Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]
Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]

Электронная книга - «Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]». Краткое содержание книги:

Niewątpliwie jest to jedna z najważniejszych powieści science fiction tego roku? Książka, na która miłośnicy Reynoldsa czekali od dawna. Ostatnia powieść Alastaira Reynoldsa jest wielką epicka powieścią o wojnie, polityce, ideologii( również religii) i inwazji Obcych. Rozpoczyna się powrotem statku eksploracyjnego do bazy, po około 200 latach podróży w kosmosie. Cała załoga jest martwa. Rozpoczyna się śledztwo, a główni bohaterowie powieści, inspektorzy śledczy, starają się dociec, kto lub co zabiło załogę — ludzie czy obcy? Obca technologia czy inwazja nanotechnologiczna? W miarę postępów w śledztwie, Reynolds wprowadza do gry technologię i politykę, włączając w to frakcję Arka Odkupienia. Podobnie jak poprzednie tak i ta powieść jest thrillerem s-f rozgrywającym się w przyszłości, z poziomem technologicznym stanowiącym ekstrapolację obecnego stanu rozwoju biotechnologii i sztucznej inteligencji. Pełen niespodziewanych zwrotów akcji wątek oraz doskonale oddane postacie bohaterów sprawiają, że książkę połyka się jednym tchem.
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89
Перейти на страницу:

Nie było to idealne środowisko. Wyspy na światach Żonglerów lubiły znikać pod tsunami wywoływanymi przez te wielkie, półrozumne biomasy oceanu. Ale na dwadzieścia lat wystarczy. Jeśli koloniści zechcą tu pozostać, będą mieli czas na zbudowanie pływających po morzu pontonowych miast.

Wybrano łańcuch wysp — północnych, zimnych, ale tektonicznie stabilnych.

— Dlaczego właśnie tutaj? — spytał Clavain. — Na tej samej szerokości są inne wyspy i muszą być tak samo stabilne.

— Coś tam jest — odpowiedział mu Scorpio. — Odbieramy stamtąd słaby sygnał.

Clavain nachmurzył się.

— Sygnał? Ale przecież miało tu nie być nikogo.

— To tylko impulsy radiowe, bardzo słabe — wyjaśniła Felka. — Ale modulacja jest ciekawa. To kod Hybrydowców.

— Umieściliśmy tutaj radiolatarnię?

— Widocznie kiedyś tak. Ale nie ma zapisów o jakichś statkach Hybrydowców, które kiedyś by tu wylądowały. Chyba, że…

— Co takiego?

— To prawdopodobnie nic nie znaczy, Clavainie. Ale Galiana mogła tutaj przylecieć. Nie jest to wykluczone, a wiemy, że na pewno zbadałaby wszystkie światy Żonglerów, na jakie by się natknęła. Oczywiście nie wiemy, dokąd poleciał jej statek, zanim znalazły ją wilki, a kiedy dotarła do Matczynego Gniazda, wszystkie zapiski na pokładzie uległy zniszczeniu. Ale któż inny mógłby tu zostawić hybrydowską radiolatarnię?

— Każdy, kto działał w ukryciu. Nawet teraz nie wiemy, czym zajmowała się Ścisła Rada.

— Uważałam, że warto o tym wspomnieć, to wszystko. Kiwnął głową. Czuł wielki przypływ nadziei, ale potem zalała go fala smutku. Niemożliwe, żeby Galiana odwiedziła tę planetę. Co za głupia myśl. Ale tam w dole trzeba zbadać zjawisko i warto umieścić osiedle obok interesującego obiektu. Nie miał z tym żadnych problemów.

* * *

Sporządzono szczegółowe plany osiedla. Próbne obozy na powierzchni planety ustawiono miesiąc po przybyciu.

I wtedy właśnie to się wydarzyło. Powoli, niespiesznie, jakby to była najbardziej naturalna rzecz dla czterokilometrowego statku kosmicznego, „Nostalgia za Nieskończonością” zaczęła obniżać swą orbitę, schodząc spiralą w górne warstwy atmosfery. Wcześniej zwolniła, hamując do szybkości suborbitalnej, tak że tarcie o atmosferę nie spaliło powłoki kadłuba. Gdzieniegdzie wybuchła panika, statkiem bowiem nie sterował żaden człowiek. Większość osób przyjęła wydarzenie ze spokojną, cichą rezygnacją. Clavain i triumwirat nie rozumieli intencji statku, ale nie wierzyli, że chce on akurat teraz zrobić im coś złego.

I rzeczywiście. Kiedy wielki statek wypadł z orbity, odwrócił się, ustawił swą długą oś według pionu określonego przez pole grawitacyjne planety. Inne położenie nie było możliwe — statek przełamałby się na pół, gdyby wszedł w atmosferę ukośnie. Ale kiedy zejdzie pionowo, obniży się przez chmury jak oderwana katedralna wieża, będzie poddany takim naprężeniom jak podczas zwykłej podróży wśród gwiazd, z przyśpieszeniem jednego g. Na pokładzie wszyscy czuli się normalnie. Rozbrzmiewał tylko jednostajny ryk silników, zwykle niesłyszany, ale teraz przenoszony z powrotem przez otaczające powietrze, nieustanny daleki grzmot, narastający, w miarę jak statek zbliżał się do powierzchni planety.

Ale pod statkiem nie było gruntu. Choć wybrane miejsce lądowania leżało blisko archipelagu, już zasiedlonego przez pierwszych obozowiczów, statek obniżał się ku morzu.

