Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zielona Mila
Zielona Mila - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zielona Mila

Электронная книга - «Zielona Mila». Краткое содержание книги:

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.
Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno… Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie – o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę…
1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 96
Перейти на страницу:

6

Tej nocy nie miałem służby. Siedziałem w salonie naszego małego domu, paląc papierosy, słuchając radia i patrząc, jak mrok wynurza się z ziemi i połyka niebo. Telewizja nie jest zła, nie mam nic przeciwko niej, ale nie lubię tego, że odciąga od reszty świata, każąc skoncentrować się na swojej szklanej jaźni. Pod tym jednym względem radio było lepsze.

Janice weszła, uklękła przy moim fotelu i wzięła mnie za rękę. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało, zastygliśmy po prostu w bezruchu, słuchając Uniwersytetu Muzycznego Kaya Kysera i patrząc na zapalające się gwiazdy. Mnie to odpowiadało.

– Strasznie mi przykro, że nazwałam cię tchórzem – szepnęła. – Żałuję tego bardziej niż czegokolwiek, co powiedziałam w ciągu całego naszego małżeństwa.

– Bardziej niż tego, że nazwałaś mnie Śmierdzącym Samem, kiedy obozowaliśmy w górach? – zapytałem. Roześmieliśmy się, pocałowaliśmy i znowu zapanowała między nami zgoda. Była taka piękna, moja Janice, i wciąż o niej śnię. Chociaż jestem stary i zmęczony życiem, śnię, że wchodzi do mojego pokoju w tym samotnym zapomnianym miejscu, gdzie korytarze śmierdzą sikami i starą gotowaną kapustą. Jest młoda i piękna, ma błękitne oczy i śliczne jędrne piersi, do których zawsze biegły mi ręce. “Nie było mnie wcale w tym autobusie, który wpadł w poślizg, kochanie – mówi. – Coś ci się pomyliło”. Śni mi się to nawet teraz i czasami budząc się i widząc, że to tylko sen, płaczę. Ja, który w młodości prawie nigdy nie płakałem.

– Czy Hal wie? – zapytała w końcu.

– Że John jest niewinny? Nie bardzo widzę, jak mógłby się dowiedzieć.

– Czy może pomóc? Czy jest w stanie wpłynąć na Cribusa?

– W żaden sposób, kochanie.

Pokiwała głową, jakby tego się właśnie spodziewała.

– W takim razie nic mu nie mów. Skoro i tak nie może pomóc, nic mu nie mów.

– Dobrze.

Spojrzała na mnie z powagą.

– I nie bierz na tę noc zwolnienia. Niech żaden z was nie bierze. Nie wolno wam.

– Wiem o tym. Jeśli tam będziemy, możemy przynajmniej szybko to załatwić. Tyle jesteśmy w stanie zrobić. Nie powtórzy się historia Delacroix.

Przez moment, na szczęście bardzo krótki, ujrzałem przed oczyma czarną jedwabną maskę palącą się na twarzy Dela i wyłaniające się spod niej galaretowate kulki, które były jego oczyma.

– Nie masz żadnego wyjścia, prawda? – powiedziała Janice, biorąc mnie za rękę i pocierając nią o swój miękki aksamitny policzek. – Biedny Paul. Biedny stary Paul.

Milczałem. Nigdy przedtem ani potem nie miałem tak wielkiej ochoty uciec, gdzie pieprz rośnie. Zabrać po prostu Janice, zapakować wszystko w jedną torbę i wziąć nogi za pas.

– Mój biedny stary Paul – powtórzyła, a potem dodała: – Porozmawiaj z nim.

– Z kim? Z Johnem?

– Tak. Porozmawiaj z nim. Dowiedz się, czego chce.

Zastanowiłem się nad tym i pokiwałem głową. Miała rację. Jak zwykle miała rację.

7

Dwa dni później, osiemnastego, Bill Dodge, Hank Bitterman i ktoś jeszcze – nie pamiętam nazwiska, jakiś nowicjusz – zabrali Johna Coffeya na blok D, żeby wziął prysznic, a my zrobiliśmy próbę generalną jego egzekucji. Nie pozwoliliśmy Tu-Tutowi odgrywać roli Johna; w ogóle o tym nie mówiąc, zdawaliśmy sobie sprawę, że byłoby to nieprzyzwoite.

Rolę Johna grałem ja.

