Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 81
Перейти на страницу:

Jacek poczuł, że wilgotnieją mu oczy. Zacisnął zęby, aby nie płakać. Znów stracił konia. Przeputał wszystko.

I był w moskiewskiej niewoli.

Rozdział XIV. Cień ponurego Dworu

Bies w cerkwi Strach ojca Witalija Zły Chrystus • Pobita armia carewicza ucieka na Rylsk • Oboleński korzy się przed Łżedymitrem • Daremne usiłowania, czyli ratujcie Dydyńskiego • Diabeł z klatki Uspieńskiego • Groza w popim dworze • Śmiech i łzy Anastazji • Na pomoc stolnikowicowi

Die 2 februarii nowego stylu/23 ianuarii starego stylu

Anno Domini 1605

Roku 7114 od stworzenia świata

Rylsk, cerkiew Pokrowska, rano

Człowieka, który przyszedł do cerkwi Pokrowskiej na poranne nabożeństwo, łatwo było przeoczyć. Zlewał się z burym tłumem ludzi z posadu — mały i zgarbiony, z krótką, przystrzyżoną po tatarsku bródką, w niebogatej czudze, czyli wąskim kaftanie do konnej jazdy. A jednak ojciec Witalij bez przerwy czuł, że śledzą go przenikliwe wąskie oczka. Zarówno wtedy gdy klęczał, jak i gdy stał, bił pokłony i odprawiał modły.

Stary sterczał w nawie od samego naczała aż do kanonu i ostatniego błogosławieństwa połączonego z odpustem. Pop rozpoznał go i dlatego jego duszę drążył jeszcze większy niepokój. Pomylił małą i wielką ektemię, omal nie upuścił prosfory, zakrztusił się, pijąc wino z kielicha, plątał się w modlitwach, ledwie doczekał ostatniego słowa: Tiebie sławu wozsyłajem i mokry, spocony zakończył nabożeństwo.

Ludzie rozchodzili się tłumem, kłębiąc we wrotach, diacy wojewody opuścili cerkiew ostatni, a starzec wciąż sterczał przed Carskimi Wrotami. Witalij odprawił pomocników, zamarudził trochę za ikonostasem, aż wreszcie począł przemykać do przedsionka. Miał nadzieję, że starzec nie zwróci nań uwagi, i oczywiście się mylił. Chociaż szedł bokiem, tamten pojawił się na jego drodze, jakby wyrósł spod ziemi.

— Ojcze, ojcze! Witaliju! Czekajcie! — zagadał szybko.

Nie wiadomo, jak to się stało, ale niczym błyskawica uchwycił duchownego za rękaw szaty i przytrzymał.

— Słucham, synu — wybełkotał pop. — Czym mogę ci pomóc?

— Nic, nic, nic — słowa wypadały z ust starca jednym potokiem, jak wystrzelone z organek. — Ja wam pomogę, bracie.

Witalij szarpnął się, ale zawalidroga trzymał go mocno, zbyt mocno jak na starca. Pop usłyszał trzask nadwerężonego materiału i zmarszczył brwi.

— Puskaj!

Złoty krzyżyk zakołysał się w dłoni nieznajomego. Na przecięciu ramion widniał pysk niedźwiedzia.

Witalij spocił się jeszcze bardziej. Zadygotał, rozejrzał dokoła i pochylił nad Chrestem.

— Nie, nie tu! Nie… W przedsionku — zawyrokował starzec.

Z wielką siłą pociągnął popa za sobą. Weszli do cerkiewnej sieni — pustej i głuchej.

— Teraz, teraz można.

Pop ucałował krzyż, trzykrotnie. Podniósł spojrzenie na zagadkowe oblicze starca i wielkie, smutne, przeszywające oczy.

— Powiedzcie Słowo, panie…

— Az jesm' s wami i niktoże na wy.

— Słuszajus, ojczulku — pop zgarbił się w ukłonie — wasza wola będzie dla mnie rozkazem. Życzenie — carską gramotą.

— Grigorij Frołow. Gdzie jest? Czyście gotowi do oczyszczenia?

Pop zamrugał oczyma i poczuł, że jego żołądek zaczyna przypominać Sybir.

— Grigorij? Toż poniósł karę. Głowę zachowaliśmy i odesłaliśmy do Starca, bracie.

Starzec prychnął śmiechem, pokazując szerokie, żółte zęby.

— Przy waszym cerkiewnym stanie nie przystoi bawić się w skomorocha. Jaka kara? Jaka głowa? Kogo posłaliście? Alboż to wiecie, gdzie przebywa Stariec?

— Był tu jego wysłannik — mruknął pop. — Ze sługą. W dworze mnie napadł, z pieca zwlókł, aż myślałem, że Lach…

— Lach? — Dziad uśmiechnął się wesoło. — Opowiadajże, opowiadajże dalej, ojczulku Witaliju Trofimowiczu. Rad posłucham.

Pop chętnie strząsnąłby rękę tamtego ze swego rękawa, ale dziad uczepił się go jak pijawka dobrej duszy.

— Pokazał Chrest i znał Słowo. Zabraliśmy go do lasu, gdzie w ogniu oczyściliśmy ciało zdrajcy Grigorija. Lach zabrał głowę i odjechał — do Starca.

Dziad zachichotał cienko. Śmiał się, rozchylając wargi, a jego oblicze zdało się nagle Witalijowi niebezpieczne i drapieżne.

— Z czego się śmiejesz, bracie? Musiałem bić pokłony przed Chrestem.

— Słuchałeś obcoplemieńca? I myślałeś, że to wysłannik od Starca? Witalij, stary chłop z ciebie, a taaaki — pokazał rozstawionymi szeroko dłońmi — kiep i dureń. Toż właśnie mnie Stariec przysłał po głowę zmiennika! Nie mogło być dwóch posłańców.

— Jak to?

Dziad zachichotał cicho. Śmiał się długo i przenikliwie, aż popa przeszył dreszcz.

— Co ci tak wesoło, starcze? Co miałem zrobić? Miał Chrest? Miał! Znał Słowo? Znał! Sam wiesz, że reguła zakonu nakazuje…

— Oj, głupi ty, Witalij. Lachowi wydał jeńca… A może jeszcześ go wtajemniczył w inne sprawy?

— Ja tylko wypełniałem śluby posłuszeństwa…

— Piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami.

— Z tym Lachem był jeden z naszych, poddanych Starca.

— Jak się zwał?

— Nie wiem, wielki jak góra, zwalisty niczym kamień. A zresztą daj mi spokój.

— Tak, tak, tak… Dam ci spokój na cmentarzu, Witaliju. Na ile lat wyglądał?

— Ze trzydzieści, albo i więcej. Był sługą Lacha, tamten warczał na niego i rozkazywał.

— Jak się zwał?

— Myślisz, że ich pytałem?! — wybuchnął pop. — Jeden i drugi łajdak, diabelski syn, łacinnik. Ten z Litwy… Czekaj, chyba Dedyński. Na sługę wołał: Borys. Żeby nie mieli Chrestu, narobiłbym rwetesu, ale tak… Nijak mi było nie posłuchać. Sam wiesz.

Stary ujął popa za ręce, rozłożył w bezradnym geście.

— Starzec będzie zły.

— Za co?! Myślisz, że łatwo mi było ukryć to wszystko przed służbą? Mam tego dość! Ciebie, całego Dworu i tego diabelskiego dziada. Jeśli źle zrobiłem — trudno, ale dłużej nie będę wdawał się w wasze zwady i awantury ani nadstawiał karku dla Starca. Wycofuję się! Mam dość trupów i waszych grzesznych sprawek.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)