Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 86
Перейти на страницу:

Patrzyłem na dziewczęta — przyznał szczerze Mackeli.

— Tak, niczym wilk patrzący na swój obiad — zauważył Kith-Kanan. — Jeśli chcesz zaimponować dziewczętom, lepiej naucz się być odrobinę bardziej dyskretnym.

— Co masz na myśli?

— Ma na myśli to, żebyś się nie gapił — poradził Dunbarth. — Uśmiechnij się do nich i powiedz coś miłego.

Mackeli był wyraźnie zakłopotany.

— Cóż miałbym im powiedzieć?

Kith-Kanan wsparł brodę na dłoni i zastanowił się.

— Powiedz im komplement. Na przykład: "Jakie piękne masz oczy" albo spytaj je o imię i powiedz: „Cóż za piękne imię"

— Czy mogę je dotknąć? — spytał niewinnie Mackeli.

— Nie! krasnolud i książę wykrzyknęli niemal jednogłośnie.

Chwilę później zauważyli na korytarzu Ulvissena, któremu towarzyszył jeden z żołnierzy. Seneszal Ergothu wręczał swemu towarzyszowi wielką, mosiężną tubę, którą ten ukradkiem wepchnął do wiszącej na swoim ramieniu skórzanej torby. Widząc Kith-Kanana, Ulvissen wyprostował się dumnie, podczas gdy żołnierz zasalutował i oddalił się.

— Jak sprawy, mistrzu Ulvissenie? — spytał beznamiętnie książę.

— Bardzo dobrze, Wasza Wysokość. Właśnie wysiałem Jego Cesarskiej Mości kopię wstępnego porozumienia.

— Tak od razu?

Ulvissen pokiwał głową. Skrywana pod brodą i siwiejącymi włosami twarz wyglądała na wymizerowaną — Sądząc po wyglądzie mężczyzny, Kith-Kanan przypuszczał, że z rozkazu lady Teralind mężczyzna siedział do późnej nocy, przygotowując depeszę.

— Czy wiesz może, gdzie znajdę mego ojca i księcia Sithasa?

— Ostatnio widziałem ich w sali przyjęć, gdzie przykładano pieczęcie do kopii dokumentów — odparł uprzejmie Ulvissen, po czym pokłonił się nisko.

— Dziękuję. — Kith-Kanan i towarzyszący mu Dunbarth ruszyli dalej. Mackeli także wyminął wysokiego, starszego mężczyznę, patrząc na niego z nieskrywaną ciekawością.

— Ile masz lat? — spytał bez namysłu. Ulvissen był najwyraźniej zaskoczony, jednak odpowiedział.

— Czterdzieści dziewięć.

— Ja mam sześćdziesiąt jeden — odparł chłopiec. — Jak więc jest to możliwe, że wyglądasz na dużo starszego ode mnie?

Kith-Kanan zawrócił, chwytając młodzieńca za łokieć.

— Wybacz mu. Ekscelencjo — rzekł. — Chłopiec całe swoje życie mieszkał w lesie i niewiele wie o panujących we dworze obyczajach.

— To nic — odparł Ulvissen. Z uwagą przyglądał się jednak, jak książę i krasnoludzki ambasador delikatnymi szturchnięciami poganiają Mackeliego.

Pałacowa sala przyjęć znajdowała się na parterze wieży głównej, zaledwie piętro niżej od Sali Balifa. Na korytarzu Dunbarth rozstał się z Kith-Kananem.

Moje stare kości potrzebują drzemki — przeprosił. Mackeli ruszył za księciem, ten jednak nakazał mu pozostać za drzwiami i pomimo protestów chłopca oznajmił

— Znajdź sobie inne pożyteczne zajęcie. Niebawem wrócę.

Po tych słowach Kith-Kanan wszedł do pełnego stołów i krzeseł pomieszczenia, w którym skrybowie pisali coś zapamiętale. Przepisywano tu w pełnym brzmieniu cały przebieg konferencji, której kolejne kopie powstawały tak szybko, jak tylko główny skryba zdołał zakończyć kolejną stronę.

Pośrodku lego zorganizowanego chaosu stali Sithel i Sithas, którzy najwyraźniej zatwierdzali następne zwoje pergaminu, zapisane gęsto ozdobnym pismem. Pomiędzy stołami uwijali się chłopcy, ponownie wypełniając kałamarze, ostrząc rylce i gromadząc świeże sterty niezapisanego papieru welinowego. Kiedy Sithel dostrzegł Kith-Kanana, odsunął na bok zwój pergaminu i skinieniem dłoni nakazał swym pomocnikom oddalić się.

— Ojcze, muszę z tobą porozmawiać. Z tobą także, bracie — rzekł Kith-Kanan, machając ręką w kierunku spokojniejszej części pomieszczenia. Kiedy wszyscy dotarli we wskazane miejsce, zapytał otwarcie: — Czy wiecie, że w mieście przy odbudowie targowiska pracują cale zastępy niewolników?

