Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Letni deszcz. Kielich
Letni deszcz. Kielich - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Letni deszcz. Kielich

Электронная книга - «Letni deszcz. Kielich». Краткое содержание книги:

To miała być po prostu grabież jego życia, która raz na zawsze zapewni Twardokęskowi dostatnią starość na południowych wyspach, z dala od intryg bogów i szlacheckiej rebelii. Niestety, zbójca zdążył zasmakować w kompanii szlacheckich panów braci i szczerze podziela ich zamiłowanie do bitki, wypitki i obłapki. Znając zajadłość i dumę swoich nowych kamratów, wie też doskonale, że zechcą pomścić zniewagę i na wieść o zrabowaniu skarbca kapłanów w ślad za złodziejem puści się kilka setek szabel. Waha się więc i kręci, aż nieoczekiwanie z pomocą przychodzi mu kniaź, który akurat postanowił zbrojnie zdusić powstanie. Kiedy szlachta szykuje się do wielkiej bitwy, zbójca cichaczem wyrusza po wytęsknione bogactwo. Nie przeczuwa jednak, że Koźlarz także odrzucił wszelkie powinności, pozwalając, aby pochłonęła go kohorta martwych władców. Teraz powraca w rodzinne strony na czele nieludzkich wojowników, którzy za nic mają zaszczyty i bogactwo, a łakną jedynie zniszczenia i mordu. Powstrzymać może go tylko Szarka, która – spętana mocą cudownej wody ze źródła żmijów – wciąż śni na dalekiej Północy, usiłując poznać przyczynę swego przybycia do Krain Wewnętrznego Morza.
Zapewne jednak nie jest nią ratowanie z opałów zbójcy Twardokęska…
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 156
Перейти на страницу:
* * *

Irys przymknęła powieki, czując pod palcami chłodne srebro, z którego ukształtowano nóżki kielichów. Wark chrząknął nagląco, a ona wciąż nie mogła się zdecydować. Przypomniała sobie, jak przychodziła do niego nocą w treglańskiej cytadeli. Dotykała go, mówiła w ciemności słowa, których ją nauczono, i czasami wydawało się jej, że potrafi go dosięgnąć. Wówczas pojawiały się jeszcze inne słowa, jej własne. Tłumaczyła sobie, że nie mają żadnego znaczenia. Lecz miały. Niepostrzeżenie sensy zaczęły się dopełniać i czasami Irys miała wrażenie, że to ona została jego kochanką pod pękniętą kopułą przybytku bogini. Leżała w kniaziowskim łożu, słuchając miarowego stukotu jego serca, i z każdą kroplą wodnego zegara coraz bardziej stawała się Firlejką. I wydawało się jej, że razem z nią śpiewa przeciągłą, powolną pieśń o Thornveiin, która pozwoliła, by miłość uniosła ją poza najdalsze krańce Wewnętrznego Morza.

Nie sądziła, aby Wark to zauważył. Nie dbał o tajemnice swojej nałożnicy. Właściwie nie dbał o nic, prócz szklanej fiolki, w której zamknięto kilka łyków zmętniałej wody źródła Ilv. Dzisiaj o poranku rozkazał Irys, aby dolała kilka kropli do trunku żalnickiego księcia – zamierzał choć na chwilę odebrać mu moc żalnickich kniaziów i wszelkie cuda, zaklęte w kształt Sorgo. Nie rozumiał nawet, o co prosi. Cała północ od lat śpiewała pieśni o cudownej wodzie, która wszelki czar tłumi i obraca wniwecz. Ale tak było dawno temu, zanim Wężymord wymordował żmijów i rzucił ich martwe ciała w źródło jasnej wody. Teraz sok Ilv był tylko śmiercią i przenikała go moc Zird Zekruna.

W istocie oboje – Lelka i Wark – poprosili ją o śmierć. Trzymała ją teraz w dłoni, w małej szklanej fiolce z półprzezroczystego szkła. Mogła zabić tylko raz. Nie umiała rozstrzygnąć, kogo.

Wydało się jej, że rudowłosa córka Suchywilka dostrzegła jej wahanie.

– Proszę – powiedziała bardzo cicho Szarka i wyciągnęła rękę po kielich. – Proszę.

* * *

Wiedźma poczuła, jak wargi Iskry zanurzają się w napitku. Wojownicy wiwatowali, kolejno spełniając toasty na chwałę bogów. Ktoś wychylił wino do dna i roztrzaskał kryształowy roztruchan na własnym czole, inni ciskali kielichami w kolumny i kamienne płyty. Nikt nie spoglądał ku Szarce.

Służka kniazia płakała. Łzy zdawały się rzeźbić koleiny w złotej masce.

– Teraz dla was zaśpiewam, kniaziu. – Ręka Szarki drżała, kiedy odgarnęła włosy z twarzy. – Jeśli pozwolicie.

Pierwsze dźwięki harfy były słabe jak szmer deszczu. Wiedźmie przypomniała się delikatna wodna mgiełka, spowijająca brzeg, gdy z jesiennym wichrem przybijali do zwajeckiej wyspy. Wydrzyki nawoływały się ostrymi krzykami ponad kręgiem nadmorskich głazów. Padał deszcz. Okręt sunął gładko pomiędzy skałkami, popychany ramionami wioślarzy, aż wpłynął do zatoki. Gdy wyłonił się potężny, krępy zarys dworca, Suchywilk przygarnął nagle rudowłosą i przytulił ją mocno, choć dziewczyna zesztywniała w jego uścisku.

Szarka mocniej szarpnęła struny harfy. Melodia stawała się pełna śmierci i snów, które przychodzą tuż po zmroku, duszna od torfowego dymu, cierpka smakiem dzikich jabłek wędzonych nad kominem.

