Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 86
Перейти на страницу:

— Nie zdawałem sobie sprawy; jak bardzo tęskniłem za tym wszystkim — rzekł Kith-Kanan, mijając konno wózek pełen dojrzałych melonów.

— Tęskniłeś za czym, szlachetny książę? — spytał Dunbarth.

— Za miastem. Choć las stał się mym domem, jakaś część mnie ciągle tu żyje. To tak, jakbym widział Silvanost po raz pierwszy!

Obaj, elf i krasnolud, odziani byli skromnie, bez kunsztownych haftów, złotej biżuterii czy innych zewnętrznych oznak twej pozycji. Nawet ich konie osiodłane były w najprostsze z możliwych uprzęży. Kith-Kanan niczym rybak nałożył na głowę kapelusz z szerokim rondem, chcąc jak najlepiej ukryć swe królewskie pochodzenie. Obaj chcieli obejrzeć miasto, nie otoczyć się tłumami.

Jadąc razem, mężczyźni opuścili ulicę Feniksa i ruszyli w dół wąską alejką. Tutaj zapach rzeki zdawał się Kith-Kananowi jeszcze bardziej intensywny. Kiedy w końcu dotarli do starej części targowiska, zniszczonej przez zamieszki, a teraz w trakcie odbudowy, Kith-Kanan ściągnął wodze i z uwagą przyjrzał się okolicy. Całe targowisko, od miejsca, w którym zatrzymał się jego koń, aż do brzegów Thon-Thalasu, zostało dosłownie zrównane z ziemią. Wszędzie dookoła uwijały się grupy elfów Kagonesti, piłując drewniane bale, ciągnąc kamienne bloki i mieszając zaprawę. Tu i ówdzie, kierując pracą, stał kapłan E’li.

Przy znacznie większych projektach, takich jak wysoka wieża, potrzebna była magia, dzięki której kształtowano i wznoszono kamienne ściany, a potężne bloki łączyły się w całość bez użycia zaprawy, podczas gdy przy tworzeniu zwykłych targowych budowli były stosowane najprostsze techniki.

— Skąd pochodzą ci wszyscy robotnicy? — zastanawiał się głośno Kith-Kanan.

— Na moje oko, są to niewolnicy z położonych na północy i zachodzie majątków, należących do kapłanów E’li — odparł beznamiętnie Dunbarth. — Niewolnicy? Przecież Mówca nałożył surowe restrykcje co do liczby niewolników, jaką ktokolwiek może posiadać!

Dunbarth pogładził swą kręconą brodę.

— Wiem, że może to zszokować Waszą Wysokość jednak poza granicami Silvanostu prawa Mówcy nie zawsze są respektowane. Nagina się je tak, aby odpowiadały potrzebom bogatych i wpływowych.

— Jestem pewien, ze mój ojciec nic o tym nie wie — stwierdził stanowczo Kith-Kanan.

— Proszę wybaczyć, Wasza Wysokość, jednak moim zdaniem wie — zauważył Dunbarth. — Wasza matka, lady Nirakina, wiele razy nadaremnie błagała Mówcę, aby uwolnił niewolników.

— Skąd o tym wiesz? Czyż nie są to poufne, pałacowe informacje?

Słysząc to, krasnolud uśmiechnął się dobrotliwie.

— Zadaniem dyplomaty nie tylko jest mówienie, ale także słuchanie. Pięć tygodni w Pałacu Quinari może wtajemniczyć przybysza w rozmaite plotki i innego rodzaju czcze gadanie. Wiem niemal wszystko o życiu uczuciowym pałacowej służby, a także o tym, kto spośród arystokracji pije zbyt dużo; nie mówiąc nawet o smutnej sytuacji niewolników w waszej pięknej stolicy. — Wraz z ostatnim słowem uśmiech Dunbartha zniknął.

— To niedopuszczalne! — Rumak Kith-Kanana wyczuł wzburzenie swego jeźdźca i tanecznym krokiem zatoczył szeroki łuk. — Natychmiast położę temu kres!

Mówiąc to, Kith-Kanan ściągnął wodze i odwrócił głowę swego wierzchowca. Zanim jednak zdołał zbliżyć się do któregoś z nadzorujących kapłanów, Dunbarth chwycił jego lejce i zatrzymał go w miejscu.

— Nie spiesz się zbytnio, mój książę. Kapłani są niezwykle wpływowi. Mają przyjaciół na dworze, którzy z całą pewnością opowiedzą się przeciwko tobie.

Kith-Kanan był wyraźnie oburzony słowami krasnoluda.