– Johnie Coffey – oznajmił niezbyt pewnym głosem Brutal, kiedy unieruchomili mnie na Starej Iskrówie – zostałeś skazany na śmierć na krześle elektrycznym na mocy werdyktu wydanego przez równych sobie…

Równych Johnowi Coffeyowi? Co za kpina. Z tego, co wiedziałem, na całej planecie nie było nikogo, kto mógł się z nim równać. A potem pomyślałem o tym, co powiedział John, kiedy przyglądał się Iskrówie, stojąc na schodach prowadzących do mojego gabinetu: “Wciąż tutaj są. Słyszę, jak krzyczą”.

– Wypuśćcie mnie stąd – wymamrotałem chrapliwym głosem. – Odepnijcie te klamry i dajcie mi wstać.

Zrobili to, ale przez moment nie byłem w stanie się ruszyć, tak jakby Stara Iskrówa nie chciała wypuścić mnie ze swoich objęć.

Kiedy wracaliśmy na blok, Brutal odezwał się do mnie półgłosem, tak żeby nie usłyszeli go Dean i Harry, którzy ustawiali ostatnie krzesła.

– Zrobiłem w swoim życiu parę rzeczy, z których nie jestem dumny – stwierdził – ale po raz pierwszy czuję, że naprawdę grozi mi piekło.

Przyjrzałem mu się uważnie, żeby sprawdzić, czy nie żartuje. Nie sprawiał takiego wrażenia.

– Co masz na myśli?

– Mam na myśli to, że szykujemy się do zabójstwa daru niebios – odparł. – Kogoś, kto nigdy nie zrobił krzywdy ani nam, ani nikomu innemu. Co mam powiedzieć, kiedy stanę przed obliczem Boga wszechmogącego, a On zapyta, dlaczego to zrobiłem. Bo taka była moja praca? Moja praca?

8

Kiedy John wrócił z łaźni i blok opuścili nowi strażnicy, otworzyłem drzwi jego celi, wszedłem do środka i usiadłem przy nim na pryczy. Brutal siedział przy biurku. Podniósł wzrok, zobaczył, że tam siedzę, ale nic nie powiedział. Pochylił się z powrotem nad papierami, które musiał wypełnić, i pisał dalej, liżąc bez przerwy czubek ołówka.

John spojrzał na mnie swoimi dziwnymi oczyma – podbiegłymi krwią, odległymi i lekko załzawionymi… a mimo to spokojnymi, jakby płacz nie był takim złym sposobem na życie, kiedy się do niego przyzwyczaić. Nawet się trochę uśmiechnął. Pachniał mydłem Ivory, pamiętam, czysty i świeży niczym dziecko po wieczornej kąpieli.

– Cześć, szefie – odezwał się, po czym wziął moje obie ręce w obie swoje. Zrobił to z zupełnie spontaniczną naturalnością.

– Cześć, John. – Coś utkwiło mi w gardle i próbowałem to przełknąć. – Wiesz chyba, że niewiele już zostało czasu. Kilka dni.

Nic nie odpowiedział, trzymał tylko dalej moje ręce w swoich. Kiedy spoglądam wstecz, wydaje mi się, że już wtedy zaczęło się ze mną coś dziać, ale byłem zbyt skoncentrowany – umysłowo i emocjonalnie – na tym, co zamierzałem uczynić, by to zauważyć.

– Czy jest coś specjalnego, co chciałbyś dostać tego dnia na kolację, John? Możemy ci sprowadzić prawie wszystko. Nawet piwo, jeśli masz ochotę. Wlejemy je po prostu do filiżanki od kawy.

– Nigdy nie próbowałem piwa – odparł.

– Więc może coś specjalnego do jedzenia?

Jego brew zmarszczyła się pod gładkim brązowym czołem. A potem zmarszczki się wygładziły i na jego wargach pojawił się uśmiech.

– Może być mielony.

– Masz go jak w banku. Z sosem i kartoflami. – Poczułem mrowienie, podobne do tego, jakie czuje się w ręce, na której się spało, tyle że teraz mrowiło mnie w całym ciele. – Co jeszcze do tego chcesz?

– Nie wiem, szefie. Wszystko, co pan przyniesie. Może kapustę, ale nie zależy mi aż tak bardzo.

– W porządku – oświadczyłem i pomyślałem sobie, że na deser dostanie również ciasto brzoskwiniowe pani Janice Edgecombe. – A teraz, co myślisz o księdzu? O kimś, z kim mógłbyś pojutrze zmówić krótką modlitwę? To dodaje człowiekowi otuchy, widziałem już nieraz. Mógłbym skontaktować się z wielebnym Schusterem. To ten duchowny, który przyjechał do Dela…

– Nie chcę żadnego księdza – stwierdził. – Pan był dla mnie dobry, szefie. Jeśli pan chce, może pan ze mną odmówić modlitwę. To będzie w porządku. Mogę z panem chyba chwilę poklęczeć.

1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)