Spomiędzy wież przychytrzyńskiego klasztoru rozległ się wściekły krzyk jadziołka. Uderzył w wiedźmę jak sztylet. Pierwszy raz usłyszała w głosie plugastwa prawdziwy strach. Było przerażone. Wiedźma otworzyła się przed nim, pozwoliła wciągnąć w nieludzki, obłędny lęk i wreszcie rozpoznała tę truciznę, niepodobną do żadnej innej.

Śnieg i wicher wymiotły popiół, wilki obrały ich ciała z mięsa, lecz potrzaskane szkielety wciąż broniły przystępu do źródła Ilu Śnieg chrzęścił głucho, kiedy wysłannicy najwyższej treglańskiej kapłanki trwożliwie stąpali pomiędzy szpalerem potężnych żeber, aż do wąskiej strużki, co na osmalonych skałach była biała jak mleko. Przyobiecano im złoto, wiele, wiele złota za każdą kroplę wody, ale na brzegu źródła Ilv obietnice wydawały się dziwnie odległe. Jednak pochylali się kolejno, napełniali bukłaki i manierki, usiłując myśleć o bogactwie, o złotych monetach, które z metalicznym szczękiem opadają do sakiewki. Aż pojedyncza mleczna kropla opadła na rękę świątynnego sługi, tuż nad krawędzią rękawicy z łosiowej skóry.

Śpiew urwał się nagle, choć dźwięk harfy zdawał się wciąż wibrować w powietrzu niczym odległe echo deszczu. Wiedźma ocknęła się, czując na języku słony smak krwi z przegryzionej wargi. Wielki blady księżyc wisiał tuż nad połamanymi kolumnami, a twarz Szarki była srebrna od miesięcznego światła. Biesiadnicy wpatrywali się w Iskrę w nabożnym zdumieniu. Wojowie zamarli po obu stronach stołów, jakby pieśń obróciła ich w kamień.

Ale naprawdę było to tylko pożegnanie, pomyślała wiedźma. Nic więcej. Nawet nie przymus, bo Szarka dobrze wiedziała, co przyjmuje wraz z kielichem. Po prostu wybór. I pomyłka.

Jadziołek krzyknął ochryple znad otwartego morza.

Iskra niezdarnie podniosła się pod uważnym spojrzeniem żalnickiego księcia. Potknęła się o rąbek własnej sukni. Wiedźma widziała ból w jej niewidzących, rozwartych oczach.

Kapłanka wydała cichy, zduszony dźwięk. Chyba szloch.

Nikt ku niej nie patrzył.

– Ona nie umrze. – Wiedźma lekko dotknęła ramienia sinoborskiej niewiasty. – Nie umrze dla obietnicy złożonej córce skalmierskiego doży. Omyliłyście się, kapłanko.

Wark poderwał się ze swojego stołka, aby podtrzymać Iskrę. Suchywilk odepchnął go potężnie.

Szarka chyba tego nawet nie dostrzegła.

– Jestem zmęczona. – Rudowłosa skłoniła głowę przed sinoborskim kniaziem, lecz słowa były tak ciche, że ledwie dawały się wyczytać z ruchu jej ust. – Wybaczcie.

W wyciągniętych ramionach wciąż trzymała żmijową harfę, znak Org Ondrelssena od Lodu. Powoli, jak gdyby poruszała się po omacku, obróciła się ku kapłance.

– Sądziłam, że przypłynęłam na Przychytrze, aby przekonać się, co jest prawdą – powiedziała, nie dbając zupełnie o wojowników, którzy przysłuchiwali się jej ze zdumieniem w twarzach. – Aby się przekonać, czy jestem prawdziwa. I czym jestem naprawdę. Ale pomyliłam się, czyż nie? Bo nie ma dowodu prawdy i nigdy nie będzie. Są tylko kolejne sny, które opadają z nas jak płatki róży. A ten już dobiega końca. I być może przybyłam tu jedynie po to, aby przekazać ci podarunek. Harfę wykutą w ogniach Kii Krindara.

Ponad stołami przebiegł cichy szmer. Suchywilk poruszył się niespokojnie, ale córka powstrzymała go krótkim gestem.

– Przyjmij ją z mojej własnej woli – dodała cicho. Jej oczy wydawały się zupełnie białe. – Jako dar. Bo nie zdołałabyś mi jej odebrać. Nie sądzę, aby wystarczyła cała woda ze źródła Ilv. A teraz chcę spać – dokończyła, odwracając się ku niebieskookiej niewiastce. – Pomóż mi ułożyć się do snu.

Wiedźma powoli podeszła do niej, ujęła pod łokieć. Zupełnie jakby prowadziła ślepca.

Szarka zachwiała się i wsparła na niej całym ciężarem. Kiedy szły przez dziedziniec, ruchy Iskry były niezdarne i pozbawione wdzięku.

Ale przewróciła się dopiero za kręgiem pochodni, za pękniętym łukiem bramy kaplicy Kii Krindara.

* * *

Iskra wypiła pierwszy łyk zatrutego wina i Mroczek poczuł, jakby w żyły wlano mu płynny ogień. Spełnienie było tak głębokie, że się zachłysnął. Był w niej. Smakował ją powoli, jak skalmierskie wino. Nie było już żadnych osłon ni barier. Ani jadziołek, ani żmijowa harfa nie stały między nimi. Nawet czas i przestrzeń nie miały znaczenia.

Czuł ją na wargach, na opuszkach palców. Wciągnął w nozdrza delikatną woń jaśminu. Wiedźmę również zamierzał zatrzymać dla siebie, choć przy Iskrze była jak garść popiołu przy ognistej pochodni.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 156
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)