Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]
Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]

Электронная книга - «Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]». Краткое содержание книги:

Niewątpliwie jest to jedna z najważniejszych powieści science fiction tego roku? Książka, na która miłośnicy Reynoldsa czekali od dawna. Ostatnia powieść Alastaira Reynoldsa jest wielką epicka powieścią o wojnie, polityce, ideologii( również religii) i inwazji Obcych. Rozpoczyna się powrotem statku eksploracyjnego do bazy, po około 200 latach podróży w kosmosie. Cała załoga jest martwa. Rozpoczyna się śledztwo, a główni bohaterowie powieści, inspektorzy śledczy, starają się dociec, kto lub co zabiło załogę — ludzie czy obcy? Obca technologia czy inwazja nanotechnologiczna? W miarę postępów w śledztwie, Reynolds wprowadza do gry technologię i politykę, włączając w to frakcję Arka Odkupienia. Podobnie jak poprzednie tak i ta powieść jest thrillerem s-f rozgrywającym się w przyszłości, z poziomem technologicznym stanowiącym ekstrapolację obecnego stanu rozwoju biotechnologii i sztucznej inteligencji. Pełen niespodziewanych zwrotów akcji wątek oraz doskonale oddane postacie bohaterów sprawiają, że książkę połyka się jednym tchem.
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 89
Перейти на страницу:

Wielka praca nie zakończy się w najbliższym czasie.

Ale to tylko jedna wersja przyszłości. Jest również inna, powiedziała Felka. To przyszłość, w której inteligencja prześlizgnęła się przez sieć tu i teraz, przyszłość, w której Inhihitorzy stracili kontrolę nad galaktyką.

W tej wersji, mówiła Felka, czas wielkiego rozkwitu był nieodległy w terminach kosmicznych. Wydarzy się w ciągu następnych kilku milionów lat. W okamgnieniu galaktyka zatętni życiem, stanie się rojną, tłoczną oazą rozumności.

A jednak będzie skazana na zagładę.

Inteligencja organiczna nie jest w stanie osiągnąć niezbędnej organizacji, by przetrwać zderzenie. Współpraca gatunków na taką skalę po prostu zawsze kończy się eksterminacją, w której jeden gatunek likwiduje wszystkie pozostałe. Kultury galaktyczne nigdy nie zjednoczą się dostatecznie, by podjąć ogromną i długotrwałą operację unikania kolizji. Nawet jeśli dostrzegą, że coś trzeba robić, każdy gatunek będzie miał swą własną strategię, własne ulubione rozwiązanie problemu. Dysputy na temat strategii nastąpią równie gwałtowne jak Wojna Świtu.

Zbyt wiele dłoni na kosmicznej kierownicy, powiedziała Felka.

Dojdzie do zderzenia i rezultaty — kolizji i towarzyszących jej wojen — będą całkowitą katastrofą. Życie na Drodze Mlecznej nie skończy się natychmiast. Kilka ogników rozumu będzie błyskało przez następne kilka miliardów lat. Jednakże walka o przetrwanie zmusi te systemy do transformacji. Będą to, praktycznie biorąc, cywilizacje maszyn. Nigdy nie powstanie struktura przypominająca społeczeństwa sprzed kolizji.

* * *

Volyova zauważyła, że broń strzela, ale promień natychmiast zniknął i broń siedemnaście wyglądała tak jak przedtem. Według oceny Volyovej broń wyzwoliła się spod kontroli Clavaina na pół sekundy. Może nawet mniej.

Niezgrabnie włączyła radio w skafandrze i od razu rozległ się głos Khouri.

— Ilia…? Ilia…? Czy mnie…

— Słyszę cię, Khouri. Czy stało się coś ważnego?

— Nic ważnego, Ilio. Chyba tylko to, że zrobiłaś, co zamierzałaś. Broń kazamatowa bezpośrednio trafiła w „Światło Zodiakalne”.

Triumwir zamknęła oczy, rozkoszując się chwilą. Zwycięstwo smakowało znacznie gorzej niż sobie wyobrażała.

— Bezpośrednie trafienie? — Tak.

— Niemożliwe. Nie widziałam błysku eksplozji napędów Hybrydowców.

— Powiedziałam, że to bezpośrednie trafienie. Nie mówiłam, że to trafienie śmiertelne.

Volyova zdołała już uchwycić na konsoli promu zdalny obraz „Światła Zodiakalnego”. Przesłała go na szybę hełmu i studiowała szkody z pełną szacunku fascynacją. Promień przeciął kadłub statku Clavaina, jak nóż przecina chleb; odkroił może jedną trzecią jego długości. Igłonosy dziób, połyskując wyciętymi fasetami lodu wzmocnionego diamentowymi nićmi, odłączał się od reszty kadłuba w upiornie powolnym ruchu, niczym przewracająca się iglica. Rana wyrżnięta przez promień nadal świeciła żywym odcieniem czerwieni, a po obu stronach rozciętego kadłuba coś wybuchało. Już dawno Volyova nie widziała nic tak przejmująco pięknego. Wielka szkoda, że nie mogła tego zobaczyć własnymi oczyma.