Mój Boże, pomyślał Clavain. Nagle zrozumiał dlaczego statek się przekształcił. On — czy jakaś część kapitana, która nadal dowodziła — musiał zaplanować takie lądowanie, gdy stwierdzono, że to planeta wodna. Spłaszczył iglicę swego ogona, by mógł spocząć na morskim dnie. Poniżej, pod atakiem płomieni napędu, morze wrzało. Statek obniżał się przez góry pary, buchające na dziesiątki kilometrów w stratosferę. Morze w punkcie kontaktu miało kilometr głębokości, gdyż od brzegu archipelagu dno schodziło ostro w dół. Ale ta głębokość w niczym nie przeszkadzała: kiedy Clavain poczuł, że kil statku osiadł ze strasznym, głębokim jękiem, większość statku nadal wystawała nad powierzchnię wzburzonych fal.

Na bezimiennym, zalanym wodą świecie, na wystrzępionym skraju znanego człowiekowi kosmosu, pod podwójnym słońcem, „Nostalgia za Nieskończonością” wylądowała pomyślnie.

EPILOG

Przez wiele dni po wylądowaniu kadłub skrzypiał i echo niosło odgłosy z dolnego pokładu. Statek dostosowywał się do zewnętrznego ciśnienia oceanu. Od czasu do czasu, bez ludzkiej interwencji, serwitory mknęły do zęz, gdzie wzbierała woda morska. Niekiedy statek kołysał się złowieszczo, ale stopniowo się zakotwiczał. W końcu wyglądał jak dziwna porowata formacja geologiczna, cienki jak drzazga stos patologicznie zwietrzałego pumeksu lub obsydianu; jak starożytna, naturalna morska wieża, podziurawiona przez człowieka tunelami i kawernami. Srebrnoszare chmury z rzadka rwały się, odsłaniając pastelowe niebieskie niebo.

Przez tydzień nikt nie wychodził ze statku. Promy krążyły wokół niego jak nerwowe morskie ptaki. Chociaż nie wszystkie hangary dokujące zostały zalane, nikt jeszcze nie chciał lądować. Nawiązano jednak ponowny kontakt z ludźmi wysadzonymi wcześniej na Świecie Żonglerów. Z najbliższej wyspy, odległej zaledwie o piętnaście kilometrów, wysłano sklecone naprędce łodzie. Dopłynęły do pionowo wznoszących się ścian statku i — kiedy przypływ na to pozwolił — uzyskały dostęp do małej śluzy osobowej.

Clavain i Felka wsiedli do pierwszej łodzi, wracającej na ląd. Milczeli, kiedy łódź ślizgała się przez szarą mgiełkę. Patrząc, jak czarna ściana statku oddala się we mgle, Clavain czuł zimno i przygnębienie. Morze było gęste od unoszących się w nim mikroorganizmów — znajdowali się dokładnie na skraju jednego ze skupisk biomasy Żonglerów — i organizmy te już oblepiały ścianę statku ponad linią wody, tworząc strupowaty, podobny do śniedzi zielony osad; statek wyglądał, jakby tkwił w tym miejscu już od stuleci. Clavain zastanawiał się, co się stanie, jeśli nie zdołają nakłonić „Nostalgii za Nieskończonością” do ponownego startu. Na namawianie statku mieli dwadzieścia lat, ale jeśli postanowił się zakorzenić, raczej nie uda się go nakłonić do zmiany decyzji. Może akurat znalazł ostatecznie miejsce spoczynku, gdzie stanie się pomnikiem odkupienia okropnej zbrodni, którą kiedyś popełnił.

— Clavainie… Spojrzał na Felkę.

— Ze mną wszystko w porządku.

— Wyglądasz na zmęczonego. Ale potrzebujemy cię, Clavainie. Walka jeszcze się nie rozpoczęła. Teraz mamy broń…

— Tylko kilka sztuk, a Skade nadal chce ją nam odebrać.

— Więc będzie musiała walczyć. Przekona się, że to nie takie łatwe, jak sobie wyobraża.

Clavain spojrzał za siebie, ale statek już się schował.

— Jeśli statek nie wystartuje, nie zdołamy jej powstrzymać.

— Mamy naszą broń. Poza tym na pewno do tego czasu wróci Remontoire. Przyleci „Światłem Zodiakalnym”. Statek sam się zreperuje, uszkodzenia nie były śmiertelne.

— Może — rzekł Clavain zaciśniętymi wargami. Trzymała jego dłoń, jakby chciała ją ogrzać.

— Co z tobą, Clavainie? Doprowadziłeś nas tu. Nie możesz teraz rezygnować.

— Nie rezygnuję — odparł. — Jestem tylko… zmęczony. Przyszedł czas, by walkę kontynuował ktoś inny. Zbyt długo byłem żołnierzem, Felko.

— Wiec stań się czymś innym.

— Niezupełnie to miałem na myśli. — Próbował wtłoczyć w swój głos nieco entuzjazmu. — Nie zamierzam umierać jutro ani w przyszłym tygodniu. Powinienem uruchomić tę kolonię. Nie sądzę, żebym tu jeszcze był, kiedy wróci Remontoire. Ale kto wie? Czas często zaskakuje mnie w nieprzyjemny sposób. Bóg mi świadkiem, że doświadczałem tego wystarczająco często.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)