Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Doskonałe wyczucie czasu, Alfredzie – pomyślał Harry. Świetna robota!
– Tak, Alfredzie, nie do końca byliśmy z panem Pope'em szczerzy – potwierdził na głos.
Pope wyglądał na kompletnie zagubionego.
– O czym wy dwaj, kurwa, mówicie?
– Współpracujemy z Ministerstwem Wojny. Zajmujemy się kwestiami bezpieczeństwa.
Po twarzy Pope'a przemknął cień.
– A jaki związek ma śmierć mojego brata z wojną? Jego głos stracił na pewności.
– Będę z panem szczery. Wiemy, że ta kobieta to niemiecki szpieg. I wiemy, że zwróciła się do was o pomoc. Więc jeśli pan nie zacznie natychmiast mówić, będziemy zmuszeni do dość drastycznych posunięć.
Pope zwrócił się do Harry'ego, jakby ten był jego adwokatem z urzędu.
– Nie mogę mu nic powiedzieć, bo nic nie wiem. Nigdy nie widziałem tej baby.
Vicary wyglądał na rozczarowanego.
– Cóż, w takim razie jest pan aresztowany, panie Pope.
– A niby o co się mnie oskarża?
– O szpiegostwo.
– Szpiegostwo! Nie możecie tego zrobić! Nie macie dowodów!
– Posiadamy wystarczająco dużo dowodów i dość władzy, żeby cię zamknąć, a pieprzony klucz rzucić w morze. – W głosie Vicary'ego zabrzmiała niebezpieczna nuta. – Jeśli nie chcesz reszty życia spędzić w brudnym, cuchnącym pierdlu, to lepiej zacznij gadać, i to już!
Pope mrugał oczami, wodząc wzrokiem od Vicary'ego do Harry'ego. Był pokonany.
– Zaklinałem Vernona, żeby nie brał tej roboty, ale on nie słuchał – zaczął. – Myślał tylko o tym, jak się dobrać do tej cipy. Od początku wiedziałem, że coś z nią nie w porządku.
– Czego od was chciała? – spytał Vicary.
– Żebyśmy śledzili amerykańskiego oficera. Zażądała dokładnego raportu ze wszystkich jego ruchów po Londynie. Zapłaciła nam za to dwieście funtów. Od tej pory bardzo często się z nim spotyka.
– Gdzie?
– W restauracjach, u niego.
– Skąd wiesz?
– Śledziliśmy ich.
– Jak się nazywa?
– Catherine, nazwiska nie znam.
– A ten oficer?
– Komandor Peter Jordan z amerykańskiej marynarki wojennej.
Vicary natychmiast aresztował Roberta Pope'a i Dicky'ego Dobbsa. Nie miał powodu dotrzymywać słowa danego złodziejowi i oszustowi. Poza tym nie mógł dopuścić, żeby szwendali się po ulicach. Ustalił, że MI- 5 przetrzyma ich w zamknięciu poza Londynem.
Harry Dalton zadzwonił do Amerykanów na Grosvenor Square i spytał, czy w siedzibie SHAEF pracuje oficer marynarki nazwiskiem Peter Jordan. Po kwadransie ktoś oddzwonił i spytał:
– A kto chce wiedzieć?
Kiedy Harry zapytał o misję Jordana, Amerykanin odparł:
– Powyżej twojej ligi, koleś. Twojej i mojej razem wziętych. Harry zrelacjonował Vicary'emu rozmowę. Vicary poczuł, jak krew mu odpływa z twarzy.
Przez półtorej godziny nikt nie potrafił znaleźć Basila Boothby'ego. Było dość wcześnie i nie dotarł do biura. Vicary dzwonił do jego mieszkania przy Cadogan Square. Rozdrażniony lokaj poinformował go, że sir Basil już wyszedł. Sekretarka twierdziła, że nic nie wie o ruchach generała, ale spodziewa się go już wkrótce. Stugębna plotka głosiła, jakoby Boothby żył w przekonaniu, że wszędzie czyhają na niego wrogowie, więc notorycznie nie udzielał konkretnych informacji, gdzie można go zastać. Wreszcie, tuż po dziewiątej, zjawił się w pracy. Wyglądał na niezwykle z siebie zadowolonego. Vicary, który od prawie dwóch dni nie kąpał się, nie spał ani nie przebrał, ruszył za nim do gabinetu i przekazał najnowsze wiadomości.
Boothby podszedł do biurka, zdjął słuchawkę zielonego aparatu. Wykręcił numer i czekał.
– Halo, generał Betts? Dzwoni Boothby z piątki. Muszę sprawdzić amerykańskiego oficera marynarki, niejakiego Petera Jordana.
Przerwa. Boothby bębnił palcami o blat. Vicary zdartym czubkiem buta wiercił dziurę w perskim kobiercu generała.
