Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zielona Mila
Zielona Mila - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zielona Mila

Электронная книга - «Zielona Mila». Краткое содержание книги:

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.
Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno… Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie – o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę…
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96
Перейти на страницу:

Dean skinął do Brutala, a ten odwrócił głowę i zerknął na telefon, który nigdy nie zadzwonił w sprawie kogoś takiego jak John Coffey.

– Przerzuć na jedynkę – zawołał do Jacka Van Haya.

Rozległ się znajomy pomruk, podobny do tego, jaki wydaje włączająca się stara lodówka, i rozjaśniły się trochę żarówki. Nasze cienie odbiły się nieco wyraźniej – czarne cienie, które wspinały się po ścianach i otaczały niczym sępy cień krzesła. John wciągnął w płuca powietrze. Miał zupełnie białe kłykcie.

– Czy już go boli? – zaskrzeczała łamiącym się głosem pani Detterick. – Mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że boli go jak wszyscy diabli. – Mąż ścisnął ją za ramię. Zobaczyłem, że krwawi z nosa. Wąska strużka ciekła z jednej dziurki, żłobiąc drogę przez cienki wąsik. Kiedy w marcu następnego roku otworzyłem gazetę i zobaczyłem, że zmarł na wylew, wcale mnie to nie zaskoczyło.

Brutal zasłonił Johnowi pole widzenia, położył mu rękę na ramieniu i zaczął coś do niego mówić. Było to niezgodne z regulaminem, ale z obecnych wiedział o tym tylko Curtis Andersen, a on najwyraźniej tego nie zauważał. Wyglądał jak człowiek, który chce jak najszybciej mieć to za sobą. Chce rozpaczliwie mieć to za sobą. Po Pearl Harbor zaciągnął się do wojska, lecz nigdy nie wyjechał na front. Zginął w Fort Bragg w wypadku ciężarówki.

John tymczasem najwyraźniej się rozluźnił. Nie sądzę, żeby zrozumiał wiele z tego, co tłumaczył mu Brutal, ale dodała mu otuchy trzymająca go za ramię ręka. Brutal, który zmarł dwadzieścia pięć lat później (jego siostra powiedziała, że jadł kanapkę z rybą i oglądał zapasy w telewizji, kiedy to się zdarzyło), był dobrym człowiekiem. Moim przyjacielem. Może najlepszym z nas. Potrafił zrozumieć, że człowiek może chcieć odejść i jednocześnie bać się podróży.

– Johnie Coffey, zostałeś skazany na śmierć na krześle elektrycznym na mocy werdyktu uzgodnionego przez ławę równych tobie przysięgłych i wyroku, który wydał sędzia cieszący się szacunkiem w tym stanie. Niech Bóg ma w opiece mieszkańców tego stanu. Czy masz coś do powiedzenia przed wykonaniem wyroku?

John zwilżył ponownie wargi, a potem wypowiedział wyraźnym głosem siedem słów.

– Przykro mi, że jestem tym, czym jestem.

– Powinno ci być! – zawołała matka dwóch zabitych dziewczynek. – Och, ty potworze, powinno ci być przykro! Niech cię piekło pochłonie!

John obrócił ku mnie oczy. Nie zobaczyłem w nich rezygnacji ani nadziei na niebo, ani tym bardziej spokoju ducha. Jak bardzo chciałbym powiedzieć, że to wszystko zobaczyłem. Ujrzałem cierpienie, osłupienie i niezrozumienie. To były oczy złapanego w pułapkę, przerażonego zwierzęcia. Przypomniałem sobie, co powiedział o Whartonie, któremu udało się porwać Corę i Kathy z werandy. “Zabił je ich miłością. To samo dzieje się każdego dnia. Na całym świecie”.

Brutal zdjął z mosiężnego haczyka za oparciem nowy kaptur, ale kiedy John zobaczył go i zrozumiał, do czego służy, w jego oczach zabłysło przerażenie. Spojrzał na mnie i zobaczyłem wielkie krople potu na nagiej czaszce. Wielkie jak jajka drozda.

– Proszę, szefie, nie zakładajcie mi tego na twarz – wyszeptał błagalnie. – Proszę, nie każcie mi odchodzić w ciemności. Ja się boję ciemności.

Brutal podniósł brwi i spojrzał na mnie, nie ruszając się z miejsca i trzymając w ręku kaptur. Ty tutaj rządzisz, mówiły jego oczy, ja zrobię to, co uważasz za stosowne. Starałem się podjąć szybką i właściwą decyzję, co nie było łatwe, zważywszy na ból, który rozrywał mi czaszkę. Kaptur należał do tradycji, ale nie było o nim mowy w regulaminie. Chodziło w gruncie rzeczy o zaoszczędzenie wrażeń świadkom. I nagle doszedłem do wniosku, że nie trzeba ich oszczędzać, nie tym razem. John nie zrobił w końcu nic, za co miałby umierać w kapturze. Nie wiedzieli o tym, ale my wiedzieliśmy i zdecydowałem, że uwzględnię tę jego ostatnią prośbę. Co do Marjorie Detterick, wyśle mi prawdopodobnie kartkę z podziękowaniami.

