Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]
- Автор: Рейнольдс Аластер
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 978-83-7480-048-8
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]». Краткое содержание книги:
Felka eskortowała Clavaina do spłachetka połyskującej wilgocią murawy. Miała na sobie długą czarną suknię, a jej stopy ginęły pod czarnym oblamowaniem. Nie zwracała uwagi na to, że suknia ciągnie się po zroszonej trawie. Usiedli naprzeciwko siebie na pieńkach, wypolerowanych z wierzchu do lustrzanej gładkości. Mieli całą polanę dla siebie — dzielili przestrzeń tylko z ptakami.
Clavain rozejrzał się. Czuł się teraz znacznie lepiej, a pamięć niemal całkowicie mu wróciła. Zupełnie jednak nie pamiętał tego miejsca.
— Czy to ty, Felko, stworzyłaś to wszystko?
— Nie — odpowiedziała ostrożnie — ale dlaczego pytasz?
— Chyba dlatego, że trochę przypomina mi las w Matczynym Gnieździe. Tam gdzie miałaś pracownię. Oczywiście, jeśli nie liczyć ciążenia, którego w twojej pracowni nie było.
— Więc pamiętasz to.
Podrapał świeży zarost na brodzie. Gdy spał, ktoś go starannie ogolił.
— To i tamto po trochu. Z wydarzeń sprzed mojego uśpienia nie tak wiele, ile bym chciał.
— Co dokładnie pamiętasz?
— Remontoire odlatuje, by skontaktować się z Sylvestem. Wybierasz się w drogę z nim, a potem postanawiasz, że jednak nie. Niewiele więcej. Volyova nie żyje, prawda?
Felka skinęła głową.
— Ewakuowaliśmy planetę. Ty i Volyova zgodziliście się podzielić pozostałą broń klasy piekło. Wzięła „Burzyka”, załadowała tyle broni, ile zdołał udźwignąć, i poleciała prosto w serce machiny Inhibitorów.
Clavain ściągnął wargi i cicho gwizdnął.
— Czy coś zdziałała?
— Zupełnie nic. Ale umarła z hukiem.
Clavain uśmiechnął się.
— Zawsze się tego po niej spodziewałem. Co jeszcze?
— Khouri i Cierń — pamiętasz ich? Dołączyli do ekspedycji Remontoire’a na Hades. Mają promy i zainicjowali system naprawczy „Światła Zodiakalnego”. Muszą tylko dostarczać statkowi surowego materiału, a on się naprawi. Tyle że to trochę potrwa. Khouri uważa, że wystarczy czasu, by skontaktowali się z Sylvestem.
— Nie bardzo wiedziałem, jak traktować twierdzenia, że już była w Hadesie — powiedział Clavain. Sprzed swoich stóp zerwał źdźbła trawy, zgniótł je i powąchał papkowatą zieloną pozostałość, która poplamiła mu palce. — Ale triumwir chyba myślała, że to prawda.
— Dowiemy się tego wcześniej czy później. Gdy nawiążą kontakt — bez względu na to, ile to zajmie czasu — zabiorą „Światło Zodiakalne” z układu i podążą w ślad za nami. Jeśli chodzi o nas… to nadal jest twój statek, Clavainie, ale codzienne sprawy załatwia triumwirat. Triumwirami są Blood, Cruz i Scorpio, wybrani w głosowaniu powszechnym. Wybraliby oczywiście Khouri, gdyby po ewakuacji zdecydowała się tu zostać.
— Pamięć mi mówi, że uratowano sto sześćdziesiąt tysięcy ludzi — rzekł Clavain. — Czy bardzo się mylę?
— Nie, to mniej więcej tyle. Imponująca liczba, dopóki człowiek nie zda sobie sprawy, że nie daliśmy rady uratować czterdziestu tysięcy innych…
— To my popsuliśmy całą sprawę, prawda? Gdybyśmy nie interweniowali…
— Nie, Clavainie — powiedziała tonem upomnienia, jakby był starcem, który popełnił straszną gafę w towarzystwie. — Nie wolno ci tak myśleć. Posłuchaj, to było tak.
