Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 192
Перейти на страницу:

Gailet zakasłała głośniej.

— Fiben…

— Naprawdę szkoda — medytował na głos. — Igor dopiero wciągał się w porządny bluesowy riff. Zdrowo walił w te skóry. Wybijał taki rytm, że byś nie uwierzyła. Bawiłem się świetnie… dopóki ta czterdziestoletnia szymka, naga i śliska jak delfin, nie spadła na niego z krokwi.

Gailet zgięła się w pół, trzymając się za brzuch. Wyciągnęła rękę, by błagać o litość.

— Przestań, proszę… — szepnęła słabym głosem.

— Dzięki Bogu, że wpadła z bęben z drutem. Wydostanie się zajęło jej tyle czasu, że biedny Igor zdążył uciec tylnym wyjściem, choć tłuszcza deptała mu po piętach.

Przewróciła się na bok. Jej twarz była tak czerwona i przekrwiona, że przez chwilę Fiben odczuwał niepokój. Pohukiwała, waląc rękoma w podłogę. Łzy płynęły strumieniami z jej oczu. Przetoczyła się na drugi bok, wstrząsana salwami śmiechu.

Fiben wzruszył ramionami.

— I to wszystko wywołał już pierwszy numer Pattersona — jego własna, cholerna wersja hymnu narodowego! Szkoda. Nie udało mi się usłyszeć jego wariacji na temat „Inagadda Da Vita”. Kiedy jednak teraz się nad tym zastanowię — westchnął raz jeszcze — to może to i lepiej.

Prąd wyłączano o godzinie 2000, nie czyniąc wyjątków dla więzień. Przed zachodem słońca rozszalał się wicher. Wkrótce stukotał już żaluzjami ich małego okna. Dął znad oceanu i przyniósł ze sobą ciężki zapach soli. Z oddali dobiegły ciche grzmoty wczesnoletniej burzy.

Spali zwinięci na swych kocach, tak blisko siebie, jak na to pozwalały ich łańcuchy. Zwrócili się ku sobie głowami, by słyszeć swe oddechy w ciemności. Drzemiąc wciągali w siebie łagodną woń kamienia i stęchły zapach słomy, wypuszczali na zewnątrz ciche pomruki wywołane snami.

Dłonie Gailet wykonywały drobne, konwulsyjne poruszenia, jak gdyby w rytmie jakiejś wyśnionej ucieczki. Jej łańcuchy pobrzękiwały cicho.

Fiben leżał bez ruchu, mrugał jednak od czasu do czasu powiekami. Jego oczy otwierały się niekiedy i zamykały, choć nie było w nich światła świadomości. Czasami wciągał powietrze i zatrzymywał je przez dłuższy moment, zanim wreszcie wypuścił oddech.

Nie dosłyszeli niskiego, brzęczącego dźwięku, który dobiegał z korytarza, ani nie dostrzegli światła, które wpadło do ich celi przez szpary w drewnianych drzwiach. Rozległo się szuranie stóp oraz trzask uderzeń szponów o kamienie.

Gdy w zamku szczęknęły klucze, Fiben poderwał się, przetoczył na bok i usiadł. Potarł oczy kostkami dłoni. Zawiasy skrzypnęły. Gailet uniosła głowę. Użyła dłoni, by osłonić oczy przed ostrym blaskiem dwóch lamp trzymanych na wysokich tyczkach.

Fiben kichnął. Poczuł zapach lawendy i piór. Kilka szymów w kombinezonach zapinanych na zamki błyskawiczne podniosło ich siłą na nogi. Rozpoznał gruby głos dowódcy ich strażników, Irongripa.

— Wy dwoje lepiej bądźcie grzeczni. Macie ważnych gości.

Fiben zamrugał, próbując przyzwyczaić oczy do światła. Wreszcie zdołał dostrzec małą grupę pierzastych czworonogów — wielkich kuł białego puchu przyozdobionych wstęgami i szarfami. Dwa z nich trzymały w rękach drągi, z których zwisały jasne latarnie. Reszta stała, świergocząc, wokół czegoś, co wyglądało jak krótka tyczka zakończona wąskim pomostem. Na tej grzędzie stał ptak o bardzo szczególnym wyglądzie.

