Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 86
Перейти на страницу:

— Ja, ojcze? — spytał oszołomiony.

— Z twoim doświadczeniem wojownika i łowcy, któż byłby lepszy? Rozmawiałem już nawet z lady Teralind i lordem Dunbarthem. Oboje wyrazili swą zgodę. Syn Mówcy, łowca, przyjaciel Kagonesti; jesteś najlepszym wyborem.

Kith-Kanan spojrzał na Sithasa.

— Czy to był twój pomysł, Sith?

W odpowiedzi bliźniak wzruszył ramionami.

— Jasne rozumowanie wskazywało na ciebie i na nikogo innego.

Kith-Kanan przeczesał dłonią zmierzwione włosy. Stary, przebiegły Dunbarth wiedział o wszystkim przez całą poranną przejażdżkę i nie pisnął nawet słowa. Czy specjalnie zaprowadził go na targowisko, tak aby Kith-Kanan zobaczył pracujących tam niewolników? Czy chciał przygotować księcia na tę chwilę?

— Możesz odmówić — podkreślił Mówca — jeśli chcesz. — Najwyraźniej nie oczekiwał jednak takiej reakcji ze strony swego oddanego syna.

Przez umysł Kith-Kanana przetoczyła się fala obrazów i myśli. Zobaczył kolejno zrujnowaną wioskę, którą odnaleźli wraz z Mackelim, grasującego i grabiącego ziemie Silvanostu Voltorna, śmiertelnie ranną Anayę, walczącą krzemiennym nożem przeciwko kuszom i mieczom, a także odartych z życia kagonestyjskich niewolników.

Usłyszał też swoje własne słowa:

— Gdyby ludzie posiadali choć kilka włóczni i wiedzieli, jak nimi walczyć, wszyscy mogliby ujść z życiem.

Wzrok Kith-Kanana przez długą chwilę zatrzymał się na Sithasie, a następnie skierował się ku Mówcy.

Z Mackelim u boku, Kith-Kanan spędził kilka kolejnych dni, przesłuchując członków królewskiej straży, którzy dobrowolnie zgłosili się do służby w jego oddziałach tak jak przewidywał, obietnica wolnej ziemi była potężną zachęta dla żołnierzy, którzy często nie posiadali niczego poza tym, co nosili na grzbiecie. Kith-Kanan mógł więc na swoich sierżantów wybierać najlepszych spośród żołnierzy.

Dla uczczenia nowego porozumienia z Ergothem i Thorbardinem, a także z okazji awansu Kith-Kanana na dowódcę nowej straży Domu Protektora, ogłoszono w Silvanoście wielkie publiczne święto. Z chwilą tą jednostka otrzymała już miano Dzikich Biegaczy; nazwy stworzonej na cześć uzbrojonych oddziałów Kagonesti, którzy walczyli w imię Silvanosa podczas wojen o zjednoczenie.

— Wciąż nie rozumiem, dlaczego po prostu stąd nie odlecimy? — spytał Mackeli, uginając się pod ciężarem prawdziwej zbroi i garnkowatego, żelaznego hełmu.

— Gryfy odgrywają rolę rumaków rodziny królewskiej — odparł Kith-Kanan. — Poza tym nie ma ich wystarczająco wiele dla całej kompanii. — Po tych słowach książę ścisnął liną ostami tobołek ze swymi osobistymi rzeczami. Jego kasztanowy rumak Kijo wyśmienicie znosił ciężar bagażu i ciężkiej zbroi i Kith-Kanana cieszyła myśl, że stary wierzchowiec jest równie żywiołowy co zawsze.

— Mackeli sceptycznie przyjrzał się zwierzęciu.

— Jesteś pewien, że te stworzenia są oswojone?

Kith-Kanan uśmiechnął się.

— Dosiadałeś Arcuballisa na wysokości tysiąca stóp, a teraz obawiasz się konnej przejażdżki?

— Znam Arcuballisa — odparł z niepokojem chłopiec. — Tych zwierząt nie znam w ogóle.

Będzie dobrze. — Kith-Kanan przeszedł wzdłuż rzędu koni i wojowników. Kiedy zawiązano ostatnie węzły, przyszedł czas na pożegnania.

Droga Paradna była pełna konnych. Dookoła kręciło się dwustu pięćdziesięciu wojowników i tyle samo rumaków. W przeciwieństwie do wcześniejszej, feralnej wyprawy Sithela drużyna Kith-Kananu miała być w pełni konna i samowystarczalna. Był to największy oddział zbrojnych, jaki opuszczał Silvanost od czasu wojen założycielskich.

