Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 192
Перейти на страницу:

Mówi o swojej sytuacji, jakby była taka okropna — pomyślał Fiben. — A przecież na całej planecie z pewnością nie ma nawet dwudziestu szymów tak wysoko cenionych przez Urząd. Dla członka podopiecznego gatunku to najwyższy zaszczyt.

Niemniej, może jednak ją rozumiał. Wróciła do domu, na Garth, wiedząc jedno: bez względu na to jak błyskotliwa będzie jej kariera, jak wielkie osiągnięcia, zwiększą one tylko dodatkowo wartość jej jajników… sprawią, że bolesne, inwazyjne wizyty w Banku Plazmy staną się częstsze, a nacisk, by donosiła jak najwięcej potomstwa we własnej macicy, ulegnie zwiększeniu.

Propozycje przyłączenia się do grup małżeńskich lub wstąpienia w związek dwuosobowy otrzymywałaby automatycznie. Łatwo. Zbyt łatwo. Nie miała sposobu, by sprawdzić, czy grupa pragnie jej dla niej samej. Samotni zalotnicy zwracaliby na nią uwagę ze względu na status, jaki przyniosłoby zostanie ojcem jej dziecka.

Dochodziła też zazdrość. Potrafił zrozumieć, co czuje Gailet. Szymy rzadko potrafiły dobrze ukrywać uczucia, szczególnie zawiść. Niektóre z nich okazywały ją brutalnie i bez ogródek.

— Irongrip miał rację — przyznała Gailet. — Dla szena musi to wyglądać inaczej. Potrafię zrozumieć, że samcowi szyma biała karta sprawiałaby kupę uciechy. Ale szymce? I to takiej, która ma ambicje i chciałaby sama coś osiągnąć? — Odwróciła wzrok.

— Cóż… — Fiben starał się wymyślić coś, co mógłby powiedzieć, w tej chwili jednak był w stanie tylko siedzieć bez ruchu, czując się jak tępak. Być może, któregoś dnia, jeden z jego późnych prawnuków mógłby się stać na tyle inteligentny, by znaleźć właściwe słowa, wiedzieć, jak pocieszyć kogoś, kto pogrążył się w goryczy tak głęboko, że już nawet nie pragnął pocieszenia.

Ten bardziej zaawansowany w procesie Wspomagania neoszym, oddalony w jego łańcuchu od Fibena o kilkadziesiąt pokoleń, mógłby być wystarczająco inteligentny. Fiben wiedział, że on taki nie jest. Był tylko małpą.

— Hmm — kaszlnął. — Pamiętam, jak kiedyś na wyspie Ciimar, to musiało być, zanim jeszcze wróciłaś na Garth. Zaczekaj. Dziesięć lat temu? Ifni! Byłem chyba dopiero na pierwszym roku… — westchnął. — Tak czy inaczej w tamtym roku całą wyspę ogarnęło podniecenie, gdy przybył Igor Patterson, by dać wykład i występ na uniwersytecie.

Głowa Gailet uniosła się lekko.

— Igor Patterson? Ten perkusista? Fiben skinął głową.

— A więc słyszałaś o nim? Uśmiechnęła się sarkastycznie.

— A kto nie słyszał? On jest… — Gailet rozłożyła ręce i pozwoliła im opaść, z wewnętrznymi powierzchniami dłoni skierowanymi ku górze. — Jest cudowny.

To trafnie określało sprawę. Igor Patterson był najlepszy.

Deszczowy taniec był tylko jednym z aspektów miłości, jaką neoszympansy żywiły do rytmu. Perkusja była ich ulubioną formą muzyki, od malowniczych, staroświeckich obszarów rolniczych na Hermesie aż po wyrafinowane wieże Ziemi. Nawet we wczesnych dniach — gdy szymy były jeszcze zmuszone do noszenia na piersiach wyposażonych w klawiatury monitorów, by w ogóle być w stanie mówić — nawet wtedy ich gatunek uwielbiał rytm.

Mimo to wszyscy najwięksi perkusiści na Ziemi i jej koloniach byli ludźmi. Dopóki nie zjawił się Igor Patterson.

On był pierwszy. Pierwszy szym ze znakomitą koordynacją palców, delikatnym wyczuciem rytmu i zwykłą zuchwałością, które zapewniły mu miejsce wśród najlepszych. Szym słuchający jak Patterson gra „Ciash Ceramic Lightning” nie tylko odczuwał przyjemność, lecz również nie posiadał się z dumy. Dla wielu sam fakt jego istnienia oznaczał, że szymy zbliżają się nie tylko do tego, co chciał z nich uczynić Urząd Wspomagania, lecz również tego, czym same chciały się stać.

