Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 83
Перейти на страницу:

– Boże, miej litość…! – jęknęła Zosia, chwytając się za głowę i gnąc się jak złamana lilia nad blatem kuchennym. – Co robisz…?!

– Czy ty chcesz nas do reszty wykończyć? – spytała Alicja złowieszczo. – Co, do cholery, wyprawiasz?!

– Nic, rany boskie, chciałam sobie wziąć herbaty – odparłam ze skruchą. – Idźcie do diabła, sama tu posprzątam. Kretyńskie miejsce na sуl.

Zmiotłam sуl, posprzątałam, nalałam sobie herbaty i na palcach udałam się do atelier, sprawdzając po drodze, czy Alicja i Elżbieta oddychają. Oddychały, wszystko było w porządku.

Miałam wrażenie, że ledwo zasnęłam, kiedy obudził mnie potworny hałas. Tłuczone szkło sypało się na jakieś blachy. Przeraźliwy brzęk, szczęk, jakby trzask wybijanej szyby, rozległy się gdzieś za moją głową, za ścianą, w pokoju Zosi. Zleciałam z katafalku, szarpnęłam drzwi, po drodze dostrzegłam, że Elżbieta siada na łуżku, w korytarzu zderzyłam się z Alicją i Pawłem i wszyscy troje runęliśmy na drzwi pokoju Zosi. Zosia, bliska płaczu z wściekłości, usiłowała się wyplątać z czegoś niewidocznego. Nocna lampka u sufitu słabo oświetlała jej wysiłki.

– Żyjesz…! – jęknęłam z ulgą, łapiąc oddech.

– Do cholery z tym bezpieczeństwem! – wrzasnęła Zosia z furią. Przepchnęłam się bliżej i ujrzałam na podłodze przed łуżkiem olbrzymią kupę potłuczonego szkła, po większej części z butelek, przykrywki od garnkуw i jakieś blachy. Zosia odplątywała sobie z nуg cienką nitkę.

– Co, na miłosierdzie pańskie, zamierzałaś zrobić z tym wszystkim?! – spytałam, nieopisanie zdumiona, bo Zosia na ogуł zachowywała się raczej normalnie.

– Nic, do diabła! – warknęła. – Trzeba mnie było nie budzić tą solą! Robisz jakieś kretyńskie hałasy i potem jest taki skutek!

– Potłukło się od hałasu? – zainteresował się Paweł.

– Odczepcie się! Nie mogłam zasnąć, nie umiem spać przy zamkniętym oknie! Więc otworzyłam i zrobiłam urządzenie alarmowe! Żeby nikt nie wlazł! Zapomniałam o tym i sama w to wlazłam.

– To znaczy co zrobiłaś? – spytała nadzwyczajnie zaciekawiona Alicja. – Usiłowałaś wejść przez okno?

– Następny urlop spędzę zamknięta w piwnicy! – zagroziła pуłprzytomna Zosia. – Nie brałam nic czerwonego!… Ustawiłam tu butelki i otoczyłam dookoła nitką, i przywiązałam ją do okna, jakby kto chciał uchylić, to musiał je zepchnąć, a pod spodem położyłam to wszystko i zaplątałam się w tę nitkę! Do diabła! Idźcie stąd!!! – wrzasnęła nagle. – Idźcie spać i pilnujcie Elżbiety!!!

Zostawiliśmy ją, nie chcąc się jej zbytnio narażać, i posłusznie poszliśmy spać, po drodze wyjaśniając Elżbiecie, co się stało.

– Czy są jeszcze jakieś urządzenia alarmowe? – spytała Elżbieta, granitowo spokojna. – Mam na myśli to, czy są jakieś na drodze do łazienki. W razie gdybym chciała tam pуjść… Czy rozlegnie się może dzwon albo syrena?

– Nic się nie rozlegnie, na litość boską – odparta Alicja z rozpaczą. – Chyba że oni… Przyznajcie się, czyście może też coś zrobili?

– Nic, jak Boga kocham! – przysiągł Paweł.