On również ustrojony był jaskrawymi wstążkami. Wielki, dwunożny Gubru przestępował nerwowo z jednej nogi na drugą. Mogło to być wywołane sposobem, w jaki światło padało na upierzenie nieziemca, lecz jego ubarwienie wydawało się bogatsze i bardziej lśniące niż zwykły białawy odcień. Przypominało to coś Fibenowi, jak gdyby widział już gdzieś tego najeźdźcę, lub innego, podobnego do niego.

Czemu, u diabła, ten stwór wałęsa się po nocy? — zastanowił się Fiben. — Myślałem, że one tego nie znoszą.

— Okażcie stosowny szacunek czcigodnym starszym, członkom wielkiego klanu Gooksyu-Gubru! — rozkazał ostrym tonem Irongrip, trącając łokciem Fibena.

— Już ja okażę sukinsynowi szacunek — Fiben wydał nieelegancki, gardłowy odgłos i zebrał flegmę.

— Nie! — krzyknęła Gailet. Złapała go za rękę i zaczęła szeptać nagląco: — Fiben, nie! Proszę. Zrób to dla mnie. Rób wszystko dokładnie tak jak ja.

Jej brązowe oczy pełne były błagania. Fiben przełknął ślinę.

— Niech ci będzie, Gailet.

Odwróciła się z powrotem w stronę Gubru i skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej. Fiben naśladował ją, nawet gdy pokłoniła się nisko.

Galakt spojrzał na nich, najpierw jednym wielkim, nie mrugającym okiem, a potem drugim. Przesunął się na jeden z końców grzędy, zmuszając trzymających ją do zmiany pozycji celem zachowania równowagi. Wreszcie zaczął ćwierkać, wydając z siebie serię ostrych, urywanych skrzeknięć.

Ze strony czworonogów nadbiegł niezwykły, kołyszący się akompaniament, który wznosił się i opadał. Brzmiało to mniej więcej jak:

— Zuuun.

Jeden z przybocznych Kwackoo wystąpił z grupy spokojnym krokiem. Na łańcuchu na szyi miał zawieszony jaskrawy, metaliczny dysk. Z generatora głosu wydobyło się niskie, urywane tłumaczenie na anglic.

— Zostało osądzone… osądzone w honorze osądzone w poprawności… Że nie pogwałciliście… nie złamaliście… Zasad postępowania… zasad wojny. Zuuun.
— Osądzamy, że Jest właściwe… odpowiednie… stosowne wziąć poprawkę na dziecięcy status Miłosiernie dać wiarę… uwierzyć… że walczyliście o sprawę swych opiekunów. Zuuun.
— Dotarło do naszej uwagi… świadomości… wiedzy, że macie status Pierwszych w swym strumieniu genetycznym… potoku rasy. gatunku w tym miejscu i czasie. Zuuun.
— W związku z tym proponujemy… zamierzamy… raczymy zaszczycić was Zaproszeniem… błogosławieństwem… szansą na zasłużenie na łaskę reprezentacji. Zuuun.
— Jest to zaszczyt… dobrodziejstwo… chwała zostać wybranym, By odkryć… przeniknąć… stworzyć przyszłość własnego gatunku. Zun!

W tym miejscu ptak skończył równie nagle, jak zaczął.

— Pokłoń się drugi raz! — ostrzegła Gailet szeptem.

Zgiął się w pół ze skrzyżowanymi ramionami tak, jak mu zademonstrowała. Gdy ponownie podniósł wzrok, mała grupa nieziemskich ptaszysk odwróciła się i ruszyła ku drzwiom. Grzędę opuszczono, lecz mimo to wysoki Gubru, aby przez nie przejść, musiał się pochylić, rozpościerając pierzaste ramiona, by utrzymać równowagę. Irongrip podążył za nim. W pożegnalnym spojrzeniu nadzorowanego widać było czystą nienawiść.

Fibenowi dzwoniło w głowie. Dał sobie spokój z próbami śledzenia dziwacznego, ceremonialnego dialektu trzeciego galaktycznego, w którym przemawiał ptak, już po pierwszej frazie. Nawet tłumaczenie na anglic było niemal niemożliwe do zrozumienia. Ostre światła przygasły, gdy procesja oddaliła się korytarzem z szemraniem gdaczącego bełkotu. W półmroku, który zostawiła za sobą, Fiben i Gailet odwrócili się i spojrzeli na siebie.

1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)