— Fundacja Cartera wysłała go na tournee po koloniach — ciągnął Fiben. — Po części była to kurtuazja w stosunku do dalej leżących skupisk szymów, rzecz jasna jednak miał też podzielić się z nami odrobiną swego szczęścia.

Gailet żachnęła się, słysząc o tym oczywistym fakcie. Rzecz jasna, Patterson miał białą kartę. Szymscy członkowie Urzędu Wspomagania obstawaliby przy tym, nawet gdyby nie był też tak cudownie czarującym, inteligentnym i przystojnym egzemplarzem neoszympansa, jak tylko można było sobie tego życzyć.

Fiben sądził, że wie, co jeszcze pomyślała Gailet. Dla samca biała karta nie stanowiłaby większego problemu — po prostu jedna, długa zabawa.

— Założę się — powiedziała. Fiben odniósł wrażenie, że wykrywa w jej głosie wyraźny ton zazdrości.

— Aha. No więc, szkoda, że ciebie tam nie było, kiedy się zjawił, by dać koncert. Ja byłem jednym ze szczęściarzy. Moje miejsce znajdowało się daleko z tyłu i z boku. Tak się złożyło, że byłem tej nocy paskudnie przeziębiony. Miałem cholerne szczęście.

— Co? — brwi Gailet zetknęły się ze sobą. — Co to ma wspólnego… Och — spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami i zaciśniętymi szczękami. — Och. Rozumiem.

— Założę się, że rozumiesz. Klimatyzację nastawiono na maksimum, ale mówili mi, że mimo to aromat był przytłaczający. Musiałem siedzieć pod dmuchawami i drżeć z zimna. Cholera, mało brakowało, żebym umarł…

— Czy przejdziesz do rzeczy? — Wargi Gailet stały się cienką linią.

— No więc, jak niewątpliwie się domyśliłaś, w jakiś sposób prawie wszystkie mieszkające na wyspie szymki z zieloną czy niebieską kartą, które akurat miały ruję, zdobyły bilet na koncert. Żadna z nich nie użyła dezodorantu. W większości przyszły mając całkowitą zgodę swych grupowych mężów. Umalowały się płomienną różową szminką, licząc, że może jak raz się uda…

— Wyobrażam to sobie — powiedziała Gailet. Fiben zastanowił się, czy przez krótką chwilę — gdy przed jej oczyma stanęła ta scena — nie powrócił na jej usta nieśmiały uśmiech. Jeśli nawet tak było, to jedynie na moment zmąciło to jej srogą, zasępioną minę. — I co się stało?

Fiben przeciągnął się i ziewnął.

— A czego byś się spodziewała? Rzecz jasna, rozpętała się orgia. Opadła jej żuchwa.

— Naprawdę? Na uniwersytecie?

— Tak jak tu siedzę.

— Ale…

— Och, przez pierwszych kilka minut wszystko było w porządku. Mówię ci, stary Igor naprawdę grał tak dobrze, jak mówi fama. Daję słowo. Widownia robiła się coraz bardziej podniecona. Nawet grupa akompaniująca to czuła. Potem wszystko tak jakby wyrwało się spod kontroli.

— Ale…

— Pamiętasz starego profesora Olvfinga, z Katedry Tradycji Terrageńskich? No wiesz, starszy szym noszący monoki? Spędzał wolny czas na organizowaniu poparcia dla ustawy o szymskiej monogamii.

— Tak, znam go — skinęła głową z szeroko rozwartymi oczyma. Fiben wykonał gest obiema rękami.

— Nie! Publicznie? Profesor Olvfing?

— Z panią dziekan skubanego Kolegium Dietetyki, ni mniej, ni więcej.

Gailet wydała z siebie ostry dźwięk. Odwróciła się na bok, z ręką przyciśniętą do piersi. Wydawało się, że dopadł ją nagły atak czkawki.

— Oczywiście wyłączna żona Olvfinga wybaczyła mu później. W przeciwnym razie utraciłaby go na rzecz dziesięcioosobowej grupy, której członkowie powiedzieli, że podobał im się jego styl.

Gailet klepnęła się w pierś, kaszląc. Odwróciła się jeszcze dalej od Fibena, potrząsając gwałtownie głową.

— Biedny Igor Patterson — ciągnął Fiben. — Miał, rzecz jasna, własne problemy. Jako bramkarzy zatrudniono niektórych chłopaków z drużyny futbolowej. Kiedy sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli, spróbowali użyć gaśnic. Wszystko zrobiło się od tego śliskie, ale to nikomu zbytnio nie przeszkadzało.

1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)