— Kogo masz na myśli? — spytał. Dunbarth spuścił wzrok.

— Mam na myśli twojego brata, szlachetnego Sithasa.

Pod szerokim rondem kapelusza Kith-Kanan zmrużył oczy.

— Mój brat nie jest poganiaczem niewolników. Dlaczego mi to mówisz, panie?

— Mówię tylko to, co jest prawdą, Wasza Wysokość. Znasz dwór i wiesz, jak tworzą się sojusze. Książę Sithas stał się obrońcą świątyń. W zamian za to otrzymał poparcie kapłanów.

— Przeciwko komu?

— Każdemu, kto mu się sprzeciwia. Na przykład kapłance Miritelisinie ze Świątyni Quenesti Pah. Próbowała ona bronić tych, którzy uciekli z rzezi na równinach. Wiesz przecież o zamieszkach? — Kith-Kanan znał wersję zdarzeń opowiedzianą mu przez Sithasa, poprosił więc Dunbartha, aby ten kontynuował. — Zamieszki rozpoczęły się, ponieważ książę Sithas, kapłani, a także mistrzowie gildii chcieli usunąć z miasta biednych farmerów. Miritelisina ostrzegła ich, jednak oni opacznie rozumiejąc jej słowa, uwierzyli, ze zostaną wysiani z powrotem na równiny, i wszczęli bunt. Za to kapłanka została osadzona w więzieniu. Mówca pozwolił jej opuścić mury lochów, jednak ona kontynuuje swe dzieło w imię biednych i bezdomnych.

Kith-Kanan nie przemówił nawet słowem, przyglądając się mijającej ich trójce Kagonesti, na ramionach których spoczywał gruby na dziesięć cali, drewniany bał. W każdym z nich widział Anayę — te same ciemne oczy i włosy, to samo umiłowanie wolności.

— Muszę się temu sprzeciwić — rzekł w końcu. — To potworne, że jeden z pierworodnych ludów zniewala inny.

— Nie będą cię słuchali, Wasza Wysokość — odparł szybko Dunbarth.

Kith-Kanan skierował swego wierzchowca w kierunku pałacu.

— Usłyszą mnie. Jeśli nie będą chcieli słuchać, będę krzyczał do nich tak długo, aż to zrobią.

Z powrotem jechali żwawym cwałem, omijając zatłoczone uliczki w centrum miasta i trzymając się nadbrzeżnych alejek. Z chwilą gdy dotarli do pałacowego placu, z nieba spadły pierwsze krople delikatnego deszczu. Mackeli stał na dziedzińcu, odziany w swe nowe szaty giermka — ćwiekowaną, skórzaną kamizelka i hełm. Kiedy Kith-Kanan zatrzymał rumaka, Mackeli pospieszył do niego i trzymając wodze, czekał, aż książę zsiądzie z konia.

— Wyglądasz doskonale — rzekł Kith-Kanan, mierząc wzrokiem strój chłopca.

— Jesteś pewien, że to właśnie noszą giermkowie? — spytał Mackeli. Po tych słowach wetknął palce za ciasny kołnierz i szarpnął sztywną skórę. — Czuję się, jak gdybym został połknięty przez wielkiego wołu.

Kith-Kanan roześmiał się, klepiąc Mackeliego po ramieniu.

— Poczekaj, aż założysz swą pierwszą, prawdziwą zbroję — rzekł żywiołowo. — Poczujesz się wówczas, jak gdybyś został połknięty przez jednego z naszych gigantycznych żółwi!

Cała trójka zostawiła konie służącym, którzy odprowadzili je do stajni, podczas gdy oni sami weszli do pałacu. Natychmiast u ich boku pojawiły się pokojówki, niosąc w dłoniach suche ręczniki. Kith-Kanan i Dunbarth pobieżnie wytarli twarze, po czym oddali ręczniki służącym. Tylko Mackeli wycierał się długo i ostrożnie, z nieskrywanym zainteresowaniem przyglądając się dziewczętom. Obie panny, z których każda była mniej więcej w wieku Mackeliego, zarumieniły się pod czujnym spojrzeniem młodzieńca.

— Ruszaj się — mruknął Kith-Kanan, ciągnąc Mackeliego za rękaw. Zniecierpliwiony Dunbarth wyciągnął ręcznik z rąk chłopca i oddał go jednej z pokojówek

— Jeszcze nie skończyłem — zaprotestował Mackeli. — Gdybyś wycierał się dłużej, starłbyś z siebie nie tylko skórę, ale także i włosy — zauważył krasnolud.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)