Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83
Перейти на страницу:

– Ale Edka… – zaczęłam i ugryzłam się w język, niepewna, czy to nie będzie zbyt duży nietakt. Anita znуw westchnęła.

– Przy Edku trochę straciłam głowę – wyznała ze skruchą. – Chciałam go uciszyć i nie wiedziałam jak. Chyba jednak za dobrze mi wyszło… Chciałam jej także rąbnąć kalendarz z tamtego roku. Doskonale wiem, że Alicja ma wszystko pozapisywane w kolejnych kalenda­rzach i bez nich niczego sobie nie skojarzy…

Dziwne niedołęstwo mordercy i nadmiar szczęśliwych przypadkуw wreszcie stały się dla mnie zrozumiałe. Oszołomiona zgrozą, ucieszyłam się, że Anita przejawia jednak jakieś ludzkie cechy. Nikogo innego nie chciała skrzywdzić… Bez oporуw odpowiadała na moje zachłanne pytania, oświadczyła, że o wiadomościach Edka nic nie wie i sama się dziwi, po czym kazała mi przeprosić Alicję za nastawanie na jej życie,

– A w ogуle to sama rozumiesz, że ja jestem wariatka – powiedziała w końcu stanowczo. – Zapewniam cię, że zdrowe zmysły straciłam na zawsze i żadna ludzka siła mnie nie wyleczy. Nic mi nie zrobią…

Owszem, to miało sens. Duński wymiar sprawiedliwości wychodzi z założenia, że każdy zbrodniarz jest szmyrgnięty, i znacznie chętniej kieruje na leczenie niż zamyka w wię­zieniu. Sama byłabym skłonna mniemać, że ona jest chora psychicznie, gdyby nie ta bezbłędnie wybrana linia obrony.

Anita zamyśliła się na chwilę, westchnęła jeszcze raz i dodała:

– Ale życie mam jednak zmarnowane… Słuchaj, zrуb mi przyjemność. Powiedz mi, gdzie ona to trzymała?

– W pralni, na placu Świętej Anny – odparłam, wytrącona z rуwnowagi rozważaniem jej cech umysłu i charakteru. – W ogуle nie wiedziała, że to ma, i gdyby nie Herbert… i nie remont poddasza, i nie skrupulatność naszych byłych dobroczyńcуw. Słuchaj, a pani Hansen? Chciałaś ją zabić dlatego, że cię poznała?

Zgłupiałaś chyba, po cуż miałabym zabijać niewinną staruszkę? Wcale mnie nie poznała, ale pchała się do pokoju i poznałaby za pięć minut. Musiałam temu jakoś zapobiec, prawda? Gdybym wiedziała, że to jest na placu Świętej Anny…! Ta Alicja jest jednak naprawdę nieobliczalna!…

* * *

W dwa dni pуźniej przyszedł list od ciotecznej siostry Edka, jedynej krewnej, ktуra przejęła spadek po nim. List zawierał w środku drugą kopertę i wyjaśnienie, że koperta owa znajdowała się w kieszeni starej marynarki, zaadresowana była do Alicji, siostra wysyła ją zatem z nadzieją, że jest to zgodne z zamierzeniami nieboszczyka.

Koperta wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy. Zalana była czymś, co zidentyfi­kowałyśmy jako słodką wiśniуwkę, fusy od kawy i ocet ze śledzi, i bardzo pognieciona. Wewnątrz znajdował się list prezentujący się nie lepiej niż koperta.

– Musiał być strasznie pijany, jak to pisał – powiedziała Alicja z troską. – Nic nie można odczytać.

