie, oddzielonych tylko stołem zawalonym papierami. Obaj lekko pochylali głowy, obaj zaciskali usta i obaj oddychali głęboko, jak ludzie, którzy wiedzą, że jeśli padnie jeszcze jedno nieopatrzne słowo, to nie będzie można już się wycofać i stanie się coś bardzo złego.
Jeden był cesarzem, a drugi barbarzyńcą z odległego plemienia i, jak sam podkreślał, dzikusem i bękartem.
— Nie. — Kolejne słowo głaz upadło między nich. — Nie uderzymy teraz w jakiejś beznadziejnej szarży. Nie zmarnuję moich sił…
— Naszych sił.
— Nie. Moich sił. — Być może tylko dlatego, że Genno Laskolnyk nie uśmiechnął się w tym momencie prowokująco, jego głowa pozostała na karku. — Ja je stworzyłem i wyszkoliłem. I wiem, co potrafią. Pamiętam narady przed bitwą. Mieliśmy wciągnąć większość sił Yawenyra w walkę na przedmieściach i gdy będą zajęci szturmem – uderzyć. Nie wyszło. Wczoraj prosiłem cię, żebyśmy…
— Wasza Wysokość. — cesarz wszedł mu w słowo.
— Co?
— Prosiłem cię, Wasza Wysokość. — Kregan-ber-Arlens kontynuował, uśmiechając się prowokacyjnie. Z nich dwóch on mógł. — Tak masz się zwracać do swojego cesarza, nawet, gdy jesteśmy sami, generale. Jak wygrasz dla mnie tę bitwę, nadam ci przywilej mówienia mi na ty. Ale teraz masz zachowywać wszelkie konwenanse i tytuły, ty głupi barbarzyńco.
Zapadła cisza, a gwardziści stojący przy wejściu do namiotu spięli się, gotowi wtargnąć do środka na pierwszy odgłos przemocy. Ale słowa, które padły, jakkolwiek cedzone przez zęby, brzmiały spokojnie:
— Prosiłem cię, Wasza Wysokość, żebyśmy uderzyli pierwsi. Odmówiłeś. Dałeś mu czas, a on kopał całą noc i zmienił obóz w twierdzę. Do cholery, mam osiem tysięcy kopijniczej jazdy na ciężkich koniach, które połamią nogi, próbując przesadzić szańce koczowników. Mieliśmy uderzyć nimi na Jeźdźców Burzy i zmieść ich jedną szarżą, a nie szturmować palisady i okopany tabor!
— Ciszej, generale. — Cesarz wskazał jedwabne ściany namiotu.
Laskolnyk westchnął głęboko, a właściwie nabrał powietrza i wypuścił gwałtownie, jak bojowy rumak parskający przed bitwą. Był dość młodym mężczyzną, o ciemnych włosach i karnacji zdumiewająco jasnej jak na wschodniego barbarzyńcę. Nosił, jakby chciał podkreślić swoje pochodzenie, sumiaste wąsy, co w Imperium, gdzie mężczyźni golili się gładko, szczególnie rzucało się w oczy, a jego wargi czasem cofały się w dzikim grymasie, obnażając zęby.
Tak jak teraz.
Kregan-ber-Arlens przyglądał się temu grymasowi i z najwyższym wysiłkiem powstrzymywał od odpowiedzenia własnym. Mimo iż przespał się kilka godzin, miał wrażenie, że jest bardziej zmęczony niż wczoraj. W głowie mu szumiało, dłonie drżały, a ten zasrany barbarzyńca, któremu nieopatrznie powierzył kiedyś dowództwo imperialnej kawalerii, ośmielił się kwestionować jego rozkazy. Czy jego lojalność była na pewno niepodważalna? Szczurza Nora donosiła już, że wielu żołnierzy i oficerów Armii Konnej zaczęło w ostatnim roku ostentacyjnie zapuszczać wąsy, co mogło świadczyć o rosnącej wśród nich popularności młodego dowódcy. Zresztą ta popularność nie brała się znikąd, przez ten rok Laskolnyk osobiście poprowadził na północ od Gór Krzemiennych kilka rajdów kawaleryjskich, miażdżąc każdy a’keer Se-kohlandczyków, jaki napotkał na drodze. Na ile można bezwarunkowo zaufać człowiekowi, za którym stoi kilkadziesiąt tysięcy szabel? Jak głęboko wąż ambicji zatopił kły w sercu Genno Laskolnyka?
