Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Letni deszcz. Kielich
Letni deszcz. Kielich - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Letni deszcz. Kielich

Электронная книга - «Letni deszcz. Kielich». Краткое содержание книги:

To miała być po prostu grabież jego życia, która raz na zawsze zapewni Twardokęskowi dostatnią starość na południowych wyspach, z dala od intryg bogów i szlacheckiej rebelii. Niestety, zbójca zdążył zasmakować w kompanii szlacheckich panów braci i szczerze podziela ich zamiłowanie do bitki, wypitki i obłapki. Znając zajadłość i dumę swoich nowych kamratów, wie też doskonale, że zechcą pomścić zniewagę i na wieść o zrabowaniu skarbca kapłanów w ślad za złodziejem puści się kilka setek szabel. Waha się więc i kręci, aż nieoczekiwanie z pomocą przychodzi mu kniaź, który akurat postanowił zbrojnie zdusić powstanie. Kiedy szlachta szykuje się do wielkiej bitwy, zbójca cichaczem wyrusza po wytęsknione bogactwo. Nie przeczuwa jednak, że Koźlarz także odrzucił wszelkie powinności, pozwalając, aby pochłonęła go kohorta martwych władców. Teraz powraca w rodzinne strony na czele nieludzkich wojowników, którzy za nic mają zaszczyty i bogactwo, a łakną jedynie zniszczenia i mordu. Powstrzymać może go tylko Szarka, która – spętana mocą cudownej wody ze źródła żmijów – wciąż śni na dalekiej Północy, usiłując poznać przyczynę swego przybycia do Krain Wewnętrznego Morza.
Zapewne jednak nie jest nią ratowanie z opałów zbójcy Twardokęska…
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 156
Перейти на страницу:

Poruszył się w niej ostrożnie. Wiedział, jak jest krucha, i nie mógł sobie na razie pozwolić na więcej. Jego pan był łaskawy i kapłani czasami przyprowadzali mu kobiety. Nie trwały jednak długo w ciemnym wnętrzu góry. Okazywały się zbyt słabe, aby znieść napór skały.

A Iskra zdołała go zaskoczyć. Nie, nie szarpała się z nim – na to był przygotowany. Po prostu zanurzyła się w truciznę jak w największą głębię morza. Zbyt gwałtownie. Krew rzuciła się Mroczkowi do ust, ból sprawił, że popłynęła z nosa wilgotną, gorącą strużką. Ale rozkoszował się każdą kroplą udręki. Ostatecznie to cierpienie miało przygnać do niego Iskrę. Później, kiedy już znuży się walką.

Na razie pozwolił, aby osunęła się w sen, i cicho zanucił jej kołysankę. Teraz śniła tylko dla niego.

* * *

Kiedy Szarka upadła, Suchywilk runął ku niej z rykiem, przewracając stół i roztrącając współbiesiadników. Jednak Wark nie spojrzał ku niemu. Z niedowierzaniem wpatrywał się w kapłankę.

– Coś ty zrobiła? – wyszeptał ze zgrozą. – Coś ty jej zrobiła?

Irys przyciągnęła do piersi żmijową harfę. Instrument lśnił jak bursztyn, ciężki i chłodny pod jej palcami, a powietrze wokół wciąż zdawało się wibrować i drżeć echem pieśni.

Najgorsze, że przyszło jej to tak boleśnie bez trudu. Sok ze źródła Ilv bez śladu rozpłynął się w ciężkim skalmierskim winie, a kiedy Iskra wyciągnęła dłoń po kielich, jej oczy były zielone, zielone jak świeże wiosenne liście, i spokojne. Nazbyt spokojne. A potem zaczęła śpiewać. W pieśni szumiał, wirował mleczny jad, aż wreszcie nie było nic prócz smutku i śmierci.

– Przyjęłam dar – odparła w końcu.

W jakiś niepojęty, przewrotny sposób była to prawda. Iskra wiedziała o truciźnie. Od początku wiedziała o wszystkim.

– Zabiłaś ją! – wykrzyknął Wark.

Poderwał się z ławy. Pochwycił rękojeść miecza, który pachołek trzymał za nim podczas całej uczty na znak kniaziowskiej władzy, i płynnym ruchem uniósł ostrze.

Irys zobaczyła tylko rozmazaną srebrną smugę. Potem miecz opadł na jej szyję.

Głowa kapłanki wyprysła w bok, opadła na ziemię i potoczyła się pomiędzy białymi kamykami. Ale kiedy ciało upadło na ziemię, jej ręce wciąż kurczowo ściskały żmijową harfę.

– Zabierzcie stąd to ścierwo – rzucił chrapliwie Wark. – I ciśnijcie je w morze. Jak najdalej.

Ponad potrzaskanymi wieżami klasztoru rozległ się pierwszy poszum wichury.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Nikt nie ośmielił się spojrzeć w twarz zwajeckiego kniazia, kiedy niósł swoją córkę poprzez klasztorny dziedziniec i gdy wstępował z nią na schody północnej wieży. Stopni było wiele, ociosanych gładko z granitowych płyt i wygładzonych pod stopami mnichów. Na ścianach połyskiwały krople wody i zielonkawe jęzory mchów. Rozpuszczone włosy Szarki ciągnęły się po posadzce.

Pod drzwiami komnaty zwajecki kniaź przystanął. Lewą ręką przygarnął mocniej nieprzytomną dziewczynę, a prawą uderzył w gębę wartownika. Nikt się nie roześmiał. Wojownik ani drgnął, choć Suchywilk miał na palcu gruby pierścień z rubinem i kamień przeorał strażnikowi policzek.