Widowisko było wspaniale, stąd tez po obu stronach ulicy tłoczyli się liczni gapie. Wojownicy zrezygnowali z wykwintnych zbroi paradnych na rzecz bardziej praktycznego ekwipunku. Każdy z nich odziany był w kuty, żelazny napierśnik i prosty, otwarty hełm. Z każdego siodła zwisały brązowe tarcze w kształcie klepsydr, a każdy żołnierz miał przy sobie łuk, dwadzieścia strzał, miecz, nóż i ciężki oszczep, którym w razie potrzeby można było uderzyć lub cisnąć. Osiodłanie koni także ograniczono do minimum, jako że mobilność była tu ważniejsza od ochrony.

Pokonując schody do głównego wejścia Wieży Gwiazd. Kith-Kanan wepchnął pod pachę swe rękawice. Na szczycie czekali na niego ojciec i matka. Sithas wraz z Hermathyą, lady Teralind, siedzący na swym krześle pretor Ulwen, a także Ulvissen. Lord Dunbarth poprosił zwolnienie go z uroczystości pożegnalnych. Według słów jego wiernego sekretarza Drollo, krasnoludowi dokuczał ból kolkowy. Kith-Kanan wiedział jednak, że odkąd imperator Ergothu i król Thorbardinu zatwierdzili traktat, stary nicpoń używał życia w nadbrzeżnych gospodach i tawernach.

Książę równym krokiem wspiął się na schody, nie odrywając oczu od swego ojca. Głowę Sithela zdobiła formalna Korona Gwiazd — wspaniały, złoty diadem, którego główną ozdobą było osławione Oko Astarina, największy na Krynnie szmaragd. Klejnot pochwycił promienie porannego słońca, wysyłając wzdłuż ulicy i ogrodów błyski zielonkawego światła.

U boku Sithela stała lady Nirakina. Kobieta odziana była w szatę barwy najdelikatniejszego błękitu, a jej szyję oplatał filigranowy, srebrny naszyjnik. Włosy koloni miodu związała srebrną szarfą, W twarzy Nirakiny było coś smutnego i odległego; bez wątpienia świadomość, to oto po raz kolejny traci swego młodszego syna, kiedy zaledwie miesiąc wcześniej powrócił on do domu.

Kith-Kanan dotarł do podestu, na którym zgromadziła się królewska rodzina. Zdjął z głowy hełm i pokłonił się swemu ojcu.

— Szlachetny ojcze, łaskawa matko — rzekł z godnością.

— Stań u mego boku — rzekł ciepło Sithel. Słysząc te słowa, Kith-Kanan uczynił ostatni krok i stanął obok ojca.

— Twoja matka i ja chcemy ci coś ofiarować — szepnął Mówca. — Otwórz to, kiedy będziesz sam. Nirakina wręczyła mężowi czerwoną jedwabną chustkę, której końce związane były na supeł. Sithel bez słowa wcisnął zawiniątko do rąk Kith-Kanana. — Teraz jeśli chodzi o część oficjalną — rzekł Mówca z łagodnym uśmiechem. Chwilę później spojrzał ponad tłumem, uniósł dłoń i przemówił

— Ludu Silvanostu! Przedstawiam wam mego syna. Kith-Kanana, którego pieczy powierzam pokój i bezpieczeństwo całego królestwa. — Chwilę później spytał Kith-Kanana donośnym głosem: — Czy obiecujesz wiernie i z honorem wywiązywać się z obowiązków dowódcy we wszystkich częściach królestwa, a także na ziemiach, do których być może dotrzesz?

Odpowiedź Kith-Kanana była głośna i wyraźna.

— Na E’li, przysięgam, że tak właśnie będzie, — Słysząc to, tłum ryknął z aprobatą.

Nieopodal Sithela, po jego lewej stronie, stali Sithas i Hermathya. Delikatna twarzy Hermathyi wyrażała absolutny spokój, a sama elfka wyglądała olśniewająco pięknie w swej kremowobiałej szacie. Sithas uśmiechnął się do bliźniaka, kiedy ten podszedł bliżej, oczekując błogosławieństwa.

— Dobrych łowów. Kith — rzekł ciepło. — Pokaż ludziom, jaka siła charakteru drzemie w elfach!

— Tak też uczynię, Sith. — Bez ostrzeżenia Kith-Kanan uścisnął dłoń swego brata, który żarliwie odwzajemnił jego gest.

— Uważaj na siebie bracie — rzekł szeptem Sithas, po czym uwolnił się z objęć Kith-Kanana. Dopiero wówczas Kith-Kanan zwrócił się ku Hermathyi.

— Żegnaj, pani.

— Do zobaczenia — odparła chłodno.

Kith-Kanan zszedł ze schodów, kierując się ku Mackeliemu, który trzymał wodze Kijo. — Co powiedziała pani? — spytał chłopiec, spoglądając z nabożnym podziwem na Hermathyę. — Zauważyłeś ją, prawda?

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)