— To rzecz powszechnie znana — odparł szybko Sithas. Książęcy bliźniak wyglądał tego dnia szczególnie wytwornie, wyrzekając się swej codziennej szaty na rzecz dzielonego kiltu i sięgającej ud tuniki z pikowanego, złotego materiału. Zdobiąca jego głowę opaska także była złota.

— A co z prawem? — spytał Kith-Kanan, podnosząc głos — Żadna rodzina nie ma prawa posiadać więcej niż dwóch niewolników naraz, podczas gdy ja widziałem, jak przeszło dwie setki ludzi pracują pod okiem kapłanów ze Świątyni E’li.

— Prawo dotyczy jedynie tych, którzy mieszkają w Silvanoście — odparł Sithas, ponownie uprzedzając swego ojca. Sithel nie odezwał się ani słowem, pozwałając, by kłótnia toczyła się wyłącznie pomiędzy jego synami. Mówca był najwyraźniej ciekaw, który z nich zwycięży.

— Niewolnicy, których widziałeś, pochodzą z posiadłości świątyni nad rzeką Em-Bali, na północ od miasta — dodał pierworodny.

— To uchylanie się od prawa — odparł żywiołowo Kith-Kanan. — Nigdy nie słyszałem o prawie, które obowiązywałoby wyłącznie w Silvanoście, a nie dotyczyło całego narodu!

— Skąd ta cała troska o niewolników? — zażądał wyjaśnień Sithas.

— To nie w porządku! — Kith-Kanan zacisnął dłonie w pięści. — To elfy takie same jak my. Nie może być tak, że jedni z nas sprawują władze nad innymi.

— Oni nie są tacy jak my — warknął Sithas. — To Kagonesti.

— Czy to automatycznie skazuje ich na potępienie? W końcu Sithel zdecydował, że czas już na interwencję.

— Robotnicy, których widziałeś, zostali sprzedani w niewolę, ponieważ skazano ich za zbrodnie przeciwko narodowi Silvanesti — rzekł łagodnym tonem. — To, że są oni z plemienia Kagonesti, nie ma żadnego znaczenia. Twoja troska o nich jest niestosowna, Kith.

— Nie sądzę, ojcze — odparł żarliwie Kith-Kanan.

— Wszyscy jesteśmy dumni z naszej silvanestyjskiej krwi i nie ma w tym nic złego. Jednak duma nie powinna prowadzić nas do wykorzystywania naszych podwładnych.

— Zbyt długo żyłeś w lasach — odparł chłodno Sithas.

— Zapomniałeś już, jak wygląda życie w prawdziwym świecie.

— Zamilcz — przerwał raptownie Sithel. — Ty także Kith. — Mówca Gwiazd wyglądał na zatroskanego.

— Cieszy mnie myśl, że obaj moi synowie z tak wielką pasją podchodzą do tego, co dobre, a co złe. Dzięki temu widzę, że krew Silvanosa nie zmieniła się w wodę. Jednak wasza debata do niczego nie prowadzi. Jeśli niewolnicy na targowisku są dobrze traktowani i wykonują przydzieloną im pracę, nie widzę powodu do ingerencji.

— Ale, ojcze...

— Posłuchaj mnie, Kith. Wróciłeś do domu zaledwie cztery dni temu. Wiem, że w lesie przyzwyczaiłeś się do wolności, jednak miasto i naród nie mogą funkcjonować niczym rozbity w lesie obóz. Ktoś musi dowodzić, podczas gdy inni muszą słuchać. W ten oto sposób Mówca jest w stanie chronić słabych i sprawować sprawiedliwe rządy.

— Tak, ojcze. — Kiedy Sithel tłumaczył wszystko w ten sposób, jego słowa nabierały sensu. Mimo to Kith-Kanan wiedział, że żadna logika czy też zgodne z prawem argumenty nie przekonają go, ze niewolnictwo nie było niczym innym, jak tylko złem.

Sithas słuchał słów Sithela z założonymi dumnie rekami. „A więc Kith nie jest tak nieomylny; jak mogłoby się wydawać" — pomyślał pierworodny. Stawianie czoła jego sentymentalnej paplaninie sprawiało, że Sithas czuł się jak kolejny Mówca Gwiazd.

— Teraz jednak mam dla ciebie zadanie, synu — Sithel zwrócił się do Kith-Kanana. — Chcę, abyś przewodził nowej straży.

Zapadła cisza, w czasie której Kith-Kanan starał się przetrawić słowa ojca. Dopiero powrócił do domu, a już wysyłano go z nową misją. Spojrzał na Sithasa, który odwrócił wzrok, a następnie przeniósł spojrzenie na Mówcę.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)