– Odczep się – mruknęłam i wrуciłam na katafalk.

Z pewnością nie minęło więcej niż pięć minut, kiedy okropny, krуtki krzyk poderwał mnie znуw na rуwne nogi. Zdawało mi się, że to głos Alicji. Jeden krуtki, straszny krzyk i potem cisza…!

Omal nie wywichnęłam sobie ręki, naciskając kontakt ukryty pod ramą od obrazu. Kanapa była pusta, Alicji na niej nie było! W korytarzyku usłyszałam rumor i głosy Pawła i Zosi. Zabrakło mi oddechu, na szczęście zanim zdążyłam zacząć się dusić, dostrzegłam Alicję, żywą, w całości, poruszającą się w mroku przedpokoju.

– Strasznie was przepraszam – powiedziała z bezgraniczną skruchą i zakłopotaniem. – Pomyliłam się…

Zosia, chwiejąc się, bez słowa, pomacała ręką za sobą. Paweł złapał ją i troskliwie posadził na fotelu. Usiadłam na sąsiednim.

– Znaczy, zamiast zamknąć oczy i spać, zaczęłaś drzeć gębę? – powiedziałam z rezygnacją. – Pomyliłaś czynności?

– Niezupełnie. Zapomniałam, gdzie śpię. Rozmawiałam przez chwilę z Elżbietą, a propos, jak Elżbieta…?

– Dziękuję, nieźle – odparła łagodnie Elżbieta od drzwi.

– To chwała Bogu. Potem poszłam do łazienki, napiłam się wody, jeszcze czekałam, aż będzie leciała zimna, a potem odruchowo poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łуżku. I wyobraźcie sobie, usiadłam na kimś…!!!

– Na kukle… – mruknęła Zosia z rozgoryczeniem.

– No tak, ale ja zapomniałam, że tam śpi ta maszkara. Zrozumcie, jakie to wrażenie, jak człowiek siada na kimś we własnym łуżku! W ogуle idiotyczny pomysł z kukłami! Możliwe, że trochę krzyknęłam…

– Trochę…!!! – prychnęła z oburzeniem Zosia.

– Myślałam, że tym razem cię jednak zamordowali – wyznał Paweł. – Tak to jeszcze nikt tu nie krzyczał,

– Nikt nie siadał na kukłach…

– Jest nas pięcioro – powiedziała melancholijnie Elżbieta, oparta o drzwi. – Czy każdy po kolei zamierza coś zrobić? Czy ja też muszę?

– Nic nie musisz. Trzy osoby odpadły. Paweł, ty jak?

– Ja odmawiam – odparł kategorycznie Paweł i ziewnął przeraźliwie. – Mnie się chce spać.

– Boże, co za koszmarna noc! – powiedziała Zosia z rozdzierającym jękiem. – Daję wam słowo, że dłużej tego nie zniosę. Alicja, rуb, co chcesz, myśl, szukaj, sprawdzaj, jeśli sobie nie przypomnisz, co wiesz, jeśli nie odbierzesz tej paczki od Herberta, jeśli nie wyczerpiesz wszystkiego, żeby złapać tę zbrodniarkę, przysięgam wam, że ja zacznę mordować!!!

– Nie dziś, proszę cię – powiedziała Alicja błagalnie. – Zacznij od jutra. Pozwуl nam się przedtem trochę przespać!

– Nie wiem, czy warto prуbować – powiedziałam z powątpiewaniem. – Będę zdziwiona, jeśli tej nocy nie wybuchnie w Allerшd pożar albo cokolwiek innego…

– Chyba nie zdąży, bo już zaczyna świtać – powiedział Paweł pocieszająco, patrząc w okno.

Rzeczywiście nie zdążył, chociaż tej nocy nie zdziwiłoby nas już prawdopodobnie nic. Ani pożar, ani powуdź, ani trzęsienie ziemi. Gdyby Alicja hodowała kota albo psa, klepanie ogonem w podłogę lub też drapanie się za obrożą postawiłoby znуw cały dom w stan alarmu.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)