– Tak, jestem – odezwał się Boothby. – Naprawdę? Niech to cholera weźmie! Lepiej poszukajcie generała Eisenhowera. Natychmiast muszę się z nim spotkać. Osobiście skontaktuję się z biurem premiera. Obawiam się, że mamy dość poważne problemy.
Boothby wolno odłożył słuchawkę i popatrzył na Vicary'ego. Twarz miał koloru popiołu.
Zamarznięta mgła wisiała niczym dym nad wrzosowiskiem Hampstead. Siedząca na ławce wśród buków Catherine Blake zapaliła papierosa. Z jej punktu obserwacyjnego rozciągał się widok na kilkaset metrów w każdą stronę. Była pewna, że siedzi tu sama. Z mgły wynurzył się Neumann. Ręce głęboko wepchnął w kieszenie i szedł pewnym krokiem człowieka, który wie, dokąd zmierza. Kiedy od Catherine dzieliło go parę metrów, odezwała się głośno:
– Chcę z tobą porozmawiać. Wszystko w porządku. Jesteśmy sami.
Siadł przy niej na ławce, Catherine poczęstowała go papierosem, zapalił go od jej papierosa.
Dała mu kopertę z dwoma rolkami filmu.
– Jestem prawie pewna, że właśnie tego szukają – powiedziała. – Przyniósł to wczoraj ze sobą: notes ze szczegółami projektu, nad którym pracuje. Sfotografowałam całość.
Neumann wsunął kopertę do kieszeni.
– Gratulacje, Catherine. Dopilnuję, żeby bezpiecznie dotarły do rąk naszego przyjaciela z portugalskiej ambasady.
– Na jednej rolce umieściłam coś jeszcze. Proszę Vogla, żeby nas stąd wyciągnął. Coś się popsuło. Boję się, że mój kamuflaż długo nie wytrzyma.
– Chcesz o tym pogadać?
– Im mniej wiesz, tym lepiej, wierz mi.
– Ty tu rządzisz, ja jestem tylko chłopcem na posyłki.
– Pamiętaj, bądź gotowy w każdej chwili się zwijać. Wstała i odeszła.
– Wejdź, Alfredzie, i siadaj – zaprosił Boothby. – Zdaje się, że zwaliło nam się na głowę prawdziwe nieszczęście.
Boothby ruchem głowy wskazał jedno z krzeseł przy biurku. Dopiero co wrócił, na ramionach ciągle jeszcze miał zarzucony płaszcz. Zdjął go i podał sekretarce, wpatrującej się w niego wzrokiem wiernego psa, który czeka na następny rozkaz.
– Kawę, proszę. Nikt nie może nam przeszkadzać. Dziękuję.
Vicary opadł na krzesło. Czuł się fatalnie. Sir Basil zniknął na trzy godziny. Kiedy ostatni raz mu mignął, wypadł z gabinetu, mamrocząc coś o morwach *. Vicary'emu ten kryptonim nic nie mówił. Wiedział tylko, że to drzewo o słodkich owockach. Resztę czasu spędził, krążąc po swoim gabinecie i zastanawiając się, jak poważne są straty. I jeszcze coś mu nie dawało spokoju. Sprawę od początku prowadzi on, tymczasem to Boothby relacjonuje ją Eisenhowerowi i Churchillowi.
Weszła sekretarka z tacą ze srebrnym czajniczkiem z kawą oraz eleganckimi porcelanowymi filiżankami. Ostrożnie postawiła ją na biurku zwierzchnika i zniknęła. Boothby nalał kawy.
– Mleka, Alfredzie? Prawdziwe.
– Tak, chętnie.
– To, co panu teraz powiem, jest ściśle tajne – zaczął generał. – Wie o tym zaledwie garstka ludzi: autorzy projektu i ci, którzy uczestniczą w jego realizacji. Nawet ja znałem jedynie ogólniki. Aż do dziś.
Boothby sięgnął do aktówki, wyjął z niej mapę i rozłożył ją na biurku. Włożył okulary, czego nigdy nie robił w obecności Vicary'ego, i posłużył się złotym ołówkiem jako wskazówką.
– Oto plaże Normandii – pokazał. – A to Zatoka Sekwany. Autorzy projektu inwazji stwierdzili, że jedynym sposobem na tyle szybkiego przerzucenia ludzi i sprzętu na brzeg, żeby operacja się powiodła, jest posiadanie dużego, funkcjonującego portu. Bez niego inwazja może się zakończyć fiaskiem.
Słuchający uważnie Vicary skinął głową.
– Ale tu się pojawia problem: nie zamierzamy zdobyć żadnego portu – podjął Boothby. – W rezultacie stworzono to.
* Morwa – ang. mulberry (przyp. tłum.).