Bazgroły tworzyły jedno kłębowisko, zachodziły na siebie, gdzieniegdzie były rozmazane i stanowiły plątaninę prawie nie do rozszyfrowania. Po długich wysiłkach stwierdziłyśmy wreszcie, że zawierają odpowiedź na nasze pytanie. Z oderwanych słуw, nie dokończonych zdań i rуżnych znakуw przestankowych udało nam się zrozumieć, że Edek spotkał znajomego z okresu, kiedy sam błąkał się po świecie, i w trakcie dwutygodniowego oblewania spotkania wykrył przypadkowo jego tajemnicę. Był zdania, że facet jest szpiegiem, bo przed laty nosił inne nazwisko. Zorientował się, że korzysta potajemnie z własnościowej warszawskiej kawalerki Anity, do ktуrej ma klucz, i wysłuchał nader cynicznych zwierzeń na temat zakochanej kobiety. Przyjaciel młodości, pewny Edka, nie krył, iż nie odwzajemnia uczuć owej damy, wykorzystuje ją, wrabia i naraża, zdecydowany zerwać z nią wszelki kontakt z chwilą, kiedy stanie się nieprzydatna. Rodzaju swojej pracy nie zdradził, pozwalając Edkowi trwać przy podejrzewaniu go o szpiegostwo. Część pogmatwanej epistoły zawierała wyrzuty sumienia, wahania i bicia się z myślami, wobec kogo powinien zachować lojalność. Wobec Alicji, ktуrej grozi kompromitacja w razie ujawnienia afery, czy wobec kumpla, ktуremu nic nie grozi w razie zerwania przez Alicję znajomości z podejrzaną osobą.

– Prawdopodobnie napisał to wszystko po pijanemu – powiedziała Alicja. – Włożył do koperty, kopertę wetknął do kieszeni i zapomniał o niej. I potem napisał drugi raz na trzeźwo.

– To jednak Anita miała rację, bojąc się, że ją od byle czego puści kantem – zauważyłam. – Wyjątkowo antypatyczna postać. Słusznie nie lubię takich typуw.

– Dziwię się, że tak chlapał jęzorem przed pijanym Edkiem – powiedziała Zosia z niesmakiem. – Jakiś lekkomyślny pуłgłуwek.

– Nie wiedział, że Edek zna Anitę – mruknęła Alicja, wciąż studiując bazgroły. – Nie wiedział nawet, że Edek zna mnie, a w ogуle to ja go nic nie obchodziłam. Tak to tutaj wygląda.

– Nie tylko – uzupełniłam. – Weźcie pod uwagę, że to było w Polsce. Zbytu na narkotyki u nas nie miał, robił najwyżej jakieś drobne handlowe interesy. Bezpieczny kraj dla niego. Spotkał przyjaciela, przyjaciel alkoholik wydał mu się nieszkodliwy, bo rzeczywiście, gdyby Edek nie znał ciebie, byłby dla niego absolutnie nieszkodliwy… Urżnął się i zwierzał mu się z prywatnych problemуw uczuciowych…

– Zaczyna mi być trochę żal tej Anity. Chociaż, uczciwie mуwiąc, ona na żal nie zasługuje…

Elżbieta, kulejąca już bardzo nieznacznie, przyszła z pożegnalną wizytą. Zaraz po niej nadszedł Thorsten, wypuszczony przed kilkoma dniami ze szpitala. Rуwnocześnie zadzwoni­ła Ewa, oznajmiając, że czuje się doskonale i wyjdzie za tydzień. Reszta ofiar była w przeded­niu całkowitego wyzdrowienia. Opanował nas nastrуj radosnej beztroski, widmo zbrodni znikło z horyzontu, uroczy domek w Allerшd i kwitnące w ogrуdku dalie na nowo nabrały właściwego im charakteru. Wydawało się wręcz niemożliwe, żeby tak długo mogły stanowić miejsce krwawych dramatуw!

– No, moi drodzy – powiedziała Alicja w szampańskim humorze. – Nadeszła chyba okazja, żeby otworzyć tego napoleona! Biała Glista i Bobuś wyjechali, prawdopodobnie na wieki, Ewa jest niewinna i żyje, wy żyjecie, tamci żyją, ciocia nie ma pretensji, a za samo­chуd zwracają mi pełną cenę. Lepiej nie będzie!

Zgodnie i z zapałem przyznaliśmy jej rację.

– Żadnych więcej zwłok! – westchnęła Zosia z bezgraniczną ulgą. – Co to za przyjemność pomyśleć, że ta rzeź się wreszcie skończyła!

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)