– Przykazałem, żeby jej na ucztę nie puszczać – powiedział kniaź. Głos miał spokojny, bez cienia zadyszki. – Teraz drzwi na dole zaprzeć i wojowników do wieży ściągnąć. Duchem.

Iskra zaskowytała, kiedy kniaź układał ją na łożu. Jej oczy były na wpół otwarte, dłonie dygotały.

– Co chcecie uczynić? – Czarnywilk przyklęknął u paleniska i podsycił ogień.

– Nie wiem. – Kniaź zacisnął zęby tak mocno, że kości szczęk zagrały pod skórą. – Ale się wnet dowiem. Dość tych szarad i tajemnic. Czas gadać – rzucił szorstko do jasnowłosej wiedźmy. – I gadać będziesz. Choćbym ci miał słowa kordem z gardła wyrzynać, dziewczyno.

Niewiastka w niebieskiej sukni cofnęła się, oparła plecami o ścianę. Kamień był wilgotny, pokryty resztkami szkarłatnej farby i zaciekami pleśni. Martwy kamień, pomyślała, dawno temu wydarty z ziemi. Lecz wydało się jej, że mur drgnął, gdy jadziołek przemknął obok okna, niemal musnąwszy ościeżnicę skrzydłem o lotkach zwieńczonych rzędem drobnych haczyków.

Plugastwo krążyło wokół potrzaskanych murów klasztoru. Jego wizgi wwiercały się wiedźmie w głąb umysłu. Po raz pierwszy od dnia, kiedy wypatrzył Szarkę pod zeschniętym drzewem, jadziołek nie mógł jej dosięgnąć. Wiedźma czuła jego wściekłość: sok zmąconego źródła Ilv oślepiał potwora równie dotkliwie jak Szarkę. Był głodny. Wiedziała, że niedługo oprzytomnieje na tyle, aby spróbować pochwycić kogoś na miejsce utraconej zdobyczy.

Wzdrygnęła się.

– Nie straszcie wiedźmy, kniaziu. – Żalnicki książę skrzywił się nieznacznie. – Wasza złość jej nie ośmieli.

Suchywilk uczynił krótki gniewny gest, lecz w tej samej chwili wizg plugastwa rozległ się tuż za zapartą okiennicą. Szarka rzuciła się dziko na poduszkach i kniaź pohamował się szybko. Ukląkł przy posłaniu, przytrzymał jej rękę.

– Wiedźmo, nie wiem, czego się obawiasz. – Suchywilk popatrzał przez ramię ku błękitnookiej niewiastce. – Ale na pewno rozumiesz, co uczyniono mojej córce. Więc gadaj. Bo jeśli ona na tej wyspie pomrze, nikt się stąd żywy nie wydobędzie. Przysięgam ci na wszystkich bogów.

Wiedźma przymknęła oczy. Czuła, jak mleczny jad otula Szarkę, unosi ją coraz głębiej i dalej. Trucizna była miękka, ulotna i nie pozostał w niej nawet ślad po skrzydlatych wężach nieba. Moc Zird Zekruna wymiotła je jak miotła z brzozowych witek, rwanych wiosną przy pełnym księżycu, aby wyczyścić komin ze starego popiołu i zimowych smutków.

Pan Pomortu przerażał wiedźmę do głębi. Jednak z wolna zanurzała się w sny Szarki, czując na sobie uważne spojrzenie pomorckiego boga. Tuziny miodowych ślepi rozwierały się powoli w ciemności głębokiej jak otchłań, nad którą zawieszono Hałuńską Górę i całą pomorcką dziedzinę. Nie umiała się przed nimi zasłonić. Nie próbowała nawet, ponieważ w tej krótkiej chwili, pochylona nad posłaniem sinoborskiego kniazia, pojęła jedną prostą prawdę, o której nie ośmieliła się wcześniej pomyśleć.

Że Iskra naprawdę może umrzeć. Ponieważ tak właśnie wybrała, co nie pozostawiało miejsca na żadne wybiegi, sekrety i chytre sztuczki. Jedynie na śmierć.

W sercu Szarki nie było nic prócz łopotu płomieni i krwi. Nic więcej. Ani w najgłębszej wizji wiedźma nie umiała odnaleźć tamtej dziewczyny, która tańczyła w wielkiej sali donżonu z dwoma zakrzywionymi mieczami, cała złota, roziskrzona.

Najemnicy idą przez cichy zamek. Za zasuniętymi kotarami loża rudowłosa kobieta śpi ze srebrnym kubkiem w zaciśniętych palcach, a wino z przewróconego dzbanka plami poduszki. Siwa suka skowyczy, zdychając w kałuży krwi. Ktoś wybucha śmiechem, kiedy kobieta unosi się z wysiłkiem na łokciach i spogląda po ich twarzach. Wciąż nie pojmując, wciąż nie rozumiejąc.

Rękojeść sztyletu uderza ją w skroń.

Błękitnooka wiedźma z wysiłkiem wyrwała się na powierzchnię, do świata, gdzie nie było złocistych ślepi boga ani wspomnień Szarki.

– Nie wiem. – Nie śmiała spojrzeć na kniazia, by nie wyczytał w jej oczach strachu przed bursztynową obecnością, która krążyła w mrocznych krańcach komnaty. – Myślałam, że trucizna nie może jej pokonać.

– Trucizna? – Żalnicki książę dotknął jej ramienia. – W kielichu była trucizna? Komu ją przeznaczono?

Był szybki. Bardzo szybki.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 156
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)