Przymknął oczy, ledwo powstrzymując kwaśny uśmiech. Ostrzegano go przed tym, kilku zaufanych medyków mówiło, że jeśli zbyt długo będzie odmawiał sobie snu i wypije zbyt wiele pobudzających naparów, w jego umyśle obudzą się demony paranoi i podejrzliwości. Jeszcze kilkanaście dni temu pili z Laskolnykiem do upadłego, rycząc przy tym sprośne piosenki, a teraz co? Każe go ściąć w środku bitwy, bo jego ludzie zapuszczają wąsy?
Powoli wypuścił powietrze.
— A co ja mam zrobić, Genno? Co mam zrobić? Przecież czytałeś raporty.
Obaj czytali. Wojska Yawenyra atakowały miasto od rana, używając drabin, katapult, a nawet wież oblężniczych. W południe padła niemal cała pierwsza linia wałów, tylko w kilku miejscach broniły się odosobnione grupki żołnierzy, ale po tym natarcie zwolniło. Druga linia wałów, ta, która miała „upaść” po pozorowanej obronie, upaść nie mogła, bo nie była atakowana. Za to do Doliny Saweradzkiej koczownicy pchali się jak niedźwiedzie do pasieki. Piąty Regiment błagał o wsparcie, tylko że… Kregan-ber-Arlens wciąż nie wierzył, by Yawenyr naprawdę atakował w tym miejscu na poważnie. W głównym obozie najeźdźców na pewno czaiły się najlepsze oddziały Ojca Wojny, gotowe zdobyć miasto, gdy tylko osłabnie jego obrona.
— Rozumiem. — Laskolnyk przestał szczerzyć zęby, a jego spojrzenie złagodniało. — Dobrze rozumiem, Wasza Wysokość. Ale jeśli zaatakujemy okopanych Se-kohlandczyków, poniesiemy klęskę. Proszę uwierz mi, panie. Wam, Meekhańczykom, wydaje się, że jesteście mistrzami w bronieniu umocnień polowych, ale na Wielkich Stepach ta sztuka też jest znana. Każde plemię wie, jak ustawić tabor, opalować obozowiska albo wykopać wał poprzedzony fosą i jak bronić się zza niego przed konnymi. Zanim zdobędziemy pierwszą linię szańców, Yawenyr wyprowadzi Jeźdźców Burzy z głównego obozu, oskrzydli nas i zmiażdży.
— Jesteś pewien?
— Ja bym tak zrobił.
Zapadło milczenie, bo żaden z nich nie wiedział co powiedzieć. Cesarz mógł zdjąć Laskolnyka z dowodzenia armią konną i wysłać rozkazy ataku bezpośrednio do dowódców pułków kawalerii. Wykonaliby je i.… tu ten parszywy dzikus miał rację, najpewniej zginęli. Ale ten atak miał być jedyną szansą Imperium na odebranie inicjatywy koczownikom, bo jak na razie to oni byli stroną, która bez przerwy waliła w meekhańską tarczę. Jeśli nacisk na Dolinę Saweradzką nie ustanie, będzie trzeba w końcu posłać tam żołnierzy z miasta. A potem kolejnych i kolejnych, osłabiając obronę stolicy, aż w końcu ta się złamie. Mogli uderzyć teraz albo pozwolić, by Yawenyr rozegrał tę bitwę po swojemu. A jedyne rezerwy jakie mu w tej chwili zostały, poza pułkiem cesarskiej gwardii, to właśnie konna armia Laskolnyka.