Właśnie wtedy promem rzuciło w bok. Volyova wpadła na ścianę, nie miała bowiem czasu, by znów się wpiąć w fotel sterowania. Co się stało? Czy broń skorygowała kierunek celowania i w czasie tego procesu pchnęła jej prom? Volyova usiadła pewniej i skierowała gogle ku oknu, ale broń miała tę samą orientację, jak wtedy, gdy przestała strzelać. Prom znowu został rzucony w bok i tym razem poczuła — przez przekazującą wrażenia dotykowe materię rękawic — ostry zgrzyt metalu o metal. Jakby o jej statek ocierał się jakiś inny obiekt.

Doszła do tego wniosku i w tym momencie pierwsza postać wkroczyła przez nadal otwarte drzwi śluzy. Volyova zaklęła w duchu, że nie zamknęła śluzy za sobą, ale skafander dawał jej fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Powinna była raczej pomyśleć o intruzach, a nie o środkach potrzebnych do podtrzymania własnego życia. Takiej pomyłki na pewno nie popełniłaby, gdyby czuła się dobrze, ale uważała, że w tak późnym stadium gry może pozwolić sobie na małe niedociągnięcia. Przecież wcześniej wykonała zwycięskie posunięcie przeciwko statkowi Clavaina. Przecięty kadłub oddryfowywał teraz, ciągnąc za sobą poplątane nici mechanicznej posoki.

— Triumwir? — zabrzęczał w jej hełmie głos przybysza. Studiowała pancerz intruza, barokową ornamentację i oślepiające zestawienia świecącej farby i zwierciadlanych powierzchni.

— Ma pan tę przyjemność — odparła.

Przybysz wycelował w nią szerokolufową broń. Za nim dwa podobnie uzbrojone osobniki wcisnęły się do kabiny. Pierwszy podciągnął czarną przyłbicę przeciwbłyskową; za grubą ciemną szybą jego hełmu dostrzegła nie całkiem ludzką twarz hiperświni.

— Nazywam się Scorpio — poinformowała ją świnia. — Mam przyjąć pani kapitulację, triumwirze.

Zakrztusiła się ze zdziwienia.

— Moją kapitulację? — Tak, triumwirze.

— Czy wyglądał pan ostatnio przez okno, Scorpio? Naprawdę powinien pan to zrobić.

Intruzi naradzali się przez chwilę. Co do sekundy wyczuła moment, kiedy fakty dotarły do ich świadomości. Lufa Scorpia obniżyła się nieco, a w jego oczach pojawił się błysk wahania.

— Nadal jest pani naszym więźniem — oświadczył, ale z mniejszym przekonaniem niż poprzednio.

Volyova uśmiechnęła się pobłażliwie.

— To bardzo ciekawe. Jak pan sądzi, gdzie powinniśmy dopełnić formalności? Pański statek czy mój?

* * *

Wiec to tak? Taki mam wybór? Że nawet jeśli wygramy, nawet jeśli pobijemy wilki, w dłuższej perspektywie nie ma to ni cholery znaczenia?! Że najlepsze, co możemy zrobić w interesie zachowania samego życia w dłuższej perspektywie, to zwinąć się w kłębek i umrzeć? Że to, co powinniśmy czynić, to poddać się wilkom, a nie przygotowywać się do walki z nimi?

[Nie wiem, Clavainie]

To może być kłamstwo. Propaganda, którą wilk ci zademonstrował, retoryka samousprawiedliwiania się. Możliwe, że nie kierują się wyższymi pobudkami i likwidują inteligencje z jednego powodu: bo takie są ich obyczaje. I nawet jeśli przekazali ci prawdę, nie znaczy to, że mają słuszność. Pobudki mogą być słuszne, Felko, ale historia jest zaśmiecona okrucieństwami popełnianymi w imię jedynie słusznej sprawy. Możesz mi wierzyć. Nie można usprawiedliwiać morderstwa miliardów rozumnych indywiduów z powodu jakiegoś oddalonego utopijnego snu, bez względu na alternatywę.

[Znasz dokładnie alternatywę, Clavainie. Całkowita eksterminacja]

Tak. Oni tak twierdzą. Ale, jeśli to nie takie proste? Jeśli to, co ci powiedział, jest prawdą, to cała przyszła historia galaktyki została zmodyfikowana przez wilki. Nigdy się nie dowiemy, co by było, gdyby wilki się nie pojawiły, by przeprowadzić życie przez kryzys. Eksperyment się zmienił. A teraz wystąpił nowy czynnik: własna słabość wilków, fakt, że powoli przegrywają. Może nigdy nie miały być tak brutalne? Czy rozważyłaś taką możliwość? Że kiedyś były bardziej pasterzami, a mniej kłusownikami? Może trzymały się zasad, które kazano im stosować, ale robiły to z coraz mniejsza litością. Od łagodnych interwencji do ludobójstwa. Od władzy samonapędzającej się tyranii. Może wyższe pobudki ich czynów nie są słuszne.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 89
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)