Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81
Перейти на страницу:

I znowu parsknęła śmiechem.

— Złaź ze mnie! Udusisz. Złaź albo narobię krzyku.

Spocony, zbaraniały Damian posłusznie zszedł z łoża. Nie patrzył na nią — narzucił delię na koszulę, chciał coś powiedzieć, ale machnął ręką i bez szabli wyszedł z namiotu.

Dyszał ciężko, uspokajał się. Wciąż w uszach dźwięczał mu złośliwy śmiech Anastazji.

Zmarszczył brwi, ale trudno mu było udawać srogiego pana. W tej chwili trudno mu było w ogóle odgrywać szlachcica.

Tymczasem dziewczyna zwlokła się z łoża, usiadła ponura i zmordowana. W jednej chwili śmiała się jeszcze, a w drugiej już szlochała, tyle że bez spazmów i łez.

Nieborski przechadzał się wokół ogniska, przy którym grzali się Mykoła i Borys, chuchał w garście, rozcierał zziębnięte dłonie.

— Siodłajcie konie!

W pierwszej chwili nie zrozumieli.

— Siodłajcie nasze dwa podjezdki, Myszatego i Sonkę. Jedziemy ratować pana Dydyńskiego.

Obrócili się w milczeniu, spojrzeli na niego.

— Mykoła, Borek, wy zostaniecie z wozami. Miejcie baczenie na wszystko i zajmujcie się panem Świrskim.

— Jakim Świrskim? — jęknął Herakliusz. — Ja też pojadę.

— Ty? Gdzie? Chyba na cmentarz? Ledwie ci kulę wyjęli.

— Wolę zdechnąć w siodle, niż gnić na wozie.

— Borys, gotuj się. Poprowadzisz nas do obozu Szujskiego. Odnajdziemy jeńców i będziemy traktować o wykup. A jeśli się da, odbijemy pana stolnikowica!

Oboleński podniósł się, spojrzał na poczet Dydyńskiego.

— Kto pojedzie?

— Ja, ty i Świrski.

— Ja też pojadę.

Anastazja stała przed namiotem, blada, z zaciętą twarzą, postarzała o ładne kilka wiosen.

— Rozważcie moje słowa, a komu zadrży serce, niechaj zostanie — Borys łypnął okiem na dziewkę — póki jest jeszcze czas. Pójdziemy w Moskwę, nie żałując koni. Będziemy przekradać się przez wojska Szujskiego pijane krwawym zwycięstwem i udawać Moskali. Pójdziemy polem i lasem, górą i doliną, przez grody, posady, rozłogi. Przejdziemy przez piekło i ogień. Dlatego żądam, abyście ubrali się w suknie, które jegomość stolnikowic pobrał w Czernihowie, i pochowali za pazuchę szlachecką dumę, żupany i delie. Weźcie pieniądze, jeśli coś zostało. Na wykup pana.

Zawahał się, zastanowił przez chwilę.

— I odpuśćcie sobie winy i grzechy, abyście wyruszyli na tę wyprawę z czystymi sumieniami.

Anastazja nie patrzyła na Damiana. A pocztowy spuścił wzrok.

Die 2 februarii/23 ianuarii

Rylsk, dwór popa Witalija, późny wieczór

— Diabeł to zrobił, bo przecież nie chrześcijanin! — Stiepanko, wielki jak dąb dziesiętnik strzelców grodzkich, trząsł się jak osika na wietrze. — Batko, to mi się we łbie nie mieści…

— Jak dostał się do domu?

— Przez okno na podklecie. Bez drabiny, bez liny… Rozbił okiennicę.

— Ktoś go widział?

Dziesiętnik przeżegnał się.

— Wezwali nas sąsiedzi, bo słyszeli krzyki. Bali się iść, bo większych tchórzy niż nasze mużyki nie znajdziesz. A w środku… Odnaleźliśmy Fiediuszkę, sługę ojczulka Witalija. Żywego… Zabójca nic mu nie uczynił. Aż dziw, że przeżył, bo z ojczulkiem sprawił się… całą gornicę, sień i izby we krwi upaprał. Chłopca też juchą zalał jak wieprzka.

— Pytaliście go co i jak?

— Batiuszka — dziesiętnik gniótł w ręku kołpak, przestępował z nogi na nogę — on teraz prawie całkiem zaniemówił.

— Co gadał?

— Mówić straszno. Otworzyłem — powiada — drzwi do gornicy. A tam ojczulek Witalij po podłodze skacze — jak żaba, hyc, hyc. Ja na ławę, a on za mną. Ja na piec, a on do mnie… Tyle że bez głowy! A ja mu krzyknę: Ojcze Witaliju, czemu tak dziwnie skaczecie?!

Stiepanko umilkł, widać było, że się boi.

— Powiedział nam wszystko, a potem… Jak nie krzyknie, jak nie wrzaśnie: Ojcze Witaliju, czego skaczecie! Czego skaczecie, ojczulku najdroższy. Tak woła ciągle, co go spytać. Z uma on już… — Machnął ręką.

— A głowę popa znaleźliście?

— Diabeł ją zabrał do piekła. O, tędy, kominem wyleciał.

Die 3 februarii/24 ianuarii

Kabak na posadzie w Rylsku, późny wieczór

Zanim ruszyli w głąb Moskwy, wrócili do Rylska, który szykował się do obrony przed nadciągającą armią Godunowa. Borys kazał zajechać na posad, gdzie przy placu targowym poszedł do kabaku kupić gorzałkę, bez której w Wielkim Księstwie Moskiewskim trudno myśleć o wypuszczaniu się w drogę zimową porą.

Wracał z bukłakami pełnymi prostuchy, kiedy ktoś wszedł mu w drogę. Zobaczył posiwiałego starca w czudze i kołpaku, z małą, capią bródką i wąskimi oczyma. Zatrzymał się, patrzył i nie wierzył własnym oczom.

Rzucił naczynia, padł na kolana i objął starego za nogi.

— Ojczulku Antonie Uspieński! Batiuszko umiłowany.

Starzec zmarszczył brwi, uśmiechnął się okrutnie, ale nic nie powiedział.

— Antonie Makarewiczu, albo to nie poznajecie swego wiernego sługi? Surowy był z was diadka, ale sprawiedliwy. To ja, wasz sługa, Borys Oboleński.

— Chi, chi, chi… poznaję. — Stary złapał Borysa za głowę, kiedy ten bił pokłony. — Ale nie tutaj, nie tutaj, posadzcy patrzą. Chodźmy za kabak, za ławy!

— Będzie jak chcecie, batiuszka.

Borys, podniósł się, pozbierał bukłaki i ruszył za Uspieńskim. Starzec uchwycił go za rękaw szuby, pociągnął za kabak, na tyły straganów, na których sprzedawano sukna.

— A co ty tu robisz, a? Myślałem, że Stariec posłał cię do Litwy, za Dymitrem. A?

— Ho, ho, wiele wiecie, ojczulku. O małom nie rozstał się ze światem. Służę.

— Komu?

— Dworowi, jak zawsze. Posługa niby wieczność — nigdy nie ustanie.

— Ja cię nie pytam, komu winny jesteś posłuszeństwo, ale od kogo przyjmujesz rozkazy?

— Od pana Dydyńskiego.

Czujne wąskie, skośne oczy podkreślone sinymi worami spoczęły na brodatej gębie Borysa. Nie poruszyły się już do końca rozmowy.

— Co za pan Dydyński?

— No, jak to, nie wiecie? Sługa Dworu, rab Starca. Wyciągnął mnie spod powroza w Samborze, kiedyśmy chcieli porwać fałszywego cara, Dymitra.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)