Byli dostatecznie blisko, by wymieniać myśli jak Hybrydowcy. Przepompowała mu do głowy obrazy, obrazy ze śmierci Resurgamu. Zobaczył ostatnie godziny, kiedy maszyna wilków — tak nazywali teraz broń Inhibitorów — wwierciła grawitacyjny lej w serce gwiazdy, pchając niewidzialną długą łyżkę głęboko w płonący atomowym ogniem rdzeń. Otwarty tunel był wyjątkowo wąski, w najgłębszym miejscu miał nie więcej niż kilka kilometrów średnicy — i choć gwiazdę wykrwawiano, proces był krwotokiem kontrolowanym. Materia z rdzenia wypływała delikatnym łukiem, iglicą ekspandującego, stygnącego piekielnego ognia, który wystrzelił z powierzchni gwiazdy z szybkością pół c. Sterowana przez impulsy tej samej energii grawitacyjnej, która najpierw wypatroszyła gwiazdę, iglica została wygięta w łagodną parabolę i spryskała dzienną półkulę Resurgamu. Jeszcze nim uderzyła w powierzchnię, płomień gwiezdnego ognia miał średnicę tysiąca kilometrów. Skutek był katastrofalny i w zasadzie natychmiastowy. Atmosfera wygotowała się w parzącym błysku, czapy lodowe i obszary otwartej wody — kilka chwil później. Jałowa, pozbawiona powietrza skorupa pod promieniem roztopiła się. Iglica żłobiła wiśniową bliznę na obliczu planety, która została spopielona na głębokość setek kilometrów i wypluta w kosmos w gorącym obłoku gotujących się skał. Fale uderzeniowe początkowego impaktu obiegły planetę i zniszczyły całkowicie życie na półkuli nocnej: wszystkie istoty ludzkie, wszystkie organizmy, które ludzie przywieźli na Resurgam. A przecież i tak umarliby wkrótce. Za parę godzin nocna półkula obróciła się ku słońcu. Iglica nadal wrzała, studnia energii w sercu gwiazdy została ledwie napoczęta. Skorupa Resurgamu wypaliła się, a promień nadal się wżerał w płaszcz planety.
Przez trzy tygodnie planeta została zredukowana do dymiącego, rozgrzanego do czerwoności węgielka o średnicy zmniejszonej o jedną piątą. Potem promień przełączył się na inny cel, inny świat i rozpoczął tę samą morderczą operację. Wyczerpywanie materii z serca Delty Pawia w końcu wykrwawi gwiazdę do zimnej skorupy — z braku dostatecznej ilości materii synteza jądrowa zatrzyma się nagle. To jeszcze nie nastąpiło, sądząc na podstawie sygnałów świetlnych, które dochodzą z układu, ale kiedy się stanie, proces prawdopodobnie będzie gwałtowny.
— Rozumiesz, w gruncie rzeczy mieliśmy szczęście, że uratowaliśmy tak wielu — stwierdziła Felka. — To, że inni zginęli, nie jest naszą winą. Zrobiliśmy po prostu to co słuszne w takich okolicznościach. Nie ma sensu czuć winy z tego powodu. Gdy byśmy tam nie polecieli, tysiące innych spraw mogłoby pójść nie tak. Przybyłaby tam flota Skade, a oni w ogóle nie zamierzali negocjować.
Clavain wspomniał okrutny błysk umierającego statku gwiezdnego i ostateczną śmierć Galiany. Zabił ją swoją decyzją zniszczenia „Nocnego Cienia”. Nawet teraz czuł z tego powodu ból.
— Skade umarła, prawda? Ja ją zabiłem w przestrzeni między gwiezdnej. Inne jednostki jej floty działały samodzielnie, nawet podczas naszych potyczek.
— Wszystko było samodzielne — powiedziała Felka, omijając temat.
Clavain obserwował, jak ara przelatuje z drzewa na drzewo.
— Nie mam nic przeciwko udzielaniu konsultacji w kwestiach strategii, ale nie chcę władzy na tym statku. On nie jest mój, bez względu na to, co mówiła Volyova. Jestem za stary na dowódcę. Ponadto, czego statek mógłby ode mnie chcieć? On już ma swojego kapitana.
Felka ściszyła głos.
— Pamiętasz więc kapitana?
— Pamiętam, co Volyova nam powiedziała. Nie pamiętam, żebym rozmawiał z samym kapitanem. Czy nadal wszystkim steruje, tak jak zapowiadała?
— To zależy od tego, co uważasz za sterowanie wszystkim. — Felka nadal ważyła słowa. — Jego infrastruktura jest nadal nietknięta, ale od czasu, gdy opuściliśmy Deltę Pawia, nie przejawił się jako istota świadoma.
— Więc kapitan nie żyje, czy o to chodzi?
— Nie, to też niemożliwe. Angażował się w zbyt wiele rutynowych operacji statku, tak mówiła Volyova. Kiedy popadał w katatonię, wyglądało to tak, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę zasilającą cały statek. Statek nadal o siebie dba, pracuje na zwolnionych obrotach, pozwala sobie na autonaprawy i okazyjne ulepszenia.