– Dobrze, John – mruknąłem.

Brutal zawiesił kaptur z powrotem.

– Co ty robisz, chłopie? – zawołał oburzony Homer Cribus tym swoim głosem przypominającym tłuczenie talerzy. – Nałóż mu tę maskę! Myślisz, że chcemy patrzeć, jak gały wyłażą mu z orbit?

– Proszę o ciszę – powiedziałem, w ogóle się nie odwracając. – To jest egzekucja i nie pan ją prowadzi.

– Tak samo jak nie prowadziłeś ludzi, którzy go złapali, ty wieprzu – szepnął Harry.

Harry zmarł w roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim w wieku prawie osiemdziesięciu lat. Staruszek. Nie żył tyle co ja, ale w końcu niewielu osobom się to udaje. To był jakiś rak jelit.

Brutal pochylił się i wyjął brzydką okrągłą gąbkę z wiadra. Wcisnął w nią palec i polizał jego czubek, ale właściwie nie było to potrzebne; widziałem, jak kapie z niej woda. Wcisnął ją w kask, a potem nałożył go Johnowi na głowę. Zobaczyłem, że on także jest blady – śmiertelnie blady, tak jakby miał zaraz zemdleć. Przypomniałem sobie, jak powiedział, że po raz pierwszy w życiu boi się piekła, ponieważ szykujemy się do zniszczenia daru niebios. Poczułem nagle, że chce mi się rzygać. Opanowałem się, ale nie bez trudu. Woda z gąbki ściekała po twarzy Johna.

Dean Stanton przełożył pas przez pierś Johna – musiał go przy tej okazji maksymalnie wydłużyć – i podał mi sprzączkę. Zadaliśmy sobie tyle trudu, aby ze względu na jego dzieci uchronić Deana przed ewentualnymi konsekwencjami naszej podróży, nie wiedząc, że ma przed sobą tylko cztery miesiące życia. Po egzekucji Johna Coffeya poprosił o przeniesienie z bloku śmierci na blok C. Jeden z tamtejszych więźniów dźgnął go trzonkiem łyżki w gardło i krew Deana pociekła na brudną drewnianą podłogę. Nigdy się nie dowiedziałem, dlaczego to zrobił. Nie sądzę, żeby w ogóle ktoś to wiedział. Kiedy spoglądam wstecz na tamte czasy, Stara Iskrówa wydaje mi się szczytem perwersji, śmiertelnym szaleństwem. Każdy z nas jest kruchy niczym szkło, nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach. Zabijać się z zimną krwią za pomocą gazu i elektryczności? Szaleństwo. Horror.

Brutal sprawdził pas i cofnął się o krok. Czekałem, aż wymówi swoją formułkę, ale on nie zrobił tego. Kiedy splótł ręce z tyłu i stanął w pozycji spocznij, wiedziałem już, że nic nie powie. Może nie mógł. Mnie też wydawało się, że nie wykrztuszę ani słowa, ale potem spojrzałem na zapłakaną, przerażoną twarz Johna i uświadomiłem sobie, że muszę. Jeśli nawet skazywałem się przez to na wieczne potępienie.

– Przerzuć na dwójkę – wydałem polecenie martwym skrzypiącym głosem, w którym z trudem rozpoznałem swój własny.

Kask zaszumiał. Dziesięć wielkich palców podniosło się z szerokich dębowych poręczy krzesła i rozpostarło, każdy w innym kierunku. Wielkie kolana podrygiwały jak szalone, lecz klamry nie chciały puścić. Nad naszymi głowami strzeliły trzy żarówki. Pach! Pach! Pach! Słysząc to, Marjorie Detterick krzyknęła i osunęła się na ramię męża. Pożegnała się z życiem w Memphis, osiemnaście lat później. Harry przysłał mi nekrolog. Przejechał ją trolejbus.

John skoczył do przodu, napinając pas na piersi. Przez krótki moment jego oczy spotkały się z moimi. Były przytomne; byłem ostatnią osobą, jaką zobaczył, gdy ekspediowaliśmy go na tamtą stronę. A potem opadł z powrotem na oparcie. Kask przechylił się lekko na jego głowie i zaczął się spod niego sączyć dym – coś w rodzaju przypalonej mgiełki. W gruncie rzeczy jednak egzekucja była szybka. Wątpię, czy bezbolesna, jak utrzymują niezmiennie zwolennicy krzesła (choć nie jest to teza, którą najbardziej zagorzali z nich chcieliby sprawdzić na własnej skórze), lecz szybka. Dłonie ponownie zwiotczały, niebiesko-białe półksiężyce na paznokciach przybrały barwę oberżyny, a strużka dymu uniosła się z policzków zmoczonych słoną wodą z gąbki… i jego łzami.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)